Kraj

12 rigczowych tez o „kryzysie uchodźczym”

Skupienie się wyłącznie na obronie granic i stawianiu murów bez prowadzenia aktywnej i przemyślanej polityki migracyjnej spowoduje jedynie eskalację przemocy – słupki graniczne ustąpią drutom i siatkom, siatki płotom, płoty murom, aż w końcu staną mury z wieżyczkami, z których będzie się strzelać do ludzi uciekających przed głodem i beznadzieją.

12 tez, które pozwolą rozmawiać o migracji i uchodźstwie, w szczególności o kryzysie humanitarnym na polsko-białoruskiej granicy, z zachowaniem rozumu i godności człowieka. Bez względu na to, czy się jest zwolennikiem przyjmowania uchodźców, czy szczelnego zamykania granicy.

1. Ludzie próbujący przekroczyć polsko-białoruską granicę nie są agentami reżimu Łukaszenki, tylko jego ofiarami

Decyzja o opuszczeniu domu i podjęciu próby przeniesienia się do innego kraju nie jest decyzją łatwą, nawet jeśli jest to migracja między sąsiadującymi krajami wewnątrz UE ze świadomością, że zawsze można wrócić, odwiedzić rodzinę, zaprosić znajomych do siebie. Zupełnie czymś innym jest jednak emigracja z Iraku czy Syrii do Europy.

Tam, gdzie ich zbierają i „gonią” z powrotem

Na polsko-białoruskiej granicy mamy do czynienia z sytuacjami, gdy ludzie decydują się na wyjazd całymi rodzinami, wraz z dziećmi, kobietami w ciąży i osobami w podeszłym wieku. Zostawiają za sobą dotychczasowe życie, często bez szans i nadziei na powrót, aby zaryzykować długą i niebezpieczną podróż do kompletnie nieznanego, oddalonego o tysiące kilometrów miejsca, nie mają pewności, że kiedykolwiek dotrą do celu. Nikt nie spienięża całego majątku i nie ryzykuje własnego życia i życia swoich dzieci po to, żeby wesprzeć lokalnego dyktatora w podsycaniu konfliktu z sąsiadami.

2. Kryzys migracyjny nie zaczyna się wtedy, kiedy na polskiej granicy pojawiają się tysiące osób próbujących dotrzeć do Unii Europejskiej. To tylko objaw kryzysu

Właściwe przyczyny obecnej sytuacji są dwojakiego rodzaju. Z jednej strony są to ogólne przyczyny migracji, do których należy zaliczyć wojny (także te, w których czynny udział brały polskie wojska), głód, katastrofy naturalne i prześladowania, które pchają ludzi do decyzji o opuszczeniu Iraku, Afganistanu czy Syrii.

Z drugiej strony bezpośrednią przyczyną tego konkretnego kryzysu granicznego jest polityka reżimu Łukaszenki, który umie obnażyć hipokryzję Unii Europejskiej w zakresie praw człowieka i destabilizując opinię publiczną, próbuje wymusić uznanie swojej władzy w Białorusi.

Obie kategorie przyczyn leżą poza polskimi granicami i dlatego rozwiązania problemu migracyjnego także należy poszukiwać poza strefą przygraniczną, a nie liczyć na to, że kryzys sam z siebie wygaśnie. Nie ma większego sensu wysyłać ludziom przy granicy SMS-ów o tym, że polska granica jest zamknięta – bo kiedy już tam dotarli, są w pułapce bez wyjścia, zależni od woli białoruskich mundurowych. Jeśli chce się chociaż częściowo ten kryzys rozwiązać, należy informować o sytuacji na granicy na początku migracyjnej drogi, zanim potencjalni migranci opłacą transport do UE szlakiem przez Polskę. Ważniejsze jest jednak podejmowanie takich działań, które doprowadzą do rozwiązania politycznego konfliktu z Łukaszenką.

3. Ludzie znajdujący się przy granicy w tzw. pasie śmierci między polskimi i białoruskimi służbami są w pułapce bez wyjścia

Jedyną szansą jest dla nich przekroczenie polskiej granicy. Zazwyczaj nic na nich nie czeka ani w Białorusi, ani w kraju pochodzenia, dlatego będą próbować przekraczać granicę aż do skutku. Wywożenie ich do lasu, czyli tzw. push-backi, jedynie eskalują problem, bo prowadzą do kumulowania się na granicy coraz większej liczby osób.

