Cicha rewolucja czy pudrowanie rzeczywistości? Kulisy walki o nowe uprawnienia Państwowej Inspekcji Pracy
Reforma PIP wywołała sprzeciw pracodawców i podziały wśród związkowców. Czy uchwalone zmiany są wystarczające?
Reforma PIP wywołała sprzeciw pracodawców i podziały wśród związkowców. Czy uchwalone zmiany są wystarczające?
W momencie, gdy międzynarodowa sytuacja Polski jest szczególnie skomplikowana – z jednej strony Putin i wojna w Ukrainie, z drugiej szarże Trumpa, z trzeciej rosnące w siłę Chiny – Nawrocki zmienia jedno z ostatnich miejsc, gdzie można na poważnie o tym porozmawiać, w kolejną aferę zrytualizowanego, jałowego konfliktu politycznego.
Wasalny stosunek naszej klasy politycznej do Waszyngtonu niewiele się różni od czasów, kiedy szorowaliśmy kolanami przed władcami Kremla. Tym razem jednak obóz rządowy bicie pokłonów przed USA pozostawia prawicy.
Donald Tusk na wyrok dotyczący ujednolicenia prawa między Polską a UE, ostatnim stabilnym sojusznikiem, odpowiada, że „nikt nie będzie nam niczego narzucać”. Tylko jakie realne alternatywy mogą dziś zaproponować polskie władze?
Po co w ogóle utrzymywać 21 ministerstw i niezliczonych wiceministrów, skoro i tak wszystko zależy od widzimisię jednego człowieka? Nie zasługujemy choćby na słowo wyjaśnienia?
Inwigilacja, kosztowne podarki od Rosjan i szejków czy zabijanie uczestników Marszu Niepodległości sprawiłyby, że Polska by zapłonęła. Tymczasem gdy to samo robi Trump, przez polską prawicę jest wychwalany pod niebiosa.
Odkąd Donald Tusk w gmachu giełdy wezwał miliarderów, żeby się bogacili, jego antypracowniczy kurs nie powinien już dziwić. Tym razem jednak premier staje po stronie szemranego biznesu, który żyje dzięki oszukiwaniu państwa.
Prawdopodobnie jesteśmy jedynym krajem na świecie, w którym w ciągu jednego roku miały miejsce dwa zamachy stanu, a większość społeczeństwa nawet o nich nie słyszała. Ale polska pamięć zbiorowa w ogóle może stanąć do Pepsi Challenge z rybkami akwariowymi.
Wetowanie ustaw przez Nawrockiego sprawi, iż władza wykonawcza zacznie częściej rządzić za pomocą rozporządzeń. Jasne, nie da się tego zrobić we wszystkich sprawach, ale można się wcale nie tak wąsko legislacyjnie rozpychać.
To, co dzieje się wokół kryptowalut – na poziomie dyskursu, agresywnej promocji, gorączki spekulacyjnej – przypomina pod wieloma wzglądami to, co działo się wokół złota wśród amerykańskiej libertariańskiej prawicy w latach 70.