Kraj

Czy Lex Czarnek pogodzi opozycję i wyprowadzi nas na ulice?

Rządowi udało się, być może przypadkiem, znaleźć wspólny mianownik dla całej opozycji − edukację. „Lewacka” według premiera, czyli chcąca odwołania ministra Czarnka, okazała się nie tylko cała Lewica, która sprawy edukacji podnosi nieprzerwanie, przede wszystkim w osobie Agnieszki Dziemianowicz-Bąk, ale też Urszula Pasławska z PSL czy Rafał Grupiński z KO.

Jeśli ktoś dotąd myślał, że minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek może być jakimś problemem dla rządu Zjednoczonej Prawicy, to po niedawnej debacie w Sejmie, kiedy opozycja podjęła próbę jego odwołania, musiał stracić złudzenia w tej kwestii. Choć przecież nie były one całkiem bezpodstawne. Jeszcze w czasie kampanii prezydenckiej − jak pokazały maile, które wyciekły ze skrzynki szefa KPRM Michała Dworczyka − jego słowa „ci ludzie nie są równi ludziom normalnym” i „skończmy słuchać tych idiotyzmów o jakichś prawach człowieka czy jakiejś równości” wydały się niektórym na prawicy zbyt mocne, szkodliwe. Przynajmniej z perspektywy wizerunku władzy. A jednak Czarnek został ministrem edukacji, a 21 lipca w głosowaniu nad wotum nieufności utrzymał stanowisko.

Po co? Może po to, żeby nikt sobie nie wyobrażał, że rząd się z czegokolwiek wycofa pod naciskiem opozycji. A może dlatego, żeby znalazł się kolejny, po sprawie aborcji, temat, który „grzeje” opinię publiczną, łatwy do wyciągnięcia w dowolnym momencie, aby odwrócić uwagę od innych spraw? Dotąd się to nieźle sprawdzało. Minister Czarnek poleci dziewczynkom odchudzanie, i podnosi się wrzawa; rzuci garść przemyśleń na temat listy lektur, i już się sypią pełne oburzenia artykuły. Wreszcie, jego doradca wypowie się elokwentnie o „cnotach niewieścich” − gotowy temat do omawiania przez dwa tygodnie.

Wojna kulturowa na terenie szkoły

Problem w tym, że o zakazie aborcji też myśleliśmy, że to dyżurny temat do podkręcania politycznej temperatury, a przecież w końcu stało się. Teraz najwyraźniej rząd Zjednoczonej Prawicy postanowił, że wojna kulturowa, którą od kilku lat już prowadzi, będzie toczona właśnie na terenie szkół i uczelni. Do boju wybrał najtęższego osiłka, o którym wie, że go ani polityczna poprawność, ani zwykła przyzwoitość nie powstrzyma. Ani tym bardziej pandemia. Oto bowiem jesteśmy po bardzo trudnym roku edukacji zdalnej, nadciąga już czwarta fala zachorowań, a w Polsce wyszczepialność nie daje wciąż szans na osiągnięcie zbiorowej odporności − ale problemem organizacji szkół rząd nie zawraca sobie zanadto głowy i zakłada, że po prostu wrócimy do edukacji stacjonarnej.

Premier Morawiecki za to, broniąc w Sejmie ministra Czarnka, mówił, że chodzi jedynie o prawo dzieci do nauki bez lewackiej indoktrynacji. „Lewacka edukacja” była w przemówieniu premiera głównym argumentem. W jej zakres ma wchodzić np. edukacja seksualna, którą minister Czarnek nazywa „seksualizacją dzieci”, edukacja antydyskryminacyjna, w której wpływowe dziś Ordo Iuris widzi narzędzie upowszechniania „ideologii gender”, czy nawet spotkania z konstytucjonalistami – według krakowskiej kuratorki oświaty Beaty Nowak: „haniebne wykorzystanie dzieci do spraw politycznych”.

