Kraj

A wiosną urządzimy wam krucjatę

10 tys. zachorowań – i Czarnek zostaje ministrem edukacji. 12 tys. zachorowań – i zakaz aborcji z przesłanki embriopatologicznej. Co dalej? Będziemy przymusowo rodzić dzieci gwałcicieli? Czy zakażą rozwodów? Przepis na to piekło już jest.

10 tys. potwierdzonych zachorowań dziennie i bach – Przemysław Czarnek zostaje ministrem edukacji, natychmiast odgrażając się, że nam wprowadzi edukację patriotyczną, niech się dzieci dowiedzą, jak słodko i pięknie jest umierać za ojczyznę.

A nad wszystkim unosi się wielka gombrowiczowska kukła ministra Czarnka

Powyżej 12 tys. nowych zachorowań i proszę bardzo, zakaz przerywania ciąży ze względów embriopatologicznych. Niech sobie kobiety noszą upośledzone płody, niech rodzą martwe dzieci, niech patrzą na ich powolne konanie, bezradne, oszalałe z rozpaczy i bólu. Niech są jak ta ziemia – co zasiejesz, to ma rosnąć. Niech proszą swoich partnerów, kiedy czują, że z ciążą coś nie tak – uderz w brzuch, najmocniej, jak potrafisz. Niech lęk paraliżuje radość z seksu, niech chodzą słabe, schylone, świadome, że państwo i prawo za nimi nie stoi. Że gwałt karany jest łagodniej niż pobicie, albo może nawet wcale, bo może gwałt to jednak jest OK, skoro jakiś płód może się zalęgnąć. Nie ma zmiłuj – rodzisz.

„Nie mogę uwierzyć, w jak pojebanie antyaborcyjnym kraju żyjemy”

Bo taki plan ma nieoceniona Kaja Godek, która jeszcze nie czuje satysfakcji, jeszcze mało krwi, mało rozpaczy. „Są kultury, w których zabija się kobietę – ofiarę gwałtu, i to jest standard. U nas zabija się drugą ofiarę gwałtu, jaką jest dziecko z gwałtu. Tak naprawdę nie różnimy się od tych kultur, które są barbarzyńskie, które zabiją ofiarę. Trzeba chronić oboje, i matkę, i dziecko” – powiedziała Godek na antenie Radia Zet.

Super, poczekajmy, aż będzie jakieś 15 tys. zachorowań – i do dzieła. Nie ma co zwlekać, teraz pandemia, więc nie wszyscy wyjdą na ulice, trzeba kuć żelazo, póki gorące. W miecze. I krucyfiksy.

A jeśli ludzie wyjdą na ulice, bo przecież wychodzą, to nawet lepiej – po coś w lasach czekają brygady terytorialsów. Pewnie obiecane mieli, że w końcu wpadną do miasta na porządną rozróbę. Są jak ta strzelba w pierwszym akcie.

A jak będzie 25 tys.? Gotowy plan ma Jadwiga Emilewicz. Koniec z badaniami prenatalnymi, bo, uwaga: „Jest to wyrazem okrutnej mentalności eugenicznej, która odbiera rodzinom możliwość przyjęcia i kochania swego najsłabszego dziecka”. Emilewicz nie ukuła tego pięknego zdania sama, co zresztą czuć z daleka. To cytat za pontifeksem. Nie wiem, czy papież Franciszek rzeczywiście tak uważa. Ale w sumie mało mnie to obchodzi.

A tak w okolicach gwiazdki, nie wiem, ile tysięcy zachorowań i ile ofiar już pochłonie ta pandemia, warto, dla uczczenia świętej rodziny, uczynić jej więzy nienaruszalnymi i zakazać rozwodów. Jak lepiej można by uczcić święty dzień? Ordo Iuris knuje to już od jakiegoś czasu. Mamusia i tatuś na zawsze razem, po grób, przez awantury, krzyki, przemoc, wrzask, strach albo ciszę, która może być równie straszna. Żeby się dzieci nie napatrzyły przypadkiem na wolność, żeby sobie nie ubzdurały za młodu, że można bronić swojej godności i niezależności. Że można bronić swoich dzieci i je chronić, jeśli ktoś uważa, że władzę rodzicielską należy egzekwować przemocą.

To zakaz, a nie legalizacja aborcji uruchamia „cywilizację śmierci”

O! I już jest plan na nowy rok: władza rodzicielska i małżeńska oczywiście powinna być przecież od czasu do czasu podparta zdrowym klapsem. Żeby milionowy orszak maszerujący przez Warszawę na Trzech Króli „uświęcić” i uspokoić, że żadna obca konwencja stambulska już nam nie przeszkadza. Będzie jak znalazł, bo zamknięte w domach dzieciaki z nudów i frustracji będą po ścianach chodzić. To po co policję zadręczać interwencjami, lepiej uznać władzę rodzicielską z jej silną ręką. Nie chcemy przecież jakichś nadwrażliwców w narodzie. Potrzebni nam twardzi i karni, żeby się słuchali, bo…

Bo co? Właśnie, bo co? Bo na wiosnę, jak trawy puszczą, na koń i będziemy Lwów odbijać? Czy wręcz przeciwnie, krucjatę urządzimy, do Berlina… a może lepiej do Pragi, w zajmowaniu Zaolzia mamy nieco wprawy – żeby i tam zakazać aborcji i nawrócić zepsuty Zachód. Ze świętą Kają Godek na sztandarach, niech ma.

Po co ta pogarda? Do osób LGBT, do kobiet, do drzew i zwierząt? Może po to, żeby przywrócić porządek, żeby zasoby znajdowały się tam, gdzie zasoby, na dole, i się nie odzywały. Żeby w przestrzeni publicznej występowały wyłącznie za pośrednictwem symboli. A zatem matka Polka, co oddaje dziecko i swą rozpacz ojczyźnie żądnej krwi. Żołnierz – nieznany najlepiej, bo znany mógłby opowiedzieć, jak fajnie było, jak w spodnie sikał ze strachu i co mu się w nocy śni; taki żołnierz co bez złudzeń idzie w bój, jak mawiał z goryczą Conrad.

A do tej gromadki dodajmy jeszcze lekarzy walczących z COVID-em, bo my tu, mocium panie, kampanię urządzamy, a ludzie giną i bez tego, jakoś tak bez sensu, bez rozkazu, bez planu, pozapatriotycznie. Więc żeby ci szaleńcy, co im cudze życie miłe, się nie odzywali, to też lepiej zastąpić ich jakimś symbolem. Do tej pory sprawdzała się sanitariuszka bez lekarstw, ale z uśmiechem, opatrująca kolegów w umierającym mieście. Ale teraz i ci covidowi się nadadzą – w maskach, kombinezonach, z oczami, przy których nawet oczy Szumowskiego z marca wydają się wyspane i obłożone ogórkiem.

Bo dawno już nie było tu żadnej porządnej tragedii, prawdziwej, kiedy mężczyźni maszerują, a kobiety płaczą. A przecież każdy szanujący się przywódca narodu powinien mieć ten swój czas, kiedy wie, że rządzi na prawdę.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Katarzyna Przyborska
Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl, antropolożka kultury, studentka The Graduate School for Social Research IFiS PAN; mama. Była redaktorką w Ośrodku KARTA i w „Newsweeku Historia”. Współredaktorka książki „Salon. Niezależni w »świetlicy« Anny Erdman i Tadeusza Walendowskigo 1976-79”.
Zamknij