Gospodarka

Pandemia to dla nas wszystkich wielka szansa! Nas, miliarderów

Fot. Austin Distel/Unsplash. Edycja KP.

W USA tracący pracę otrzymali jednorazową zapomogę w wysokości 1,2 tys. dolarów, za to 43 tys. amerykańskich milionerów ulgi podatkowe na kwotę w sumie 70 mld dolarów. Także w Polsce tarcze antykryzysowe były zdecydowanie przechylone w stronę pracodawców i przedsiębiorców.

O ile statystyczny coach będzie w ciemno przekonywał, że kryzys osobisty jest zawsze szansą, którą trzeba niezwłocznie wykorzystać, o tyle każdy dobry psychoterapeuta przyzna, że może on być zarówno okazją do rozwoju, jak i zupełnego rozsypania się. Cierpienie nie uszlachetnia, co w XXI wieku powinien wiedzieć już każdy – ale niestety tak nie jest. Cierpienie wbija w glebę, odbiera chęć do życia, a nawet prowadzi do negatywnych zmian w układzie biochemicznym mózgu. Ludzie „po przejściach” czasem bywają silniejsi, okrzepli i niejako zaszczepieni na przyszłe problemy, ale zwykle są rozbici i apatyczni. Kryzysy osobiste dobrze znoszą ci, którzy mają ku temu psychiczne predyspozycje, ich gospodarka neuroprzekaźników jest dobrze uregulowana, a receptory w mózgu potrafią odpowiednio reagować na zmieniające się okoliczności i szybko się regenerować. Inaczej mówiąc, z kryzysu osobistego wyjdą mocniejsi głównie ci, którzy już wcześniej byli silni psychicznie. Oczywiście są wyjątki, ale na wyjątkach teorie budują jedynie niepoprawni libertarianie.

Jeff zdobywca

Te mechanizmy można też odnieść do kryzysów gospodarczych. Z nich bowiem silniejsi wychodzą przede wszystkim ci, którzy już wcześniej byli silni. Dla takich osób kryzys faktycznie może być szansą. Dla zdecydowanej większości pozostałych kryzys bywa traumatycznym przeżyciem, o którym będzie się pamiętać do śmierci, a nabyte podczas niego nawyki będą pętać ruchy co najmniej do emerytury. Wchodzenie na rynek podczas kryzysu długotrwale obniża zarobki, zmniejsza szansę na awans także w przyszłych czasach prosperity i drastycznie obniża skłonność do ryzyka, a co za tym idzie, pozbawia szans na podejmowanie wyzwań.

Cyfryzacja nie dla wszystkich

Co innego ci naprawdę zamożni – przed nimi kryzys otwiera mnóstwo drzwi. Każdy kryzys zmienia nawyki społeczeństw, dokonuje pewnego przetasowania gospodarczego, jedne branże stają się bardziej rentowne, inne mniej, a czasem wręcz zupełnie odchodzą do lamusa. Mając odpowiednie zasoby kapitału, można swobodnie podejmować decyzje, w kryzysowej rzeczywistości wchodząc w nowe branże lub rozwijając wcześniej marginalne gałęzie działalności. Co więcej, można te decyzje podejmować szybko, dzięki czemu zyska się przewagę nad potencjalnymi konkurentami. Nie trzeba się przy tym martwić, że któraś z inwestycji będzie nietrafiona. Milion w tę czy w tamtą, co to za różnica?

Jednym z największych zwycięzców pandemicznego kryzysu gospodarczego jest oczywiście Jeff Bezos, którego majątek przebił niedawno wartość 200 mld dolarów. Właściciel największej platformy zakupowej na świecie, czyli Amazona, nie mógł sobie wymarzyć lepszego rodzaju kryzysu. Rządy pozamykały sklepy, więc handel przeniósł się do sieci.

