Kraj

Państwo dobrobytu PiS? Jak konkurs z nagrodami

Polityka społeczna celowo konstruowana jest w Polsce tak, żeby wyglądała na obdzielanie podarkami, czemu towarzyszy podsycanie grupowego resentymentu.

Przemysław Sadura i Sławomir Sierakowski pokazują, że w Polsce skończył się czas hegemonii 500+. Ta właśnie myśl jest główną konkluzją z badań Autorów – wskazują oni, że Polkom i Polakom Rodzina 500+ podoba się coraz mniej, wiele osób wprowadziłoby do tego programu zmiany, a poza tym, że nie wystarczy on już do utrzymywania i zdobywania przez PiS tak dużego poparcia, jak to miało miejsce dwukrotnie przy okazji poprzednich wyborów parlamentarnych. Jednocześnie Sadura i Sierakowski wyjaśniają, dlaczego lewicy w Polsce trudno dziś o szeroką mobilizację zwolenników. Jej elektorat mianowicie, mimo że widzi sens redystrybucji – zupełnie nie wierzy, że państwo jest w stanie ją sensownie wprowadzić.

Raport Sadury i Sierakowskiego był w ostatnich tygodniach szeroko komentowany. Po pierwsze, zapewne dlatego, że zdiagnozowana w nim sytuacja – skomentowana przez Andrzeja Ledera jako „zwycięstwo Balcerowiczowskiej pedagogiki” – jest dość porażająca. Po drugie, może też z tego powodu, że Autorzy sporządzili swój raport w formie zbioru szerokich i ogólnych tez, poddających się dość swobodnej interpretacji. Mnie, jako akademiczce badającej nieformalne aspekty polityki społecznej, niewątpliwie brakuje w tym raporcie informacji, na jakiej podstawie Autorzy z jednokrotnego badania formułują wnioski o tak głębokiej zmianie, skąd dokładnie wiedzą, co w badanym przez nich układzie czynników jest przyczyną, a co skutkiem, gdy piszą o tego rodzaju związkach oraz – gdy podsumowują fokusy, to czyją rzeczywistość nam przedstawiają, skoro nie sposób mówić o jakimś jej obiektywnym wariancie.

Zwracam na to uwagę bynajmniej nie ze względu na wybujały zapał polemiczny. Raczej dlatego, że w omawianej przez Sadurę i Sierakowskiego sferze mamy do czynienia z gordyjskim, istniejącym od bardzo dawna węzłem obustronnych związków między formalnym kształtem instytucji, publicznymi narracjami a zbiorowymi przekonaniami ludzi, w związku z czym trudno tutaj o proste rozpoznania i wyjaśnienia. Jednocześnie, choć niektóre elementy diagnozy przedstawionej przez Przemysława Sadurę i Sławomira Sierakowskiego budzą moje wątpliwości, to znaczna jej część wydaje mi się trafnie opisywać to, z czym mamy do czynienia w polskiej polityce społecznej.

„Pośmiertne” zwycięstwo Balcerowiczowskiej pedagogiki

Zaczynając od minusów, Autorzy nie przekonali mnie, że Polki i Polacy zgłaszają wobec programu coraz więcej zastrzeżeń i tak naprawdę chcieliby jego wygaszenia. Badania CBOS-u dotyczące poparcia dla Rodziny 500+ pokazują bowiem coś innego. Jednoznacznie wskazywały one na bardzo wysoką aprobatę społeczną dla zmiany polegającej na przyznaniu świadczeń na pierwsze dziecko w rodzinie, niezależnie od wysokości dochodów w gospodarstwie domowym. Sądzę zatem, że odpowiedzi na pytania, które Sadura i Sierakowski zadawali rozmówcom – w tym o to, jak Polki i Polacy zreformowaliby program Rodzina 500+ – niewiele nam mówią o ich poparciu dla tego programu. Dotyczą one natomiast głębszego, istniejącego równolegle do przekonań o zasadności 500+ wymiaru myślenia i państwie opiekuńczym.

