Kraj

Polski węgiel gwiazdą międzynarodowego skandalu. Czesi pozywają nas za „Turów”

Wynosimy na poziom międzynarodowy i unijny własne problemy z energetyką i przestarzałe podejście do współczesnych wyzwań. Kopalnia „Turów” nie tylko dokłada się do globalnego ocieplenia, ale też zabiera ludziom dostęp do wody pitnej – mówią nam Alina Pogoda z Polskiej Zielonej Sieci i Dominika Bobek z Frank Bold.

Spór o losy kopalni odkrywkowej węgla brunatnego „Turów” znajdzie swój finał w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Taką decyzję podjął rząd Republiki Czeskiej po tym, jak władze Zjednoczonej Prawicy miesiącami ignorowały apele o zaprzestanie wydobycia i podjęcie przez stronę polską dialogu w tej sprawie.

Chodzi o wodę

– Długo starałem się rozwiązać ten konflikt, nie wchodząc w sądowe utarczki – wyjaśnił Tomász Petrzíczek, szef czeskiego resortu spraw zagranicznych. Dziś wiemy, że to się nie udało. Polscy decydenci najwyraźniej próbowali grać na zwłokę, cierpliwość Czechów jednak wreszcie się skończyła, czym zaskoczyli nasz rząd niczym zima drogowców.

Pytany o „Turów” i skargę do TSUE rzecznik Ministerstwa Klimatu Aleksander Brzózka stwierdził, że on i jego resort dotąd wierzyli w „szansę na polubowne zakończenie sporu”. Tak naprawdę jednak strategię chowania głowy w piasek Polska stosuje od dawna. Już w zeszłym roku, gdy należącej do PGE GiEK odkrywce w Turowie miała wygasnąć koncesja, na wniosek spółki minister Michał Kurtyka zezwolił na to, by kopalnia mogła kontynuować swoją działalność przez sześć kolejnych lat. Teraz trwają starania o rozszerzenie tego okresu do 2044 roku. Wtedy pisaliśmy, że to pozwoliłoby zwiększyć powierzchnię odkrywki do ponad 3400 ha, a ilość wydobytego węgla – nawet do kilkunastu milionów ton.

Polski rząd jak Monty Python. Zielone światło kopalni daje minister klimatu

Te decyzje spotkały się z ostrym sprzeciwem obrońców przyrody, naukowców, a przede wszystkim mieszkańców i mieszkanek Czech. Kopalnia znajduje się bowiem na styku trzech granic: polskiej, czeskiej i niemieckiej, a przy tym szkodzi lokalnej społeczności, narażając ją na hałas, zagrożenia wynikające z zanieczyszczeń powietrza, zrujnowanie okolicznego krajobrazu, a nawet zniszczenia fundamentów domostw.

– Przede wszystkim jednak eksploatacja węgla wiąże się z utratą wody. Działalność górnicza powoduje odwodnienie terenu wokół odkrywki i powstawanie leja depresyjnego. Ostateczny efekt jest taki, że brakuje zasobów w warstwach wodonośnych, które są źródłem wody pitnej dla Czechów. W sumie dostęp do niej straciło już 30 tys. osób. Na skutek dalszej eksploatacji, czyli poszerzania wyrobiska, ta liczba może znacząco się powiększyć – przestrzega Alina Pogoda, ekolożka, inżynierka górnictwa i geologii oraz ekspertka Polskiej Zielonej Sieci.

Nasza rozmówczyni wskazuje, że utrata zasobów wodnych to jeden ze szczególnie ważnych i dotkliwych w skutkach aspektów katastrofy klimatycznej.

– Zasobów wody pitnej w Polsce i Europie jest coraz mniej i coraz częściej mówi się o poważnym kryzysie związanym z jej niedostatkiem i konieczności przywracania naturalnej retencji. Tymczasem działalność kopalń sprawia, że woda rzekami „ucieka” z eksploatowanego obszaru do morza. Mamy tu jednak do czynienia nie tylko z odwodnieniem górniczym i zagrożeniem suszą, ale także z zanieczyszczeniem środowiska. Woda, która rozlewa się na inne tereny i trafia do Bałtyku, jest skażona m.in. wysoką zawartością rtęci i innych metali ciężkich – wskazuje ekspertka.

Zamrozić „Turów”

W oficjalnym komunikacie czeski szef dyplomacji wskazał, że polscy decydenci, zezwalając na rozbudowę kopalni „Turów”, pominęli dobro obywateli i obywatelek Czech i nie uwzględnili oceny oddziaływania na środowisko, a zatem naruszyli unijne dyrektywy oraz bezpośrednio traktat o Unii Europejskiej. Wobec tego nasi sąsiedzi domagają się nie tylko zakończenia działalności wydobywczej, ale także wybudowania długiego na kilometr muru roślinnego i zastępczych źródeł wody (o wartości blisko 140 mln zł) na dotkniętym zniszczeniami obszarze oraz zadośćuczynienia za wyrządzone szkody. Te szacuje się na 260 mln zł.

