Kraj

Radykalny język trafia do garstki i zniechęca większość

Kolejne osoby określają członków rządu jako zbrodniarzy przeciw ludzkości i składają na siebie donosy do prokuratury. − Brakuje mi po naszej stronie akcji pokazujących, że warto organizować pomoc dla żołnierzy i uchodźców, a nie wybierać jednych przeciwko drugim − mówi socjolog prof. Przemysław Sadura.

Donosy na siebie to akt solidarności z Janiną Ochojską, europosłanką i wieloletnią szefową Polskiej Akcji Humanitarnej, która napisała na Twitterze: „Mam nadzieję, że kiedyś ludzie ze straży granicznej odpowiedzą za łamanie prawa i tortury zadawane niewinnym ludziom. Opisy takich czynów czytałam w relacjach osób, które przeżyły II WŚ, wzorce z katów niemieckich i sowieckich obozów”.

Ten wpis zastępca ministra spraw wewnętrznych i administracji Maciej Wąsik zgłosił do prokuratury. A w reakcji od niedzieli w internecie, pod hasztagiem #zbrodniajestzbrodnią, pojawiło się mnóstwo oświadczeń stwierdzających, że Kaczyński, Morawiecki, Wąsik, Błaszczak, dowódca WOT i komendant główny SG to zbrodniarze.

W oświadczeniu składanym przez aktywistów czytamy: „Świadoma odpowiedzialności karnej oraz reagując na działania funkcjonariuszy nie tylko Straży Granicznej, ale także Policji oraz żołnierzy Wojska Polskiego i Wojsk Obrony Terytorialnej, którzy z premedytacją dopuszczają się na granicy polsko-białoruskiej zorganizowanej zbrodni przeciwko ludzkości, aktywnie uczestnicząc w łamaniu prawa i torturach, którzy stali się oprawcami, katami dla osób uchodźczych, oświadczam, że powinni za swoje czyny ponieść odpowiedzialność karną. […] Zarówno funkcjonariusze dopuszczający się zbrodni bezpośrednio, jak i ich zwierzchnicy wszystkich szczebli okrywają hańbą polski mundur i nas wszystkich jako naród, jako społeczeństwo”.

O sprawie rozmawiamy z socjologiem prof. Przemysławem Sadurą.

Katarzyna Przyborska: Nikt już nie ma wątpliwości co do tego, co dzieje się na granicy. Tyle że jedni są przekonani, że bohaterscy strażnicy chronią Polskę przed terrorystami, a drudzy, że strażnicy zamieniają się w katów. Co przyniesie ta polaryzacja?

Przemysław Sadura: Zgadzam się ze wszystkimi szczegółowymi stwierdzeniami w oświadczeniu Ochojskiej, poza określeniem „zbrodnie przeciw ludzkości”. Użycie tego terminu w tym przypadku jednak go dewaluuje. I to porównanie do katów niemieckich i sowieckich też jest moim zdaniem niepotrzebne. Natomiast łamanie praw człowieka, działania mające znamiona tortur, push-backi, to wszystko było już wielokrotnie opisywane. Nie są to odosobnione przypadki, tylko systematycznie stosowane przez służby działania niegodne z międzynarodowym prawem, z konwencjami.

Obcy w naszym kraju. Gniew, żal i strach podlaskiego pogranicza

To Grupa Granica pierwsza alarmowała, składając wniosek do Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze, że to, co się dzieje na granicy może być formą zbrodni przeciwko ludzkości. Wyroku jeszcze nie ma, ale sprawa nie jest wcale prosta. Unia Europejska też pokazała, że popiera politykę rządu na granicy.

Push-backi to nie jest wynalazek polskiego rządu, były stosowane przez różne kraje. To działanie nieoficjalnie popiera Frontex. UE nie ma tu czystego sumienia. Sytuacja jest złożona. Kiedy zaczynamy rozmawiać o uchodźcach i ich krzywdzie, trochę zapominamy o geopolityce. To, co się dzieje na granicy, nie jest dziełem przypadku, tylko wyreżyserowanym nie tylko przez PiS, ale i Łukaszenkę, prawdopodobnie też Rosję spektaklem.

Czy ten fakt zmniejsza winę naszego rządu? Czy taka radykalna ocena nie jest potrzebna dla równowagi? Kiedy druga strona mówi, że broni granic przed terrorystami, którzy gwałcą zwierzęta i dzieci?

Tylko czy w ten sposób równoważymy? Z badań, które prowadziliśmy na granicy, widzę, że tego typu język nie wprowadza symetrii, tylko powoduje, że ci, którzy byli tacy niedookreśleni, ostatecznie wybierają narrację bliższą rządowej, pisowskiej. Nawet jak rozmawialiśmy z mieszkańcami prawosławnych miejscowości na granicy, którzy zawsze, ale to zawsze, głosowali na lewicę, na PO, którym daleko jest do PiS-u, bardzo ostro reagowali na nazywanie straży granicznej zbrodniarzami, zwyrodnialcami, bandytami. Nie powtórzę, co nam powiedzieli o Kurdej-Szatan, bo język tych wypowiedzi był zbyt ostry.

Czy tak samo reagują na oskarżenia kierowane nie w stronę zwykłych funkcjonariuszy, ale premiera, ministrów Błaszczaka i Kamińskiego, Jarosława Kaczyńskiego? Ich też ludzie będą bronić, uznają, że słowo zbrodniarz to przesada?

Ja naprawdę nie akceptuję takiej retoryki. Nie jest ani zasadna, ani efektywna. Służy co najwyżej odreagowaniu emocjonalnemu tych najbardziej przekonanych. Jeśli używają jej aktywistki pracujące na granicy, to je rozumiem. Jako osoba pracująca w zonie, domyślam się, co widziały, i uważam, że mają prawo do emocjonalnej nadreakcji.

Jeśli jednak sięgają po taki język celebryci, politycy, eksperci, to jest to droga donikąd. Dokładnie tak samo nie akceptuję wypowiedzi zestawiającej rządy PiS z hitlerowcami czy stalinowcami. Nie mamy w Polsce ani autorytaryzmu, ani tym bardziej totalitaryzmu. Mamy półdemokrację. To fatalnie, bo nasze ambicje sięgały wyżej, a znowu mamy coś, co do demokracji ma się tak jak wyrób czekoladopodobny do kakao. Niestety histeryczne krzyki, że PiS to naziści i czas na nową Norymbergę, ośmieszają poważną diagnozę dotyczącą kondycji demokracji i rządów prawa w Polsce, a trafiają tylko do najbardziej antypisowskiego elektoratu.

Czyli chcesz powiedzieć, że zaostrzanie retoryki jest nieskuteczne? Mamy wspólny cel z Janiną Ochojską, chcemy, żeby ten koszmar na granicy się skończył, żeby ludzie zostali otoczeni opieką, nie musieli się kryć, nie zamarzali, żeby mogli złożyć wnioski, które zostaną rozpatrzone. Czy mówienie o zbrodniarzach nie przybliża nas do tego celu? Nie budujemy tym społecznego poparcia dla sprawy?

Tak. Jak próbujemy użyć symetrycznie mocnych określeń, to trafiamy do garstki już przekonanych i zniechęcamy większą grupę wątpiących. Gubimy też złożoność sytuacji. Skupiamy się tylko na jednym aspekcie oceny służb.

Czyli zapominamy o tym, co jest pośrodku, a to pośrodku jest ciekawe i można na nim budować?

Pokazanie złożonego obrazu sytuacji jest bardzo trudne w tak spolaryzowanej debacie publicznej. Dlatego ja rozumiem tę potrzebę użycia mocnych słów. Jednak wszystkie badania sondażowe, które były prowadzone, pokazywały, że w miarę wzrostu wiedzy o tym, co dzieje się na granicy, poparcie dla działań rządu albo zostawało bez zmian, albo nawet rosło.

Czyli ludzie nie przestają popierać rządu, nawet kiedy wiedzą, że na granicy dochodzi do bezprawia?

Wiedzą, co się dzieje, ale kiedy mają z jednej strony relację − upraszczając − TVN-owską, a z drugiej TVP i nic pośrodku, to tak na granicy, jak i w całym kraju, przesuwają się do tej rządowej. Wiedzą, że i jedni, i drudzy przesadzają. Ale ostatecznie popierają działania polskich instytucji, które odpowiadają za ochronę granic, mimo nadużyć.