Ten głębszy wymiar obejmuje zbiorowe koncepcje na temat tego, na jakich zasadach ludziom powinna przysługiwać pomoc państwa: kto, kiedy, w zamian za co „zasługuje” na publiczne świadczenia i usługi. I choć szeroki nurt badań naukowych nad zbiorowymi opiniami na temat takich kryteriów (tzw. badania nad deservingness, czyli „zasługiwalnością”) wskazuje na silny związek tych opinii z legitymizacją programów socjalnych, to jednak dowodzi on także, że te opinie mają w dużym stopniu charakter uniwersalny. To znaczy, że w wielu krajach i w wielu kontekstach ujawniają się takie same wzorce przekonań.

Najlepiej, żeby wszystkim było tak samo źle

czytaj także

Ludzie dość powszechnie zakładają zatem, że aby „zasługiwać” na coś od państwa, trzeba albo wykazywać bezwzględną potrzebę (być biednym, w szczególności nie z własnej winy lub być osobą z poważną niepełnosprawnością), albo wiąże się to z oczekiwaniem wzajemności (skoro pracowało się, płaciło podatki, rodziło i wychowywało nowych obywateli, to państwo ma obowiązek się nam rewanżować), względnie, że trzeba wykazywać się określoną postawą (nie narzekać, nie żądać dodatkowych świadczeń, nie być uciążliwym dla innych itp.). I teraz, międzynarodowe badania pokazują, że pod względem repertuaru tych kryteriów zasługiwania (tzw. kryteriów CARIN, co jest skrótem od control, attitude, reciprocity, identity i need, czyli kontroli, postawy, wzajemności, tożsamości i potrzeby) Polki i Polacy nie różnią się zasadniczo od mieszkańców innych europejskich krajów.

Wyniki fokusów zbliżonych do tych, które robili Sadura i Sierakowski, w krajach Europy Zachodniej wydobywają podobne głosy: wyłania się z nich np. taka „logika” emerytury, że ma się ona opierać właśnie na zasadzie wzajemności (za przeszłą pracę i płacone składki). Jeśli zatem w kontekście rozmowy np. o emeryturach Polki i Polacy mówią, że obywatelska emerytura nie bardzo im się podoba, to niekoniecznie znaczy, że są bardzo „antysocjalni”.

To jednak, co w świetle wspomnianych badań nad deservingness odróżnia Polskę od wielu innych krajów, to intensywność podziałów wokół zastosowania wspomnianych kryteriów „zasługiwania”. Ci, którzy widzieliby świadczenia jako przeznaczone wyłącznie dla najbiedniejszych, ci, którzy chcieliby ich jedynie dla wnoszących do społeczeństwa wkład ciężkiej pracy i wysokich podatków, oraz ci, którzy chcą odrzucenia wszystkich takich kryteriów i uniwersalnego dostępu do welfare state, w Polsce tworzą faktycznie trzy odrębne plemiona. Jednocześnie wszystkie te przekonania na temat „kto na co zasługuje”, które ujawniły się w badaniach Sadury i Sierakowskiego, z powodzeniem funkcjonują, w moim przekonaniu, równolegle do wysokiego poziomu poparcia dla programu 500+. Jego legitymizacja wynika bowiem z wielu różnych czynników, w tym z przeświadczeń o „sprawiedliwości proceduralnej”, na zasadzie: „obiecali, że dadzą, i dali, to biorę”, albo: „inni biorą, to dlaczego ja mam nie dostawać 500+?”.

Natomiast to, co w moim przekonaniu Sierakowski i Sadura rozpoznali bardzo trafnie, to umacniany przez PiS-owską politykę splot państwa opiekuńczego i nieufności. W tym też kontekście słowo „hegemonia” bardzo dobrze nazywa sposób wykorzystania 500+ przez PiS. Polega on bowiem na zastosowaniu w polityce społecznej metody „dziel i rządź”. Do pewnego stopnia realizowały ją też wcześniejsze rządy, ale PiS-owski działa tak wyjątkowo konsekwentnie: konstruuje polski welfare state jak konkurs z nagrodami w postaci redystrybucji i uznania.

Matyja: Rząd, którego ambicją są lepsze szpitale i szkoły, to nośna alternatywa dla obecnego

Teoria z zakresu sprzężenia zwrotnego w polityce społecznej (policy feedback) mówi, że określone rozwiązania instytucjonalne i wzorce dostarczania świadczeń wpływają na tworzenie tożsamości obywatelskich i charakter wspólnoty, w tym – na poziom uogólnionego zaufania. W tym kontekście wysokie zaufanie w krajach skandynawskich, o którym piszą Sierakowski i Sadura, uważane jest m.in. za efekt uniwersalnego państwa opiekuńczego, w którym obywatelom przysługują świadczenia i usługi społeczne z racji samego faktu mieszkania w danym kraju. Szwedzki autor Bo Rothstein dowodzi, że jeśli państwo opiekuńcze jest tak właśnie skonstruowane, to ludzie nie patrzą sobie nawzajem na ręce i nie snują fantazji na temat tego, kto nadużywa systemu i kto ukrywa dochody, żeby zmieścić się w kryterium pomocy społecznej. Sprzyja to jego zdaniem zaufaniu i budowie kapitału społecznego.

W sytuacji wprowadzenia gigantycznego, uniwersalnego programu socjalnego w Polsce, jakim jest Rodzina 500+, paskudnym „sukcesem” PiS-u jest więc jednoczesny – widoczny i potwierdzony w ogólnopolskich sondażach – spadek zaufania społecznego, który odnotowaliśmy od 2015 roku. Jak do tego doszło? Otóż badacze policy feedback pokazują, że opisane wyżej korzystne sprzężenia zwrotne między programami społecznymi a zbiorowymi postawami i zachowaniami ludzi nie wystąpią, jeśli programy będą skonstruowane wadliwie, ale także przy określonych rodzajach narracji w dyskursie politycznym i medialnym.

Tymczasem polityka społeczna celowo konstruowana jest w Polsce tak, żeby wyglądała na obdzielanie obywateli podarkami, czemu towarzyszy podsycanie grupowego resentymentu. Przykłady można mnożyć: przyznanie świadczeń najpierw rodzicom dwojga dzieci, a potem także jednego prezentowane jest jako „hojny gest” rządu; z kolei przyznawanie środków z Funduszu Inwestycji Lokalnych gminom, acz tylko niektórym (!), następuje w otoczce uroczystości, podczas której wójt gminy odbiera od ministra gigantyczny kartonowy czek. W takich warunkach nie ma szans, żeby powszechność programu 500+ przekładała się na uniwersalistyczne, inkluzywne myślenie Polek i Polaków o obywatelstwie społecznym i na wzrost zaufania w kraju.

Rząd PiS dba, żeby jego ludzie mieli wstęgi do przecinania

Jaki płynie z tego wniosek? Niski poziom zaufania stający się przy okazji ograniczeniem dla wzrostu poparcia lewicy – na co zwracają uwagę Sadura i Sierakowski – nie wynika z tego, że w Polsce mamy „niemiłe społeczeństwo”. Na gruncie wspomnianych wyżej założeń teoretycznych jest to raczej efekt tego, że sposób projektowania programów socjalnych i towarzyszące im narracje polityczne i medialne antagonizują różne grupy społeczne, czyniąc państwo opiekuńcze przede wszystkim frontem walki międzygrupowej. Próby przełamania tego klinczu przez lewicę musiałyby więc obejmować i propozycje uniwersalistycznych z założenia programów społecznych, i nowych ram mówienia o państwie opiekuńczym. Powinny one stronić zarówno od klasistowskich tez o „ludzie przekupionym przez PiS 500+”, jak i od populistycznych szyderstw z faktu, że dla klasy średniej normy wzajemności („płacę, więc mi się należy”) są rzeczywiście istotne. Byłby to krok w stronę faktycznego końca hegemonii 500+, a więc modelu stosowania polityki społecznej do rządzenia i dzielenia ludzi w Polsce. Czego bardzo bym sobie życzyła.

**

dr hab. Maria Theiss – badaczka społeczna z Instytutu Polityki Społecznej WNPiSM UW, współautorka książki Obywatel na zielonej wyspie. Polityka społeczna i obywatelstwo społeczne w Polsce w dobie europejskiego kryzysu ekonomicznego.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij