Historia, Weekend

Emancypacja na miarę czasów: czy Bolesław Prus był mizoginem?

Prus tworzy postaci pełne wad, sprzeczności i słabości i są to zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Następnie zaś pokazuje ich funkcjonowanie w społeczeństwie, które ślepnie na przywary mężczyzn, bezlitośnie zaś rozlicza z dowolnych transgresji przeciwko ideałowi kobiety.

„Maturzysto, pamiętaj! Arka Gdynia, Iza Łęcka”, „Izabela Łęcka – znam tę prostytutkę”, „Panie Stasiu, Izabela Łęcka jest dla zarządu, dla pana mamy panią Stawską”. To tylko kilka memów na temat Lalki Bolesława Prusa, które krążą z powodzeniem po internecie. Dziś przeczytałam jeszcze: „Kup dziecku »Dżumę«, jeśli chcesz, by zrozumiał, że łatwo jest być sprawiedliwym z pełnym żołądkiem, a moralność winno się oceniać z perspektywy okoliczności, w których oceniany się znajduje […] Kup dziecku »Lalkę«, jeśli chcesz, żeby zrozumiał, że każda kiedyś się puści”.

Popularny odbiór najbardziej znanej powieści jednego z kluczowych polskich pisarzy dziewiętnastowiecznych wydaje się więc jasny: Bolesław Prus był typowym dziewiętnastowiecznym mizoginem, który stworzył uniwersalnie znienawidzoną postać Izabeli, skupiającą w sobie wszystkie wady stereotypowej kobiecości – niestałość uczuć, bezwolność, impulsywność. Następnie zaś tak poprowadził fabułę, by brakiem empatii i egotyzmem Izabela doprowadziła do ruiny bądź samobójstwa wszystkich mężczyzn w swoim życiu – w tym ojca safandułę i kochającego mężczyznę pełnego przymiotów, czyli Stanisława Wokulskiego. W ten sposób chciał dać społeczeństwu do zrozumienia, że kobiety są okrutne i złe, a dobrzy mężczyźni na tym cierpią.

Alegoria jest kobietą [rozmowa z Marią Janion]

Rozumowanie takie, podpierane współczesnymi żarcikami o zimnej arystokratce, która szuka bogatego frajera, ma kilka kluczowych wad. Po pierwsze, myli intencje i działania bohaterów z intencjami i poglądami twórcy powieści. Po drugie, przykłada anachroniczną miarę postępowości poglądów do postaci historycznej. Aleksander Głowacki, pseudonim artystyczny Bolesław Prus, rocznik 1847, jak na swoje czasy wykazywał się daleko idącą otwartością na nowe idee, w tym szczególnie na zmianę społeczną i formujące się za jego życia nowe ramy społecznej sprawiedliwości. Jak na swoje czasy, a więc w sposób dla wielu współczesnych niewystarczający.

Lalki i mężczyźni

Wiemy już doskonale, jakie są kobiece bohaterki Lalki. To wychowana na zimną księżniczkę Łęcka, rozpustna i cyniczna wdowa Wąsowska, głupiutka Ewelina, oraz niemal święta, umęczona wdowa Stawska. Obraz mało pochlebny. Czas spojrzeć na drugą połowę bohaterów. Jacy mężczyźni zaludniają świat Lalki? Można ich podzielić na trzy grupy – nieszkodliwe bałwany (tacy jak Łęcki i Dalski), fircyki i bawidamki (Starski, Mraczewski, Molinari) oraz mizoginiczni naukowcy (Szuman i Ochocki – „Te baby to wszystko gęsi nie wyłączając najmądrzejszych. […] Diabli mi po żonie, która by się szastała po moich laboratoriach w sukni z długim ogonem… Dalibóg, nie znam ani jednej kobiety, w której ciągłym towarzystwie nie zgłupiałbym w pół roku”). Co więcej, Wokulski nie jest tu żadnym wytchnieniem – z punktu widzenia Izabeli to po prostu obsesyjny prześladowca.

