Polska: dziś lider gamedevu w UE, jutro kraj podwykonawców?
Ministerstwo kultury chce wykorzystać gry wideo do budowy polskiego soft power i wpływu na globalną popkulturę. Pieniądze woli jednak wykładać na filmy.
Ministerstwo kultury chce wykorzystać gry wideo do budowy polskiego soft power i wpływu na globalną popkulturę. Pieniądze woli jednak wykładać na filmy.
Ostatnimi czasy można odnieść wrażenie, że pracownicy TVP uznali gaming za jedno z głównych zagrożeń współczesności, zaraz obok Trumpa, PiS i Brauna.
Choć nie ruszyła jeszcze nawet przedsprzedaż „GTA 6”, sprawa jest przesądzona: gra będzie najlepiej sprzedającym się tytułem w historii. Ale historia jej powstawania skupia w sobie wszystkie patologie współczesnej branży gier wideo.
Sztuczna inteligencja ma pomóc Microsoftowi nadal korzystać z prawa skalowania, czyli tak zwanego prawa Moore’a. Robić coraz więcej za tyle samo – tak powinno brzmieć motto amerykańskiej firmy.
Komercjalizacja, żerowanie na wartościach, monetyzacja czy outsourcing to szkodliwe zjawiska, z którymi ludolodzy słusznie walczą. Dobrze byłoby ich więc przekonać, że to nie egalitaryzm jest ich wrogiem.
Nie ma wątpliwości, że przeciętny poziom współczesnych gier wysokobudżetowych się wyraźnie obniżył. Powodem nie są jednak za mało seksowne bohaterki czy przemycanie progresywnych idei.
Potencjał uwagi i przywiązania do internetowych treści nie umyka uwadze rynków łasych na pieniądze gamerów i gamerek.
Czy warto kierować gniew na pogubionych mężczyzn w internecie i społeczność graczy? Być może. Ale lepiej spojrzeć na tych, którzy rozsiewają te destrukcyjne siły w imię zysku.
Nie sposób w całości wymienić wątków fabularnych, w których ujawniają się polityczne aspekty „Fallouta”. Fabuła gry jest polityczna od początku i na wskroś, choć z kolejnymi częściami traci swój potencjał wywrotowy.
Największy problem z kobiecymi postaciami w popularnych grach jest taki, że istnieją.