Świat

Globalne wojny szczepionkowe

Świat toczy wojnę z koronawirusem. Nie toczy jej jednak solidarnie i wspólnie. Każdy kraj, każdy blok polityczny, walcząc z pandemią, dbają przy tym o własne interesy. O zabezpieczenie w pierwszym rzędzie własnej populacji, o przyszłość własnej gospodarki, o regionalny i globalny prestiż. Doskonale pokazuje to sytuacja ze szczepionkami.

Proces szczepień przeciw COVID-19 stał się czymś w rodzaju nowego, biotechnologicznego „wyścigu kosmicznego”, którego stawką jest nie tylko zdrowie publiczne, ale także wizerunek i soft power. Szczepionki stały się walutą w dyplomatycznych targach, narzędziem geopolitycznej ekspansji, kolejnym przedmiotem sporu w trójkącie państwa–wielki biznes–społeczeństwo obywatelskie. Kto wygrywa, a kto traci w tej wojnie?

Kłopoty Europy

Bez wątpienia Unia Europejska nie stoi na podium. W porównaniu ze swoim gospodarczym, naukowym i politycznym potencjałem Unia z procesem szczepień radzi sobie raczej słabo. Według danych zebranych przez Nikkei i „Financial Times” pod koniec marca wskaźnik szczepień na 100 mieszkańców wynosi 14,9 dla Niemiec, 15,2 dla Francji, 15,3 dla Włoch, 14,4 dla Szwecji, 17,2 dla Austrii, 17,7 dla Danii. Nie robi to wrażenia na tle Stanów (42,2), Zjednoczonego Królestwa (49,5), nie wspominając o Izraelu, gdzie osiągnięto współczynnik 109,7.

Tymczasem poziom wyszczepienia ma fundamentalne znaczenie, zależy od niego zdrowie i życie setek tysięcy ludzi. To tempo szczepień określi, kiedy społeczeństwa będą mogły bezpiecznie wyjść z lockdownów, kiedy odbije się gospodarka.

Nerka ludzkiego płodu w szczepionce AstraZeneca, czyli prawdy i mity z Facebooka

Dziś, gdy przed Stanami zaczyna się rysować perspektywa powrotu do normalności, gdy Wielka Brytania ma jeden z najniższych wskaźników nowych przypadków COVID-19 na 100 tysięcy mieszkańców, społeczeństwa Unii ciągle tkwią w błędnym kole kolejnych fal epidemii, otwierania i zamykania życia społecznego. Rządy, zamiast dostarczać poczucia stabilności, często eskalują chaos. Dobrym przykładem było to, co niedawno działo się wokół szczepionki AstraZeneca. Na podstawie doniesień o rzekomych zakrzepach krwi powodowanych przez szczepionkę jej podawanie zawiesiło kilka krajów Europy Zachodniej, tylko po to, by za chwilę się z tej decyzji wycofać.

Kraje Europy Środkowo-Wschodniej szczególnie ciężko przechodzą nową falę zarazy. Według „Bloomberga dwa z nich – Polska i Czechy − radzą sobie w tym momencie najgorzej wśród 53 notowanych państw, obok Brazylii i Meksyku.

Nie tylko „nowa Europa” radzi sobie słabo. Francja została w piątek uznana przez Niemcy za kraj wysokiego epidemicznego ryzyka, podobną decyzję prawdopodobnie podejmie Wielka Brytania. Niechętna Macronowi brytyjska prasa coraz częściej pisze, że francuski prezydent przegrał ostatnią fazę walki z pandemią, nie wprowadzając w styczniu − wbrew radom ekspertów − dostatecznych obostrzeń. W najgorszym wypadku może go to nawet kosztować drugą kadencję – wybory prezydenckie nad Sekwaną już za rok.