Ludzi pozamykano w domach, uniemożliwiając prowadzenie zwyczajnej aktywności społecznej, więc ci, którzy nie utracili dochodów, chcieli coś z tymi, wykorzystywanymi zwykle w weekendy lub wieczorami pieniędzmi zrobić. Koncept sprzedażowy Amazona okazał się całkiem udany, więc klientów ma sporo. Problem w tym, że warunki pracy w Amazonie już tak udane nie są. Ludzie zamienieni w biologiczne androidy muszą wykonywać tysiące mechanicznych czynności w absurdalnie krótkim czasie, będąc przez cały czas ocenianymi.

Zamknij oczy i policz do dwustu miliardów

czytaj także

Zarabiają przy tym niespecjalnie duże pieniądze, szczególnie na tle majątku ich (tak zwanego) chlebodawcy. Książek i reportaży o pracy w Amazonie napisano sporo, acz nie wszystkie są przesadnie fascynujące, polecam więc raczej powieść soft science-fiction Magazyn Roba Harta, o wymyślonym monopoliście handlu internetowego, która doskonale pokazuje wpływ takiego otoczenia pracy na człowieka.

Yuan lepszy niż yuan

Równie zadowolony może być Eric Yuan, twórca Zooma, prostego narzędzia do prowadzenia konferencji przez internet. Przeniesienie pracowników w tryb zdalny napędziło mu niespotykaną wcześniej liczbę użytkowników, która w kilka miesięcy skoczyła z 10 aż do 200 mln. Podobnie rosły kursy akcji jego spółki na technologicznej giełdzie NASDAQ. Przed wybuchem pandemii za jedną akcję płacono 70 dolarów, a pod koniec marca już niemal 160 dolarów. Co znaczyło tyle, że giełdowa wartość jego spółki wzrosła do 44 mld dolarów, a jego osobisty majątek przekroczył wartość 5 mld dolarów. I to pomimo faktu, że z Zoomem wiązały się liczne problemy, głównie związane ze słabą jakością zabezpieczeń, które umożliwiały zakłócanie konferencji i hakowanie ich. Okazało się także, że dane uczestników organizowanych przez Zoom konferencji przechodzą przez chińskie serwery.

Witajcie w epoce zoomizmu

czytaj także

Witajcie w epoce zoomizmu

Agnieszka Kosiorowska

Kolejnym zwycięzcą pandemii okazał się inny Chińczyk, obywatel Singapuru Li Xiting, współwłaściciel spółki Mindray produkującej sprzęt medyczny. W ciągu zaledwie jednego pandemicznego miesiąca wzbogacił się o miliard dolarów, między innymi dzięki temu, że państwa świata rzuciły się do kupowania produkowanych przez Mindray respiratorów.

Swoje zarobił także Joshua Harris, właściciel funduszu private equity Apollo Global Management, który w pierwszych miesiącach pandemii powiększył swój majątek o blisko 2 mld dolarów. Fundusz Apollo na potęgę inwestuje w spółki technologiczne, między innymi ulokował niedawno kapitał w spółce Tech Data. Jednak fundusz ten znany jest także z „obstawiania” upadłości zagrożonych niewypłacalnością spółek. Apollo kupił między innymi swapy ryzyka kredytowego na dług spółki Hertz, zajmującej się dzierżawą floty samochodów. Pandemiczny kryzys pogrążył Hertza, dzięki czemu fundusz Apollo wygrał zakład o niewypłacalność spółki. Co prawda, przedstawiciele funduszu twierdzą, że obstawiali niewypłacalność Hertza jeszcze przed wybuchem pandemii.

O ponad miliard dolarów w czasie pandemii wzbogacili się także między innymi Rocco Commisso, właściciel spółki Mediacom, która jest potentatem na rynku amerykańskich telewizji kablowych, John Albert Sobrato, czyli deweloper z Doliny Krzemowej, a także MacKenzie Bezos, była żona Jeffa Bezosa, która po rozwodzie otrzymała jedną czwartą udziałów w Amazonie. Jeśli zatem jej były mąż zarabia, to ona też, nawet gdy sama nie kiwnie palcem.

