Kraj

Jak i gdzie pęka Zjednoczona Prawica

Niezależnie od tego, co się stanie z Nowym Ładem, Zjednoczona Prawica będzie dalej pękać. Z dwóch powodów. Po pierwsze, wyraźnie widać dziś odrębne wizje, jakie wyartykułowały się w ramach koalicji rządzącej.

Zjednoczona Prawica pęka – nie trzeba szczególnie uważnie obserwować polskiej polityki, by to zauważyć. Co najmniej od wyborów parlamentarnych z 2019 roku obóz władzy kroczy od kryzysu do kryzysu, od jednego konfliktu do drugiego. Jesienią 2019 konflikt dotyczył zniesienia limitu 30-krotności składki na ZUS, wiosną 2020 roku wyborów pocztowych, jesienią „piątki dla zwierząt” i unijnego budżetu, na początku tego roku sytuacji w Porozumieniu – wiadomo, że prawdziwym antagonistą Jarosława Gowina nie jest Adam Bielan, ale Jarosław Kaczyński.

„Czy po nas już tylko czarna dziura zostanie?” Rolnicy patrzą w przyszłość

Przez cały ten okres Solidarna Polska próbowała zachodzić PiS w sprawach światopoglądowych z prawej flanki, ustawiając się jako frontowa partia radykalnie prawicowej wojny kulturowej.

Będzie pękać dalej

Nic nie wskazuje, by ten proces miał się zatrzymać w najbliższym czasie. Spornych obszarów, które łatwo mogą stać się frontami ostrych politycznych konfliktów, jest kilka.

Po pierwsze, ratyfikacja Funduszu Odbudowy Unii Europejskiej, czemu twardo sprzeciwia się Ziobro i jego partia. W Funduszu i zasadzie „unijne pieniądze za praworządność” widzi zagrożenie dla polskiej suwerenności.

Po drugie, wybory prezydenta Rzeszowa. Odchodzący, kiedyś związany z SLD prezydent Tadeusz Ferenc, poparł Marcina Warchoła, wiceministra sprawiedliwości z Solidarnej Polski. Warchoł złożył rezygnację z członkostwa w SP – podobnie jak Patryk Jaki przed wyborami prezydenckimi w Warszawie – i zapowiedział start. PiS niespecjalnie pali się do poparcia tej kandydatury.

Kolejny obszar to transformacja energetyczna. Ziobryści budują swoją polityczną pozycję jako partia obrony polskiego węgla.

Wreszcie, na koniec trzeba wspomnieć o Nowym Ładzie. Nie bardzo wiemy, jak ma dokładnie wyglądać, wiemy, że ma być kluczowym politycznym i gospodarczym programem rządu na czas po pandemii. Ponieważ twarzą Nowego Ładu jest premier Morawiecki, Solidarna Polska – od dawna dążąca do zmiany premiera – nie może go po prostu poprzeć. Według informacji OKO.press i „Gazety Wyborczej” projekt Nowego Ładu ma zakładać głęboką przebudowę systemu podatkowego, co może z kolei spotkać się ze sprzeciwem Porozumienia, partii tradycyjnie niechętnej podwyżkom podatków, zwłaszcza uderzających w zamożniejszych wyborców – konserwatywne wyższe warstwy klasy średniej to docelowy elektorat tej partii.

Jak dalece te wszystkie konflikty są poważne? Czy mogą zagrozić spoistości rządzącej koalicji? To zależy, o jakim sporze mówimy. Koalicja połączona tak potężnymi interesami jak Zjednoczona Prawica raczej nie rozpadnie się z powodu Rzeszowa. Tym bardziej że jak donoszą lokalne media, PiS wcale nie ma oczywistego kandydata lub kandydatki na stanowisko prezydenta miasta. Stratedzy partii rządzącej mają się zastanawiać, czy szyld PiS w mieście wojewódzkim – nawet tak prawicowym jak Rzeszów, gdzie PiS w ostatnich wyborach parlamentarnych zdobył 42,95 proc. głosów – nie będzie wręcz szkodził w wyborczym pojedynku i czy partia nie powinna poprzeć „kandydata obywatelskiego”.

Czy mógłby w jego roli wystąpić Warchoł? PiS bardzo by tego nie chciało, podobno rozważana jest raczej kandydatura obecnej wojewody podkarpackiej Ewy Leniart. Rozmowy z Ziobrą na ten temat jednak trwają – nawet jeśli spełzną na niczym i Leniart zmierzy się w wyborach z Warchołem, koalicja jakoś to przetrwa. Zwłaszcza jeśli opozycja nie przejmie przy okazji Rzeszowa – a na razie ta nie ma mocnej kandydatki lub kandydata.

To może ich realnie podzielić

Co innego z takimi kwestiami jak Fundusz Odbudowy, transformacja energetyczna czy Nowy Ład. To kwestie o decydującym znaczeniu dla państwa i politycznej oceny tej kadencji rządów Zjednoczonej Prawicy.

Bal na Titanicu, czyli jak Bełchatów odchodzi od węgla (choć jeszcze o tym nie wie)

Transformacja energetyczna jest jednym z najważniejszych stojących przed Polską wyzwań. PiS nigdy nie traktował go do końca poważnie, zawsze robił w tej sprawie tak mało, jak pozwalały mu na to międzynarodowe zobowiązania. Niemniej jednak 2 lutego tego roku rząd przyjął uchwałę o polityce energetycznej Polski do 2040 roku, zakładającą stopniowe odchodzenie od węgla, budowę elektrowni atomowej, zwiększenie udziału odnawialnych źródeł energii w polskim miksie energetycznym.

Jeszcze tego samego dnia w mediach pojawiło się oświadczenie Solidarnej Polski deklarujące, że jej ministrowie ani sama partia rządowego planu polityki energetycznej nie popierają. Ziobryści twierdzą, że plan oznacza zwiększenie uzależnienia Polski od rosyjskiego gazu i energii elektrycznej z Niemiec, a tym samym ograniczenie naszej suwerenności – nie tylko energetycznej. Polska, zdaniem partii Ziobry, powinna maksymalnie wykorzystać swoje zasoby węgla, także z powodów społecznych – dla wielu regionów polityka odchodzenia od węgla może bowiem, bez odpowiednich osłon, oznaczać katastrofę.

Taka różnica stanowisk w tak kluczowej kwestii radykalnie utrudnia, jeśli nie uniemożliwia wspólne rządzenie. Zwłaszcza gdy różnice nie ograniczają się do gadania, a pociągają za sobą realne polityczne działania.

Janusz Kowalski miał wylecieć z rządu nie za niemądre wypowiedzi wymierzone w Europę, czasem faktycznie zachęcające do polexitu, ale za to, że – jak pisał m.in. „Dziennik. Gazeta Prawna” – jeździł po należących do spółek skarbu państwa zakładach pracy, spotykał się ze związkowcami i namawiał ich do organizowania się przeciw polityce energetycznej rządu. Morawiecki i Kaczyński nie mogli na to zareagować inaczej niż dymisją. Solidarna Polska uznała ją za złamanie umowy koalicyjnej i zapowiada, że się odwinie.

Testem jedności Zjednoczonej Prawicy może okazać się głosowanie nad Nowym Ładem. Według informacji OKO.press Kaczyński chce projekt wykorzystać, by pokazać wszystkim, że to on i jego partia rządzą Zjednoczoną Prawicą. Dlatego koalicjanci mają być nieinformowani o szczegółach planu – dowiedzą się w momencie, gdy będzie od nich wymagane jego poparcie. Plan, według medialnych przecieków, ma zawierać między innymi podniesienie kwoty wolnej od podatku do 30 tysięcy złotych – nie wiadomo, czy dla wszystkich, czy tylko dla mniej zarabiających – oraz emeryturę bez podatku (do 2,5 tysiąca złotych). Tego typu zapisy wyglądają jak pułapka zastawiona na ziobrystów, którzy nie mogą wystąpić przeciw podobnym socjalnym posunięciom.

Co, jeśli koalicjanci znów stawać będą okoniem? Jeśli ziobryści odrzucą Nowy Ład przez energetykę, a Gowin ze względu na zmiany uderzające podatkowo w przedsiębiorców i dobrze zarabiających specjalistów? Według źródeł OKA Kaczyński ma mówić partnerom politycznym: „To jest program PiS i na pewno będzie on wdrożony. Jeśli pojawią się próby jego zablokowania, będzie to już nasz program wyborczy”. Można uwierzyć w tę groźbę. Kaczyński wie, że do wygrania kolejnych wyborów nie wystarczy wojna kulturowa, potrzebne jest odbicie gospodarki i obsługująca to nowa, wielka narracja – a tych ma dostarczyć Nowy Ład. Jeśli nie uda się go przyjąć, elektorat może uznać, że Zjednoczona Prawica sama wpadła w koleiny – jak często lubi mówić prezes PiS – „imposybilizmu” i niczego konkretnego już „nie dostarczy”.

Trzy wizje i dynamika rozpadu

Niezależnie od tego, co się stanie z Nowym Ładem, Zjednoczona Prawica będzie dalej pękać. Z dwóch powodów. Po pierwsze, wyraźnie widać dziś trzy odrębne wizje, jakie wyartykułowały się w ramach koalicji rządzącej.

Pierwsza to wizja Kaczyńskiego – PiS jako siła sanacyjna, mająca ostatecznie wyprowadzić państwo z postkomunizmu ku „demokracji narodowej”. Państwo w tej wizji ma być maksymalnie scentralizowane, ma w dalekim stopniu kontrolować życie obywatelskie, kulturalne i gospodarcze, ma być też zaangażowane we wspieranie konserwatywnego modelu polskości. Scentralizowane państwo bierze przy tym odpowiedzialność za te obszary, które poprzednia władza często realnie zaniedbywała – np. sprawy socjalne, materialny dobrobyt obywateli.

Polski węgiel gwiazdą międzynarodowego skandalu. Czesi pozywają nas za „Turów”

Druga wizja, kojarzona głównie z Morawieckim, to wizja konserwatywnej modernizacji, Polski jako Bawarii Europy. W tej wizji wspierany przez państwo narodowy kapitalizm radykalnie odmienia Polskę technologicznie i infrastrukturalnie, a jednocześnie społeczeństwo pozostaje głęboko konserwatywne, władza zaś odporna na „lewackie nowinki”. Innymi słowy: elektryczne samochody, e-recepty, polski Netflix, wyklęci i różaniec.

Trzecia jest wizja ziobrystów, a więc Polska jako państwo prowadzące otwartą wojnę przeciw zmianom kulturowym, które kilka dekad temu zaczęły się na „liberalnym Zachodzie”: prawom osób LGBT+, prawom kobiet, „ideologii gender” itd.

Trzaskowski z fanbazą, PiS z kiełbasą, i tylko Kosiniak miał czas pogadać

Czy tych wizji nie da się pogodzić? ZP udawało się to w okresie 2015–2019, a już zwłaszcza 2015–2017. Premier Szydło dbała o wizję socjalną, Morawiecki o modernizacyjną. Kwestie kulturowe były sprytnie podkręcane, ale i zwijane, gdy widać było, że nie służą Zjednoczonej Prawicy politycznie. Aktywność ziobrystów ograniczała się głównie do wymiaru sprawiedliwości. Całość spajała „sanacyjna” wizja Kaczyńskiego. Po wyborach w 2019 roku pojawiła się jednak zupełnie nowa dynamika polityczna, która nie tylko nie pozwala zgodnie funkcjonować różnym wizjom w ramach Zjednoczonej Prawicy, ale także zachęca tworzące ją podmioty, by eskalować najmniejsze różnice do rangi fundamentalnych sporów.

Co ją uruchomiło? Trzy czynniki. Po pierwsze, wyniki wyborów parlamentarnych jesienią 2019. PiS liczył na znacznie więcej, dostał tyle samo mandatów, ile zdobył cztery lata wcześniej, i utracił Senat. Jednocześnie liczba posłów obu „przystawek” wzrosła dwukrotnie, co relatywnie zwiększyło ich siłę w koalicji.

Po drugie, decyzja Jarosława Kaczyńskiego, by nie pozwolić Ziobrze i jego ludziom na powrót do PiS. Ziobro miał o to prosić aż dwukrotnie, ostatnio na wysokości poprzednich wyborów prezydenckich. Kaczyński nie chciał się zgodzić, uznając, że ziobryści zaczną mu przejmować partię od środka. Ziobro dobijał się do drzwi PiS, bo wie, że tylko będąc wewnątrz tej partii, może myśleć o przywództwie na całej prawicy. W sytuacji, gdy Kaczyński blokuje ten scenariusz, w interesie ziobrystów jest gra na wyraźne odróżnienie się od PiS i spozycjonowanie się jako jedyna prawdziwa, ideowa prawica. Wszystko po to, by zmęczony atakami z prawej strony prezes PiS uznał, że jednak lepiej mieć Ziobrę w środku niż na zewnątrz. W najgorszym wypadku wspólnie z Konfederacją Ziobro mógłby pewnie wejść do następnego Sejmu i czekać na rozpad pozbawionego władzy PiS i jakąś grę o przywództwo na rekonstruującej się pod wpływem klęski Kaczyńskiego prawicy. Nie jest to scenariusz nieprawdopodobny, ale też nie nierealny – przy różnicach w sprawach gospodarczych, których nikt w SP nie traktuje chyba serio, obie partie mogą dogadać się na gruncie wojen kulturowych i sprzeciwu wobec „dyktatu Brukseli”.

Trzeci czynnik to wybory pocztowe, które wykopały rów między Kaczyńskim a Gowinem. Na tyle głęboki, że ten sojusz raczej się już nie sklei, całkowity rozwód gowinowców z PiS jest kwestią czasu. Ostatni sondaż Wirtualnej Polski pokazuje, że hipotetyczna nowa konserwatywna koalicja – od Gowina, przez PSL, po konserwatystów z Platformy – mogłaby liczyć na 11,6 proc. poparcia. Nie zdziwiłbym się, gdyby przed następnymi wyborami podobna koalicja powstała. Ziobro ściąga PiS ku prawej ścianie, PO lekko przesuwa się w stronę liberalną, to zostawia miejsce dla nowego konserwatywnego centrum.

W jednym z odcinków starego MacGyvera tytułowy bohater zostaje potraktowany śmiertelną trucizną i ma sześć godzin na znalezienie antidotum. Podobnie jest z jednością Zjednoczonej Prawicy – trucizna stwarzająca śmiertelne zagrożenie dla jej jedności już została podana. Antidotum zdobyć będzie trudno, Gowin, Kaczyński i Ziobro nie mają też przemyślności MacGyvera. Najpewniej w następnych wyborach po prawej stronie zobaczymy trochę inną układankę partyjno-koalicyjną niż obecnie. Nie znaczy to jeszcze, że Kaczyński straci władzę, ale otwiera ciekawe polityczne możliwości.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Jakub Majmurek
Jakub Majmurek
Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) „Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej”.
Zamknij

Zapisz się na newsletter Krytyki Politycznej
i bądź na bieżąco