Kraj

Nie ma zgody, jest gwałt. Proste!

Ilustracja z książki Gwałt polski. Fot. Jakub Szafrański

Prawie każda kobieta, która zgłosiła gwałt organom ścigania, mówi, że podczas przesłuchań czuła, jakby to ona była oskarżona. Tymczasem to sprawca powinien musieć się tłumaczyć, na jakiej podstawie uznał, że druga strona wyraziła zgodę na współżycie – mówią nam Patrycja Wieczorkiewicz i Maja Staśko. Autorki „Gwałtu polskiego” wyjaśniają, dlaczego w Kodeksie karnym musi zostać wprowadzona zmiana, która dodawałaby nową przesłankę gwałtu – czyli brak zgody na obcowanie płciowe.

„90 tysięcy osób w Polsce doświadcza przemocy w domu i 75 proc. z nich to są kobiety” – przypomniała dane pozyskane w ramach interwencji „Niebieskiej Karty” Paulina Matysiak podczas niedawnej konferencji prasowej Lewicy. Posłanka wskazała jednak, że statystyki te nie są pełne. Wiele Polek nie zgłasza przypadków nadużyć z obawy o swoje bezpieczeństwo, społeczną stygmatyzację, a także ze względu na świadomość, że wymiar sprawiedliwości nie działa tak, jak powinien.

Ostatnia z przesłanek ma szczególne znaczenie w przypadku ofiar gwałtów, z którymi źle obchodzą się nie tylko śledczy, ale nawet obowiązujące w Polsce przepisy.

Nie ma niewłaściwych reakcji na gwałt

– Według aktualnego prawa to, czy osoba zgadza się na daną czynność seksualną, nie ma żadnego znaczenia. Jeśli nie opiera się fizycznie, stosunek uznawany jest za konsensualny. Zgodnie z doktryną musi wręcz stawiać ciągły, wyraźny i nieprzerwany opór. Tymczasem wiele ofiar w momencie gwałtu zamiera – to naturalna reakcja obronna, kiedy nie widzimy szansy na skuteczną obronę lub ucieczkę albo instynktownie uznamy, że pogorszyłoby to naszą sytuację – wyjaśnia Patrycja Wieczorkiewicz, która wraz z Mają Staśko w wydanej właśnie książce Gwałt polski opisuje historie skrzywdzonych osób, a także patologie systemu, w którym oprawcy unikają kar. – Niestety sądy i prokuratury po prostu ten fakt ignorują i mają na to przyzwolenie – wskazuje Wieczorkiewicz.

Nowa definicja

Jak zmienić tę niesprawiedliwą rzeczywistość? Posłanki Lewicy mają na to plan – chcą zmian w Kodeksie karnym. Do konsultacji społecznych złożyły właśnie przygotowany przez Fundację Feminoteka projekt ustawy o prawnym przedefiniowaniu gwałtu w taki sposób, jakiego wymaga choćby podpisana i ratyfikowana przez Polskę konwencja stambulska.

„Konwencja stambulska nie jest w Polsce w pełni realizowana, psychoprawica chce ją wypowiedzieć, ale my jako Lewica chcemy wprowadzić wszystkie postanowienia konwencji antyprzemocowej. Jednym z tych postanowień jest definicja gwałtu” – mówiła niedawno dziennikarzom Anna Maria Żukowska.

„W tym miejscu musi nastąpić radykalna zmiana, aby to nie ofiara musiała udowadniać, że nie jest wielbłądem, że się broniła i nie chciała kontaktu seksualnego. W Kodeksie karnym musi zostać wprowadzona zmiana, która dodawałaby nową przesłankę gwałtu, o braku zgody na obcowanie płciowe” – dodała polityczka.

Lewica chce wprowadzić zmiany w art. 197 i 198. Pierwszy z nich docelowo ma brzmieć następująco: „Kto doprowadza inną osobę do obcowania płciowego: przemocą, groźbą bezprawną, podstępem lub bez wcześniejszego wyrażenia przez tę osobę zgody na obcowanie płciowe, podlega karze pozbawienia wolności od lat 3 do 12”.

Z kolei w art. 198 zwiększony zostanie wymiar kary z przedziału 6 miesięcy – 8 lat do 3–12 lat za „wykorzystanie bezradności innej osoby lub wynikającego z upośledzenia umysłowego lub choroby psychicznej braku zdolności tej osoby do rozpoznania znaczenia czynu lub pokierowania swoim postępowaniem i doprowadzenie jej do obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności”.

Rok w zawiasach za gwałt na 14-latce, bo „nie krzyczała”. My nie przestaniemy o tym krzyczeć

– To bardzo ważna inicjatywa, o którą od dawna upominały się środowiska feministyczne oraz prawniczki związane z walką o prawa kobiet. Obecne prawo jest po prostu złe, krzywdzące dla osób doświadczonych przemocą i przestarzałe. Przepisy ustanowiono bowiem w 1932 roku i od tego czasu nie uległo zmianie założenie, że jako gwałt można zakwalifikować każdy stosunek, w którym zaistniała przemoc rozumiana jako agresja fizyczna, groźba bezprawna lub podstęp ze strony oprawcy, a także opór stawiany przez skrzywdzoną osobę – wyjaśnia Maja Staśko.

Staśko zwraca uwagę, że przez dekady w Polsce zmieniano konstytucję i kodeksy karne, a przepisów dotyczących przestępstw seksualnych – nie. Wciąż obowiązuje warunkowa definicja zgwałcenia, która de facto wyklucza ściganie większości zgłaszanych gwałtów.

Opór nie ma znaczenia

Maja Staśko i Patrycja Wieczorkiewicz podkreślają, że olbrzymia część osób doświadczających przemocy seksualnej zamiera w trakcie przymusowego stosunku, co jest efektem nie tylko opresyjnego dla kobiet wychowania i socjalizacji, ale także reakcji organizmu na traumę. Szok odbierający możliwość działania często też jest związany z faktem, że do przemocy dochodzi z rąk bliskiej osoby – partnera, kolegi czy kogoś z rodziny i najbliższego otoczenia. A statystyki policyjne jasno wskazują, że nadużycia znacznie częściej występują w relacji ze znaną wcześniej osobą niż z udziałem przypadkowego przechodnia na ulicy.

– Celem zmian w prawie jest więc to, by za gwałt uznano każdy stosunek bez zgody, czyli taki, podczas którego doszło do reakcji zamarcia lub w którym ofiara była nieświadoma, nieprzytomna, pijana, odurzona itp., a więc nie mogła wyrazić swojej woli – dodaje Maja Staśko.

Brakuje statystyk, które jasno wskazywałyby, że do zgwałcenia w trzech przypadkach opisywanych przez obecnie obowiązujące prawo dochodzi rzadziej niż wtedy, gdy nie ma zgody. Maja Staśko na co dzień pomaga skrzywdzonym osobom i z jej doświadczenia wynika, że gwałt nie jest spektakularnym, pełnym krwi, krzyku, wyrywania się i wczepiania paznokci w plecy swojego oprawcy zdarzeniem.

– Z perspektywy osoby zgwałconej może być po prostu leżeniem w bezruchu, niepozostawiającym żadnych śladów walki. Może nawet nie paść słowo „nie”, bo do zgwałcenia nie jest potrzebny sprzeciw. Ale do seksu jest potrzebna zgoda – mówi.

Patrycja Wieczorkiewicz podkreśla z kolei, że powinniśmy rozdzielić gwałt z użyciem przemocy fizycznej od „zwykłego” gwałtu.

– To pierwsze należałoby definiować jako napaść seksualną – podobnie jest w przypadku innych przestępstw jak kradzież. Jeśli ktoś nas okradnie, nie ma znaczenia, czy stawialiśmy opór. Jeśli nie wyraziliśmy zgody na przejęcie należącego do nas przedmiotu, to znaczy, że zostaliśmy okradzeni. Jeśli dodatkowo doświadczyliśmy fizycznej przemocy, mówimy o napaści – to inna kategoria. Tak samo powinno być z gwałtem – jeśli stosunek odbył się bez naszej zgody, doszło do gwałtu, a jeśli stało się to z użyciem przemocy fizycznej – o napaści seksualnej. Tymczasem według polskiego Kodeksu karnego nasza zgoda lub jej brak jest kluczowa w przypadku przejmowania przedmiotu, ale nie ma żadnego znaczenia, kiedy chodzi o nasze ciało, a tym samym zdrowie i życie – podsumowuje.

Prawdziwa sprawiedliwość

Zarówno od Wieczorkiewicz, jak i Mai Staśko słyszymy, że projekt Lewicy i Feminoteki ma szansę wpłynąć na przebieg śledztw i spraw karnych. Obecnie ofiary bardzo często muszą udowadniać na policji i w sądach, ale też w najbliższym otoczeniu i przed opinią publiczną, że „nie szukają zemsty, poklasku, atencji”. Są ponadto rozliczane z tego, czy „prowokowały” sprawcę.

Skazane na gwałt

czytaj także

Skazane na gwałt

Wiktor Cyrny

– Prawie każda kobieta, która zgłosiła gwałt organom ścigania, mówi, że podczas przesłuchań czuła, jakby to ona była oskarżona. Tymczasem to sprawca powinien musieć się tłumaczyć, na jakiej podstawie uznał, że druga strona wyraziła zgodę na współżycie – jak to zrobiła? Werbalnie czy gestem? Nie chodzi o to, by kogokolwiek skazywać bez dowodów. Chodzi o sposób docierania do prawdy – zmienienie go na taki, który nie przysporzy skrzywdzonej kolejnych traum ani nie sprawi, że będzie się bała walczyć o sprawiedliwość – podkreśla Patrycja Wieczorkiewicz, dodając, że obecna sytuacja sprawia, iż ofiary nie chcą zgłaszać przestępstw.

– I nie śmiałabym nikomu tego doradzać. W Polsce zgłoszenie gwałtu pociąga za sobą szereg upokorzeń, a szanse na skazanie sprawcy są bardzo niewielkie – kwituje gorzko Wieczorkiewicz.

Trudno przewidywać, czy projekt Lewicy automatycznie wpłynie na praktyki stosowane w sądach, prokuraturze i policji. Maja Staśko również nieco studzi potencjalny entuzjazm, wskazując, że w poprawianych przepisach nie ma wyrażonego wprost niczego o traktowaniu zgwałconych osób. Takie założenia znajdują się w ustawie z 2014 roku, a dokładniej nowelizacji Kodeksu karnego oraz Kodeksu postępowania karnego, która zmieniła tryb ścigania przestępstw przeciwko wolności seksualnej i obyczajności.

Ten dokument wprowadzał m.in. zapisy o tym, że ofiara nie może być kilkukrotnie przesłuchiwana ani pytana o szczegółowe okoliczności zdarzenia, np. co miała na sobie lub czy piła alkohol. – To wszystko już jest, ale niestety bardzo rzadko działa. Mam wrażenie, że mało kto w policji czy prokuraturze zdaje sobie sprawę albo po prostu nie chce wiedzieć, że nie wolno pytać o kolor bielizny czy flirtowanie z oprawcą. Bardzo liczę na to, że dzięki zmianie definicji gwałtu ta ustawa będzie bardziej przestrzegana, ale wiele też zależy od społecznej mentalności – mówi Maja Staśko.

Jak powinna się zachowywać ofiara gwałtu, żeby jej uwierzono?

czytaj także

Zgoda potrzebna facetom

Gorąca dyskusja o koncepcie zgody już toczy się w przestrzeni publicznej. Po ogłoszeniu pomysłu Lewicy bardzo szybko okazało się, że tysiące mężczyzn nie ma pewności, czym jest seks za porozumieniem obu stron. Zawrzało nie tylko w ultraprawicowych środowiskach, na co na swoim Facebooku zwróciła uwagę Paulina Młynarska.

„Oto liczni opiniotwórczy panowie odkrywają tajemnicę seksu za zgodą! Hurra! Dla red. Konrada Piaseckiego, przykładowo, uzyskanie takowej pozbawia seks romantyczności, no, ale czegóż się nie robi, aby było „mniej traumatycznie” (!!!)! Zastanawia się też, co z seksem z osobą nieprzytomną!” – czytamy w poście.

Lewica proponuje doprecyzowanie definicji gwałtu. I oto liczni opiniotwórczy panowie odkrywają tajemnicę seksu za zgodą!…

Posted by Paulina Młynarska on Friday, November 27, 2020

 

Zdaniem Mai Staśko pełne oburzenia reakcje mężczyzn wynikają z tego, że od wieków zgoda kobiety w ogóle nie była uznawana za potrzebną do podejmowania stosunków seksualnych.

– Widzieliśmy to w filmach, serialach, literaturze i przestrzeni publicznej, w której panowie ochoczo rozmawiają o gwałtach i o aborcji w telewizji, podczas gdy głos kobiet jest konsekwentnie uciszany. Teraz mężczyźni są zmuszeni inaczej patrzeć na swoje relacje seksualne i zastanowić się nad przeszłością. Czy rzeczywiście mieli za każdym razem zgodę? Może się okazać, że nie. I tego zapewne się obawiają – mówi współautorka Gwałtu polskiego.

Jak w 365 dni spieprzyć całą pracę na rzecz ofiar gwałtu? Poradnik Blanki Lipińskiej

 

– Liczę też na to, że po aktualizacji kodeksu i po dyskusji, jaka się wokół niej już toczy, pójdzie zmiana w sądach i policji. Może wreszcie zaczną lepiej wykonywać swoją pracę. W tej chwili często bywa bowiem tak, że to ofiary samodzielnie gromadzą olbrzymie segregatory dokumentów, bilingów, zdjęć, nagrań i zanoszą to do prokuratury, która tego materiału nie przyjmuje. To musi się zmienić, bo znajdowanie dowodów leży wyłącznie po stronie śledczych – podkreśla Maja Staśko.

Jej zdaniem nie będzie to jednak możliwe bez aktualizacji ustawy o zawodzie psychologa, która w tej chwili wydaje się martwa. Chodzi przede wszystkim o zwiększenie kompetencji i wymagań wobec biegłych sądowych, których należy wyposażyć w rzetelną wiedzę dotyczącą przemocy seksualnej i reakcji na nią.

Najseksowniejsza w łóżku jest zgoda

– Trzeba zrobić wszystko, by w sądach nie pojawiały się więcej stwierdzenia, że skoro ofiara się nie wyrywała czy nie krzyczała, to do przemocy nie doszło. Albo: skoro skrzywdzona poszła potem z gwałcicielem zjeść naleśniki, to gwałtu nie było. Obracamy się w sferze straszliwych mitów, których biegli sądowi pod żadnym pozorem nie powinni powielać – zaznacza nasza rozmówczyni.

– W przypadku seksu bez zgody trudno o namacalne dowody jak np. siniaki z obdukcji. Dlatego konieczne są zeznania jak największej liczby świadków i sprawdzenia wiarygodności każdej ze stron. Takie możliwości mają właśnie biegli sądowi. Są najlepszym „narzędziem” w rękach prokuratury i sądów. Trzeba tylko chcieć z niego skorzystać. Jednak na razie sprawy o gwałt w Polsce są najczęściej umarzane. Tak dzieje się niestety w przypadku 67 proc. z nich – mówi Maja Staśko.

Jak widać, sam projekt Lewicy nie wystarczy, by naprawić wadliwy system karania gwałcicieli. Ale to dobry zwiastun zmian.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Paulina Januszewska
Paulina Januszewska
Dziennikarka KP
Dziennikarka KP, absolwentka rusycystyki i dokumentalistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze o kulturze, prawach kobiet i ekologii.
Zamknij