Kraj, Świat

Pandemia podrzuca kobietom dodatkowe argumenty, żeby nie rodzić dzieci

W Polsce faceci bardziej niż kobiety są chętni do posiadania potomstwa. Pandemia i lockdown mogą pogłębić tę dysproporcję. I żadne zaostrzanie zakazu aborcji w tym nie pomoże – wręcz przeciwnie.

Zajmujący się problematyką zdrowia prokreacyjnego Guttmacher Institute ustalił, że w USA epidemia koronawirusa doprowadziła do znaczących zmian w reprodukcyjnych planach kobiet. Ponad 40 proc. Amerykanek w wieku 18–49 lat zdecydowało się zmienić swoje plany dotyczące tego, kiedy i ile dzieci chciałoby urodzić. 34 proc. uczestniczek badania z powodu pandemii planuje przełożyć decyzję o macierzyństwie albo mieć mniej dzieci, niż zakładały. W podobny sposób myśli prawie co druga bezdzietna amerykańska kobieta.

Badacze główny powód tych zmian upatrują w spadku wskaźników gospodarczych i bezpieczeństwa socjalnego wśród badanych: utratę pracy, utrudniony dostęp do pomocy medycznej, wzrost liczby przypadków przemocy domowej. Podobnie jak podczas kryzysu finansowego w 2008 r., COVID-19 mocniej uderzył w Latynoamerykanki i Afroamerykanki: mniej dzieci wskutek pandemii planuje mieć 28 proc. białych i 48 proc. kolorowych mieszkanek USA.

Owszem, Stany pod względem radzenia sobie z pandemią mogą być uznane za przykład patologiczny. Ponad 8 mln przypadków zakażenia, 218 tysięcy zgonów, 13-procentowe (a wśród kobiet 18-procentowe) bezrobocie, brak powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, koronanegacjonizm administracji Trumpa. Trudno myśleć o macierzyństwie w takich warunkach. Ale i w bardziej opiekuńczych państwach to kobiety mocniej odczuwają negatywne skutki pandemii.

Dwa kroki do tyłu w walce o równouprawnienie

ONZ alarmuje: na całym świecie kobiety z powodu niższej, mniej pewnej pozycji społecznej gorzej od mężczyzn odczuwają skutki pandemii i lockdownu. Są bardziej narażone na utratę pracy, dlatego że częściej pracują w zawodach „kontaktowych”: jako sprzedawczynie, fryzjerki, manikiurzystki, recepcjonistki w hotelu czy sprzątaczki. Do tego częściej zatrudnione są na czarno lub na podstawie umów cywilno-prawnych.

Krótki przewodnik po rynku pracy czasu pandemii i nie tylko [list]

W zamożnej Wielkiej Brytanii kobiety częściej niż mężczyźni w tym roku traciły pracę w korpo. Jednocześnie to właśnie kobiety stanowią 77 proc. wśród 3,2 mln brytyjskich essential workers, czyli opiekunek, ekspedientek, niań, pielęgniarek – osób na rynku pracy niezbędnych, a jednocześnie najbardziej narażonych na zakażenie.

Turbulencje na rynku pracy to niejedyny powód zmiany planów prokreacyjnych. Na decyzje kobiet o macierzyństwie wpływa ogólna sytuacja zdrowotna. WHO nie potwierdza bezpośredniego wpływu COVID-19 na przebieg ciąży i zdrowie płodu. Lecz już wiadomo, że nawet młode ciężarne kobiety po zakażeniu koronawirusem mają większe szanse na trafienie do szpitala niż ich nieciężarne rówieśniczki.

Ale największą bodaj antyreklamę macierzyństwu obecnie robi perspektywa opieki nad dzieckiem 24/7 w domu. Pod tym względem lockdown cofnął kobiety na Zachodzie do sytuacji sprzed 50 lat. Zamknięte żłobki, przedszkola i szkoły w całości czy częściowo przerzuciły ciężar edukacji młodego pokolenia na matki, które były zmuszone albo (czasowo) zrezygnować z pracy, albo spróbować łączyć ją z całodobowym macierzyństwem.

Rodzić po ludzku w czasie pandemii

czytaj także

Kobiety ze środowisk akademickich już w kwietniu alarmowały, że przez przeniesienie biur do domu ten rok zostawi białą plamę w ich karierze naukowej. Już po kilku tygodniach lockdownu dało się zauważyć spadek liczby publikacji składanych przez kobiety do międzynarodowych czasopism akademickich. Przy tym liczba publikacji napisanych przez badaczy płci męskiej tylko urosła.

„Ta pandemia może dać niektórym z nas ważną lekcję: jak matki i ojcowie wspólnie zetknęli się z potrzebą szybkiej reorganizacji harmonogramu pracy i opieki. W dłuższej perspektywie związane z tym zmiany produktywności wpłyną na ich kariery. Ci, którzy mieli mniej obowiązków domowych, podążą do gwiazd. Ale czy ktokolwiek ze społeczności akademickiej weźmie pod uwagę nierówne podejście do opieki i pracy w domu? Nie. Wszyscy będziemy razem uczestniczyć w otwartych konkursach na stanowiska, rodzice i bezdzietni. Mimo że praca naukowa – w której awans zawodowy opiera się na liczbie i jakości publikacji naukowych oraz zdolnościach do uzyskania finansowania projektów – jest zasadniczo nie do pogodzenia z opieką nad dziećmi” – pisze w „Nature” wykładowczyni Uniwersytetu Florencji Alessandra Minello.

Trudno uznać podobną wizję przyszłości za zachęcającą. Dlatego we Francji, Niemczech, Hiszpanii, Włoszech czy Wielkiej Brytanii – pandemia wszędzie ograniczyła reprodukcyjne plany młodych kobiet. Od 68 do 88 proc. mieszkanek Europy Zachodniej w wieku 18–34, które w styczniu 2020 deklarowały chęć urodzenia dziecka, z powodu pandemii zdecydowały urodzić je później albo mieć mniej dzieci.

O ile w Niemczech i we Francji – gdzie sytuacja gospodarcza i rynku pracy była całkiem dobra w ostatnich latach – kobiety częściej deklarowały tylko przełożenie planowanej ciąży w czasie, o tyle we Włoszech 36 proc. jeszcze niedawno planujących ciążę kobiet w ogóle zrezygnowało z posiadania pierwszego czy kolejnego dziecka pod wpływem tegorocznych wydarzeń (nie ma przy tym korelacji pomiędzy lokalną skalą pandemii a decyzją reprodukcyjną – Włoszki w prowincjach mniej dotkniętych koronawirusem były tak samo ostrożne w planowaniu rodziny jak te z Bergamo i Mediolanu).

Matka Polka wypalona, koleżanki wystraszone

Polska obecnie ma jeden z najniższych współczynników dzietności w UE – 1,420 – i jest przy tym krajem, gdzie młodzi mężczyźni bardziej niż młode kobiety chcą mieć dzieci (68 do 56 proc. w kategorii wiekowej 25–29). Dłuższy urlop macierzyński czy program 500+ nie poprawiły sytuacji: tylko 45 proc. Polek, które mają jedno dziecko, w 2017 rozważało możliwość urodzenia drugiego i tylko 10 proc. z dwójką dzieci myśli o trzecim, a właśnie te decyzje są kluczowe z punktu widzenia zastępowalności pokoleń.

Powodem – wbrew sugestiom ministra Czarnka – nie jest wyjątkowy wzrost aspiracji zawodowych czy popularność feminizmu, tylko brak stabilnej pracy, godnych warunków mieszkaniowych, sprawnie działającej ochrony zdrowia i systemu opieki przedszkolnej czy konieczność udowadniania ZUS-owi, że jednak się pracowało, a nie fikcyjnie wpłacało składki.