Tam, gdzie ich zbierają i „gonią” z powrotem

Trzeba pamiętać, że ludzie, myśląc o granicy, w społecznościach pogranicznych widać to wyraźniej, mają różne lęki. Boją się wojny, boją się zaostrzenia sytuacji, boją się hybrydowego konfliktu z Białorusią, z Rosją, i to też powoduje efekt zwierania szeregów. Krytyka nadużyć, narracja, która pokazywałaby, że mamy prawo zabezpieczać granicę, a jednocześnie nie trzeba doprowadzać do skrajnych nadużyć władzy, to byłaby narracja rozsądniejsza, którą można by kierować do nieprzekonanych, to topniejąca grupa, ale jest.

Mamy też taki poligon na granicy, gdzie służby zaczynają nabierać wprawy w naginaniu, łamaniu prawa. Co będzie dalej? Choćby w sytuacji napięcia w okolicy wyborów? Być może służby dostaną rozkaz zwrócenia się przeciw opozycji. Kiedy ta opozycja nazywa ich zbrodniarzami, będzie im łatwiej.

Nie kojarzę dostępnych publicznie reprezentatywnych badań wśród służb mundurowych, chociaż wiem, że sami sobie robią sondaże na użytek wewnętrzny. Można zakładać z dużym prawdopodobieństwem, że większość wybrała prorządową, propisowską narrację, ale my na granicy spotykaliśmy bardzo często ludzi ze służb, którzy dawali nam nie wprost do zrozumienia, że nie są fanami rządu PiS-u. Ale, właśnie, jaki oni mają wybór, kiedy słyszą te dwa przekazy? Z jednym się nie zgadzali, ale drugi ich miażdży.

Łatwiej powiedzieć: nie, nie należy mi się laurka, ta sytuacja jest trudna, niż przekonywać, że nie jest się zbrodniarzem?

I tak było do początku tego kryzysu. Od pierwszego naszego wyjazdu na granicę, oni próbowali tłumaczyć na przykład, że to nie jest tak, że jest jakiś pas ziemi niczyjej, że granica jest wytyczona wyraźnie, denerwowali się, że do opinii publicznej dochodzą uproszczenia, sformułowania, które powodują, że społeczeństwo obraca się przeciwko nim. Ostatecznie, wraz z zaostrzeniem kryzysu, zaczęli wybierać narrację, która jakoś ich osłania.

Katastrofa klimatyczna odmienia naszą cywilizację. Potrzebujemy apostołów „radykalnej nadziei”

Powiedziałaś też o poligonie. Mieliśmy w trakcie badań na granicy wrażenie, że jeśli potraktować strefę stanu wyjątkowego, potem strefę zakazu przebywania jako taki właśnie poligon, przestrzeń jakiegoś eksperymentu, no to ten eksperyment wyszedł bardzo po myśli PiS. Już w grudniu, w okresie przedświątecznym w społecznościach, które jeszcze miesiąc wcześniej dostrzegały dramat uchodźców, traciły zaufanie do służb, przeżywały rozterki, zobaczyliśmy wzmożenie patriotyczne. Mieliśmy poczucie, że zaostrzenie narracji pomogło PiS w pozyskaniu społeczności lokalnej.

Zaostrzenie retoryki działa na społeczność lokalną, a jeśli odbywa się to zaostrzenie po naszej proprawnoczłowieczej stronie, to zaraz ktoś ma wątpliwości. Tak jak my tu teraz. Sami się osłabiamy?

Nikt nie powiedział, że to walka na równych prawach. Nie jest uczciwie. Mamy do czynienia z przeciwnikiem, który gra nieuczciwie, ma łatwiejszą pozycję.

No to tym bardziej. Może powinniśmy być zdolni do jedności? I wszyscy powinni pójść do prokuratury złożyć na siebie donos.