Pandemiczna bonanza

Według raportu waszyngtońskiego Institute for Policy Studies Billionaire Bonanza 2020: Wealth Windfalls, Tumbling Taxes and Pandemic Profiteers między styczniem a kwietniem 2020 roku majątek ośmiu amerykańskich miliarderów wzrósł o co najmniej miliard dolarów. Od marca do kwietnia majątek amerykańskich miliarderów wzrósł o 282 mld dolarów, osiągając kwotę 3,23 bln dolarów. Choć wcześniejszy kryzys gospodarczy początkowo uszczuplił ich majątek o 300 mld, to już w 2012 roku odrobili oni swoje straty z nawiązką. W mijającej właśnie dekadzie powiększyli oni swoje bogactwo o 81 proc., a pierwsze pandemiczne miesiące były dla nich szczególnie zyskowne. W tym samym czasie USA notowały rekordowe bezrobocie, a liczba osób pozostających bez pracy sięgnęła w pewnym momencie 50 milionów.

Nie jest to wyłącznie specyfika Stanów Zjednoczonych. Podobne zjawisko obserwujemy w Unii Europejskiej, w którą kryzys pandemiczny uderzył równie mocno. W drugim kwartale tego roku PKB całej UE spadło o 11,4 proc. rok do roku, a w trzecim kwartale o 12,1 proc. Spadło również zatrudnienie – w całej UE o niecałe 3 proc., ale na przykład w Hiszpanii już o niemal 8 proc., a w Irlandii o 6 proc. W tym samym czasie rósł majątek najbogatszych Europejczyków: obecnie stu najbogatszych ma majątek większy o łącznie 120 mld euro niż jeszcze rok temu. Oznacza to, że w ciągu poprzednich 12 miesięcy powiększyli ich wartość o 15 proc. Jak widać, pandemiczny kryzys nie musi być taki straszny. Trzeba tylko mieć miliardy na koncie i wtedy spokojnie można jeszcze na nim zarobić.

Jak zabrać bogatym i dlaczego trzeba

Z czego to wynika? Głównie z tego, że najbogatsi obecnie lokują swoje pieniądze w spółkach technologicznych. Nawet na polskiej giełdzie od tego roku dwie największe firmy to przedsiębiorstwa bazujące na technologiach cyfrowych – Allegro oraz CD Projekt. Tymczasem to właśnie te przedsiębiorstwa na pandemii zyskują, gdyż zamrożone życie społeczne przenosi się do sieci, a ludzie zamknięci w domach muszą zapewnić sobie jakąś rozrywkę. I między innymi dlatego spółki gamingowe w Polsce w pierwszych trzech kwartałach tego roku zanotowały 1,5 mld złotych przychodów, pół miliarda złotych zysku na czysto i zapewniały stopę zwrotu na poziomie 82 proc. Mając przy tym 755 mln złotych w wolnej gotówce.

Złote szalupy ratunkowe

Swoje zrobiły także wyjątkowo „propodażowe” pakiety ratunkowe dla gospodarek. Przykładowo, w USA tracący pracę otrzymali jednorazową zapomogę wysokości 1,2 tys. dolarów, za to 43 tys. amerykańskich milionerów ulgi podatkowe na kwotę w sumie 70 mld dolarów. Także w Polsce tarcze antykryzysowe były zdecydowanie przechylone w stronę pracodawców i przedsiębiorców. Warta 100 mld złotych Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju skierowana była tylko do przedsiębiorstw, oferując im wielomilionowe, w większości bezzwrotne pożyczki.

