Izabela Sowa-Jasińska

Nie kopać leżącego!

Pierwsza strona lokalnego „Życia Bytomskiego” sprzed dwóch tygodni: „Czy Polska ma dług wobec Bytomia? Poraniony, zubożony i pozostawiony samemu sobie Bytom woła o pomoc. Czy powinnyśmy ją otrzymać ze względu na to, że kiedyś to my gospodarczo wspieraliśmy kraj?”.

Pretekstem do artykułu są starania władz Bytomia o realizację dwóch projektów, na które wszyscy bardzo liczyli. Miasto zabiegało o fundusze na inwestycję drogową, Bytomską Centralną Trasę Północ–Południe (tzw. becetkę), mającą lepiej skomunikować Bytom z resztą regionu górnośląskiego. Wiadomości nie są dobre – projekt nie znalazł się na liście priorytetów województwa śląskiego finansowanych z funduszy unijnych. To z kolei praktycznie przekreśla szanse na drugą atrakcyjną inwestycję – ulokowanie w pięknym, zabytkowym gmachu Elektrociepłowni „Szombierki” Śląskiego Centrum Nauki, o co starają się także inne miasta. No bo jaki jest sens stawiać w Bytomiu Centrum Nauki, które ma przyciągać publiczność z całego regionu, skoro nie ma jak do niego dojechać? Koło się zamyka, pętla się zaciska.

Bytom, wielki przegrany polskiej transformacji, nie wie, jak o siebie zawalczyć. Władze samorządowe trwają w impasie: kolejni prezydenci, kolejne kadencje, żadnych realnych efektów. Przez ostatnie 24 lata w mieście zniknęło ponad 50 tysięcy miejsc pracy – w latach 70. działało tutaj 6 kopalń węgla kamiennego, 2 huty żelaza, 2 elektrownie, liczne zakłady pomocnicze dla przemysłu. Pracownicy działów kadr kopalni jeździli po całej Polsce, werbując mieszkańców wsi i małych miasteczek do dobrze opłacanej pracy pod ziemią. Dziś symbolem Bytomia są rozpadające się z powodu szkód górniczych budynki, a bezrobocie, liczone w 2012 roku na blisko 20 procent, jest najwyższe w województwie śląskim.

Miasto aż huczy ze złości. Prezydent Damian Bartyla protestuje u marszałka śląskiego w sprawie pieniędzy na trasę, list napisał też bytomski poseł PO Jacek Brzezinka. Lokalni dziennikarze pod hasłami o długu Polski wobec Bytomia umieszczają skany z prasy z okresu przemysłowej prosperity.

Bytom godnie odpowiedział na apel Partii.

W banku jest już czek na 279 milionów złotych!

Piękny sukces w historii powojennego górnictwa. 50 mln ton węgla z „Bobrka”. Dodatkowe miliony do narodowej szkatuły.

Dobra robota cechą bytomian.

Kolejny rekord wydobycia. 61 tys. ton dziennie czarnego złota.

Po 1989 roku, gdy okazało się, że wydobycie węgla jest nierentowne, nie ma popytu na surowce, a przestarzałe technologie produkcji przechodzą do historii, starsi ratowali się przejściem na wcześniejsze emerytury, tzw. pomostówki. Młodzi, po szkołach zawodowych i technicznych, nie mieli żadnej sensownej perspektywy. Bo nie można zaliczyć do udanych głośnej akcji z odprawami górniczymi w zamian za dobrowolne odejście z kopalni. Odpowiednio duże kwoty (ok. 40 tysięcy zł) miały pozwolić im na założenie własnego biznesu. W ten sposób nakłaniano górników do rezygnacji, zanim ich zakład zostanie zamknięty i ogłosi zwolnienia grupowe.

Tylko że te własne biznesy były jedynie pobożnym życzeniem, a nie przemyślanym programem restrukturyzacji sektora górniczego. Pracownicy nie byli w żaden sposób zobowiązani do zainwestowania odpraw w przekwalifikowanie zawodowe, pieniądze można było wydać na dowolny cel. Co najczęściej kończyło się krótkim „królowaniem na dzielni”: kupieniem samochodu bądź wymianą sprzętu AGD na bardziej nowoczesny.

I tak skonsumowano w Bytomiu „fundusz rozwojowe”. Trzeba się było zmierzyć z utratą stałego źródła utrzymania i frustracją spowodowaną zmianą statusu z uprzywilejowanego pracownika wielkiego przemysłu w bezrobotnego. I tu zaczyna się prawdziwy dramat, bo pomysły państwa na pomoc skończyły się na odprawach. Dalej każdy musiał zadbać sam o siebie. A nierzadko, jako jedyny żywiciel rodziny, musiał zadbać i o siebie, i o swoją rodzinę. Z powodu warunków pracy w przemyśle ciężkim zatrudnieni byli głównie mężczyźni, kobiety pracowały, prowadząc dom i wychowując dzieci. A jak ktoś nie umiał, nie miał smykałki do biznesu, bo całe życie uczono go tylko jednego – jak wydobywać węgiel i wytapiać stal – to już jego problem. Ani miasto, ani województwo, ani państwo nic tu nie pomogą. I nie pomogły.

Jadę autobusem między dzielnicami Bytomia i słyszę:

– On pije.

– Jak każdy górnik. Nie wiem, czy to z tej depresji, czy co. Nie ma górnika, co nie pije.

A z okien widzę nagle, że zniknął cały kwartał domów w dzielnicy Karb. Budynki „zwyczajnie” się zawaliły.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Izabela Sowa-Jasińska
Izabela Sowa-Jasińska
Koordynatorka Instytutu Studiów Zaawansowanych
Zastępczyni dyrektora biura kultury m.st Warszawy. Studiowała kulturoznawstwo i zarządzanie kulturą na UŚ. Do 2009 pracowała w instytucjach kultury na Górnym Śląsku, ostatnio w CSW Kronika w Bytomiu. Współredaktorka książki Drżące ciała Artura Żmijewskiego. Inicjatorka i organizatorka licznych wydarzeń kulturalnych i edukacyjnych na Śląsku (m.in. Festiwal Teatralny Teatromania, Hartowanie Teatrem przy BCK). Pracowała także w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego. W latach 2010-2011 zarządzała klubokawiarnią w Centrum Kultury Nowy Wspaniały Świat w Warszawie, w latach 2012-2019 koordynatorka Instytutu Studiów Zaawansowanych w Warszawie i projektów kulturalnych Stowarzyszenia im. S. Brzozowskiego.
Zamknij