Kraj

Czy Kaczyński pójdzie na całość?

Kaja Puto. Fot. Jakub Szafrański

Nastroje w policji są dość beznadziejne. Nie chcą tam wojny domowej. Na rozkaz brutalnego rozgonienia strajkujących kobiet policyjne „doły” mogłyby zareagować buntem lub przynajmniej masowo branym L4.

Jak donosi „Gazeta Wyborcza”, Jarosław Kaczyński jako wicepremier ds. bezpieczeństwa chciał, aby policja uznała strajki kobiet za nielegalne i siłowo je rozpędziła. Sprzeciwić się temu rozkazowi miał szef MSWiA Mariusz Kamiński oraz komendant główny policji Jarosław Szymczyk. „GW” poinformowała w poniedziałek rano, że Szymczyk może za to stracić posadę, a kilka godzin później – że dogadał się z PiS-em i policja zaostrzy kurs wobec protestujących. Ale w Polsce Białorusi i tak raczej nie będzie – z dość prozaicznych przyczyn.

Chodzi nie tylko o polityczne podziały i polaryzację wśród funkcjonariuszy – choć oczywiście nie jest to branża od nich wolna. Po wyroku TK media donosiły o mniej lub bardziej anonimowych głosach wsparcia dla protestów kobiet ze strony policjantów i policjantek; z drugiej strony nie brakowało też doniesień o brutalnych zachowaniach służb wobec demonstrantów.

Można spekulować, jakie poglądy dominują wśród „dołów” (zapewne bardziej konserwatywne, bo w końcu sam koncept ochrony porządku jest konserwatywny), ale w gruncie rzeczy nie ma to aż takiego znaczenia. Po kilku latach służby w prewencji emocje zastępuje rutyna. Na hasła wykrzykiwane przez jednych czy drugich demonstrantów większość policjantów reaguje obojętnością. Wyobrażam sobie, że to podobny mechanizm co ten, który sprawia, że po większości publicystów (przynajmniej tych bez przerośniętego ego) hejty spływają jak woda po kaczce.

Nie od razu trzeba ludzi aresztować – rozmowa z Piotrem Niemczykiem

Mimo to policyjne „doły” nie chcą wojny domowej. Pośmialiśmy się z postów viralujących w policyjnych bańkach, w których obrażeni policjanci rzewliwie apelują do „plujących na ich mundury”, by przypomnieli sobie, kto „rzuci się w otchłań morską, żeby uratować czyjeś życie”, lub odgrażają się, że przestaną łapać złodziei. Ale posty te – pomijając ich doskonały memiczny potencjał – w gruncie rzeczy dobrze oddają nastroje, o których można poczytać na licznych policyjnych forach i o których podczas warszawskich protestów rozmawiałam z wieloma policjantami. A są to nastroje dość beznadziejne.

Główny problem to braki kadrowe. Policja zmagała się z nimi już wcześniej, ale w obliczu pandemii doszły do tego liczne zwolnienia chorobowe i kwarantanny (według informacji „Gazety Wyborczej” dotyczy to obecnie ok. 6 tysięcy funkcjonariuszy). Nie ma komu pracować, a wielu spośród tych, którzy pracują, boi się przywlec wirusa do domu i odczuwa coraz większe zmęczenie i frustrację. Tymczasem protestów nie brakuje – oprócz kobiet w ostatnich tygodniach protestowali chociażby koronanegocjoniści, rolnicy, restauratorzy, a niebawem ma się odbyć Marsz Niepodległości.

Rząd próbuje pocieszyć oddziały prewencji 500-złotowym dodatkiem do pensji od 1 stycznia, ale to z kolei budzi niezadowolenie pozostałych policjantów.

Negatywnym echem odbiło się też wśród funkcjonariuszy zawieszenie sześciu żoliborskich policjantów, którzy nie dopilnowali płotu Kaczyńskiego, na którym zawisł napis „wypierdalaj”, a także wezwanie wicepremiera do cywilnej ochrony kościołów.

Nie ma co fantazjować o „zrzucaniu mundurów”

To właśnie z tych powodów – jak donosi „Wyborcza” – komendant Szymczyk postawił się Kaczyńskiemu. „Doły” są niezadowolone i na rozkaz brutalnego rozgonienia strajkujących kobiet mogłyby zareagować buntem lub przynajmniej masowo branym L4. Tymczasem skala demonstracji w całej Polsce była tak ogromna, że nawet gdyby policja użyła wszelkiej dostępnej im przemocy, mogłaby sobie z nimi nie poradzić, tym bardziej że nie było skąd ściągać pomocy, bo prewencja potrzebna była wszędzie.

Oczywiście policja to hierarchiczna struktura i nie ma co fantazjować o „zrzucaniu mundurów”: jeśli Szymczyk pójdzie na ostro, duża część policjantów po prostu wykona rozkazy. Po tym, jak rząd nie opublikował wyroku TK – ale też po prostu z powodu zmęczenia – protesty osłabły, więc ich skala nie będzie już dla policji takim problemem. Tylko że to chwilowe rozwiązanie, bo każda grubsza przemoc policji z rozkazu Kaczyńskiego doprowadzi do ponownej eskalacji nastrojów i powtórki z rozrywki. Wtedy pozostanie pomoc wojska, która tylko wzmocni społeczną furię przez oczywiste skojarzenia z ejtisami.

To nie są protesty, to jest rewolucja. Jarosław Kaczyński został upokorzony [podcast]

Siłowa rozprawa ze strajkiem kobiet będzie dla Kaczyńskiego tym trudniejsza, że jest on w swojej walce politycznie osamotniony. Sprzeciwia się takiemu rozwiązaniu nie tylko szef MSWiA i spora część polityków PiS-u, ale i znacząca większość społeczeństwa. Rozwiązywanie protestów kobiet przez policję i inne służby według badań United Surveys dla RMF FM i „DGP” popiera zaledwie 6 proc. Polaków.

Dodajmy, że PiS po przegranej Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich stracił jedynego ważnego sojusznika i wiele wskazuje na to, że ze swoich antydemokratycznych poczynań będzie musiał się niedługo tłumaczyć również przed ukochanymi Stanami.

Czy Kaczyński pójdzie na całość? Wątpię, bo jak wyżej. A jeśli jednak pójdzie, to źle się to dla niego skończy. No, chyba że ulicy wyczerpały się już siły na solidarność. Tak czy inaczej warto pamiętać, że „rewolucja jest kobietą”, ale i naburmuszonym tweetem Polskiej Policji.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Kaja Puto
Kaja Puto
Reportażystka, felietonistka
Dziennikarka i redaktorka zajmująca się tematyką Europy Wschodniej, migracji i nacjonalizmu. Współpracuje z mediami polskimi i zagranicznymi jako freelancerka. Związana z Krytyką Polityczną, stowarzyszeniem reporterów Rekolektyw i stowarzyszeniem n-ost – The Network for Reporting on Eastern Europe. Absolwentka MISH UJ, studiowała też w Berlinie i Tbilisi. W latach 2015-2018 wiceprezeska wydawnictwa Ha!art.
Zamknij