Ktoś wymyślił, że ceną za przekroczenie granicy może być śmierć z zimna i wycieńczenia

Jeśli pośród migrantów i uchodźców rzeczywiście znajdują się osoby stwarzające ryzyko dla bezpieczeństwa Polski, to wywożenie ich na stronę białoruską jest tym bardziej bezsensowne. Zamiast takie osoby zatrzymać, dajemy im bowiem kolejną szansę na przekroczenie granicy innego dnia, w innym miejscu.

Jeśli chcemy zmniejszyć presję na granicę, musimy zapewnić migrantom inną drogę: korytarz humanitarny, kontrolowane przejścia graniczne, zgodne z prawem procedury azylowe, a także możliwość powrotu do kraju pochodzenia. Nie dając tym ludziom żadnych szans na wyjście z sytuacji, stwarzamy coraz większe zagrożenie dla ich życia i pogłębiamy ich desperację.

4. Stosowanie prawa międzynarodowego to oznaka stabilności państwa, a gorączkowe reakcje ujawniają jego słabość

Od początku kryzysu do poradzenia sobie z bezpośrednimi skutkami przekraczania polskiej granicy wystarczyło stosowanie procedur azylowych, które pozwoliłyby kontrolować osoby wkraczające na teren Polski, weryfikować ich tożsamość, udzielać pomocy humanitarnej i azylu potrzebującym, a odsyłać osoby niepożądane. Wzięcie tych osób pod opiekę strony polskiej jednocześnie wyłączałoby je spod wpływu białoruskich służb.

Rząd normalizuje stan wyjątkowy. Chce zamknąć opozycji usta

Takie postępowanie byłoby także realizacją międzynarodowych konwencji i pokazywało Polskę jako stabilne państwo, które stosuje przewidziane prawem procedury. Tymczasem polskie władze wybrały przeciwną opcję: zareagowały panicznie, łamią prawo, ignorują istniejące procedury i zobowiązania, a następnie gorączkowo naginają prawo (stan wyjątkowy i jego bezzasadne przedłużenia) lub wprowadzają nową ustawę, sprzeczną z prawami człowieka i ratyfikowanymi przez Polskę konwencjami. Przepchnięcie w trybie przyspieszonym ustaw sankcjonujących wywózki i ustanawiających protezę stanu wyjątkowego to wyraźny dowód na sprzeczne z prawem i Konstytucją RP działania władzy. Gdyby bowiem stosowano środki zgodne z istniejącymi przepisami, nie trzeba by było ich zmieniać.

5. Stosowanie takiej czy innej kategorii prawnej do osoby przekraczającej granicę nie unieważnia jej motywacji i nie odbiera jej praw człowieka

Dyskusja o tym, czy dana osoba jest uchodźcą, czy migrantem ekonomicznym, jest w istocie jałowym sporem, którym władza maskuje swoją bezwzględność wobec ludzi. Szczególnie widoczne jest to dzisiaj, kiedy twardy kurs uzasadnia się tym, że mamy do czynienia jedynie z migrantami ekonomicznymi, a jednocześnie ogłasza się, że nie przyjmujemy wniosków azylowych, nie weryfikujemy tożsamości osób i zamykamy istniejące przejścia, nie dając nikomu możliwości legalnego przekroczenia granicy.

Po ludziach zostały rzeczy [reportaż z granicy]

czytaj także

Trzeba jednak podkreślić, że odmowa uznania kogoś za uchodźcę nie oznacza, że osoba ta traci prawo do poszukiwania lepszego życia dla siebie i dla rodziny. Osoby przebywające w obozach dla uchodźców, gdzie nie spadają im na głowę bomby, nie wiodą bezpiecznego życia, a raczej wegetują bez przyszłości. Ucieczki z krajów „bezpiecznych” według prawa międzynarodowego (na przykład z Turcji) do krajów UE są z humanitarnego punktu widzenia zrozumiałe i uzasadnione, bo każdy człowiek ma prawo szukać bezpieczeństwa i szczęścia, bez względu na kolor skóry, obywatelstwo, wyznanie czy wiek.