Do tego pandemia COVID-19, a zwłaszcza sposób, w jaki zarządza nią polski rząd, dorzuciły Polkom kolejnych argumentów na korzyść bycia childfree albo urodzenia maksymalnie jednego dziecka. Fatalny stan ochrony zdrowia, ograniczony dostęp do opieki lekarskiej, jeszcze bardziej niestabilna sytuacja rynku pracy, konieczność siedzenia z rodziną na kupie w ciasnych wynajmowanych mieszkaniach, niemożliwość zaangażowania do opieki nad dzieckiem kogoś poza członkami rodziny, nieprzemyślana zdalna edukacja… Opowieści totalnie wypalonych koleżanek matek o urokach lockdownu z dziećmi w bloku działają lepiej od antykoncepcji. Bo jeżeli któraś z nich po macierzyńskim odzyskała możliwość aktywności zawodowej, teraz musi z niej zrezygnować, by pociecha nie została analfabetą.

Rosja promuje dzietność, ale nie chroni praw ciężarnych

czytaj także

To jeszcze nie koniec. Przeciętna kobieta w krajach OECD codziennie poświęca bezpłatnej pracy, czyli wykonywaniu obowiązków związanych z utrzymaniem domu i wyżywieniem rodziny, 4 godziny i 24 minuty. Przeciętny mężczyzna – nieco ponad 2 godziny. Natomiast przeciętna Polka oddaje gospodarstwu domowemu 4 godziny 46 minut życia, przeciętny Polak – 2 godziny 35 minut. Przy tym na odpoczynek Jaś ma codziennie 311 minut, Małgosia – 262.

Gdy Kantar w ubiegłym roku pytał Polaków o najbardziej nielubiany obowiązek domowy, mężczyźni odpowiedzieli, że każdy. Miłość do gotowania zadeklarowało 49 proc. kobiet i 16 proc. mężczyzn, do codziennych zakupów – odpowiednio 27 i 14 proc., do odkurzania – 20 i 15 proc., do sprzątania łazienki – 13 i 4 proc. Żadnych obowiązków domowych nie lubi 9 proc. kobiet i 31 proc. mężczyzn. No i zgadnijcie, na kogo podczas lockdownu i teraz, w czasie drugiej fali, spadła ta „przyjemność” pucowania chaty i wyżywienia niewychodzących do zakładów pracy domowników?

Za bezdzietnością rzadko stoi świadomie podjęta decyzja – tylko 5 proc. Polek rok temu deklarowało, że w ogóle nie chce mieć dzieci. Dla reszty decydujące są ogólne warunki społeczne, które pandemia znacząco pogorszyła. Dlatego Komisja Europejska rekomenduje rządom uwzględniać kwestie genderowe i równościowe podczas opracowywania tarcz antykryzysowych. Lecz w Polsce na razie nie pochylono się nad tą kwestią.

Opieka to najlepsza (po)pandemiczna inwestycja

czytaj także

Za to po raz kolejny próbuje się ograniczyć możliwość kobiet do decydowania o swoim zdrowiu reprodukcyjnym, zakazując aborcji z przyczyn ciężkich wad płodu. Co jeszcze bardziej Polki upokarza, ubezwłasnowolnia i pozbawia poczucia bezpieczeństwa. A więc jeszcze bardziej zniechęca do posiadania dzieci.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Olena Babakova
Olena Babakova
Dziennikarka
Olena Babakova – absolwentka Wydziału Historii Kijowskiego Uniwersytetu Narodowego im. Tarasa Szewczenki, doktorka nauk humanistycznych w zakresie historii Uniwersytetu w Białymstoku. W latach 2011–2016 dziennikarka Polskiego Radia dla Zagranicy, od 2017 roku koordynatorka projektów w Fundacji WOT. Współpracuje z polskimi i ukraińskimi mediami, m.in. „Europejską Prawdą”, „Nowoje Wriemia”, „Aspen Review”, Kennan Focus on Ukraine. Pisze o relacjach polsko-ukraińskich i ukraińskiej migracji do Polski i UE.
Zamknij