No dobrze, ale czy właściwie mamy się tym martwić? Skoro różni obrotni biznesmeni potrafią się ustawić w pandemicznej rzeczywistości, to oznacza przecież, że dobrze zaspokajają nasze pandemiczne potrzeby, nieprawdaż? A jednak jest czym się martwić. Po pierwsze, nie wszyscy z nich zarabiają całkiem fair, czego przykładem wyzyskujący pracowników Bezos oraz wspomniany fundusz Apollo Global Management. Po drugie, jeśli pandemia umocni klasę globalnych oligarchów, to władza ekonomiczna, a po niej polityczna jeszcze bardziej przesuną się w stronę niewybieranej i niekontrolowanej przez społeczeństwo wąskiej grupy osób. A ona, dzięki swoim zasobom będzie mogła kształtować przyszłe otoczenie prawne jeszcze bardziej na swoją korzyść.

Komisja ds. respiratorów

We wspomnianym wyżej raporcie Institute for Policy Studies znajdujemy kilka ciekawych rozwiązań tego problemu. Głównie podatkowych – mowa na przykład o ustanowieniu dodatkowego 10-procentowego podatku dochodowego dla milionerów. A także o podatku od „nadmiernych zysków”, który niestety nie jest w nim precyzyjnie opisany, ale miałby zniechęcać do spekulacji. W Polsce nie musielibyśmy aż tak kombinować – wystarczyłoby wreszcie wprowadzić progresję podatkową z prawdziwego zdarzenia. Think tank proponuje także między innymi uruchomienie komisji wzorowanej na Komisji Trumana z drugiej wojny światowej, która badałaby przypadki wzbogacenia się w czasie kryzysu, aby wyłapać przypadki defraudacji, niezgodnej z prawem spekulacji lub nielegalnego lobbingu. W Polsce taka komisja bez wątpienia również by się przydała, mając w pamięci nasze perypetie z zakupem respiratorów czy maseczek.

Poza tym znalazły się także propozycje podatków majątkowych. Pierwszym z nich jest progresywny podatek od nieruchomości, proponowany przez Berniego Sandersa. W Polsce wystarczyłoby na początek wprowadzić podatek katastralny zamiast podatku od powierzchni nieruchomości, wraz z odpowiednimi wyłączeniami dla nieruchomości mieszkalnych. Think tank przypomina także koncepcję podatku majątkowego proponowanego przez senatorkę Elisabeth Warren. Według jej koncepcji majątki powyżej 50 mln dolarów miałyby być obciążone stawką 2 proc. rocznie, a te powyżej miliarda stawką 3 proc. Autorzy raportu zwracają uwagę, że tego typu rozwiązania cieszą się w USA poparciem społecznym.

Miliarderom demokracja nie przeszkadza

A czy podobnym cieszyłyby się w Polsce? Najwyraźniej tak. Według badania przeprowadzonego w październiku przez Polski Instytut Ekonomiczny Polacy i Polki oczekują znacznie większej progresji podatkowej, niż jest obecnie. Choć z badania tego wynika także, że jako społeczeństwo chcielibyśmy ogólnie niższych podatków, to pocieszający jest fakt, że zdecydowanej większości nie trzeba tłumaczyć sensowności takiego systemu, w którym zamożniejsi płacą proporcjonalnie więcej – nawet ponad trzykrotnie więcej, jak wynika z badania PIE. Poparcie społeczne dla reformy podatkowej mogłoby się więc znaleźć. Pytanie tylko, czy znajdą się w Polsce politycy, którzy będą umieli to sensownie „sprzedać”.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Piotr Wójcik
Piotr Wójcik
Publicysta ekonomiczny
Publicysta ekonomiczny. Komentator i współpracownik Krytyki Politycznej. Stale współpracuje z „Nowym Obywatelem”, „Przewodnikiem Katolickim” i REO.pl. Publikuje lub publikował m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, magazynie „Dziennika Gazety Prawnej”, dziale opinii Gazety.pl i „Gazecie Polskiej Codziennie”.
Zamknij