Wolność, miłość, wrzosowiska [o filmowej biografii Emily Brontë]

Wokulski nie jest ucieczką z beznadziejnej sytuacji matrymonialnej, w której Izabela miota się „między sprzedażą siebie [obrzydliwemu marszałkowi] a serwisu”. Panna Łęcka już na samym początku fabuły odgaduje, że Wokulski ma na jej punkcie obsesję, która na poły przeraża ją i przyciąga. Całkiem trafnie identyfikuje finansowe zabiegi Wokulskiego, mówiąc: „Nabywa nasze weksle, nasz serwis, opętuje mojego ojca i ciotkę – czyli ze wszystkich stron otacza mnie sieciami jak myśliwiec zwierzynę. To nie smutny wielbiciel, to nie konkurent, którego można odrzucić… to zdobywca!”. A jednak czytelnicy w popularnym odbiorze dużo lepiej oceniają zachowania Wokulskiego niż Łęckiej. I jest to efekt zamierzony.

To, że bohaterowie Lalki dużo ostrzej krytykują słabości Izabeli niż Stanisława, nie jest dowodem na nienawiść Prusa do kobiet, tylko odzwierciedleniem świata przedstawionego, który nienawidzi kobiet. Prus tworzy postaci pełne wad, sprzeczności i słabości i są to zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Następnie zaś pokazuje ich funkcjonowanie w społeczeństwie, które ślepnie na przywary mężczyzn, bezlitośnie zaś rozlicza z dowolnych transgresji przeciwko ideałowi kobiety. Ponieważ Prus często korzysta z mowy pozornie zależnej (opisując wydarzenia z punktu widzenia bohatera, ale głosem narratora), a także pozbawia zwroty akcji dydaktycznego komentarza, łatwo odnieść wrażenie, że mizoginiczne, klasistowskie i pełne hipokryzji wstawki pochodzą od samego autora. Tymczasem Prus ze Stacha śmieje się równie często i równie okrutnie. Spójrzmy choćby na jego spotkanie z Marianną.

Przygnębiony znieczulicą towarzystwa, obrzydzony ziewającymi przy grobie pańskim kwestorkami z arystokracji, Wokulski wyszedł z kościoła na Krakowskim Przedmieściu i zaczepił na schodach dziewczynę, która wcześniej modliła się i płakała pod posągiem Jezusa. Wokulski dobrze odgadł, że to pracownica seksualna. Zaprowadził ją do swojego sklepu, a następnie wypytał, dlaczego płakała: „A bo, widzi pan…– zaczęła dziewczyna i opowiedziała tak cyniczną historię jakiegoś sporu z gospodynią, że słuchając jej, Wokulski pobladł. »Oto zwierzę!« – szepnął”.

Wokulski liczył na poprawę nastroju, a wobec obojętności Izabeli przyszedł mu do głowy popularny dziewiętnastowieczny stereotyp – obłudna religijność i powierzchowność kobiet z klasy wyższej musi istnieć w opozycji do prostolinijnej moralności i szczerej skruchy „upadłej kobiety”. Tymczasem młoda pracownica seksualna bardzo go rozczarowała. Po pouczeniu, że musi wziąć się do roboty, „bo darmo nikt na świecie chleba nie jada” (nieprawda, powiedziała Marianna, starszy pan, który zaproponował jej utrzymanie za usługi seksualne, nie robił nic, a miał pieniądze), oraz napisaniu listu polecającego wyprosił ją, pełen niesmaku, za drzwi. Uznał też, że umoralnianie kobiet nie ma sensu, bo „majątek mój nie wystarczyłby na uszlachetnianie instynktów nieludzkich. Wolę ziewające kwestarki niżeli modlące się i płaczące potwory”. Po tak zdecydowanym potępieniu Marianny zabrał się więc na wielkanocne śniadanie u hrabiny Karolowej, by za pomocą pieniędzy robić wrażenie na Izabeli i jej otoczeniu. „Nawracanie jawnogrzesznic kosztuje więcej” – pocieszał się, rozdając napiwki znudzonym lokajom.