Oczywiście można pójść do prokuratury złożyć na siebie donos. Jak chcesz dać świadectwo, i o to chodzi, to ok. Ale jeśli chcesz być skuteczna, przekonać do swojej racji, to wydaje mi się, że nie tędy droga. Jesteśmy trochę w filmowej sytuacji, jak Karate Kid, gdzie masz dobrego bohatera i nieuczciwego przeciwnika, który w dodatku ma po swojej stronie sędziego, publiczność. Bohater musi wygrać tak czysto i wyraźnie, żeby nie dało się tego zinterpretować inaczej i żeby pociągnął za sobą publiczność. Brakuje mi po naszej stronie choćby akcji skierowanych do szkół pomagających im wymknąć się polaryzacji. Pokazujących, że warto organizować pomoc dla żołnierzy i uchodźców, a nie wybierać jednych przeciwko drugim. Zachęcać do pokazania, że można rozumieć złożoność sytuacji.

Czyli chodzi ci o taką strategię bycia pośrodku, jak opisywani przeze mnie strażacy z Michałowa, którzy i pomagają uchodźcom, i DPS-om, i straży granicznej? Tak jak mieszkańcy Bohonik, którzy robią zbiórki dla uchodźców i dla SG?

Tak, o to dokładnie mi chodzi. Tylko nie nazwałbym tego strategią bycia pośrodku. To strategia zakładająca empatię i gotowość do posługiwania się złożonym obrazem sytuacji. Są ludzie w lokalnych instytucjach niezwiązani z PiS-em, ale są postawieni w sytuacji trochę bez wyjścia, bo jak nie chcą wyjść na wrogów patriotyzmu, to wychodzi im zorganizowanie zbiórki dla żołnierzy. Dlatego ważne jest, żeby pokazywać, że można widzieć trudną sytuację wszystkich stron.

Gra w nielegalne. Między pomaganiem a pomocnictwem [reportaż z granicy]

A kto powinien inicjować takie działania? Mamy zaangażowane ruchy społeczne, aktywistów, garstkę lewicowych posłanek i posłów, ale to chyba ciągle za mało mocy, przydałaby się jakaś instytucja. Bo po drugiej stronie mamy silne instytucje rządowe.

Ja bym tu widział samorządowców. I partyjnych, i niepartyjnych, którzy mogliby tak zadziałać.

To się trochę dzieje. Konin przyjął taką uchwałę, Michałowo działa od początku.

Miałem nadzieję, że to, co dzieje się w Michałowie, zacznie dziać się w kolejnych samorządach, i to bliżej strefy, bliżej granicy. Tego masowego działania samorządów mi brakuje. Ale z badań wiemy, że samorządy nie komunikują się ze sobą, ani pomiędzy gminami, ani pomiędzy gminami a powiatami. Samorząd to też jest państwo. Jest władny, by proponować swoją narrację. Rząd i samorząd są jak dwa płuca.

Tylko czy samorząd o tym wie?

Samorząd lubi o tym zapominać. Jak samorządowcy, ci mocno upartyjnieni, są zbyt mocno skupieni na polaryzującej rozgrywce, to wejdzie tam ktoś inny. Hołownia nie ma samorządowców, a pewnie mógłby coś tu ugrać. Nie chodzi o to, żeby bić się z PiS-em, ale opowiedzieć inną propaństwową historię, narrację wyraźnie inną od rządowej, ale propaństwową, opartą na nowoczesnym rozumieniu patriotyzmu, z wizją dobra wspólnego, pokazywaniem złożonego obrazu na tyle, na ile się tylko da.

**

Przemysław Sadura − doktor habilitowany, profesor Uniwersytetu Warszawskiego. Wykłada na Wydziale Socjologii UW. Kurator Instytutu Krytyki Politycznej. Założyciel Fundacji Pole Dialogu. Bada relacje między państwem i społeczeństwem w obszarach funkcjonowania różnych polityk publicznych. Autor m.in. książki Państwo, szkoła, klasy i współautor (ze Sławomirem Sierakowskim) badań Polityczny cynizm Polaków i Koniec hegemonii 500 plus.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Katarzyna Przyborska
Katarzyna Przyborska
Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl, antropolożka kultury, studentka The Graduate School for Social Research IFiS PAN; mama. Była redaktorką w Ośrodku KARTA i w „Newsweeku Historia”. Współredaktorka książki „Salon. Niezależni w »świetlicy« Anny Erdman i Tadeusza Walendowskigo 1976-79”.
Zamknij