W tle debaty dotyczącej odwołania ministra Czarnka stoi oczywiście projekt odebrania dyrektorom szkół autonomii i centralizacja systemu edukacji. Ma on wejść w życie jeszcze przed wrześniem i zamknąć szkoły przed organizacjami, których rząd nie lubi. Zamiast, jak to Mateusz Morawiecki powiedział, „lewackiej indoktrynacji i ideologizacji dzieci” MEiN proponuje „uszlachetnianie dusz” i wychowanie do patriotyzmu, co oczywiście jest dla premiera światopoglądowo neutralne. „Niech żyje konstytucja, niech żyje wolność” − wołał w czasie debaty i zapowiedział, że minister Czarnek zapewni też wolność wypowiedzi na uczelniach wyższych. Co to może oznaczać? Być może wolność wypowiadania tez nienaukowych i homofobicznych, takich jak głoszone przez drę hab. Ewę Budzyńską z Uniwersytetu Śląskiego. Już o tym pisaliśmy.

Czarnek ogłosił Pakiet Wolności Akademickiej. Czy można już zapraszać płaskoziemców?

Jednocześnie nauczyciele masowo odchodzą z pracy. Ile dokładnie jest wakatów i gdzie, będzie wiadomo na początku września, ale już teraz jest oczywiste, że nauczycieli jest za mało. Co zrobią dyrektorzy, jeśli Lex Czarnek wejdzie w życie? Będą chcieli walczyć o każdy strzęp niezależności z kuratorami? Przeciw ministrowi protestują nauczyciele i organizacje związane z edukacją. W liście otwartym do prezydenta, premiera i parlamentarzystów z 28 sierpnia piszą m.in.: „zmiany w ramach «lex Czarnek»:

  • są szkodliwe oraz niekorzystne dla uczniów i uczennic;
  • ograniczą autonomię szkół, dyrektorów oraz nauczycieli i nauczycielek,
  • marginalizują rolę rodziców,
  • pozbawią uczniów możliwości korzystania ze wsparcia i doświadczenia organizacji pozarządowych,
  • obniżą status zawodowy nauczycieli,
  • pogłębią kryzys kadrowy w szkołach i przedszkolach,
  • podporządkują szkoły oraz proces kształcenia kuratorom oświaty,
  • ograniczą rolę samorządów jako organów prowadzących szkoły i przedszkola,
  • prowadzą do centralizacji edukacji,
  • zmierzają w kierunku ideologizacji szkoły – podstaw programowych i całego procesu kształcenia”.

Przeciw proponowanym zmianom wypowiada się też wiele samorządów, dla których ustawa oznacza utratę wpływu na szkoły. Warszawa w autobusach i tramwajach wyświetla informacje o tym, czym grozi Lex Czarnek.

Protest pod budynkiem Ministerstwa Edukacji i Nauki. Fot. Katarzyna Przyborska

To nie „neomarksiści” protestują pod MEiN

Jest połowa wakacji, niektórzy wciąż czekają na urlop, upały dają w kość. Ludzie są zmęczeni wychodzeniem na kolejne demonstracje, które rząd kwituje pogardą i kpiną lub po prostu ignoruje. Wiele osób ucieka na emigrację wewnętrzną, marząc jednocześnie, że może ktoś wywróci w końcu ten stolik, przy którym, można odnieść wrażenie, siedzi banda niepoczytalnych, złych ludzi. Może będzie to Tusk? Przecież w końcu wrócił, jeździ po kraju, nazywa zło złem, wysyła polityczne propozycje do kolejnych grup, zebrał dla PO dodatkowe 10 punktów procentowych poparcia, i to nie tylko kosztem innych partii opozycyjnych.

