Świat

7 zjawisk społecznych, przez które świat w 2020 roku stał się gorszy

Fot. Christine Roy/Unsplash

Jak można było przewidywać (i w Krytyce Politycznej przewidywaliśmy), koronawirus nie zrobił z nas egalitarnej wspólnoty. Nasilił za to wiele tendencji, które sprawiają, że większości ludzi żyje się na świecie znacznie gorzej – nawet jeśli uniknęli zakażenia. Piotr Wójcik podsumowuje społeczny bilans 2020 roku.

Kończący się już na szczęście rok 2020 upłynął nie tylko pod znakiem pandemii COVID-19, która zabiła już prawie dwa miliony ludzi na całym świecie, ale też towarzyszących jej zjawisk i procesów społecznych. Wywołanych nawet nie samym wirusem, lecz koniecznością zamknięcia ludzi w domach, odcięcia ich od usług publicznych i uniemożliwienia im prowadzenia zwyczajnej aktywności społecznej i zawodowej. Było ich tyle i miały tak dużą skalę, że spokojnie można zaryzykować tezę, że 2020 był najgorszym rokiem w życiu większości przedstawicieli pokolenia milenialsów i zetów. A także wielu osób ze starszych pokoleń.

W ostatnich dwóch dekadach przyzwyczailiśmy się, że sprawy z grubsza idą w dobrym kierunku. Nieco się bogacimy, choć bez przesady, relacje społeczne się cywilizują, może w tempie niezadowalającym, ale jednak, postęp technologiczny zapewnia coraz większej liczbie ludzi życie przynajmniej na w miarę przyzwoitym poziomie. Aż nagle pojawił się COVID-19 i cała ta chwiejna konstrukcja umiarkowanego dobrobytu runęła jak domek z kart. Już od jakiegoś czasu mówiło się, że nasze pokolenie będzie pierwszym, któremu będzie się żyło gorzej. W 2020 roku te przewidywania się ziściły. W ostatnich 12 miesiącach na całym świecie zaszedł daleko idący regres społeczny. Objawiający się wieloma zjawiskami, nie tylko ekonomicznymi.

Świat po koronawirusie? Taki jak teraz, tylko bardziej

1. Eksplozja przemocy domowej

Dwa lockdowny, wiosenny i jesienny, które zamknęły ludzi w domach, stały się prawdziwym dramatem dla osób doświadczających przemocy domowej. Przypadki przemocy fizycznej, ale też psychicznej, między domownikami, głównie wymierzone w kobiety i dzieci, zaczęły występować także w rodzinach, w których wcześniej do nich nie dochodziło. Stres i brak możliwości odreagowania sprawiły, że agresorami stawali się nawet względnie kulturalni ludzie. COVID-19 udowodnił, że dom rodzinny niekoniecznie musi być bezpiecznym miejscem.

Prawdziwy wysyp przypadków przemocy domowej miał miejsce m.in. w Ameryce Południowej. W Peru liczba zgłoszeń na telefon alarmowy Linea 100 od czasu wiosennej fali pandemii zaczęła gwałtownie rosnąć. W 2019 roku utrzymywała się na poziomie około 10 tysięcy miesięcznie. W kwietniu tego roku liczba zgłoszeń wyniosła już 15 tysięcy, a w maju i czerwcu przebiła 23 tysiące. We wrześniu odnotowano 25 tysięcy zgłoszeń. W Argentynie liczba zgłoszeń na Linea 137 wzrosła o jedną trzecią.

Pandemia podrzuca kobietom dodatkowe argumenty, żeby nie rodzić dzieci

Przemoc domowa eksplodowała zresztą na całym świecie. Wielka Brytania, Francja i Hiszpania odnotowały wzrost jej przypadków na poziomie 30–50 proc. W Polsce w tej sprawie zabrał głos nawet Rzecznik Praw Obywatelskich.

2. Pandemia głodu

Przerwane łańcuchy dostaw ograniczyły możliwości wyżywienia mieszkańców krajów rozwijających się i ubogich. Nawet jeśli dostawy nie zostały całkowicie zablokowane, to wydłużył się ich czas i wzrosły koszty, a to podniosło ceny w krajach, w których już wcześniej pieniędzy brakowało na wszystko. Tylko w drugim kwartale 2020 roku ceny podstawowego koszyka żywności w 20 państwach afrykańskich wzrosły o 10 proc. W tym czasie w Sudanie niemal 10 milionów ludzi doświadczyło skutków kryzysu żywnościowego. Szacuje się, że z powodu pandemii w tym roku dodatkowe 6,7 miliona dzieci dozna dewastujących skutków głodu, który odbije się na ich zdrowiu w niedalekiej przyszłości. O ile jej dożyją.

Indie: Wirusa można zwalczyć, głodu nie

3. Brak chęci do życia

Na całym świecie odnotowano w tym roku wzrost liczby dolegliwości psychicznych. Na stres wywołany pandemią nakładają się skutki zamknięcia w domach, izolacji od znajomych i rodziny, a także obawa przed przyszłością i utrzymaniem źródeł dochodów. Wzrasta niepewność, pryska poczucie stabilności. Na tej żyznej glebie wzrastają zaburzenia lękowe i depresja.

W sierpniu amerykańska agencja Centers for Disease Control (CDC) odnotowała w grupie 5,5 tysiąca ankietowanych trzykrotne nasilenie lęków oraz czterokrotne – objawów depresji w porównaniu z 2019 rokiem. W dwóch kolejnych badaniach, przeprowadzonych przez Boston University i John Hopkins University, także odnotowano trzykrotny wzrost występowania poważnego stresu psychicznego lub objawów depresji w stosunku do 2018 roku. Autorka badania przeprowadzonego dla Boston University stwierdziła, że tak dużej skali traumy psychicznej nie odnotowano nawet po ataku terrorystycznym z 11 września czy huraganie Katrina. Szczególnie dewastująco pandemia wpłynęła na psychikę młodych dorosłych. Według badania CDC aż dwie trzecie ankietowanych w wieku 18–24 lata miało oznaki lęków lub depresji.

4. Zapomniana równość szans

Najskuteczniejszym instrumentem wyrównywania szans jest szkoła publiczna. Dzięki niej dzieci z różnych grup społecznych mogą przez kilka godzin dziennie przebywać i kształcić się we w miarę równych warunkach. Mogą chłonąć wiedzę od nauczycieli, którzy dysponują większym kapitałem kulturowym niż rodzice. Dzięki szkole dzieci z biednych środowisk mają okazję nauczyć się tego, czego w życiu nie nauczyłyby się w domu.

Pandemia COVID-19 przeorała szkolnictwo na całym świecie, wymuszając przejście do trybu zdalnego, w którym o jakiejkolwiek równości szans można zapomnieć. Warunki do uczenia się w domu są drastycznie różne w rodzinach z innych klas społecznych.

Ten model edukacji jest zabójczy i dla naszej psychiki, i dla naszego świata

Według raportu Unicefu prawie jedna trzecia uczniów na całym świecie nie była w stanie korzystać z nauczania zdalnego, głównie z powodu braku szybkiego internetu w domu. Najwięcej było ich w Afryce – zdalnego dostępu do nauczania nie miała połowa tamtejszych uczniów. W Azji Południowej ponad jedna trzecia dzieci nie mogła uczestniczyć w zajęciach szkolnych prowadzonych zdalnie, podobnie w Europie Wschodniej i Azji Centralnej. Na Dalekim Wschodzie co piąty uczeń był wykluczony z dostępu do nauki po przejściu szkół do internetu. Wszystkie te dzieci będą miały wyrwany z życiorysu co najmniej jeden rok edukacji.

5. Podeptane prawa pracownicze

Wprowadzenie lockdownów na całym świecie utrudniło prowadzenie zwyczajnej działalności gospodarczej, a niektóre zakłady pracy, szczególnie te związane z usługami, zostały w ogóle zamknięte. Rządy na całym świecie wprowadziły więc odpowiedniki polskich „tarcz antykryzysowych”, w których nie tylko przekazywały miliardy przedsiębiorstwom. Żeby im pomóc, ograniczały też prawa pracowników, uelastyczniając czas pracy, skracając dobowy czas wypoczynku czy ułatwiając rozwiązywanie umów. Oficjalnie tylko na pewien czas, aż się skończy pandemia. Dobrze jednak wiadomo, że skutki deregulacji prawa pracy w czasach kryzysów zwykle zostają na dłużej.

Praca pod tarczą

Pracownicy na całym świecie odczuli skutki masowych zwolnień. Jedną z najbardziej brutalnie potraktowanych grup zawodowych byli pracownicy branży odzieżowej. Według danych raportu Workers Rights Consortium, pozyskanych w 158 zakładach w 9 krajach, z powodu pandemii 38 proc. pracowników doświadczyło zwolnienia lub znacznego ograniczenia czasu pracy. Jedna trzecia pracowników przeniesionych na postojowe nie otrzymała wynagrodzenia. 70 proc. spośród zwolnionych pracowników nie otrzymało pełnej odprawy, która im przysługiwała zgodnie z lokalnymi przepisami.

6. Oligopolizacja gospodarki

Od czasu upowszechnienia internetu największymi korporacjami świata przestały być spółki paliwowe. Prym zaczęły wieść korporacje związane z technologiami mobilnymi, które przyćmiły poprzednich liderów. Internet okazał się przestrzenią stworzoną dla monopoli, bo efekt skali daje w nim przytłaczającą przewagę. Rynek usług mobilnych to klasyczny przykład rynku, na którym zwycięzca bierze wszystko. Jest kilka wiodących portali społecznościowych, sklepów internetowych oraz usług streamingowych, które całkowicie zdominowały rynek. Wśród wyszukiwarek rządzi tylko jedna. Przejście całego świata w tryb zdalny ułatwiły hegemonom technologii mobilnych zdobycie jeszcze większej przewagi. Faktem jest, że wypromowało się też kilku nowych hegemonów, z Zoomem na czele. W nadchodzącym czasie hegemoni usług mobilnych staną się jeszcze potężniejsi i będą mogli robić, co chcą.

Jak Big Tech sprzedał duszę diabłu

Jednym z największych zwycięzców pandemii jest oczywiście Netflix. W pierwszym kwartale tego roku zwiększył liczbę subskrybentów o ponad dwa razy więcej niż kwartał wcześniej. Wygrał z Disneyem, który po przejęciu 21st Century Fox także ma mocną pozycję w branży producentów i dostawców telewizyjnej rozrywki. Cały rynek usług streamingowych wzrośnie w tym roku o jedną piątą. Tymczasem liczących się graczy na całym świecie jest dosłownie kilku i praktycznie wszyscy pochodzą z USA.

W nadchodzącym czasie oligopolizacja dotknie też prawdopodobnie inne branże. Chociażby hotelową, w której mniejsze podmioty nie są w stanie przetrwać kolejnych lockdownów. Więksi gracze wykupią więc majątek upadających firm, zalewając świat sieciami takich samych hoteli. To samo zresztą może dotyczyć chociażby kin.

7. Rozwierające się nożyce dochodów

Dzięki oligopolizacji gospodarki bogaci stają się jeszcze bogatsi. Czasem dlatego, że pandemia eliminuje im konkurencję, a czasem dlatego, że generuje im niespotykany wcześniej popyt. Majątek hegemona w branży sprzedaży internetowej, czyli właściciela Amazona Jeffa Bezosa, przebił magiczną barierę 200 miliardów dolarów. O ponad miliard dolarów wzbogacił się także Rocco Commiso, który jest potentatem na rynku amerykańskich telewizji kablowych. W pierwszych czterech miesiącach 2020 roku majątek ośmiu amerykańskich miliarderów wzrósł o co najmniej miliard dolarów. Nie wszystkich łącznie: o tyle wzbogacił się każdy z nich.

Pandemia to dla nas wszystkich wielka szansa! Nas, miliarderów

Potężni stają się jeszcze potężniejsi, tymczasem z biednymi pandemia się nie pieści. Według danych Banku Światowego z powodu COVID-19 w skrajne ubóstwo wpadnie w tym roku dodatkowe 100 milionów osób. Co będzie oznaczać, że w tym roku poniżej granicy skrajnego ubóstwa, definiowanego jako życie poniżej niecałych dwóch dolarów dziennie, znajdować będzie się 9,4 proc. ludzi na świecie. Przed wybuchem pandemii skalę skrajnego ubóstwa na świecie szacowano na 7,9 proc. Globalna recesja wpędzi więc w skrajną biedę dodatkowe 1,5 proc. ludności świata. Niestety, ponowne wyjście z tego stanu zajmie im znacznie więcej czasu.

Czytaj inne podsumowania 2020 roku:

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Piotr Wójcik
Piotr Wójcik
Publicysta ekonomiczny
Publicysta ekonomiczny. Komentator i współpracownik Krytyki Politycznej. Stale współpracuje z „Nowym Obywatelem”, „Przewodnikiem Katolickim” i REO.pl. Publikuje lub publikował m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, magazynie „Dziennika Gazety Prawnej”, dziale opinii Gazety.pl i „Gazecie Polskiej Codziennie”.
Zamknij