Epidemia okazała się dla Francji szokiem nie tylko zdrowotnym, ale także prestiżowym. Francuzi liczyli, że jako pierwsi w Europie, jeśli nie na świecie, opracują szczepionki. Prace Instytutu Pasteura oraz farmaceutycznego giganta Sanofi wydawały się więcej niż obiecujące. Niestety, ze szczepionki Instytutu Pasteura najpewniej nic nie będzie, a szczepionka Sanofi ma się pojawić dopiero pod koniec 2021 roku – dotychczasowe próby nie zapewniały dostatecznej odporności u osób starszych.

Francuzi zastanawiają się, dlaczego ich ojczyzna jest jedynym stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ, który nie stworzył własnej szczepionki. Odpowiedzi na to pytanie nie zaskakują: niskie pensje uczonych, czego efektem jest drenaż mózgów, oraz zaniedbanie finansowania badań podstawowych.

Niemcy mogą poszczycić się swoją szczepionką. BioNTech z Moguncji rozwinął swój produkt przy wydatnej pomocy publicznej ze strony Niemiec (445 milionów euro) i Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Jednak produkt BioNTech wprowadza na rynek amerykański gigant farmaceutyczny Pfizer.

Korpo zawiniło, Unię powiesili

W efekcie nie ma żadnej szczepionki, która od początku do końca produkowana byłaby przez podmioty z Unii Europejskiej – co nie pomaga wizerunkowi Europy jako najbardziej innowacyjnego bloku gospodarczego na świecie.

Dlaczego to idzie tak wolno?

Dla zwykłego obywatela Unii Europejskiej od prestiżu ważniejsze jest tempo szczepień. Wielu zadaje sobie dziś pytanie, dlaczego nawet w państwach o największym potencjale gospodarczym szczepienia idą tak wolno.

Odpowiadając najkrócej: dlatego że brakuje dostatecznej liczby szczepionek, a zakontraktowane dostawy się opóźniają.

Kto za to odpowiada? Najczęściej wskazuje się na Komisję Europejską i jej program wspólnych zakupów dla Unii. Takie postawienie sprawy jest i nie jest słuszne. Nie jest, bo bez wspólnego systemu zakupów czekałaby nas demoralizująca wojna poszczególnych państw Unii o szczepionki, w której gospodarczo i politycznie słabsze państwa, jak Polska, stałyby na straconej pozycji. Wspólny zakup szczepionek zapewnił dostęp do szczepień całej Unii, nie zostawiając nikogo z tyłu, co miałoby katastrofalne polityczne skutki dla przyszłości projektu europejskiego.

Libura o walce z pandemią: Miał być „młot i taniec”, ale na razie zapowiada się „młot i walec”

Mimo wszystko nie sposób zaprzeczyć, że Unia Europejska, negocjując zakup szczepionek, popełniła szereg strategicznych błędów. Jak wskazuje „Politico”, podstawowy błąd w negocjacjach z wielkimi koncernami farmaceutycznymi polegał na tym, że unijni negocjatorzy postawili w nich na cenę i prawną odpowiedzialność Big Pharmy za ewentualne skutki uboczne szczepień, nie na szybkość dostarczania szczepionek.

Europa wynegocjowała z Pfizerem cenę poniżej 15 dolarów za dawkę. Stany płacą 20 dolarów. Jednocześnie Pfizer ma dostarczyć Stanom 200 milionów szczepionek do końca czerwca, podczas gdy Unia Europejska ma dobić do tej liczby dopiero we wrześniu. I to mimo że początkowe zamówienie UE było większe od amerykańskiego. Widać, że warto było raczej wynegocjować szybsze dostarczenie większej liczby dawek niż niższą cenę. Niewiele wyższa cena pojedynczej dawki jest w miarę nieistotna, jeśli spojrzymy na gospodarcze i społeczne koszty przedłużających się lockdownów.

Jak na Twitterze pokazuje dziennikarz Dave Keating, błędy Unii zaczynają się jeszcze wcześniej niż negocjacje dotyczące zakupu szczepionek. Gdy w lutym rząd brytyjski wsparł publicznymi pieniędzmi Uniwersytet Oksfordzki w jego badaniach nad szczepionką, w podpisanym przy okazji porozumieniu miał zawrzeć klauzulę, że uzyskana w ten sposób szczepionka ma w pierwszej kolejności być użyta do szczepienia Brytyjczyków. Gdy Oksford wiosną 2020 roku szukał partnera do produkcji i dystrybucji swojej szczepionki, początkowo zwrócił się do amerykańskiego giganta farmaceutycznego Mercka. Jak podaje Sky News, umowę miał zablokować brytyjski minister zdrowia, Matt Hancock, który nie chciał, by brytyjska szczepionka stała się własnością intelektualną amerykańskiej korporacji. Hancock obawiał się też, czy od amerykańskiego giganta uda się wynegocjować priorytet dostaw dla Brytyjczyków. Dlatego ostatecznie Oksford podpisał umowę ze szwedzko-brytyjską firmą AstraZeneca, choć w przeciwieństwie do Mercka jej realne doświadczenie w produkcji szczepionek nie było imponujące.

Dlaczego tak trudno wynaleźć lek na koronawirusa?

Tymczasem w Europie nikt nie zadbał o to, by pomoc publiczna dla BioNTech łączyła się z klauzulą „najpierw Unia Europejska”. Nikomu też nie przyszło do głowy, że przekazanie produkcji pierwszej – i jak dotąd jedynej − europejskiej szczepionki do produkcji amerykańskiej korporacji może nie być najlepszym pomysłem w kontekście wyzwania, jakim jest zabezpieczenie odpowiedniej liczby dawek dla Europy.

Szczepionkowy merkantylizm

Innymi słowy – Unia Europejska postawiła na multilateralizm, wiarę w mechanizm rynkowy i współpracę międzynarodową, tymczasem Wielka Brytania i Stany Zjednoczone na ostry „szczepionkowy merkantylizm” i nacjonalizm gospodarczy.

Najlepiej pokazuje to kwestia eksportu szczepionek. Według danych z końca marca Unia wyeksportowała więcej dawek wszystkich produkowanych na jej terenie szczepionek (88 milionów), niż użyła do szczepień swoich obywateli (62 miliony). Największym odbiorcą europejskiego eksportu jest Wielka Brytania, gdzie z Europy przybyło 20 milionów dawek szczepionek – więcej, niż z europejskich fabryk znalazło się w ludniejszych Niemczech (16 milionów). Prawie dwie trzecie z 33,2 milionów dawek szczepionek, które zaaplikowano ludności Zjednoczonego Królestwa, przyjechało tam z Unii Europejskiej. Tymczasem z Wielkiej Brytanii do UE przybyło zero dawek.

Europejskie fabryki Pfizera eksportują do Kanady i Meksyku, amerykańskie pracują tylko na potrzeby Stanów Zjednoczonych. Dopiero niedawno administracja Bidena ogłosiła, że przekaże Kanadzie 1,5 miliona, a Meksykowi 2,5 miliona dawek z amerykańskiej produkcji.

Nic dziwnego, że wielu Europejczyków czuje, że Unia w wyścigu o szczepionki zachowała się po prostu frajersko, a jej polityka wymaga zmiany, która pozwoli zabezpieczyć własny dobrze pojęty interes.

W zeszłym tygodniu szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ogłosiła nowe reguły dotyczące eksportu z Unii. Pozwalają one zablokować eksport do państw, które nie eksportują na teren UE albo mają lepszą sytuację epidemiczną. Ważny jest tu tryb warunkowy – nowe reguły interpretowane są przede wszystkim jako środek nacisku na AstraZeneca, by wywiązała się ze swoich zobowiązań wobec Unii Europejskiej. Liderzy państw, gdzie faktycznie znajdują się fabryki eksportujące szczepionki – jak Belgia i Holandia – do nowych reguł podchodzą dość ostrożnie i wyrażają nadzieję, że „nigdy nie będą musiały zostać zastosowane”. Mogłoby to się bowiem spotkać z odpowiedzią partnerów handlowych, np. blokadą eksportu na teren Unii materiałów koniecznych do produkcji szczepionki.

Ślimaczenie się europejskiego programu szczepień nie wzmacnia europejskiej soft power i wizerunku Unii. Osoby ideologicznie wrogie europejskiemu projektowi wykorzystują tę sytuację, by przeciwstawiać sukces działających samodzielnie państw narodowych – Stanów, Wielkiej Brytanii, Izraela − powolności brukselskiej biurokracji.

By ten rachunek był jednak uczciwy, warto wspomnieć choćby o tym, że Izrael zagwarantował sobie szybkie dostawy szczepionki w zamian za cenę premium za dawkę oraz udostępnienie Pfizerowi danych na temat skuteczności działania specyfiku – szczepienie w Izraelu miało dostarczyć dowodu na populacyjną skuteczność produktu Pfizera. Umowa rodzi liczne pytania o prawo do prywatności i bezpieczeństwo danych medycznych obywateli Izraela.

Jest też kwestia szczepień Palestyńczyków – w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu Jordanu sytuacja epidemiczna pozostaje bardzo ciężka. Izrael odmawiał wzięcia odpowiedzialności za tę sytuację. W styczniu izraelski minister zdrowia Juli Edelstein powiedział BBC, że „Izrael jest tak samo odpowiedzialny za Palestyńczyków jak Palestyńczycy za los delfinów w Morzu Śródziemnym”. Dopiero w następnych miesiącach izraelskie elity uznały, że niezaszczepiona palestyńska populacja jest problemem także dla obywateli Izraela. Szczepionki otrzymały Strefa Gazy, szpitale na Zachodnim Brzegu, Izrael ma także szczepić Palestyńczyków dojeżdżających do pracy do Izraela albo na terytoria okupowane.

W Stanach i Wielkiej Brytanii cieniem na sukcesie programu szczepień kładzie się fatalne zarządzanie epidemią w 2020 roku. W Wielkiej Brytanii na COVID-19 zmarło ponad 126 tysięcy osób, więcej niż 190 na 100 tysięcy mieszkańców. To jeden z gorszych światowych wyników. Zjednoczone Królestwo wyprzedziło m.in. Włochy (gdzie szczególnie mocno uderzyła pierwsza fala) i znajdującą się dziś w ciężkiej sytuacji Słowację. Krytykowane za tempo szczepień Niemcy zanotowały tymczasem tylko około 90 śmierci na 100 tysięcy mieszkańców. W Stanach liczbę ofiar epidemii szacuje się na szokującą liczbę prawie 550 tysięcy osób.

Trudno nie uznać odpowiedzialności rządów w Londynie i Waszyngtonie za te liczby. Rząd Johnsona początkowo odmawiał wprowadzenia lockdownu, nastawiał się na strategię budowania „odporności populacyjnej” – z czego później musiał się wycofać. Trump przez cały ostatni rok bagatelizował pandemię, ostentacyjnie ignorował obostrzenia sanitarne, atakował gubernatorki stanów, próbujące wprowadzić racjonalne obostrzenia – np. Gretchen Whitmer z Michigan.

Izraelska „wzorcowa” akcja szczepień wyklucza niemal 5 milionów Palestyńczyków

Niemniej jednak rządy Wielkiej Brytanii i Stanów bardzo wcześnie – już na początku zeszłego roku – zadbały o współpracę z biznesem farmaceutycznym w celu szybkiego uruchomienia produkcji szczepionek. W kwietniu administracja Trumpa odpaliła program Warp Speed, mający na celu wsparcie prac korporacji dających nadzieję na jak najszybsze dostarczenie szczepionki. W sumie osiem podmiotów otrzymało wsparcie sięgające 11 miliardów dolarów.

Biden używa wszelkich narzędzi, jakimi dysponuje rząd, by zapewnić Stanom odpowiednią podaż szczepionek. W lutym, powołując się na przepisy uchwalone przy okazji wojny w Korei 70 lat temu, administracja ograniczyła możliwości eksportu materiałów, które mogą być konieczne do produkcji szczepionek. Gdy wydawało się, że Johnson&Johnson nie będzie w stanie wywiązać się ze swoich zobowiązań produkcyjnych, administracja Bidena pomogła wynegocjować umowę z Merckiem, w wyniku której konkurent J&J zajmie się produkcją jego szczepionki.

Początkowy cel administracji Bidena – 100 milionów szczepionek w 100 dni – został osiągnięty przed czasem. Choć nie był on zbyt ambitny, to daje nadzieję na to, że przed latem cały program szczepień zostanie zakończony. Biden zapowiada dziś, że do maja każdy dorosły Amerykanin będzie miał możliwość otrzymania pierwszej dawki szczepionki. Z drugiej strony wyraźny opór przed szczepieniami w wiejskim elektoracie Trumpa może znacząco utrudnić osiągnięcie odporności populacyjnej.

Wejście smoka i niedźwiedzia

Mówiąc o szczepionkowym wyścigu między Stanami, Wielką Brytanią a UE, warto pamiętać także o sytuacji uboższych krajów. Według „New York Timesa” 90 proc. szczepionek zostało podanych mieszkańcom zamożnych i średniozamożnych państw. Ta proporcja niepokoi nie tylko ze względów humanitarnych. Brak populacyjnej odporności w krajach ubogich sprzyja mutacjom wirusa, przez co zagraża także bezpieczeństwu zdrowotnemu państw rozwiniętych. Może się też okazać barierą dla ich gospodarczego odbicia po koronarecesji. Według raportu Międzynarodowej Izby Handlowej długotrwałe wychodzenie krajów uboższych z pandemii może kosztować państwa zamożnej Północy na przestrzeni następnych kilku lat od 4–9 bilionów dolarów przyszłego PKB.

Sytuacja, gdy zamożna Północ sama się szczepi, pozostawiając uboższe państwa samym sobie, tworzy też polityczną próżnię, w którą już wkraczają autorytarne reżimy: Chiny i Rosja. Oba państwa opracowały własne szczepionki: Rosja Sputnika V, Chiny państwową szczepionkę SinoPharm oraz prywatne Sinovac i Cansino.

Żadne z tych dwóch państw nie ma co prawda wielkich sukcesów w szczepieniu własnych populacji: wskaźnik szczepień wynosi w nich 7,3 osoby na 100 obywateli. Dwukrotnie mniej niż w Polsce. Rosja sobie przy tym z produkcją własnej szczepionki nie radzi, brakuje jej do tego potencjału przemysłowego, sprzętu i materiałów, zleca więc część produkcji firmom farmaceutycznym z Indii i Korei Południowej, a następnie po cichu reimportuje dawki.

Koniec pandemii? Szczepionkowy nacjonalizm może to uniemożliwić

Niemniej jednak oba państwa prowadzą agresywną dyplomację szczepionkową, używając szczepionek jako narzędzia wzmacniania swoich regionalnych wpływów i otwierania zamkniętych do tej pory dyplomatycznych drzwi.

Rosyjska propaganda przedstawia Sputnik V jako szczepionkę, która „zaszczepi świat”, wbrew rzucającym Rosjanom kłody pod nogi Amerykanom. Rosja twierdzi, że otrzymała globalnie zamówienie aż na 1,2 miliarda dawek Sputnika. Rosyjskie szczepionki znajdują swoich odbiorców w Ameryce Łacińskiej (Argentyna), na Środkowym Wschodzie (Iran) i Bałkanach (Serbia). 2 miliony dawek Sputnika nabyły też Węgry, wyłamując się w ten sposób ze wspólnego programu zakupów europejskich i obniżając autorytet Unii – co jest grą, którą Rosjanie podejmują bardzo chętnie.

Rosja przekazała także dawki swojej szczepionki kilku uboższym państwom: Angoli, Zimbabwe, Uzbekistanowi. Według strony Think Global Health (inicjatywa afiliowana przy Council on Foreign Relations) w grupie państw o najniższych dochodach aż jedna trzecia podawanych dziś szczepionek pochodzi z Rosji.

Swoją ekspansję szczepionkową uprawiają również Chiny. Chińskie donacje szczepionek koncentrują się na ważnych dla Pekinu geopolitycznie obszarach: w rejonie wschodniego Pacyfiku oraz wśród państw biorących udział w kluczowej z punktu widzenia interesów Chin inicjatywie Nowego Jedwabnego Szlaku. Pojawiają się jednak pytania o skuteczność chińskich produktów. Kolejne informacje mówią o niskim stopniu wytwarzanej przez nie odporności. Szczepiące SinoPharmem Zjednoczone Emiraty Arabskie zdecydowały się niedawno na podawanie trzeciej dawki szczepionki, gdyż dwie miały nie wytwarzać dostatecznej odporności.

A jednak to między innymi dzięki chińskim i rosyjskim szczepionkom Serbia stała się jednym z liderów szczepień w Europie – ze wskaźnikiem przekraczającym 30 osób na 100. Serbia zaczyna nawet prowadzić własną szczepionkową dyplomację – przekazała część swoich dawek Bośni, a w ostatni weekend w trzech serbskich miastach ruszyła akcja szczepienia obywateli sąsiednich państw.

Sputnik Nowiczok 0:1. Rosyjska szczepionka na koronawirusa zalicza testy medyczne, ale oblewa polityczne

Rosja i Chiny uprawiają swoją dyplomację szczepionkową na bilateralnych zasadach. Wielka kampania informacyjna lokalnej ambasady, uroczyste odebranie szczepionki przez miejscowych oficjeli – tak by miejscowi wiedzieli, od kogo pochodzi pomoc.

Stany i Unia Europejska działają inaczej, przez instytucje multilateralne, nie urządzając podobnych spektakli własnej dobroczynności. Co sprawia, że nawet jeśli zachodnie demokracje pomagają państwom ubogim, to nie zawsze jest to tak widoczne i dyplomatycznie skuteczne jak w przypadku działań autorytarnych reżimów z Moskwy i Pekinu. Z punktu widzenia długotrwałych geopolitycznych interesów Zachodu jest to z pewnością problem wymagający reakcji.

Czyje powinny być szczepionki?

Głównym kanałem pomocy zamożnych demokracji dla państw ubogich jest Covax: inicjatywa Światowej Organizacji Zdrowia i UNICEF-u mająca zapewnić dostęp do szczepień krajom o niskich i bardzo niskich dochodach. W lutym jako pierwsza pomoc z programu otrzymała Ghana – 600 tysięcy dawek szczepionki AstraZeneca wyprodukowanych w Indiach. Na papierze to może wydawać się sporo, lecz przy 30 milionach ludności Ghany taka liczba wystarczy do zaszczepienia obiema dawkami zaledwie 1 proc. populacji.

Covax miał w założeniu zapewnić do końca roku 92 ubogim państwom dostęp do 2 miliardów dawek szczepionek. Do 25 marca dostarczył 32 miliony dawek 60 państwom – co stanowi 6 proc. globalnej liczby podanych szczepionek. Covax, jeśli się powiedzie, zapewni realną szczepionkową pomoc znacznie większej liczbie ludności niż chińskie (średnio 300 tysięcy dawek dla obdarowanego państwa) czy rosyjskie (średnio 30 tysięcy dawek) donacje. Jednocześnie początki działalności Covaxu nie należą do łatwych. Choć przystąpienie do programu Stanów, które obiecały przekazać 4 miliardy dolarów, pomogło wydatnie w uporaniu się z dziurą budżetową, z jaką inicjatywa wystartowała, to problemem są nie tylko pieniądze, ale podaż szczepionek. Na razie to bogate kraje monopolizują dostęp do szczepionek i materiałów koniecznych do ich wyprodukowania.

W tej sytuacji coraz częściej pojawiają się głosy, by z powodu wyjątkowej sytuacji zawiesić prawa o własności intelektualnej i pozwolić na swobodną produkcję szczepionek bez patentów – choćby i za odpowiednią rekompensatę dla firm, które je wynalazły. Za uwolnieniem własności intelektualnej opowiedział się między innymi szef Światowej Organizacji Zdrowia, Tedros Adhanom Ghebreyesus. Sprawę podnosi też coraz więcej europejskich polityków, np. premier Morawiecki.

Szczepionka na koronawirusa prawem, nie towarem

czytaj także

Na rzecz uwolnienia szczepionek przemawia z pewnością to, że nie powstałyby one tak szybko, gdyby nie wydatna pomoc publiczna dla koncernów farmaceutycznych i wcześniejsze, finansowane z pieniędzy podatników badania. Szczepionki mRNA (Moderna, Pfizer) opierają się na kilku dekadach finansowanych przez podatników badań, prowadzonych głównie na Uniwersytecie Pensylwanii oraz National Health Institute.

Sprawa nie jest jednak taka prosta. Nie tylko ze względu na opór Big Pharmy. Problem polega na tym, że nie wystarczy samo otworzenie patentów, zwłaszcza w przypadku bardziej zaawansowanych szczepionek, takich jak ta Pfizera. Konieczny byłby jeszcze transfer technologii, know-how – do czego korporacje farmaceutyczne są równie niechętne jak do zawieszenia praw do swojej własności intelektualnej.

Jedyną z zachodnich szczepionek, której produkcję łatwo można by uruchomić w wielu miejscach świata, jest oparta na starszej technologii AstraZeneca – zaprojektowana jako tania „szczepionka dla świata”, mająca zabezpieczyć glob przed pandemią. Poza Wielką Brytanią produkowana jest między innymi w Indiach, skąd do niedawna trafiała do wielu państw Globalnego Południa. Często w postaci donacji od indyjskiego rządu, który rywalizuje regionalnie z Chinami, używając do tego szczepionek.

Dziś dalszy eksport szczepionek z Indii stoi pod znakiem zapytania. Główny producent AstraZeneca na subkontynencie, Serum Institute, ma problemy z wypełnieniem swoich produkcyjnych zobowiązań – także ze względu na amerykańską politykę utrudniającą eksport koniecznych do produkcji materiałów ze Stanów. Indyjskie społeczeństwo coraz bardziej naciska na przekierowanie produkcji na potrzeby krajowe.

Sutowski: Zapomniana rola państwa [o książce Mariany Mazzucato]

Pandemia pokazała, jak bardzo żyjemy w jednym świecie, jak łatwo lokalna epidemia może przekształcić się w globalny kryzys zdrowotny. Odpowiedź na nią niestety pokazuje, że na podobne problemy nie potrafimy reagować globalnie, a przynajmniej nie w duchu globalnej solidarności. Choć jak najszybsze uzyskanie globalnej odporności populacyjnej byłoby w interesie wszystkich, poszczególne państwa i jeden blok polityczny (UE) dbają przede wszystkim o interes własnych obywateli, swoją siłę, prestiż i wizerunek, nie o interes globalnego zdrowia publicznego.

Pandemia, jej społeczne i polityczne efekty, z pewnością będzie, a nawet już jest, transformacyjna w wielu obszarach: wydaje się, że skuteczniej niż kryzysowi sprzed dekady może się jej udać złożyć do grobu dawne neoliberalne dogmaty na temat państwa minimum, dopuszczalnego poziomu długu i kilku innych. Jeśli jednak chodzi o szukanie prawdziwie globalnych odpowiedzi na globalne wyzwania, to doświadczenie ostatnich 12 miesięcy jak dotąd średnio posunęło nas do przodu.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Jakub Majmurek
Jakub Majmurek
Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".
Zamknij