„Ważna jest dla nas pomoc dziesiątkom tysięcy Czechów żyjącym przy granicy. Niestety, negocjacje prowadzone dziesięć dni temu w Warszawie nie potoczyły się tak, jak byśmy tego oczekiwali, stąd decyzja o pozwie” – stwierdził Tomasz Petrzíczek, odnosząc się do niedawnego bezowocnego spotkania obu stron w stolicy. Sprawiedliwości rząd czeski będzie więc dochodzić w Luksemburgu. Pozew trafi do TSUE prawdopodobnie w marcu. To pierwszy w historii całej Wspólnoty przypadek środowiskowej skargi na państwo członkowskie. Co oznacza to dla Polski?

Popkiewicz: Polska musi przestać trzymać się zębami węglowej futryny

– Trudno w tej chwili przewidzieć, czy i jakie konsekwencje TSUE wyciągnie wobec Polski. Niemniej jednak, jeśli przychyli się do stanowiska Czech i stwierdzi, że nasz kraj naruszył przepisy unijne, z pewnością zobowiąże rząd w Warszawie do tego, by w określonym terminie doprowadził sytuację w pobliżu kopalni do stanu zgodnego z prawem – mówi Dominika Bobek z międzynarodowej fundacji prawniczej Frank Bold.

– Nie możemy jednak liczyć na to, że decyzja TSUE poskutkuje natychmiastowym zamknięciem kopalni. Ta sprawa z pewnością rozciągnie się w czasie. Jednak Czesi zapowiedzieli już, że skorzystają ze środka tymczasowego polegającego na wstrzymaniu działania „Turowa” do momentu wydania wyroku – dodaje prawniczka.

Wszyscy patrzą

Na pewno sprawa przyciągnie uwagę całej Europy, bo – jak zauważa Anna Meres z Greenpeace Polska – to sytuacja bez precedensu.

„A jednocześnie nie jest ona zaskoczeniem – rząd na własne życzenie doprowadził do eskalacji tego konfliktu. Wydając pozwolenie na dalszą rozbudowę kopalni «Turów», ignorowano wszystkie uwagi obywateli i organizacji pozarządowych z Polski, Czech i Niemiec, wniesione przeciwko tej szkodliwej inwestycji. Rozwiązaniem jest jak najszybsze ogłoszenie przyspieszonej daty zamknięcia kompleksu energetycznego «Turów» oraz opracowanie planu sprawiedliwej transformacji regionu” – czytamy w komunikacie organizacji.

W podobnym duchu sprawę komentuje Dominika Bobek.

– Prawnie spór pomiędzy Polską a Czechami jest wyjątkowy, bo tego typu pozwy stanowią rzadkość. W Unii zazwyczaj to Komisja Europejska skarży przed Trybunałem któreś z państw członkowskich. Mamy więc przed sobą nietypowy i bardzo poważny konflikt pomiędzy dwoma krajami. Wynika on, co więcej, z naszego nieracjonalnego przywiązania do przestarzałych technologii węglowych, których użycie w dobie kryzysu klimatycznego i wodnego jest tym bardziej pozbawione jakiegokolwiek uzasadnienia – podkreśla nasza rozmówczyni, jednocześnie nie wyrażając nadziei na zmianę polityki klimatycznej rządu.

Do kwestii wyzwań związanych z globalnym ociepleniem Zjednoczona Prawica podchodzi przecież co najmniej lekceważąco. Część zarzutów, które postawią nam Czechy, może dotyczyć nieprawidłowości związanych z postępowaniem środowiskowym i procedowaniem decyzji w sprawie przedłużenia działalności kopalni. TSUE będzie musiało zbadać, czy Polska uwzględniła udział wszystkich stron, w tym strony czeskiej. Pierwsza możliwość naprawy tej sytuacji to przeprowadzenie postępowania od nowa i w taki sposób, by wziąć pod uwagę stanowisko każdego podmiotu, w tym Czech.

– Ale czy doprowadzi to do decyzji o szybszym wycofaniu się z dalszej eksploatacji węgla? Może przynajmniej na tym obszarze. Koncesja na wydobycie obowiązuje do 2026 roku, więc jeśli nie uda się jej cofnąć teraz, to istnieje szansa, że pozew do TSUE wpłynie na ewentualne starania dotyczące tzw. dużej koncesji dla „Turowa”, czyli wydłużenia jej działalności do 2044 roku – podsumowuje przedstawicielka Frank Bold.

**

ZEIT-Stiftung Ebelin und Gerd BuceriusMateriał powstał dzięki wsparciu ZEIT-Stiftung Ebelin und Gerd Bucerius.

 

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Paulina Januszewska
Paulina Januszewska
Dziennikarka KP
Dziennikarka KP, absolwentka rusycystyki i dokumentalistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze o kulturze, prawach kobiet i ekologii.
Zamknij