Serwis klimatyczny, UE

Europejski Zielony Ład to świetny przykład greenwashingu

Fot. European Commission

W sytuacjach nagłych ujawniają się nasze rzeczywiste priorytety. Kiedy płonie nam dom albo do piwnicy wdziera się woda, chwytamy to, co cenimy najbardziej, a resztę zostawiamy za sobą.

Dziesięć lat temu przed takim wyborem stanęli przywódcy Unii Europejskiej. Gdy francuskie i niemieckie banki były nad przepaścią, UE zrobiła wszystko, by je uratować. Pomiędzy rokiem 2009 a 2013 rządy europejskie skierowały 1,6 biliona euro (czyli 1,36 biliona funtów) w ręce bankierów Europy, narzucając jednocześnie surową politykę oszczędności obywatelom Europy, którym przecież ślubowali służbę. W 2015 roku politycy zorientowali się, że banki wciąż są w potrzebie, dlatego Europejski Bank Centralny w ciągu zaledwie czterech lat wydrukował 2,6 biliona euro.


Teraz Europa mierzy się z jeszcze poważniejszym kryzysem: krytycznym stanem klimatu. W zeszłym miesiącu przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zaprezentowała Europejski Zielony Ład, wart 1 bilion euro dziesięcioletni plan zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych przez UE o przynajmniej 50 proc. objętości w stosunku do roku 1990. „Dla Europy ta chwila jest porównywalna z lądowaniem człowieka na Księżycu” – powiedziała von der Leyen.

Trudno oprzeć się pokusie porównania tych sum pieniędzy i odsłanianej przez nich hierarchii priorytetów: ponad 4,2 biliona euro na ratowanie sektora finansowego Europy, 1 bilion na ratowanie świata.

Spurek: Czy Europejski Zielony Ład to naprawdę taki moment jak lądowanie na Księżycu?

Sprawy mają się jednak jeszcze gorzej. Obiecane finansistom 4,2 biliona euro wzięło się z nowo przyznanego prawdziwego finansowania, natomiast 1 bilion obiecany przez von der Leyen na okres dziesięciu lat Zielonego Ładu – czyli 100 miliardów rocznie – składa się głównie z dymu i luster.

Chociaż przewodnicząca przyrzekała „falę zielonych inwestycji”, tak naprawdę dojdzie po prostu do poprzesuwania pieniędzy pomiędzy różnymi istniejącymi już funduszami UE oraz odgrzania obietnic przyszłej mobilizacji kapitału z sektora prywatnego. W sumie dla Europejskiego Zielonego Ładu zostanie wygenerowane tylko 7,5 miliarda euro nowych zobowiązań budżetowych, rozłożonych na siedem lat.

Ostolski: To nie zieloni poszli do centrum, to polityczne centrum przyszło do zielonych

Dla porównania: Komisja ma wydać 29 miliardów euro – prawie siedem razy więcej – na „niekonieczne” i szkodliwe dla środowiska projekty związane z gazem ziemnym, jak zaopiniowano w niedawnym badaniu. Tyle zostaje z lądowania na Księżycu.

Patrząc na to wszystko chłodnym okiem, Zielony Nowy Ład dla Europy nie sprawdza się pod względem trzech ważnych kryteriów: rozmiarów, struktury i zakresu.

Dojdzie po prostu do poprzesuwania pieniędzy pomiędzy funduszami UE.

Pomijając fakt, że coroczne 100 miliardów to dotychczas kwota fikcyjna, nie jest ona nawet zbliżona do nakładu, jakiego potrzeba na osiągnięcie założonych celów. Nie musicie nam wierzyć na słowo. Sama Komisja Europejska szacowała, że Europa musi co roku wydać 260 miliardów euro, by dążyć do wyznaczonych na 2030 rok celów klimatycznych i energetycznych. W dodatku było to jeszcze przed uaktualnieniem tych celów w roku 2019.

Kolejnym powodem do rozpaczy jest struktura Europejskiego Zielonego Ładu. Tak zwany plan inwestycyjny dla zrównoważonej ekologicznie Europy serwuje okrągłe zdania o „mobilizacji” i przyrzeka dojście do miliardów euro z prywatnych funduszy w interesie zrównoważonych inwestycji.

Podobnie jak poprzedzający go plan Junckera Europejski Zielony Ład proponuje stymulację prywatnych inwestycji poprzez przeniesienie ryzyka na budżet UE. To jednak ryzyka nie zmniejsza, a po prostu kładzie je na barki obywateli Europy, jednocześnie pozwalając inwestorom prywatnym cieszyć się z ewentualnych zysków. Nie ma przy tym planu na koordynację produkcji i dystrybucji energii w ramach porządnej unii energetycznej. To znaczy, że zobowiązania Komisji Europejskiej wobec kapitału prywatnego będą intensyfikować nierówności wewnątrz państw członkowskich i pomiędzy nimi.

Czy Zielony Nowy Ład zbawi Europę?

czytaj także

I tu docieramy do zakresu Europejskiego Zielonego Ładu. Na papierze plan wygląda na imponująco wszechstronny: od strategii zrównoważonej ekologicznie produkcji żywności „z gospodarstwa prosto na talerz” do „nowego planu działań w ramach gospodarki o obiegu zamkniętym”.

Jednak możliwości przemiany życia Europejczyków są ograniczone zapałem Komisji dla oszczędnościowego kaftanu bezpieczeństwa, jakim jest Pakt stabilności i wzrostu, skazujący Europę na chroniczną stagnację. Valdis Dombrovskis, komisarz stojący na czele planu inwestycyjnego Zielonego Nowego Ładu, powiedział, że wolałby uniknąć „stwarzającej podziały debaty” o rozluźnieniu reguł fiskalnych.

Jednym słowem – Europejski Zielony Ład jest planem konserwacji, a nie transformacji. Przejawem tej logiki konserwacji jest tak zwany „mechanizm przejściowy” – plan Komisji na wsparcie społeczności, na które negatywnie wpłynie odejście od paliw kopalnych. Von der Leyen reklamowała mechanizm sprawiedliwych przemian jako „ślubowanie solidarności i sprawiedliwości”.

Ale z kim i dla kogo? Czy będzie „sprawiedliwość” dla społeczności w Niemczech i Francji, od których wymaga się poniesienia kosztów okresu przejściowego dla ratowania klimatu? Czy chodzi o rzeszę Greków lub Portugalczyków, których nie stać na to, by obchodziły ich emisje dwutlenku węgla w roku 2050, bo w tym tygodniu są zajęci wiązaniem końca z końcem? Brutalna odpowiedź brzmi: nie.

Mechanizm sprawiedliwego przejścia „zmobilizuje” przez dziesięć lat sumę 100 miliardów euro dla wydobywających węgiel krajów takich jak Węgry i Polska, które spodziewają się otrzymać „znaczną cześć” finansowania. Wsparcie dla regionów Europy zależnych od węgla jest koniecznym elementem sprawiedliwej przemiany.

Premier Morawiecki reprezentował w Brukseli lobby paliw kopalnych, nie zwykłych ludzi [rozmowa]

Jednak nie potrzeba cynika, by dostrzec, że przyznanie funduszy z Europejskiego Zielonego Ładu to kiełbasa wyborcza dla prawicowych rządów, które poparły wybór von der Leyen. Teraz przewodnicząca boi się, że włożą kij w szprychy jej flagowej propozycji, więc chce je przekupić. Zaufanie tym rządom, że przeprowadzą sprawiedliwie odejście od gospodarki opartej na węglu, wydaje się nierozsądne, biorąc pod uwagę ich historię korupcji i nadużyć przy funduszach unijnych.

Popkiewicz: Polska musi przestać trzymać się zębami węglowej futryny

Von der Leyen lubi mówić o Zielonym Ładzie jako wielkiej przemianie strukturalnej. „Naszym celem jest pogodzenie gospodarki z planetą” – mówiła. Tymczasem UE zatwierdziła i wsparła budowę wartego wiele miliardów dolarów gazociągu łączącego Izrael z Unią, biegnącego zresztą przez więzienie dla dłużników, w którym wciąż gnije społeczeństwo Grecji.

Na szczęście w Europie nadzieja jeszcze nie zginęła. Wraz z naszą organizacją, Ruchem Demokracji w Europie DiEM25, koalicja europejskich naukowców, aktywistów i związkowców opracowała projekt sprawiedliwych przemian, plan zainwestowania 5 proc. PKB Unii Europejskiej w neutralny węglowo, sprawiedliwy i współdzielony dobrobyt.

Monbiot: Oto sposób, by się wyżywić bez zabijania planety

Aktywiści klimatyczni nie dadzą się uciszyć. Postulaty o wprowadzenie prawdziwego zielonego nowego ładu wybrzmiewają coraz głośniej w Brukseli i na całym świecie. Aktywiści nie pozwolą, by dokument Unii Europejskiej przywłaszczył sobie ich hasła, ale pominął sedno. Sytuacja wymaga planu awaryjnego, więc nie wystarczy pomalowanie status quo na zielono.

**
Janis Warufakis jest współzałożycielem, a David Adler koordynatorem programu ruchu DiEM25 (Democracy in Europe Movement 2025).

Copyright: Project Syndicate, 2020. www.project-syndicate.org. Z angielskiego przełożyła Aleksandra Paszkowska.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać