Kraj

To zakaz, a nie legalizacja aborcji uruchamia „cywilizację śmierci”

Życie i zdrowie kobiet najwyraźniej nie mają żadnej wartości dla sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Może będą miały dla lekarzy? Teraz jednak akademie medyczne powinny kształcić na potęgę nie tylko ginekologów, ale i psychiatrów, bo kobiety psychicznie nie wytrzymają tej sytuacji. Będą się bały zachodzić w ciążę – mówi nam Krystyna Kacpura z Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.

Paulina Januszewska: Co tak naprawdę wyrok Trybunału Konstytucyjnego oznacza dla Polek?

Krystyna Kacpura: Całkowity zakaz aborcji w Polsce. 22 października stała się ona nielegalna, bo TK uznał za niekonstytucyjną przesłankę o wadach embriopatologicznych płodu, która jest najczęstszym powodem przerywania ciąży w naszym kraju. W ubiegłym roku aż 98 proc. aborcji wykonano właśnie z tego powodu. Pozostałe 2 proc. stanowiły przypadki ciąż powstałych w wyniku czynu zabronionego – gwałtu – i zagrażających zdrowiu oraz życiu matki. Te proporcje raczej nie ulegają wahaniom. Warto jednak dodać, że oficjalne dane mówią o około 1100 aborcjach przeprowadzonych w Polsce, a nieoficjalne szacunki to od 100 tys. do 150 tys. aborcji rocznie.

To niebywałe okrucieństwo, że wyrok TK jest przeciwko kobietom, które pragnęły dziecka, marzyły o nim, ale zdecydowały się na zakończenie trudnej dla nich ciąży. Nie chciały patrzeć na cierpienie dziecka z wadami genetycznymi czy nieuleczalną, często śmiertelną chorobą. To była ich decyzja – teraz odebrana przez TK. Pamiętajmy jednak, że osób, które wybierają aborcję, są dziesiątki tysięcy. Ograniczony okres dokonania zabiegu, olbrzymia stygmatyzacja aborcji oraz skomplikowane procedury w szpitalach sprawiają, że znaczna część kobiet, które mają prawo do legalnej aborcji, jeśli ma taką możliwość, woli od razu wyjechać za granicę lub kupić tabletki przez internet.

„Nie mogę uwierzyć, w jak pojebanie antyaborcyjnym kraju żyjemy”

Czy spodziewała się pani takiej decyzji sędziów?

To wyrok zrealizowany na zamówienie polityczne. Gdy tylko usłyszałam, że prezes Jarosław Kaczyński zezwolił Trybunałowi Konstytucyjnemu zająć się tą sprawą, pomyślałam, że na pewno nie zrobił tego po to, żeby ją przegrać. Nie miał odwagi procedować tej ustawy w Sejmie. Projekt zmian wciąż leży w tzw. zamrażarce sejmowej. Wiem, że obawiał się też głosowania nawet własnych posłów.

Mimo wszystko tuż przed rozprawą miałam w sobie jeszcze odrobinę nadziei i liczyłam, że sędziowie nie zgotują Polkom piekła. Nie mam jednak wątpliwości co do tego, że prawa kobiet stały się elementem cynicznej politycznej gry. Najwyraźniej chodzi o pokazanie, kto na prawicy jest najbardziej prawicowy, zgodnie z myślą: „ty się zająłeś LGBT+, no to ja się teraz zajmę aborcją”. Nie interesują mnie teraz jednak interesy polityczne PiS-u, lecz koszmarne skutki decyzji TK. Realne zagrożenie dla zdrowia i życia kobiet. Tragedie dla nich i rodzin.

Na co musimy być przygotowane?

Na najgorsze, nawet śmierć. 40 tys. kobiet umiera rocznie na świecie z powodu niebezpiecznej aborcji, więc „dzięki” wyrokowi TK będziemy mogli zasilić tę liczbę, nie mówiąc już o tym, że zwiększy się też grupa osób hospitalizowanych po wykonywaniu niebezpiecznych zabiegów. A takich rocznie są miliony. Kobieta, która zdecyduje się przerwać ciążę, zrobi w tym celu absolutnie wszystko i w obliczu tak opresyjnego prawa poniesie katastrofalne konsekwencje. To jest właśnie uruchamianie „cywilizacji śmierci”, przed którą tak zaciekle bronią nas konserwatyści.

Przez tyle lat utrzymywaliśmy pseudokompromis aborcyjny, który wprawdzie działał różnie, ale przynajmniej nie sprawiał, że kobiety umierały. Mogliśmy to jakoś monitorować. A teraz? Przez samą pandemię dostęp do opieki medycznej i bezpiecznej aborcji ją znacząco ograniczone. Zamknięte granice, trudności z dostaniem się do szpitala sprawiają, że kobiety znajdują się w potrzasku.

Które grupy kobiet będą w jego świetle poszkodowane najbardziej?

Między innymi te, które nie są uprzywilejowane finansowo, żyjące w małych miejscowościach. Kobiety z dużych miast mają lepszy dostęp do rzetelnych informacji. Tych, na szczęście, prawo jeszcze nikomu nie zabrania dostarczać, dlatego jako Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny dalej będziemy pomagać kobietom. Powiedzieć, że wyrok TK jest okrucieństwem, to nic nie powiedzieć. Sędziowie i polityczni decydenci zgotowali kobietom tortury. Zgotowali je tym, które wcale nie myślały o aborcji, a mogą stanąć przed takim wyborem. Niestety go nie dostaną.

W ostatnich dniach miałam zatrzęsienie telefonów w sprawie kobiet, które właśnie odebrały wyniki badań prenatalnych albo zgłosiły się na nie, bo lekarz wykrył jakieś nieprawidłowości. Sytuacja je przerosła. Wiele z nich nie było w stanie wydusić słowa przez słuchawkę, więc rozmawiali ze mną równie przerażeni mężowie i partnerzy, pytając: co mają robić, czy jeszcze istnieje szansa na zabieg, czy zdążą wykonać badania. Są osoby, które nie wyobrażają sobie urodzenia dziecka z ogromnymi wadami, bez mózgów, z deformacją ciała. I powinny mieć prawo do samodzielnej decyzji, a państwo przymusem skazuje je na wydawanie na świat dzieci, które trzeba będzie pożegnać po kilku dniach od porodu albo których niewyobrażalne cierpienia trzeba będzie oglądać przez kilkanaście kolejnych lat. Jak trzeba nienawidzić kobiet, że zgotować im prawdziwe piekło?

Wyrok TK ws. aborcji to krok w jedynym słusznym kierunku

Prawica jest przekonana, że zakaz aborcji sprawi, iż będzie ich mniej. Dlaczego nie mają racji?

Im bardziej restrykcyjne prawo, tym więcej aborcji. Zresztą takie przepisy zawsze idą w parze z brakiem dostępu do antykoncepcji i edukacji seksualnej. Nie muszę chyba dodawać, że Polska jest tego najlepszym przykładem – zajmuje ostatnie miejsce w Europie pod względem dostępu do antykoncepcji. Jesteśmy na szarym końcu, za takimi krajami jak Bułgaria, Turcja czy Białoruś. Jak kobiety mają więc sobie radzić w tej sytuacji? Będą po prostu dokonywać aborcji w niebezpiecznych warunkach.

Zrobienie tego w 12. tygodniu czy na początku ciąży za pomocą tabletek jest jednak czymś zupełnie innym niż aborcja w 20. tygodniu. Drugi z tych przypadków wymaga hospitalizacji. Ale jeśli podczas zabiegu poza szpitalem coś pójdzie nie tak, to czy taka kobieta pójdzie do lekarza? Ze strachu przed konsekwencjami prędzej się wykrwawi. I tego najbardziej się obawiamy.

Ale chcę powiedzieć wszystkim kobietom, że Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny jest z nimi. Będziemy robić wszystko, by im pomagać. A te, które nie otrzymają żadnej pomocy, wesprzemy w dochodzeniu sprawiedliwości w międzynarodowych trybunałach, które w przeciwieństwie do Polski respektują prawa człowieka. Będziemy informować o lekarzach i lekarkach, którzy powiedzą prawdę o wynikach badań genetycznych. Uruchomimy dodatkową linię telefoniczną z dyżurami ginekolożek prokobiecych. Już wkrótce informacja na ten temat pojawi się w naszych mediach społecznościowych. Nie zostawimy kobiet w tej tragicznej sytuacji.

Czyjego życia broni w takim razie prawica?

Prawica w Polsce tak naprawdę w ogóle nie szanuje życia, bo dyskutujemy o nienarodzonym płodzie, a już o osobach z niepełnosprawnościami pozostawionych samym sobie czy przeciążonych i straumatyzowanych matkach – nie. Ba, nawet w czasie pandemii widać jak na dłoni, że życie ludzkie znaczy bardzo niewiele dla politycznych decydentów. Obserwowaliśmy to również podczas protestu rodziców i osób z niepełnosprawnościami w Sejmie. Patrzyliśmy na pogardliwy stosunek posłów do tych osób.

Teraz mamy do czynienia z państwem bezprawia. Rząd robi to, co mu się podoba, i wydaje na kobiety wyrok, którego my nie jesteśmy w stanie zaakceptować, ale lekarze będą zmuszeni go uznawać. Zwracam się do lekarek i lekarzy: bądźcie z nami w tych trudnych chwilach. Kobiety są waszymi pacjentkami i chcą wam ufać. A wiele z nich już szuka ginekologów poza granicami Polski. Czekamy na wasze zgłoszenia do nas.

Co panią najbardziej oburzyło w trakcie posiedzenia sędziów Trybunału?

To, że sędziowie TK używają terminologii niezgodnie z jej znaczeniem, mówiąc chociażby o „praktykach eugenicznych”. W trakcie słuchania wszystkich wystąpień miałam wrażenie, że wyrok właściwie zapadł na samym początku, bo eugenika była tam odmieniana przez wszystkie przypadki. Padały wypowiedzi, które nie były niczym innym jak tylko kpinami z kobiet. „Nie możemy uzależniać prawa do życia dziecka chorego od komfortu i wygodnego życia” – brzmiało uzasadnienie wyroku. Czy oni zdają sobie sprawę z tego, co mówią i jak okrutnie lekceważą kobiety? Każdą z osób, która uważa aborcję z powodu wad płodu za wygodnictwo, wysłałabym na minimum 2-tygodniowy pobyt do domu opieki nad dziećmi z niepełnosprawnościami albo do matki takiego dziecka, która dzięki temu przynajmniej miałaby chwilę wytchnienia.

Uważam, że to, co wydarzyło się w TK, jest skandalem na skalę międzynarodową. Oto w centrum Europy, w kraju, który jest członkiem UE, ponad połowę społeczeństwa traktuje się jak przedmiot do noszenia ciąży. Jak można zmuszać dorosłą osobę do tego, żeby w bezwzględnie każdej sytuacji rodziła? To są tortury. Słyszymy, że lekarze będą rozpatrywali indywidualnie każdy przypadek, a więc zdecydują, czyje życie jest bardziej wartościowe i kogo ratować w sytuacji zagrożenia. Teraz wiemy na pewno, że nie będzie to matka, choć na rozprawie TK tyle razy padało stwierdzenie o „nadrzędności życia”. Życie i zdrowie kobiet najwyraźniej nie mają żadnej wartości dla sędziów. Może będą miały dla lekarzy? Jednak teraz akademie medyczne powinny kształcić na potęgę nie tylko ginekologów, ale też psychiatrów.

A dług polityczny spłacą kosztem praw kobiet

Dlaczego?

Bo kobiety psychicznie nie wytrzymają tej sytuacji. Będą się bały zachodzić w ciążę. A te, które urodzą, wykończy trauma po stracie kilkudniowego niemowlęcia albo tytaniczny wysiłek przy opiece nad niepełnosprawnym dzieckiem. Gdzie tu jest pomoc państwa? Kończy się ona w momencie urodzenia dziecka. Potem radź sobie sama. Sama, bo partnerzy często w takich sytuacjach odchodzą. Warunki życia stają się koszmarne. To stąd biorą się te tysiące zrzutek w internecie na chore dzieci, na ich operacje, rehabilitacje, ale i podstawowe środki do życia. Jedne kobiety wytrzymują w tym kieracie rok, inne pięć lat. Są takie, które jakoś dociągają do 15. roku życia dziecka i potem zwyczajnie opadają z sił, więc muszą oddać je do domu opieki społecznej. A tam opiekunowie i opiekunki mają do rozdysponowania dwie pieluchy na każde dziecko (łącznie z tymi dorosłymi) dziennie. Miałam okazję przebywać w takim miejscu. Skończyło się to dla mnie wieloma bezsennymi nocami i dźwiękiem, którego nie zapomnę nigdy. Jeden wielki ryk bólu dziesiątków poskręcanych ciał. Tak będzie krzyczeć świat, który urządza nam prawica.

Pandemia podrzuca kobietom dodatkowe argumenty, żeby nie rodzić dzieci

***

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego będzie obowiązywał w polskim prawie po ogłoszeniu go w Dzienniku Ustaw. Jak przypomina nasza rozmówczyni, wciąż działa stare prawo. Federacja na rzecz Kobiet i Posiadania Rodziny nadal pomaga kobietom. Jeśli nie możecie mieć aborcji z powodu wad płodu w Polsce, skontaktujcie się z przedstawicielkami Federacji. Telefon działa codziennie: +48 501 694 202.

Kobiety mogą też uzyskać pomoc od Aborcji bez Granic: nr tel. +48 22 292 25 97.

Jeśli chcesz porozmawiać o aborcji lub jej potrzebujesz, możesz napisać do Kobiet W Sieci albo zadzwonić na infolinię pod numer: +48 22 292 25 97, czynny 7 dni w tygodniu, od 8.00 do 20.00. Pamiętaj, nie jesteś sama!

**

Krystyna Kacpura jest dyrektorką wykonawczą Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, członkinią Sexual Rights Initiative, European Society for Contraception and Reproductive Health oraz Rady Programowej Kongresu Polek.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Paulina Januszewska
Paulina Januszewska
Dziennikarka KP
Dziennikarka KP, absolwentka rusycystyki i dokumentalistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze o kulturze, prawach kobiet i ekologii.
Zamknij