Serwis klimatyczny

Biali i bogaci widzą nadzieję w masowym wymieraniu

Michael Moore. Fot. Brave New Films/flickr.com

Michael Moore i Jeff Gibbs w filmie „Planeta ludzi” mówią: „to nie nasza konsumpcja jest winna. Winni są oni, bo się rozmnażają”. Film zdobył sobie wielu wielbicieli na alt-prawicy.


Kłamstwo nigdy nie umiera, przyczaja się tylko i czeka. Dziś, gdy wydawało się, że już dawno odesłaliśmy ich do oślej ławki, klimatyczni negacjoniści znów triumfują. Całe lata minęły, odkąd ich ostatnie desperackie tezy rozpadły się w proch. A teraz, kiedy jedyna publiczność, na jaką mogli liczyć, to entuzjaści spiskowych teorii alt-prawicy, na scenę wkracza słynny bojownik lewicy i robi im tak dobrze, jak nie spodziewali się w najśmielszych snach.

Już ponad sześć milionów razy obejrzano na YouTubie film dokumentalny Planet of the Humans (Planeta ludzi), którego producentem i promotorem jest Michael Moore. Film nie zaprzecza ustaleniom klimatologii, głosi jednak dawno obalone mity, którymi negacjoniści przez lata uzasadniali swoje stanowisko.

Dowiadujemy się z niego m.in., że ruchy ekologiczne to ściema i biznes, który wyrządza olbrzymie szkody całej przyrodzie ożywionej i napełnia kieszenie garstce naciągaczy. Takie tezy bardzo silnie przemawiają do wyobraźni i dlatego chętnie posługiwali się nimi negacjoniści, opłacani zwykle przez koncerny paliwowe. Gdy się chce obrzydzić kogoś opinii publicznej, najłatwiej odmalować go jako oszusta.

To prawda – są na świecie szarlatani. Ale są też realne problemy i rzeczywiste konflikty, z którymi trzeba się zmierzyć, by zapobiec zapaści systemów podtrzymujących życie na Ziemi. Film podchodzi do nich jednak tak dyletancko i bez logiki, że ogląda się go jak pijaka, który urządza w pubie burdę o rozlane piwo, a kumplom, którzy próbują hamować jego agresję, ładuje z pięści. Porusza się wśród drażliwych zagadnień jak słoń w składzie porcelany. Skutek jest taki, że Michael Moore, niegdyś obrońca najsłabszych, mimo woli staje w jednym szeregu z białymi suprematystami i resztą radykalnej prawicy.

Manipulacje i kłamstwa

Miejscami film zadaje ciosy prosto między oczy. Z jednej strony słusznie piętnuje spalanie drewna do produkcji elektryczności, chwilę później jednak reżyser i narrator filmu Jeff Gibbs deklaruje: „Wśród liderów ruchów ekologicznych znalazłem tylko jednego, który zdecydowanie odrzuca wykorzystywanie biomasy i biopaliw”. Najwyraźniej nie szukał po to, by takie osoby znaleźć. Część z nas otwarcie sprzeciwiała się biopaliwom, odkąd tylko zaczęto o nich poważnie mówić – ja np. pisałem o tym już w 2004 roku). Praktycznie nie znam wśród liczących się w środowisku proekologicznym osób nikogo, kto uważałby generowanie prądu z biomasy za rozsądne rozwiązanie.

Nasz świat się pali. Kiedy oligarchia paliwowa za to zapłaci?

Prawdą jest również, że rozwój odnawialnych źródeł energii napotyka istotne i trudne do przezwyciężenia komplikacje, a jedną z nich jest konieczność pozyskiwania niezbędnych surowców. Gdy jednak film Gibbsa atakuje energię słoneczną i wiatrową, robi to za pomocą jawnych kłamstw. Twierdzi np., że do produkcji energii ze źródeł odnawialnych „trzeba zużyć więcej kopalin, niż gdyby wyprodukować tę samą ilość energii dotychczasowymi sposobami. Już bardziej opłacalne byłoby po prostu je spalić”. To kompletna bujda. Panel słoneczny wytwarza przeciętnie 26 jednostek energii odnawialnej na każdą jednostkę energii z paliw kopalnych, jaką trzeba było zużyć do wyprodukowania i zainstalowania tego panelu. Dla turbin wiatrowych ten wskaźnik wynosi 44 do 1.

Film Planeta ludzi forsuje twierdzenie, że wytwarzanie energii ze źródeł odnawialnych nie przynosi ograniczenia zużycia paliw kopalnych, bo węgiel zostaje zastąpiony gazem. Tymczasem Wielka Brytania w pierwszym kwartale 2019 roku wyprodukowała więcej elektryczności ze źródeł odnawialnych niż z węgla, ropy i gazu łącznie.

Mniej ekościemy spółek paliwowych w mediach

czytaj także

Od 2010 roku ilość paliw kopalnych zużywanych do produkcji energii spadła w Wielkiej Brytanii o połowę. Według rządowych prognoz do 2025 roku mniej więcej połowa brytyjskiej elektryczności będzie pochodzić ze źródeł odnawialnych, a ilość spalanego gazu spadnie o kolejne 40 procent. Na filmie zobaczymy tymczasem „potężny terminal do importu gazu ziemnego z USA”, który „właśnie zbudowano w Niemczech”. W Niemczech nie ma takiego terminalu. Pokazana w filmie instalacja znajduje się w Turcji.

Inna historia, jaka domaga się opowiedzenia, to kooptacja i przejmowanie niektórych ugrupowań ekologicznych przez koncerny, których działalność te ugrupowania miały kontrolować. Zadziwiająco wiele dużych organizacji zajmujących się ochroną środowiska bierze pieniądze od firm z branży paliw kopalnych. To oczywiście hańba. Planeta ludzi nie szuka jednak winnych tam, gdzie oni rzeczywiście są. Bierze za to na cel Billa McKibbena, współzałożyciela organizacji 350.org, który za swoją kampanijną działalność nie dostaje ani centa wynagrodzenia.

Monbiot: Korporacje to wróg w naszych szeregach

Ta próba robienia widzom wody z mózgu byłaby wręcz groteskowa, gdyby nie miała tak fatalnych i do bólu rzeczywistych konsekwencji: odkąd film pojawił się w sieci, gwałtownie nasiliły się groźby i ataki na McKibbena.

To nie nasza konsumpcyjna wina

Ale również nie to jest w filmie najgorsze. Planeta ludzi wskazuje tylko jedno konkretne rozwiązanie wszystkich przedstawionych problemów, najbardziej koszmarne rozwiązanie z możliwych: „Musimy zająć się wreszcie kwestią populacji. (…) Jeśli nie dojdzie do jakiegoś masowego wymierania, nie będzie odwrotu”.

Skrajna prawica ciągle zderza się ze szklanym sufitem

Tak, wzrost liczby ludności jest jednym z czynników, które wzmacniają presję na środowisko naturalne. Gdy jednak ludność świata przyrasta co roku o jeden procent, do chwili wybuchu pandemii konsumpcja rosła corocznie aż o trzy procent. Co więcej, wysoka konsumpcja jest charakterystyczna dla krajów, gdzie przyrost ludności jest stosunkowo niski. W krajach o najwyższym przyroście naturalnym konsumpcja utrzymuje się na bardzo niskim poziomie. Niemal cały przyrost ludności ma miejsce w krajach biednych, których mieszkańcy w większości nie są biali. Gdy ludzie biali i bogaci, tacy jak Michael Moore i Jeff Gibbs, bez żadnych zahamowań jako przyczynę katastrofy klimatycznej wskazują „problem przeludnienia”, mówią nam po prostu: „to nie nasza konsumpcja jest winna. Winni są oni, bo się rozmnażają”. Teraz już rozumiecie, dlaczego film zdobył sobie tylu wielbicieli na alt-prawicy.

Monbiot: Oto sposób, by się wyżywić bez zabijania planety

Na przeludnienie wskazuje ktoś, kto nie przemyślał problemu do końca. O redukowaniu populacji mówi ten, komu brakuje odwagi, by zająć się strukturalnymi, systemowymi przyczynami planetarnego kryzysu: nierównością, władzą oligarchów, kapitalizmem. Powoływanie się na przeludnienie to ulubiony chwyt tych, którzy lubią kopać słabszych.

Widzieliśmy to już niejednokrotnie. Dziesiątki filmów szkalowały działaczy ekologicznych i pomstowały na zielone technologie, szerokim łukiem omijając problem paliw kopalnych. Nigdy się jednak nie zdarzyło, by taka napaść przyszła ze strony słynnego orędownika sprawiedliwości społecznej, który nagle postanowił zmieszać nas wszystkich z błotem.

**
George Monbiot jest dziennikarzem i działaczem ekologicznym. Publikuje w „Guardianie”. Jego najnowsza książka nosi tytuł Out of the Wreckage.

Tekst ukazał się na blogu autora. Z angielskiego przełożył Marek Jedliński.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać