Felieton

Nowy parlament i powrót „starych wojen kulturowych”? Oby nie

PiS chciałoby zapewne, żeby Konfederacja i lewica zajęły się w tej kadencji wzajemną nawalanką. Wtedy mogłoby spokojnie dokończyć dzieła tzw. dobrej zmiany − pisze Agnieszka Wiśniewska.

Przypomnijmy oficjalne wyniki z Państwowej Komisji Wyborczej. PiS dostał 43,59 proc. głosów, Koalicja Obywatelska – 27,40 proc., KW SLD, czyli Lewica – 12,56 proc., PSL – 8,55 proc., Konfederacja – 6,81 proc.

Chociaż PiS wygrało, to już w wieczór wyborczy widać było, że partia liczyła na więcej. „Mamy powody do radości. Mimo tego potężnego frontu przeciwko nam zdołaliśmy wygrać” – mówił Jarosław Kaczyński. Dodał jednak, że jego formacja musi się zastanowić, czemu „potężna część społeczeństwa uznała, że nie należy nas popierać”. „Jesteśmy formacją, która zasługuje na więcej. Otrzymaliśmy dużo, ale zasługujemy na więcej” – mówił Kaczyński. Apetyt miał – widać – ogromny.

PiS dociskany z prawa i z lewa

Tymczasem z prawej strony wyrósł PiS-owi konkurent. Konfederacja w poniżaniu kobiet czy mniejszości seksualnych będzie bić PiS na głowę. W ławach poselskich zasiądzie Janusz Korwin-Mikke i wszystkie bzdury, które o kobietach wygadywał niedawno w Parlamencie Europejskim, będzie teraz opowiadał na Wiejskiej. JKM zdążył już powiedzieć, że gdyby PiS-owi brakowało głosów do stworzenia gabinetu, to Konfederacja mogłaby poprzeć rząd mniejszościowy w zamian np. za „ustawę anty-LGBT”. Cokolwiek taka ustawa miałaby oznaczać – jest się czego bać.

Sierakowski: Czy PiS został zatrzymany? Czy pokona go Lewica?

Pojawienie się w Sejmie lewicy (czy też jej powrót, jak zwał, tak zwał) sprawi, że PiS będzie dociskany też z innej strony – socjalnej. Dotąd na socjalne projekty PiS podstawową odpowiedzią opozycji było: „budżet tego nie wytrzyma”. Teraz pojawi się też odpowiedź: „to nie jest żaden socjal, to ściema”. Lewica będzie pokazywać, że zaniedbywanie ochrony zdrowia to zaniedbywanie polskich rodzin, które niby są PiS-owi tak bliskie.

Dowiedzie, że sytuacji w ochronie zdrowia nie da się załatwić żadnym ileś tam plus do ręki, ale trzeba poważnych, systemowych inwestycji.

Obecność lewicy w Sejmie uwidoczni też bezwzględność, z jaką PiS traktował dotychczas lekarzy, pielęgniarki i nauczycieli. Teraz za tymi grupami staną posłanki i posłowie, którzy w ich protestach widzą nie tylko szansę politycznego dowalenia Kaczyńskiemu, ale przede wszystkim walkę o godne warunki pracy i o standardy działania usług publicznych.

Grozi nam powtórka z rozrywki

Wyobraźmy więc sobie, że PiS chce, jak zapowiadało, dokończyć rozpoczęte w ostatniej kadencji zmiany w Polsce. Punktowane nie tylko za łamanie reguł praworządności, ale i za zakłamywanie haseł, które ma na sztandarach, będzie potrzebowało wsparcia Konfederacji. Coś jej musi dać w zamian.

I po wyborach. Naprawdę mamy się z czego cieszyć!

Może więc czekać nas powrót tzw. wojen kulturowych, czyli rytualnych i niemerytorycznych nawalanek w prawa kobiet i prawa mniejszości. Mieliśmy przedsmak tego w ostatnim roku w trakcie kampanii przed wyborami do PE i teraz, do Sejmu i Senatu.

Pamiętam podobne dyskusje − jak przez mgłę − sprzed kilkunastu już lat. Wyzywanie i poniżanie odziane w szaty udawanej dyskusji. Te programy w telewizji, do których zapraszano feministkę i narodowca, żeby się kłócili o aborcję. Nic absolutnie z tego nie wynikało. No, może poza tym, że media miały zapewnione szoł na pół godziny.

Udało się z tym szczęśliwie skończyć. Powtarzane sto razy „ekonomia, głupcze” zostało usłyszane i zaczęliśmy coraz częściej dostrzegać, że np. płeć i sytuacja ekonomiczna są ze sobą powiązane nie tym, że kobiety wydają kasę na tusz do rzęs, a faceci na mercedesa (bo to bzdury, a nie argumenty), a tym, że kobiety zarabiają mniej na tych samych co faceci stanowiskach, czekają je niższe emerytury nie z ich winy, a ograniczanie prawa do aborcji dotyka kobiety biedniejsze (bo te bogatsze jakoś sobie poradzą). Może nas niestety czekać powtórka z rozrywki.

Progresywne kobiety i konserwatywni mężczyźni

Wyniki sondaży late poll pokazują rozkład głosów wśród kobiet i mężczyzn. Niby nieraz czytaliśmy, że kobiety są bardziej progresywne, a panowie bardziej konserwatywni, ale te liczby raz jeszcze potwierdzają ten podział.

Sutowski: Przyszłość lewicy, czyli jak wyjść poza naście procent

„Gdyby o wynikach wyborów do Sejmu decydowały wyłącznie głosy Polek, to na pierwszym miejscu z 43,1 proc. nadal byłby PiS. Wynik KO podskoczyłby do 29,9 proc., a SLD do 13,1 proc., nieznacznie gorszy wynik uzyskałby PSL – 8,7 proc., a w Sejmie zabrakłoby miejsca dla Konfederacji, którą poparło tylko 4,1 proc.”, pisze Tvn24.pl. Kobiety stanowią 57 proc. elektoratu KO i 55,4 proc. elektoratu lewicy.

A co by było, gdyby głosowali tylko mężczyźni? Dalej Tvn24.pl na podstawie late poll: „44,2 proc. głosów mężczyzn oddanych zostało na PiS, a na drugą KO – 24,7 proc. Trzecie miejsce przypadło SLD – 11,6 proc., czwarte PSL – 9,5 proc., a piąta Konfederacja zdobyła 8,9 proc.”. 66,6 proc. głosów oddanych na Konfederację to głosy mężczyzn.

Zobaczmy jeszcze jedne dane, które znamy z sondażu late poll. „Najmłodsza grupa głosujących najchętniej wybierała kandydatów PiS − zdobyli oni poparcie na poziomie 26,3 proc. Nieznacznie słabszy wynik uzyskali kandydaci Koalicji Obywatelskiej – 24,3 proc. Wynik nieco poniżej 20 proc. wśród młodych zanotowała jeszcze Konfederacja – 19,7 proc. Czwartą pozycję – z poparciem 18,4 proc. – zajęli kandydaci SLD. PSL poparło 9,7 proc. młodych wyborców”, pisze Tvn24.pl.

Bendyk: Czas dla lewicy

Młodzi, jak widać, znacznie odjechali od średniej, jeśli chodzi o głosy oddane na Konfederację i lewicę.

Ci młodzi nie muszą pamiętać tamtych rytualnych nawalanek z epoki „przedgenderowej”, kiedy nie używano jeszcze słów „gender” i „LGBT”, ale wyzywano się od „feministek” i „pedałów”.

Mogą, nie muszą

Prawa kobiet i prawa mniejszości LGBT mogą zostać rzucone na polityczne pożarcie.

Specjalnie podkreślam słowo „może”, bo sprawa nie jest przesądzona i wiele zależy od tego, jak media będą relacjonować polityczne spory i jak opozycja będzie reagować na działania prawicy (tej skrajnej i tej ultraskrajnej). Ważną rolę odegrają też na pewno organizacje społeczne i środowiska zaangażowane.

Media będą z pewnością przez władzę podgryzane, wróci temat ich tzw. repolonizacji i nie wszystkie telewizje prywatne, portale czy gazety będą chciały iść na polityczną wojnę z władzą. Część z nich odpuści i działy przeznaczone na politykę i omawianie spraw krajowych przeznaczy na podgrzewanie sporów między Konfederacją i lewicą. Taki powrót do „wojen kulturowych” oznaczałby stracone lata.

PiS chciałoby zapewne, żeby Konfederacja i lewica zajęły się w tej kadencji wzajemną nawalanką. Wtedy mogłoby spokojnie dokończyć dzieła tzw. dobrej zmiany.

Ważne więc nie dać się zwariować, przypominać, że prawa kobiet czy prawa mniejszości to nie są tematy zastępcze czy „kulturowe”, jak nam kiedyś próbowano wmawiać. To agenda praw człowieka. Kropka.

Bio

Agnieszka Wiśniewska

| Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl, w latach 2009-2015 koordynowała działania Klubów Krytyki Politycznej. Absolwentka polonistyki na UKSW, socjologii na UW i studiów podyplomowych w IBL PAN. Autorka biografii Henryki Krzywonos "Duża Solidarność, mała solidarność" oraz wywiadu-rzeki z Małgorzatą Szumowską "Kino to szkoła przetrwania". Redaktorka książek filmowych w Wydawnictwie Krytyki Politycznej. m.in."Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna", "Polskie kino dokumentalne 1989-2009. Historia polityczna". Współautorka książki "Współpraca. Przewodnik dla dzieci".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.