Broniarz: Minister Czarnek nie dba o potrzeby uczniów. Chce wychować nowych, posłusznych obywateli

Laura Kwoczała, Wiktoria Magnuszewska i Franek Broda nie pamiętają Tuska − mają 18−19 lat i nigdy nie mieli okazji na niego głosować. Tym bardziej na niego nie czekają. W ogóle na nic nie czekają. Już parę dni po nieudanej próbie odwołania ministra Czarnka przyjechali z Wrocławia do Warszawy i przypięli się łańcuchem do bramy MEiN przy al. Szucha. Z tęczową flagą i napisem głoszącym, że osoby LGBT+ to ludzie. Niemal równo rok temu za uszkodzenie furgonetki wywrzaskującej nienawistne, homofobiczne teksty i za wywieszenie w przestrzeni publicznej tęczowej flagi Margot została aresztowana, a na ulicach Warszawy odbyła się regularna policyjna łapanka. Ta trójka wiedziała więc, że naraża się na policyjną przemoc. A jednak przyjechali. Rozmawialiśmy z nimi.

Laura: Jesteśmy z Dolnego Śląska. Przyjechaliśmy tu, do Warszawy, pod MEiN, żeby protestować.

Wiktoria: Głodujemy od ósmej do ósmej − 24 godziny. Przez 10 godzin byliśmy łańcuchami przywiązani do bramy ministerstwa. To z frustracji, złości, bezsilności. Reprezentujemy kolektyw Młodzieżowe Forum LGBT+, które walczy o równe prawa wszystkich, również osób nieheteronormatywnych. Atakowanie mniejszości, mowa nienawiści − widzimy, jak bardzo jest to krzywdzące.

Franek: Jak PiS doszedł do władzy, byłem w jego młodzieżówce. Przekonali mnie, że LGBT to ideologia, ale już wtedy nie zgadzałem się na to, w jaki sposób o tym mówią. Sprzeciwiałem się temu, choć na mniejszą skalę. Potem zrozumiałem, że to nie jest miejsce dla mnie, poznałem innych ludzi, zacząłem z nimi rozmawiać i wiem, że LGBT to nie ideologia.

Wiktoria: Chcemy, żeby minister Czarnek przeprosił. Jesteśmy tu z tęczowymi flagami i jasną wiadomością: LGBT+ to ludzie. To często młode osoby, które są na co dzień narażone na mowę nienawiści, na dyskryminację.

W trakcie protestu wyszedł do nich przedstawiciel ministerstwa i zaprosił dwoje z nich na rozmowę do gabinetu. Przy rozmowie byli obecni dziennikarze TVP. Innych nie wpuszczono.

Znamy szkoły przyjazne młodzieży LGBTQ+. Sprawdź swoją

Laura: Wiktoria została przed budynkiem, dalej protestując, ja z Frankiem rozmawialiśmy. Rozmowa była kulturalna. Przedstawiliśmy nasze kluczowe postulaty:

  1. Natychmiastowa dymisja ministra Czarnka oraz przeprosiny za haniebne słowa o różnych mniejszościach: osobach LGBT+, kobietach albo osobach z innych krajów, tak jak to miało miejsce ostatnio na Uniwersytecie Poznańskim.
  2. Okrągły stół o edukacji, do którego ministerstwo zaprosiłoby nie tylko swoich ekspertów, ale szeroką stronę społeczną: nauczycielki i nauczycieli, środowiska akademickie i uczniowskie. Okrągły stół ma się zebrać, zanim projekt Lex Czarnek wejdzie w życie.
  3. Skupienie się na edukacji na miarę XXI wieku: edukacja seksualna, antydyskryminacyjna, klimatyczna.

Kiedy przytoczyli wypowiedź ministra Czarnka o tym, że ideologia LGBT wywodzi się z neomarksizmu, a ten z socjalizmu hitlerowskiego, przedstawiciel ministra zaczął tłumaczyć, że nie, pan minister nie chce nikomu ubliżać, zależy mu na wzajemnym szacunku, a chodzi mu „o takie naukowe spojrzenie, że jednak te osoby, które kryją się pod tęczową flagą, mają znamiona takiej ideologii”. No i że protestujący muszą przyznać, że neomarksizm istnieje.

Neomarksizm istnieje z pewnością w głowie pana ministra Czarnka i jego kolegów. To dość wygodne pojęcie, takie monstrum, którym można straszyć ludzi, którzy rzadko konfrontują się z rzeczywistością.

Laura, Wiktoria i Franek, zapytani, czy są neomarksistami, wybuchają śmiechem. Zapytani, czy nie obawiają się, że ich przekaz zostanie zmanipulowany, że zostaną przedstawieni jako „ideologia LGBT”, mówią: „A co my mamy do stracenia?”.

Chłopak z tęczową flagą, który dołączył do protestu, mówi: „Tu chodzi o życie naszych rówieśników, naszych przyjaciół. Ludzie popełniają samobójstwa w swoich domach, a Ministerstwo Edukacji nie wspiera nas, ale na nas szczuje”.

Czym jest marksizm kulturowy, a co o nim myśli prawica?

Laura: Nie ma wątpliwości, że to będzie zderzenie dwóch światów, dwóch perspektyw, które są skrajnie różne.

Potrzeba tłumów

O 17.30 rozpoczęła się pikieta solidarnościowa z protestującą młodzieżą.

Wiktoria: Pikieta solidarnościowa nie była planowana, nie liczyliśmy na nią. A dostaliśmy mnóstwo wsparcia od ludzi, którzy tędy przechodzili, od innych kolektywów, organizacji − okazało się, że nie jesteśmy tylko we troje, ale że jest więcej osób, które tu z nami chcą być. Nie spodziewaliśmy się tego.

Laura: Wsparcie przerosło nasze oczekiwanie. Zaczęło się od wyrazów uznania rzucanych przez przechodniów, potem osoba, która tu mieszka niedaleko, przyniosła nam materac, byśmy nie siedzieli na gołej ziemi. Teraz mamy koce, jest nam ciepło, mamy herbatę, kawę, pomoc prawną. Czujemy, że warszawianki nas wspierają.

A jednak ludzi było mało. Zajęli chodnik tylko na wprost bramy. Przedstawiciele Ostrej Zieleni, Strajku Kobiet, Młodej Lewicy, kilka nauczycielek. Była posłanka KO i Zielonych Urszula Zielińska, która pilnowała, żeby protestujący byli bezpieczni. Posłanka Zielińska jest na ulicach zawsze, kiedy jest potrzebna. Była też Dorota Łoboda, radna miasta Warszawy. − Została garstka najwytrwalszych, ale tysiące ludzi oglądają relację. Dzięki temu w przestrzeni publicznej wciąż trwa debata o tym, co planuje minister Czarnek, te destrukcyjne dla polskiej edukacji zmiany nie zachodzą w ciszy. Jak przestaniemy reagować, zobojętniejemy, zobojętnieją też media i na moment takiego zniechęcenia czeka rząd. Niestety, nie wystarczą lajki w internecie, to na ulicy dzieje się polityka. Na władzy robią wrażenie tylko masowe protesty − powiedziała.

Dziemianowicz-Bąk: Czy słaby, uległy wobec władzy dyrektor będzie potrafił bronić interesu swoich uczniów?

Ostatecznie wniosek o odwołanie Czarnka ze stanowiska szefa MEiN poparły: Koalicja Obywatelska, Lewica, Koalicja Polska, Polska 2050 i koło Polskie Sprawy (rozłamowcy z PiS). Przeciw, oprócz Prawa i Sprawiedliwości, było trzech posłów Kukiz ’15 i trzech posłów niezrzeszonych. Ogółem 205 do 236, wstrzymało się siedmiu posłów Konfederacji.

Rządowi udało się zatem, być może przypadkiem, znaleźć wspólny mianownik dla całej opozycji − edukację. „Lewacka” według premiera, czyli chcąca odwołania ministra Czarnka, okazała się nie tylko cała Lewica, która sprawy edukacji podnosi nieprzerwanie, przede wszystkim w osobie Agnieszki Dziemianowicz-Bąk, ale też Urszula Pasławska z PSL czy Rafał Grupiński z KO (to KO złożyło w czerwcu wniosek o odwołanie ministra edukacji i nauki), który powiedział „kiedy kruszy się poparcie, kiedy kończą się pieniądze, pozostaje tylko polskiej partii rządzącej jedno: zaostrzenie wojny ideologicznej”.

Protest pod budynkiem Ministerstwa Edukacji i Nauki. Fot. Katarzyna Przyborska

Czy ta łatka „lewackości” będzie kijem włożonym w szprychy działań partii, które jednak celują w centro-prawicowych wyborców? Donald Tusk, który wyrósł ostatnio w sondażach na lidera opozycji, jeździ po Polsce i składa różnym grupom propozycje polityczne, niewiele dotychczas powiedział o jesiennych protestach Strajku Kobiet, nie zwracał się do młodzieży, za to Kościołowi na przemówieniu w Gdańsku zaproponował, że jego winy może wziąć na siebie PiS. To sygnał nie tylko dla hierarchów Kościoła, ale i dla osób 50+, które nie chcą z Kościołem wojny. Sygnał, który może i ma jakieś „demograficzne” uzasadnienie, bo bardziej liberalnych młodych jest przecież mniej niż starszego, bardziej konserwatywnego elektoratu.

Czy jednak Tuskowi uda się uniknąć opowiedzenia się po którejś ze stron w tej „wojnie kulturowej”? Czy skoro już zadeklarowało się nazywanie zła złem, nie wypada stanąć wyraźnie po stronie najsłabszych i zauważyć, że kościelna hierarchia ochoczo bierze udział w nagonce na młodzież LGBT+? I czy rzeczywiście siedzenie na barykadzie okrakiem w tej sprawie mu się politycznie opłaca?

Powrót Tuska może okazać się szansą dla Lewicy

Laura Kwoczała, Wiktoria Magnuszewska i Franek Broda działają w Młodzieżowym Forum LGBT, Ostrej Zieleni − młodzieżówce Zielonych, Strajku Kobiet. Wobec Laury wciąż toczy się proces za jego organizację. Zarzuty są te same co w przypadku Marty Lempart i Klementyny Suchanow, a więc grozi jej od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. Oni wszyscy są zaangażowani, zdeterminowani, odważni, mogą pociągnąć za sobą innych. Wiedzą, jakim wyzwaniem są zmiany klimatyczne, nie chcą utknąć w wydumanych, ideologicznych wojnach. Trudno im mówić o kompromisie, kiedy mowa jest o prawach człowieka. To przyszłe liderki i polityczki. Takich jak oni, zahartowanych i zdeterminowanych, jest więcej, ale wciąż brakuje dla ich działań szerokiego i jednoznacznego poparcia.

− Obawiam się, że dopiero kiedy ustawa Lex Czarnek przejdzie, a szkoły znajdą się pod kuratelą Ordo Iuris, kiedy zmiany dotkną nauczycieli, nauczycielki, uczniów i rodzice zobaczą, że nie mają wpływu na model katolicko-patriotycznego wychowania, to być może wtedy te protesty będą bardziej masowe − mówi Dorota Łoboda.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Katarzyna Przyborska
Katarzyna Przyborska
Dziennikarka KrytykaPolityczna.pl
Dziennikarka KrytykaPolityczna.pl, antropolożka kultury, absolwentka The Graduate School for Social Research IFiS PAN; mama. Była redaktorką w Ośrodku KARTA i w „Newsweeku Historia”. Współredaktorka książki „Salon. Niezależni w »świetlicy« Anny Erdman i Tadeusza Walendowskiego 1976-79”. Autorka książki „Żaba”, wydanej przez Krytykę Polityczną.
Zamknij