W muzeum w Krakowie jest tylko jeden obraz namalowany przez kobietę

W scenie tej Bolesław Prus doskonale oddaje nie tylko stan ówczesnego społeczeństwa, które kobiety dzieliło na święte dziewice i jawnogrzesznice, ale także hipokryzję, której poddaje się również Wokulski. Ze względu na uwarunkowania kulturowe i ekonomiczne kobiety w dziewiętnastym wieku, by żyć, musiały handlować tym, co miały, czyli młodym ciałem i urodą. W klasie wyższej handel ten nazywał się małżeństwem, w proletariacie przyjmował formę pracy seksualnej. Mężczyźni partycypowali w tym procesie z równym zaangażowaniem. Znajdując się na drugim końcu transakcji, wymieniali pieniądze na te młode ciała i urodę. Gdy transakcja przebiegała z dziewczyną pokroju Marianny, nazywali to kupowaniem kobiety upadłej. Gdy z dziewczyną taką jak Izabela – konkurami wobec przyszłej żony. Stanisław Wokulski jest tu tym bardziej śmieszny, im bardziej tego nie widzi i trwa w świętym oburzeniu. Prus obnaża też jego fiksacje, które sprawiają, że każdej napotkanej kobiecie dopisuje życiorys i motywacje, zanim je jeszcze pozna, a następnie okrutnie rozlicza je z niewypełniania tych wyimaginowanych planów.

Wiek pary i elektryczności

Zostawmy jednak Lalkę. Bolesław Prus jest autorem wielu powieści, choćby Emancypantek, gdzie Madzia Brzeska zmaga się z hipokryzją i obłudą świata damsko-męskiego niczym najlepsza bohaterka dowolnej feministycznej noweli Elizy Orzeszkowej, a wszystko to podlane jest sosem rozważań o edukacji kobiet, ich ambicjach i tym, jak społeczeństwo nie pozwala im na rozwój. Prus przez całe dorosłe życie pisał też felietony – przez 37 lat (1874–1911) opublikował ich kilka tysięcy. Dwadzieścia tomów Kronik, zawierających jego teksty z „Kuriera Codziennego”, „Kuriera Warszawskiego”, „Niwy” i innych gazet jest doskonałym źródłem do badań życia codziennego Warszawy pod koniec wieku dziewiętnastego, ale też kopalnią poglądów autora na każdy niemal temat, nieważne, jak błahy czy poważny. Bardzo często wypowiadał się też o sytuacji kobiet w społeczeństwie końca dziewiętnastego wieku. Pisał na przykład:

„Jako córka kobieta uważa się za istotę niższą od braci i za nieszczęście rodziców, którzy jednak dla siebie więcej wymagają pracy, wdzięczności i poświęcenia od niej aniżeli od synów. Jako żona kobieta jest niewolnicą męża, który ma obowiązek, o ile chce i może, karmić ją, odziewać, a nawet troszczyć się o jej rozrywki, ale jednocześnie – ma prawo nie pozwolić jej wyjść z domu, może czytywać listy do niej pisane, może zabronić jej zajmowania się jakimś procederem itd.”.

Niedoceniana herstoria, czyli o trudnej walce z przemocą wobec kobiet w Polsce

Opisywał też zjawisko nazwane w 1996 roku przez Petera Glicka i Susan Fiske „benevolent sexism”, czyli „seksizm płatny z góry”:

„Za wszystkie te ograniczenia wynagradzamy kobietę (jeżeli jest bogatą, młodą i ładną) bardzo długim szeregiem komplimentów. Na ulicy prowadzimy ją pod rękę, u drzwi wchodowych ustępujemy jej pierwszego miejsca, w salonie oddajemy jej krzesło. Kłaniamy się też jej bardzo często i bardzo szarmancko, uśmiechamy się do niej nawet wówczas, gdy nam wymyśla, a w rozmowie z nią posługujemy się specjalnym językiem, złożonym z frazesów słodkich, pochlebnych i pełnych uniżoności. […] W gruncie rzeczy jednak są to tylko pozory, okrywające wyzysk i krzywdę”.

Najbardziej jednak oburzała go sytuacja kobiet na rynku pracy:

„Nareszcie, jeżeli kobieta nie wyszła za mąż i musi pracować na siebie, mężczyźni stawiają jej wszelkiego rodzaju przeszkody. Jest lekarką – mówią, że mózg jej za mało waży na to, ażeby pisała recepty. Jest kelnerką – zarzucają jej, że rozsiewa niemoralność. Jest sługą – robi więcej, a bierze mniejszą pensję od lokaja. Jest »pajacką« i pokazuje sztuki na podwórkach, wnet jakiś dziennik zwala jej na kark policję”.

Słuchaj podcastu „Wychowanie płci żeńskiej”:

Spreaker
Apple Podcasts

Z lektury jego licznych tekstów wyłania się obraz wcale nie zaskakujący dla uważnego czytelnika Lalki. Bolesław Prus był przede wszystkim pozytywistą, a jako taki zajmował się krytyką systemu społecznego, który tworzy osoby – w tym kobiety – niedorastające do wyzwań nowych czasów. Wyśmiewał tradycyjne formy edukacji i socjalizacji dziewcząt, czasem zbyt okrutnie oceniając ich efekt. Wierzył w postęp, naukę, w to, że nowe jest lepsze niż stare. Desperacko zależało mu na rozwoju słabego, podległego kraju, który uratować mogły jedynie rozwój gospodarczy, innowacje i wynalazki, czyli załapanie się na dziewiętnastowieczny pociąg pędzący po torach ku przyszłości pary i elektryczności. To właśnie z tej perspektywy rozpatrywał emancypację kobiet i w tej formie jej kibicował. W dyskryminacji kobiet nie oburzała go być może sama niesprawiedliwość, a raczej bezsensowne odrzucanie potencjału kobiet jako użytecznych pracownic i naprawiaczek życia społecznego. Czy oznacza to, że utylitarnie wartość kobiety mierzył miarą jej przydatności? Tak. Podobnie jak wartość mężczyzny.

Emancypacja na miarę czasów

Ze współczesnej perspektywy poglądom Bolesława Prusa można bardzo wiele zarzucić. Ideologia pozytywistyczna zakłada sztywny podział społeczeństwa na tych, którzy mają moralny obowiązek oświecać, i tych, którzy oświecenia potrzebują. Choć zwraca uwagę na katastrofalne skutki nierówności społecznej i krytykuje wyzysk słabych przez silnych, daje jednak do zrozumienia, że ostatecznie rozwój jest wynikiem nadludzkiej pracy zdeterminowanych jednostek i do takich apeluje o przedsiębiorczość. Prus, podobnie jak wielu mu współczesnych (w tym emancypantek takich jak Eliza Orzeszkowa, Paulina Kuczalska-Reinschmit czy Kazimiera Bujwidowa), był wrogiem kobiecości uległej, postrzeganej jako coś słabego, śmiesznego i niegodnego nowych czasów. Potrzeby erotyczne były tylko przeszkodą do doskonalenia siebie, a kobieta we władzy biologicznych instynktów była bezużyteczna – stąd wyrażana przez Prusa i innych reformatorów jego pokolenia podejrzliwość wobec pożądania i wolności seksualnej. Silna kobieta wieku pary i elektryczności miała być według Prusa doskonałą bohaterką, zdolną do poświęceń, zaparcia siebie i swoich potrzeb w imię pracy organicznej.

„Chłopi” kontra „Chłopki”

Czy mimo wszystko Bolesław Prus mógłby być dziś nazwany feministą? Na pewno nie. Podobnie jednak jak bez sensu jest niesławne maturalne pytanie „Wokulski – romantyk czy pozytywista?” (żaden i obaj jednocześnie), tak próżno i anachronicznie pytać: „Prus – mizogin czy feminista?”. Warto tylko podkreślić, że twórca Lalki wierzył w systemową zmianę społeczną i to, że w sprawiedliwym świecie kobieta jest jednostką równie przydatną w życiu społecznym jak mężczyzna. To całkiem sporo, nawet jak na dzisiejsze czasy.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Alicja Urbanik-Kopeć
Alicja Urbanik-Kopeć
Doktorka historii kultury
Alicja Urbanik-Kopeć (1990) – badaczka historii literatury i kultury polskiej XIX wieku, obroniła doktorat w Zakładzie Historii Kultury Instytutu Kultury Polskiej UW. Oprócz kulturoznawstwa ukończyła też filologię angielską w ramach Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych UW. Interesuje ją, co dla ówczesnych znaczyła nowoczesność. Pisze o spirytyzmie, wynalazkach, emancypacji i klasie robotniczej. Autorka książek „Anioł w domu, mrówka w fabryce” (Wydawnictwo Krytyki politycznej 2018) „Instrukcja nadużycia. Historia kobiet służących w dziewiętnastowiecznych domach” (Post Factum 2019) i „Chodzić i uśmiechać się wolno każdemu. Praca seksualna w XIX wieku na ziemiach polskich” (Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2021).
Zamknij