Ukraińcy w Polsce stają się dla prawicy przedwojennymi Żydami
Prawica staje przed moralnym testem, który oblała 100 lat temu.
Ci, którzy głoszą wartości, których sami nie praktykują.
Prawica staje przed moralnym testem, który oblała 100 lat temu.
Pacyfikację Bąkiewiczów w Berlinie przez „gestapo” można by uznać za epizod humorystyczny, gdyby nie to, że za Ruchem Obrony Granic i machaniem krzyżem na obczyźnie stoją znacznie potężniejsi szatani.
Te same środowiska, które domagają się od Ukrainy uczciwego rozliczenia z przeszłością, nie potrafią zdobyć się na podobny wysiłek wobec własnych „bohaterów”, wcale nie lepszych od ukraińskich nacjonalistów.
Forum Ekonomiczne w Petersburgu nazywano inwestycyjną witryną Rosji. Tym razem witryny bezpieczniej było zaklejać, by zabezpieczyć je przed falą uderzeniową, będącą skutkiem ukraińskich ataków. Ale nawet gdyby Ukraińcy nie ośmieszyli Putina, zrobiłby to sam skład zaproszonych gości.
Turecki sąd anulował kongres partii, która zagroziła wszechwładzy Erdoğana, aby wywołać zamęt w jej szeregach. Świadczy to o rosnącej desperacji rządzących, ale opozycji wciąż brakuje skutecznych metod walki z autorytarnym reżimem.
Konfederacja mówi o ekonomii i rodzinie z pozycji potężnego przywileju. Mit partii „bliskiej ludziom” co rusz brutalnie zderza się z rzeczywistością.
Arcybiskup Bolonii zaproponował podawanie tortellini z mięsem drobiowym. Włoska prawica wybuchła świętym oburzeniem (i islamofobią).
Twórca filmu „Orwell: 2+2=5” jakby nie rozumiał, że zagrożeniem jest nie tylko szeroko rozumiana prawica i zdziadziali dyktatorzy, ale system-kłącze, napędzające się interesy zbrojeniowo-inwigilacyjne, sztama najbogatszych z najpotężniejszymi, późny kapitalizm.
W liberalnej opowieści o „nowej męskości” nie ma miejsca na rywalizację, konflikt i pokazanie siły. Problem w tym, że wyparta agresja nie znika – tylko szuka nowego ujścia.
Sprawa „ewakuacji” Zbigniewa Ziobry nie jest wyjątkiem, a ambicje Sakiewicza i jego środowiska są problemem dla obu stron polskiego duopolu politycznego.