Kraj

Uniwersytecie Śląski, jeśli boisz się Ordo Iuris, mrugnij osiem razy

Protest pod warszawską siedzibą Ordo Iuris. Fot. Jakub Szafrański.

Katowicka prokuratura umorzyła śledztwo przeciwko skarżącym dr hab. Ewę Budzyńską studentom ze Śląska. Czy młodzi odetchną z ulgą? To nie jest jeszcze przesądzone, bo reprezentujący wykładowczynię prawnicy z Ordo Iuris zapewne zaskarżą decyzję śledczych, a już teraz próbują zdyskredytować pełnomocnika studentów. Tymczasem uczelnia w tej sprawie umywa ręce, bo wciąż z niezrozumiałych przyczyn nie postawiła naukowczyni przed komisją dyscyplinarną.

„Kobiety korzystające ze spirali domacicznej rodzą dzieci z antenkami w głowach”, „żłobki są jak obozy koncentracyjne”, a „normalna rodzina to mąż, żona i dzieci” – za formułowanie m.in. takich tez studenci Uniwersytetu Śląskiego w 2018 roku złożyli skargę na dr hab. Ewę Budzyńską. Sprawa, której kolejne odsłony opisywaliśmy w maju i październiku tego roku, trafiła do uczelnianej komisji dyscyplinarnej, a także katowickiej prokuratury.

Ta pierwsza miała zbadać, czy wykładowczyni dopuściła się nadużyć. Z kolei państwowi śledczy na wniosek anonimowej donosicielki sprawdzali, czy czynu zabronionego nie popełnili przypadkiem studenci. Ci mieli rzekomo sfabrykować dowody przeciwko Budzyńskiej, ochoczo wspieranej przez pełnomocników z Instytutu Kultury Prawnej Ordo Iuris.

Tu jednak nikt nie dopatrzył się znamion przestępstwa. Z tego powodu katowiccy śledczy po raz drugi odpuścili studentom i umorzyli postępowanie, któremu towarzyszyła seria wielogodzinnych przesłuchań i absurdalnych żądań dotyczących np. udostępnienia notatek sprzed dwóch lat.

– To dobra wiadomość. Mam wielką nadzieję, że prokuratura nie będzie już kontynuować tej sprawy. Kolejne przesłuchania, które doprowadziły do ponownego umorzenia, tylko wzmocniły nasze stanowisko i udowodniły, że stawiane nam zarzuty były wyssane z palca, a usilne szukanie dowodów na nieistniejącą winę nie przyniosły żadnego skutku – mówi Sylwia Kwaśniewska, jedna ze studentek, która uczestniczyła w zajęciach dr hab. Ewy Budzyńskiej i późniejszym maglu urządzonym przez PiS-owską prokuraturę.

W niepewnym, rozpadającym się świecie ultrakonserwatyści karmią się strachem

Nauka (nie)wolna od poglądów

Studenci są przekonani, że wymiar sprawiedliwości w sprawę włączono tylko po to, by ich zastraszyć, a w przyszłości zniechęcić kogokolwiek do występowania przeciwko szerzeniu ultrakonserwatywnych i niezgodnych ze stanowiskiem nauki poglądów na uczelni, w obronie których stają takie organizacje jak Ordo Iuris, a także ministrowie Zjednoczonej Prawicy, z Jarosławem Gowinem i Przemysławem Czarnkiem na czele.

„Widzimy i słyszymy, że można organizować konferencje lewicowo-liberalne, lewackie; ale zdarza się, że władze uczelni nie zgadzają się – bo są jakieś protesty – na konferencje konserwatywne, pro-life, chrześcijańskie. Słyszymy o dwudziestu kilku postępowaniach dyscyplinarnych wobec tylko i wyłącznie profesorów, którzy wyrażają swój światopogląd konserwatywny czy chrześcijański. A więc mamy do czynienia z wolnością, czy z absolutną dominacją światopoglądu lewicowo-liberalnego i zakazem głoszenia konserwatywnego? To z wolnością nie ma nic wspólnego” – stwierdził obecny szef resortu edukacji i nauki w rozmowie z Polską Agencją Prasową.

To samo medium jako pierwsze poinformowało o umorzeniu śledztwa w sprawie skargi na Budzyńską. – To ważny komunikat dla całej społeczności akademickiej, nie tylko tej ze Śląska – twierdzi prof. Mariusz Fras, nauczyciel akademicki z Wydziału Prawa i Administracji na Uniwersytecie Śląskim i adwokat wspierający studentów.

– Należy przy tym uznać, że zmarnowaliśmy mnóstwo pieniędzy podatników na kompletnie jałowe i wszczęte bez powodu postępowanie, które u studentów UŚ skończyło się traumą, a w całym środowisku studenckim może wywołać efekt mrożący w kwestii upominania się o dostęp do aktualnej i rzetelnej, a nie opartej na prywatnych poglądach wykładowcy wiedzy – podkreśla nasz rozmówca.

Prof. Fras jest jednak przekonany, że dr hab. Budzyńska i prawnicy Ordo Iuris nie powiedzieli w tej sprawie jeszcze ostatniego słowa. W przypadku organizacji, która stanowczo odżegnuje się od nazywania jej przedstawicieli opłacanymi przez Kreml fundamentalistami, ale od lat robi wszystko, by naruszyć autonomię polskich uczelni na rzecz przesunięcia naukowego dyskursu na skrajnie prawą stronę, można się spodziewać, że decyzja prokuratorów zostanie zaskarżona.

– Mam jednak nadzieję, że znajdzie to swój szczęśliwy finał w sądzie i tam zakończy sprawę raz na zawsze – wskazuje prof. Fras.

Wilk w owczej skórze, czyli jak Gowin z Ordo Iuris walczą o wolność słowa

Zastraszyć, kogo się da

Od niego dowiadujemy się też, że Budzyńska i Ordo Iuris, którym najwyraźniej trudno jest dobrać się do studentów, teraz próbują zastraszyć także wspierające ich osoby. Wykładowczyni, która opuściła mury uczelni tuż po wybuchu skandalu, złożyła niedawno do Okręgowej Rady Adwokackiej w Katowicach zawiadomienie o możliwości popełnienia przewinienia dyscyplinarnego.

Na celowniku znalazł się nasz rozmówca, któremu naukowczyni wytyka podważanie kompetencji pełnomocniczki Budzyńskiej z OI oraz podżeganie świadków do zatajania prawdy w czasie przesłuchań prowadzonych w prokuraturze.

Dowiadujemy się, że jedyne, co zakwestionował prof. Fras, to „dość osobliwie sformułowane przez prawniczkę i naruszające prywatność przesłuchiwanej studentki pytania typu: »Czy należy pani do LGBT?«”. Działania przedstawicielki OI w ocenie adwokata naruszały zasady określone w kodeksie etyki zawodowej. Ale to nie ona będzie musiała tłumaczyć się teraz przed Radą Adwokacką.

– Dziwne jest również, że pismo złożyła Ewa Budzyńska, która nie brała udziału w przesłuchaniach. Sam nigdy nawet nie spotkałem Ewy Budzyńskiej i nie miałem z nią kontaktu, mimo że pracowaliśmy na jednej uczelni – tłumaczy prof. Fras. Nie wierzy również w to, by skargę wypełnioną paragrafami i napisaną językiem prawniczym była w stanie samodzielnie skonstruować socjolożka. Można się jedynie zastanawiać, czy to kolejna „mrożąca” inicjatywa Ordo Iuris, które zdążyło właśnie złożyć do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przeciwko prof. Frasowi.

Nasz rozmówca zapewnia jednak, że nie da się zastraszyć, choć nie ma wątpliwości, że strategie OI są podobne do tych, które stosują totalitaryzmy. W dodatku organizacja robi wszystko, by doprowadzić do groźnego precedensu, w którym w wewnątrzuczelniane spory miesza się państwowy aparat prawny, podczas gdy Konstytucja RP w art. 70 ust. 5 broni „autonomii szkół wyższych”.

Dlatego sprawą Śląska jest zaniepokojone całe środowisko akademickie. Przeciwko działaniom prokuratury, którym kibicowało OI, wystąpili m.in. przedstawiciele Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich oraz Prezydium Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego, które uważają, że działania śledczych godzą w autonomię uczelni i jej wewnętrzne postępowanie dyscyplinarne. Ale tu pojawia się problem.

Z Ordo Iuris do Sądu Najwyższego. Fundamentaliści religijni przejmują sprawiedliwość w Polsce

Gorący kartofel

UŚ wciąż nie zdołał ustalić, co działo się na zajęciach dr hab. Budzyńskiej. Przewodniczący uczelnianej komisji dyscyplinarnej, prof. Ryszard Mikosz nie wyznaczył terminu rozprawy przeciwko wykładowczyni. – Studentów bardzo niepokoi to, że prokuratura działa pełną parą, a komisja na uczelni nie funkcjonuje w ogóle. To budzi u nich uzasadnioną podejrzliwość, jak i absolutną dezaprobatę względem UŚ – mówi prof. Mariusz Fras.

Na to samo skarży się także Sylwia Kwaśniewska: – Prokuratura potrafiła umorzyć postępowanie już dwa razy, a uniwersytet nie podjął żadnych działań w sprawie pani Budzyńskiej. Komisja dyscyplinarna nadal się nie zebrała, a przypomnę, że sprawa ciągnie się już od dwóch lat. Uważam, że jest to wyraz całkowitej, w tej chwili już żenującej ignorancji ze strony uczelni.

Studenci, jak relacjonuje nam ich przedstawicielka, wysyłają kolejne listy do komisji dyscyplinarnej z prośbą o wskazanie ewentualnych terminów rozpraw i podanie powodów zwłoki. Prof. Mikosz zbywa ich jednak urzędniczymi, nic niewnoszącymi do sprawy formułkami lub nie odpisuje wcale. Od naszej redakcji także nie odebrał telefonu, a przesłane mu pytania przekazał rzecznikowi Uniwersytetu.

– Uniwersytet swoją opieszałość cały czas tłumaczy pandemią lub brakami w kadrach. Uważam, że te argumenty mają jedynie pozwolić im grać na zwłokę. Podejrzewam, że uczelnia dąży do przedawnienia sprawy i ma zamiar nas po prostu zignorować. A to, co robi, a właściwie – czego nie robi, jest zamiataniem sprawy pod dywan, z czego, zresztą, UŚ słynie – mówi studentka, nie kryjąc rozgoryczenia.

Rzecznik UŚ, Jacek Szymik-Kozaczko, twierdzi natomiast, że „władzom uczelni również zależy na szybkim i rzetelnym rozpatrzeniu tej sprawy przez niezależne organy dyscyplinarne uczelni”. W przesłanym nam oświadczeniu uzasadnienie tempa prac komisji nie różni się niczym od tego, które otrzymywali studenci. Winowajcą znów okazał się koronawirus i sztywne procedury, a także fakt, że na UŚ w tym roku akademickim nastąpiła kadencyjna wymiana kadrowa.

Odpowiedź rzecznika UŚ na pytania dot. zwłoki w postępowaniu dyscyplinarnym przeciwko dr hab. Ewie Budzyńskiej.

„Przewodniczący komisji niezwłocznie wyznaczył składy orzekające, m.in. w sprawie dotyczącej pani dr hab. Ewy Budzyńskiej. Nastąpiło to w dniu 6 października 2020 r., a odpis zarządzenia Przewodniczącego Komisji Dyscyplinarnej został doręczony zarówno członkom składu, jak i stronom postępowania oraz ustanowionym w sprawie pełnomocnikom” – pisze Jacek Szymik-Kozaczko.

„Zanim jednak wspomniany skład orzekający podjął wymagane prawem czynności, w dniach 21 października oraz 6 listopada 2020 r. dwie z trzech osób wyznaczonych do składu orzekającego przez Przewodniczącego Komisji zrezygnowały z członkostwa w Uczelnianej Komisji Dyscyplinarnej, składając – zgodnie z wymaganiami określonymi w Statucie Uniwersytetu Śląskiego – stosowne oświadczenie na ręce Rektora UŚ. Konsekwencją tego stanu rzeczy stała się potrzeba uzupełnienia składu orzekającego” – czytamy dalej w udostępnionym nam komunikacie, który potwierdza tezę o tym, że sprawa dr hab. Budzyńskiej to „gorący kartofel”.

Dowiadujemy się także, że prof. Mikosz wyznaczył nowych członków 16 listopada 2020 r. Od tego momentu minęło pół miesiąca, a terminu rozprawy jak nie było, tak nie ma. Jacek Szymik-Kozaczko zapewnia wprawdzie, że data zostanie wyznaczona w najbliższych dniach. „Trzeba jednak mieć na uwadze, że stosownie do § 21 ust. 1 rozporządzenia kompetencja w tym zakresie przysługuje wyłącznie przewodniczącemu składu orzekającego” – dodaje asekuracyjnie rzecznik UŚ.

– Nie wiemy nawet, czy jakiekolwiek inne zewnętrzne naciski mogłyby tutaj pomóc, ponieważ o naszej sprawie pisało wiele mediów, a w sprawę włączył się nawet Rzecznik Praw Obywatelskich, który upomniał komisję dyscyplinarną, że najwyższy czas spełnić swój obowiązek i skargę rozpatrzeć. Jak widać – nie przyniosło to żadnego skutku – komentuje Sylwia Kwaśniewska.

Z opinii RPO wynika, że „zawieszenie działalności Komisji Dyscyplinarnej i niepodejmowanie przez nią działań w czasie pandemii może mieć niekorzystne konsekwencje zarówno dla obwinionych, jak i dla innych osób, których rozstrzygnięcie Komisji może bezpośrednio lub pośrednio dotyczyć”.

W liście skierowanym do przewodniczącego prof. Mikosza czytamy, że w związku z powyższym i w ocenie Rzecznika „komisje dyscyplinarne, pomimo sytuacji epidemiologicznej w kraju, której rozwój trudno przewidzieć, powinny z zachowaniem najwyższych środków bezpieczeństwa podejmować przewidziane prawem działania w sprawach nauczycieli akademickich bądź wznowić działalność w formie zdalnej”. Takie metody stosuje chociażby Uniwersytet Warszawski, pomimo że w jej murach Ordo Iuris zadomowiło się już kilka lat temu.

Dlaczego potrzebujemy lewicowego Ordo Iuris?

Tymczasem rektor śląskiej uczelni, prof. Ryszard Koziołek, zapewnia w oficjalnych komunikatach, że broni niezależności uczelni, a także obiektywizmu nauczania. Pytany o sprawę dr hab. Ewy Budzyńskiej w lokalnych mediach apeluje o cierpliwość, podkreślając, że on sam nie ma uprawnień pozwalających wpływać na działania komisji.

Ograniczenie kompetencji rektora to efekt reform Jarosława Gowina, w ramach których nie tylko rozszerzono autonomię organów dyscyplinarnych, ale także odebrano władzom uczelni prawo do odmowy założenia koła naukowego. Dlatego też prof. Koziołek nie mógł powstrzymać Ordo Iuris przed powołaniem grupy swoich sympatyków na UŚ. I zapewne nie zdoła postawić tamy dalszemu przejmowaniu uczelni przez radykałów, zwłaszcza że ci ostatni mają pełne wsparcie aparatu władzy, którzy wolność nauki rozumieją jako konieczność zwalczania lewicy, a nie faktyczną obronę niezależności na uniwersytetach.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Paulina Januszewska
Paulina Januszewska
Dziennikarka KP
Dziennikarka KP, absolwentka rusycystyki i dokumentalistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze o kulturze, prawach kobiet i ekologii.
Zamknij