Świat

Czy to możliwe, że „postępowe” państwo dokonuje ludobójstwa?

Tęczowa flaga z Gwiazdą Dawida

W komisjach prawników debatujących, czy określony zbiorowy mord jest już ludobójstwem, czy „tylko” masakrą, tkwi pewna makabryczna groteskowość. O ile gorsze jest planowane zgładzenie jakiejś grupy etnicznej w całości od planowania wymordowania innej w 70 proc., a z reszty uczynienia robotników przymusowych?

„Ludobójstwo” to w języku polskim kłopotliwy termin. Może kojarzyć się z ludźmi zamiast z ludami, narodami czy grupami etnicznymi. Pracownik jednej z organizacji humanitarnej użył słowa „ludobójstwo” do opisania dokonanego przez bojowników Hamasu masowego morderstwa na festiwalu Supernova Sukkot Gathering. Tymczasem była to bez wątpienia rzeź, masakra, zbrodnia – ale, biorąc pod uwagę m.in. różnorodny skład narodowościowy uczestników – prawdopodobnie nie było to ludobójstwo.

Dlaczego Ukraińcy (i ich sojusznicy) powinni wspierać Palestyńczyków

Ludobójstwo nie jest w swojej istocie zbrodnią polegającą na zabiciu człowieka – a nawet wielu ludzi – a na próbie unicestwienia całej grupy etnicznej, wymazania jej z historii przez fizyczną eliminację substratu biologicznego lub przerwanie ciągłości kulturowej (dlatego bardziej adekwatnie brzmi angielskie genocide, od łacińskiego gens, oznaczającego lud, naród). Zazwyczaj ludobójstwo zawiera w sobie komponent faktycznego mordowania ludzi, jednak nie jest on koniecznym warunkiem praktyk ludobójczych. Rezolucja Zgromadzenia Ogólnego ONZ z 1946 roku głosi: „Ludobójstwo jest odmówieniem prawa do istnienia grupie w taki sam sposób, w jaki morderstwo jest odmową prawa do istnienia jednostce” i określa, że jego karanie i ściganie jest sprawą międzynarodową.

Termin genocide ukuł Rafał Lemkin, polski prawnik żydowskiego pochodzenia. Był on współtwórcą uchwalonej w 1948 roku konwencji ONZ w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa, która w art. 2 definiuje je jako czyn „dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych jako takich”. Przybiera on różne formy:

  1. zabójstwo członków grupy;
  2. spowodowanie poważnego uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia psychicznego członków grupy;
  3. rozmyślne stworzenie dla członków grupy warunków życia obliczonych na spowodowanie ich całkowitego lub częściowego zniszczenia fizycznego;
  4. stosowanie środków, które mają na celu wstrzymanie urodzin w obrębie grupy;
  5. przymusowe przekazywanie dzieci członków grupy innej grupie.

Co istotne, wymogiem kwalifikującym czyn jako ludobójczy jest intencja zniszczenia danej grupy – nawet jeśli ten cel nie został osiągnięty.

Powyższa definicja jest z wielu przyczyn niedoskonała. W 2023 roku wiemy już, że termin „rasowy” jest co najwyżej niejasną kategorią społeczną, a nie biologiczną, ponieważ na polu współczesnej genetyki trudno wskazać arbitralną granicę przynależności do tej lub innej rasy.

Izraelsko-palestyńska wojna na dezinformację

Definicja Lemkina miała także obejmować zbrodnie wymierzone w grupy społeczne i polityczne, dzięki czemu potencjalnie można by ją rozciągnąć na inne zbiorowości, oparte na przykład na identyfikacji płciowej czy klasowej. Zrezygnowano z tego elementu pod presją ZSRR i jej sojuszników.

Innym niedoskonałym elementem definicji jest zwrot „destroy, in whole or in part” – oznacza, że ludobójstwem można nazwać działanie mające na celu zniszczenie jedynie części grupy, np. jej przedstawicieli zamieszkujących dany obszar. Z samej definicji wprost nie da się jednak wyczytać, jak duża musi być ta „część”, by można było mówić o ludobójstwie.

Doświadczenie międzynarodowych trybunałów karnych z Rwandy i Jugosławii wykazało, że praca prawna nad uchwyceniem istoty zbrodni ludobójstwa wymaga dodatkowych definicji i założeń. W pewnych przypadkach elementem ludobójstwa mogą być działania niewymienione wprost w konwencji, których celem jest fizyczne zniszczenie lub rozbicie grupy, np. ataki celowo wymierzone w jej kluczowych członków, takich jak przywódcy polityczni, lub przymusowy transfer populacji. Zwrócono też uwagę, że czynnością prowadzącą do ludobójstwa jest nie tylko działanie, ale też rozmyślne unikanie działania lub utrudnianie tego działania trzecim stronom.

Ludobójstwo – nieprzekraczalny Rubikon

Współczesny Europejczyk może postrzegać samą definiującą cechę przedmiotu ludobójstwa – etniczność, religię czy rasę – jako przestarzały koncept. W badaniu Eurobarometru z 2020 roku zaledwie 61 proc. obywatelek i obywateli państw europejskich identyfikowało się ze swoim etnicznym lub rasowym pochodzeniem, 53 proc. z religią, a 73 proc. z narodowością. Zauważalną tendencją jest słabsze przywiązanie do tych kategorii w zamożniejszych państwach Unii.

Ludobójstwo to nie jest po prostu bardzo duży mord [rozmowa z Konstantym Gebertem]

Po co więc sięgać po termin „ludobójstwo”? Z perspektywy mordowanego człowieka czy porywanego dziecka intencje sprawców (ani tych, którzy wydali im rozkazy) nie mają przecież znaczenia. W komisjach prawników debatujących, czy określony zbiorowy mord jest już ludobójstwem, czy „tylko” masakrą, tkwi pewna makabryczna groteskowość. O ile gorsze jest planowane zgładzenie jakiejś grupy etnicznej w całości od planowania wymordowania dwóch trzecich innej, a z reszty uczynienia robotników przymusowych?

Większość badaczy ludobójstwa zgadza się z krytyką niedoskonałości definicji tego terminu w prawie międzynarodowym. Są jednak trzy istotne powody, dla których nadal posługujemy się kategorią ludobójstwa. Pierwszy jest praktyczny – to narzędzie prawa i polityki międzynarodowej, pozwalającej na legalne wprowadzanie sankcji przez państwo czy organizację międzynarodową wobec innego państwa czy osoby.

Powód drugi: koncepcja ludobójstwa, jakkolwiek niedoskonała i przestarzała, powstała w celu ochrony najsłabszych przed masowymi prześladowaniami. Odrzucenie etnicznej, religijnej czy narodowej tożsamości jest przywilejem sytych, bogatych i zazwyczaj białych mieszkańców Zachodu. Jeśli porozmawiacie o tym z Arabem w Berlinie, Romem w Polsce, Afroamerykaninem w USA albo Żydem gdziekolwiek poza Izraelem – zauważycie, że większość z nich nie może pozwolić sobie na luksus zapomnienia swojego etnicznego czy narodowego pochodzenia. A jeśli nawet sami o nim zapomną – to ich otoczenie nieraz im o tym przypomni.

Sztuka „ludowa” i ślady po ludobójstwie

czytaj także

Sztuka „ludowa” i ślady po ludobójstwie

Erica Lehrer, Roma Sendyka, Wojciech Wilczyk, Magdalena Zych

Trzeci powód: ludobójstwo, podobnie jak zbrodnie przeciwko ludzkości, stało się w naszej kulturze synonimem szczególnego, najwyższego rodzaju zła. Nie ulega przedawnieniu, przywołuje na myśl najciemniejsze okresy historii. Wiemy, że postać dokonująca czy planująca ludobójstwo, opisana w dowolnym tekście kultury, przekroczyła moralny Rubikon i nie ma nic, co mogłoby usprawiedliwiać jej działania. O ile „pospolite” przestępstwa czy nawet zbrodnie potrafimy zbyć jako jedne z wielu niesprawiedliwości świata, o tyle – wychowani od najmłodszych lat wśród haseł takich jak „nigdy więcej” – czujemy konieczność reagowania na ludobójstwo.

Ludobójstwa nasze powszednie

Cechy ludobójstwa noszą działania Rosji na terytorium Ukrainy. Rosyjska narracja o konieczności wymazania Ukrainy z historii i odmawianie ukraińskiemu narodowi prawa do istnienia odhaczają dwa pierwsze punkty obowiązującej w prawie definicji. Doniesienia o obozach filtracyjnych kwalifikują się do punktu trzeciego, a potwierdzane przez organizacje międzynarodowe masowe porwania i wywózki ukraińskich dzieci w głąb Rosji wypełniają zapis punktu piątego. Litwa, Łotwa i Estonia oraz – częściowo – Polska, Irlandia, Kanada i Czechy uznały powyższe działania za ludobójstwo. ONZ prowadzi w tej sprawie postępowanie.

Od lat 90. XX wieku mówi się, że Izrael przeprowadza ludobójstwo na narodzie palestyńskim. Opinię tę podzielają częściowo sami Żydzi: 25 proc. amerykańskich Żydów przyznaje, że Izrael jest państwem apartheidu, a 22 proc., że trwa ludobójstwo na Palestyńczykach.

Sarah Schulman, amerykańska akademiczka żydowskiego pochodzenia, w swojej książce Conflict Is Not Abuse: Overstating Harm, Community Responsibility, and the Duty of Repair określa dokonywane przez Izrael ludobójstwo w Palestynie jako przykład sytuacji, w której przez podkreślanie swojej realnej i wyobrażonej, przeszłej i obecnej krzywdy, jedna ze stron uzasadnia zbrodnicze działania wobec drugiej, fałszywie definiując akt jednostronnej, nieproporcjonalnej przemocy jako konflikt lub wręcz stawiając się w roli ofiary.

Faktycznie, działania Izraela – od blokady Strefy Gazy, która trwa od kilkunastu lat, z towarzyszącymi jej aktami przemocy, przez odcięcie jej od podstawowych zasobów po zbrodniczym ataku Hamasu, wydają się wypełniać punkty a, b i c zawartej w konwencji definicji ludobójstwa. Ogłoszony w listopadzie plan przymusowego przesiedlenia mieszkańców Gazy na Synaj może dopełniać obraz.

Žižek: Hamas i twardogłowi Izraelczycy – dwie strony tego samego medalu

Nawet powierzchowna analiza wypowiedzi izraelskich polityków – Yoava Gallanta, ministra obrony, prezydenta Jicchaka Herzoga, premiera Netanjahu czy członków Knessetu, jak Ariel Kallner – mówiących o nowej Nakbie, określających Palestyńczyków jako zwierzęta czy mówiących o odpowiedzialności i konieczności ukarania całego narodu, może wypełnić przesłankę intencji ludobójstwa.

Podobną intencję można wyczytać z izraelskich materiałów propagandowych – od przemówień weteranów wzywających do wymazania Strefy Gazy z powierzchni ziemi, aż po plakaty w izraelskich miastach z hasłem „Zwycięstwo: 0 mieszkańców Strefy Gazy” czy hasło „Māwet lā-Arāvīm” (Śmierć Arabom), które pojawia się na demonstracjach izraelskiej prawicy od lat 80., nierzadko szpecąc mury budynków czy palestyńskie nagrobki.

Ludobójstwo a „ryzyko ludobójstwa”

15 października 2023 roku, osiem dni po morderczym ataku bojowników Hamasu na Izrael oraz po ośmiu dniach krwawych działań odwetowych ze strony Izraela, ukazało się oświadczenie 880 naukowców z całego świata, specjalistów od prawa międzynarodowego, studiów nad konfliktami oraz ludobójstwem. Podpisane pod nim osoby ostrzegają, że istnieje bardzo wysokie ryzyko, że w strefie Gazy odbywa się ludobójstwo.

Wcześniej podobne ostrzeżenia dotyczące ryzyka ludobójstwa – lub wprost twierdzące, że ludobójstwo ma miejsce – wystosowały organizacje palestyńskie i żydowskie (m.in. Jews for Peace). Raz Segal, profesor uniwersytetu w Stockton specjalizujący się w dziedzinie Holocaustu, nazwał obecną sytuację w Gazie podręcznikowym przykładem ludobójstwa. Wprost o ludobójstwie mówi prezydent Autonomii Palestyńskiej Mahmud Abbas, przedstawiciele Ligi Arabskiej i Unii Afrykańskiej, MSZ Iranu i przedstawiciele innych państw regionu.

19 października o ryzyku ludobójstwa ostrzegło dziewięciu obserwatorów ONZ.

Hamas i banalizacja zła

czytaj także

Hamas i banalizacja zła

Jakub Woroncow

28 października Craig Mokhiber, dyrektor biura Wysokiego Komisarza ds. praw człowieka ONZ, odszedł ze stanowiska, jako powód podając brak zdecydowanych działań mających na celu zapobiegnięcie ludobójstwu Palestyńczyków w Strefie Gazy. Od tamtej pory Mokhiber otwarcie wzywa w swoich mediach społecznościowych i wystąpieniach publicznych do uznania wydarzeń w Gazie za ludobójstwo.

3 listopada zarówno rodziny izraelskich ofiar Hamasu, jak i przedstawiciele palestyńskich organizacji pozarządowych, domagali się w Międzynarodowym Trybunale Karnym w Hadze uznania odpowiednio: dokonanej przez Hamas masakry z 7 października oraz działań IDF w Strefie Gazy za ludobójstwa.

Politycy i media zwykle unikają tego określenia do momentu, gdy jakieś ciało międzynarodowe – od Zgromadzenia Ogólnego ONZ, przez którąś z jego komisji, po Międzynarodowy Trybunał Karny – dopatrzy się w danym zdarzeniu znamion ludobójstwa.

Gebert: Zamordowana szansa na pokój

W 1982 roku potrzeba było trzech miesięcy, by ONZ uznała masakrę palestyńskich i libańskich szyitów w obozach Sabra i Shatila za ludobójstwo (zbrodni dokonała libańska Falanga za przyzwoleniem Izraelskich Sił Obrony). Zbrodnie na Jezydach, dokonywane przez bojowników ISIS od 2014 roku, dopiero w 2021 zostały przez ONZ uznane za ludobójstwo, po wielu latach ostrzegania o „ryzyku ludobójstwa”.

Dziennikarze, politycy i komentatorzy życia publicznego na Zachodzie mogą czekać latami na podpartą autorytetem wielkiej instytucji decyzję, zanim zajmą jednoznaczne stanowisko w tak kontrowersyjnej sprawie. Ofiary zazwyczaj nie mają tyle czasu.

Czy „fajne” państwo może popełniać ludobójstwo?

Ludobójstwo przez długi czas było dla nas, Polaków, terminem raczej z porządku mitycznego niż prawnego. Uczyliśmy się o nim w szkole, na przykładzie Holocaustu, który był dla nas tym właściwym, Wielkim Ludobójstwem. Wiedzieliśmy, że to coś, o czym ktoś może nakręcić poruszający film albo Warlikowski zrobi kolejną kilkugodzinną sztukę. Ludobójstwo to wielka sprawa z przeszłości, która wraca do nas w kulturze. To wydarzenie, przy którym Bóg wstrzymuje oddech, czas staje w miejscu, a na horyzoncie pojawia się czerwona łuna.

Niby słyszeliśmy o Rwandzie, wiemy o Srebrenicy, międzynarodowe ciała zajmowały stanowiska i wydawały oświadczenia, ale umówmy się: my, porządni i rozsądni ludzie, wychowani na szkolnych wycieczkach do Oświęcimia, Muzeum Polin i pozostałości po murze getta, nie przespalibyśmy prawdziwego ludobójstwa. Gdyby jakieś się wydarzyło, na pewno wszyscy zachowalibyśmy się przyzwoicie.

To musi być jakaś pomyłka. A nawet jeśli nie – jak właściwie mielibyśmy zareagować? Wielu z nas było w Izraelu, to fajne państwo, takie, do którego jeździ się na wakacje.

Islamofobia, czyli rasizm niekontrowersyjny

Należy skonfrontować się z niewygodnym faktem – „fajne” państwo, z którym nasze utrzymuje stosunki dyplomatyczne, a my sami często zawodowe i osobiste, prawdopodobnie popełnia ludobójstwo. Firmy, w których pracujemy czy które uważamy za godne szacunku, handlują z państwem dokonującym ludobójstwa. Niektórzy z nas studiowali, jeździli na konferencje czy dostawali stypendia od państwa uprawiającego ludobójstwo.

Dla wielu naszych progresywnych przyjaciół ciągle niewyobrażalne jest to, że jakiś kraj może być naskórkowo postępowy – na przykład od dekad uznawać śluby jednopłciowe, mieć jedną z pierwszych premierek na świecie i rekordową liczbę wegańskich restauracji – i ciągle uprawiać ludobójstwo. Tel Awiw ma wspaniałe rooftop bary i kluby, a Jerozolima oprócz zabytków – świetne restauracje Yotama Ottolenghiego, którego książki dajemy sobie na Gwiazdkę. A jednak wszystko wskazuje, że Izrael dokonuje ludobójstwa.

I nie robi tego od wczoraj.

**

Paweł Jędral – analityk, absolwent Międzydziedzinowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych i Społecznych na Uniwersytecie Warszawskim.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Zamknij