6. Za rozmiar nielegalnej migracji odpowiada brak migracji legalnej

Wiele z osób przybywających na polsko-białoruską granicę ma świadomość, że robi to nielegalnie, opłacając przemytników działających na szlaku migracyjnym. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że w ich przypadku migracja zarobkowa czy nawet ucieczka przed wojną nie są takie proste jak migracja wewnątrz UE. Możliwość ubiegania się o pracę i bezpiecznej, legalnej migracji do praktycznie dowolnego miejsca na świecie jest przywilejem mieszkańców krajów bogatej, białej Północy, do której Polska się zalicza. (W tym miejscu warto zauważyć, jak szalenie krótka jest pamięć polskiego społeczeństwa, którego duża część wciąż pamięta, że nie tak dawno samo posiadanie paszportu było przywilejem dla wybranych).

To, że możemy obecnie tak łatwo wyjeżdżać do innych krajów europejskich czy do rozwiniętych gospodarek amerykańskich, azjatyckich lub afrykańskich, jest tak samo niezależne od naszych zasług, jak nie jest winą ludzi koczujących w przygranicznych lasach to, że nie dano im żadnych szans na legalną migrację do państw bogatej Północy.

7. Jeśli godzimy się na przemoc na granicy, doświadczymy jej również na własnej skórze wewnątrz kraju

Stosowanie przemocy przez Polskę wobec osób przekraczających granicę, wywożenie dzieci i chorych do lasu, przerzucanie ciężarnych kobiet przez druty i utrudnianie udzielania pomocy humanitarnej jest już dobrze udokumentowane. Jeżeli te udokumentowane praktyki spotkają się z akceptacją, a nie z konsekwencjami, to wkrótce taka przemoc wejdzie do stałego repertuaru działań władzy publicznej.

Przykładem jest choćby brutalne zatrzymanie dziennikarzy, za które żołnierzy nie tylko nie ukarano (mimo istniejących nagrań dźwiękowych dokumentujących przebieg wydarzenia), ale wręcz nagrodzono. Funkcjonariusze dostali sygnał, że mogą swobodnie przekraczać granice swoich uprawnień, jeśli tylko działają zgodnie z wolą polityczną rządu.

Mediów na granicy nie będzie, bo manipulują. A służby nikogo nie zostawiają w lesie

Nie dziwmy się więc, jeśli wkrótce będziemy obserwować coraz większą brutalność służb także i wewnątrz kraju, na przykład przy okazji rozganiania protestów przeciwko władzy czy zatrzymań przeciwników politycznych.

8. W prymitywnym mordobiciu mamy więcej do przegrania

Bezlitosne i brutalne traktowanie osób próbujących przekroczyć granicę, w tym także kobiet, dzieci, osób chorych, z niepełnosprawnościami czy starców, z pełną świadomością, że w lesie grozi im śmierć, znacznie bardziej obciąża stronę polską niż białoruską, nawet jeśli praktyki tej drugiej są jeszcze gorsze.

Łukaszenka jest odbierany jako dyktator sprawujący władzę w reżimie urągającym demokracji, chodzący na pasku Kremla, obłożony sankcjami międzynarodowymi. Nikt nie spodziewa się humanitarnego postępowania po Łukaszence, który ma tak złą reputację w opinii międzynarodowej, że kolejne podłości niewiele mu szkodzą.

Polska natomiast chce być uważana (a przynajmniej należy mieć taką nadzieję) za kraj demokratyczny, szanujący ludzkie życie, przestrzegający praw człowieka, będący równorzędnym partnerem na arenie międzynarodowej dla innych demokratycznych państw. Dlatego każda śmierć, do której przyczyniła się przemoc polskich służb, wielokrotnie bardziej szkodzi Polsce i wyrządza nam poważne szkody w polityce wewnętrznej i międzynarodowej. Reżim Łukaszenki osiąga swoje cele propagandowe poprzez eskalację konfliktu, w którym strona Polska zajmuje coraz bardziej bezwzględne stanowisko, odzierając się tym samym z wizerunku demokratycznego kraju szanującego prawa człowieka.

Jeden telefon Merkel do Łukaszenki obnażył słabość polityki zagranicznej PiS

Taki rozwój wydarzeń jest pożądany przez Kreml, który od wielu lat inspiruje i nagłaśnia zdarzenia mające przekonać europejską opinię publiczną, że Polska to rasistowska, homofobiczna, antysemicka barbaria, która bardziej pasuje do „dzikiego Wschodu” niż do „cywilizowanego Zachodu”. Jednocześnie ukazuje rosyjskiemu społeczeństwu hipokryzję Zachodu, który chętnie poucza Rosję o prawach człowieka, a jednocześnie gardzi życiem bezbronnych uchodźców. Polska ma tu znacznie więcej do stracenia.

9. Kryzysowi na granicy towarzyszy wojna informacyjna

Wprowadzenie stanu wyjątkowego i odcięcie dostępu do przygranicznych terenów niezależnym mediom, w tym mediom zagranicznym, powoduje, że kryzys postrzegany jest przez pryzmat pojedynku rządowych machin propagandowych. Polski rząd i kontrolowane przez niego media zapracowały na to, żeby nie mieć żadnej wiarygodności za granicą i niewielką wiarygodność w kraju, by wspomnieć choćby konferencję ministrów dotyczącą rzekomej zawartości telefonów osób, które próbowały przekroczyć granicę.

Polska przegrywa konflikt informacyjny nie dlatego, że białoruska propaganda jest tak silna, ale dlatego, że świadomie i celowo pozbawiliśmy się wiarygodnych relacji, które pochodziłyby od niezależnych mediów krajowych i zagranicznych oraz obserwatorów i agend organizacji międzynarodowych.

Białoruś stara się teraz lansować swój przekaz przez umiejętne przykuwanie uwagi zagranicznych mediów dopuszczonych do wydzielonych miejsc po swojej stronie granicy. Strona polska ogranicza się natomiast do rozpowszechniania propagandowych materiałów i informacji pochodzących od rządu oraz służb mundurowych, które wielokrotnie okazywały się kłamliwe.

Brak relacji niezależnych mediów, które mogłyby prezentować polski punkt widzenia jako rzetelną i wiarygodną informację, powoduje, że polskie społeczeństwo jest jeszcze bardziej podatne na fałszywe newsy i manipulacje. Limitowanie dostępu dziennikarzy do strefy przygranicznej przez uzależnienie prawa do ich obecności od decyzji lokalnego komendanta straży granicznej to już nie tylko pozbawianie się narzędzia do prowadzenia walki informacyjnej, ale także obciążenie wizerunkowe przywołujące na myśl najgorsze przykłady autokratycznych państw ograniczających działalność wolnych mediów.

10. Kryzys na polsko-białoruskiej granicy ma charakter międzynarodowy i tylko międzynarodowe środki pozwolą go rozwiązać

Odmowa wpuszczania na teren dziennikarzy i limitowanie dostępu do informacji same w sobie utrudniają umiędzynarodowienie konfliktu, ale jeszcze gorsze jest uporczywe uchylanie się od współpracy międzynarodowej. Ostatnio polski rząd zaczął nawet podważać wysiłki dyplomatyczne Niemiec, Francji i USA, podjęte przez te kraje wobec bierności polskiej dyplomacji.

Rząd stawia więc na swoisty „izolacjonizm”, a jednocześnie i próbuje rozpalić na nowo konflikt właśnie w chwili, gdy dzięki działaniom dyplomatycznym innych państw Łukaszenka wycofał największą grupę migrantów spod granicy. Tak jakby chciał nadrobić dotychczasową bierność i przykryć własną narracją rozmowy toczone z pominięciem Polski, przedstawić Polskę jako oblężoną twierdzę stojącą na straży Unii Europejskiej i NATO. Jednak lansowana w rządowych mediach ofensywa dyplomatyczna Polski wciąż nie wychodzi poza deklaracje, bo nadal nie sięgnięto po skuteczne środki wywierania nacisku na reżim Łukaszenki, choćby blokadę handlową czy transportową.

Kiedy polski rząd skupia się wyłącznie na warstwie narracyjnej konfliktu i koncentruje uwagę na formułowaniu górnolotnych deklaracji, w powstałą próżnię wchodzą inne kraje z konkretnymi działaniami dyplomatycznymi, które przygotowują zręby praktycznego rozwiązania konfliktu, na nasze własne życzenie wypracowywanego bez udziału Polski.

11. Nie mylmy międzynarodowego poparcia z usprawiedliwianiem

Fakt, że zarówno UE, jak i NATO udzielają Polsce poparcia w prowadzeniu polityki zamkniętych granic i organizowania wywózek, nie oznacza, że mają zamiar wziąć na siebie odpowiedzialność za sytuację na polsko-białoruskiej granicy. Podczas kryzysu migracyjnego z 2015 roku Unia próbowała uzgodnić relokację uchodźców do poszczególnych krajów i oprzeć to rozwiązanie na solidarnym podejściu krajów członkowskich. Ta opcja ostatecznie przegrała na rzecz podejścia indywidualnego, gdzie każdy kraj ma odpowiadać za radzenie sobie z presją migracyjną na własne granice.

Wyjęci spod prawa [rozmowa z Jackiem Leociakiem]

czytaj także

Wyjęci spod prawa [rozmowa z Jackiem Leociakiem]

Zofia Waślicka-Żmijewska, Artur Żmijewski

UE i NATO popierają polską politykę zamkniętych granic po to, aby oddalić od siebie problem migracji, ale nie miejmy złudzeń – milczenie w sprawie wywózek kobiet i dzieci na śmierć do lasu jest tylko wygodnym przymykaniem oczu. Wygodnym, bo kiedy w końcu kryzys na granicy polsko-białoruskiej zostanie dokładnie zbadany i oceniony, to nie będzie chętnych do wzięcia na siebie winy za śmierć ludzi w lasach, a z ust, z których dzisiaj płyną pochwały i wyrazy solidarności, popłynie krytyka, oskarżenia i odcinanie się od działań polskiego rządu. Polskich polityków mogą również czekać konsekwencje prawne: we Włoszech ruszył niedawno proces przeciwko byłemu wicepremierowi Matteo Salviniemu, który zamknął porty przed statkiem wiozącym uratowanych z morza uchodźców.

12. Kryzys na polsko-białoruskiej granicy to tylko przedsmak migracji

Wszystkie prognozy wskazują na to, że zjawisko migracji będzie wyłącznie przybierać na sile. W 2050 roku samych migrantów klimatycznych, zmuszonych opuścić swoje kraje z powodu niemożności biologicznego przetrwania, może być na świecie nawet 250 mln. Migrację odczujemy wszyscy, a jej skala będzie nieporównanie większa od obecnej.

Musimy już teraz przemyśleć politykę migracyjną, dostosować ją do zmieniających się warunków klimatycznych, sytuacji politycznej i toczących się lub możliwych konfliktów zbrojnych. Musimy przy tym uwzględnić także starzenie się naszego społeczeństwa i ciągły spadek przyrostu naturalnego.

Co więcej, polska polityka migracyjna nie jest nawet dostosowana do naszych obecnych potrzeb, kiedy w naszym kraju mieszka i pracuje już prawie 2 mln osób z Ukrainy, a migracja za pracą cały czas trwa (w 2020 roku wydano w Polsce 406,5 tys. pozwoleń na pracę dla cudzoziemców – sześciokrotnie więcej niż w 2015 roku).

Liczba uchodźców zmuszonych do poszukiwania nowego miejsca do życia będzie tylko rosnąć, a ignorując tego przyczyny, będziemy musieli mierzyć się ze skutkami. Dla zachowania proporcji warto uzmysłowić sobie, że Polska nie jest nawet na „pierwszej linii” odczuwania skutków migracji, a trwający kryzys jest niewielki w stosunku do utrzymującej się od wielu lat sytuacji krajów takich jak Grecja, Włochy, Turcja, czy nawet USA.

Erdoğan mówił o uchodźcach, że to bracia. Teraz mu płacimy, by ich nie wypuścił

Ignorowanie przyczyn migracji i świadomości, że będzie ona tylko narastać, a skupienie się wyłącznie na obronie granic i stawianiu murów bez prowadzenia aktywnej i przemyślanej polityki migracyjnej spowoduje jedynie eskalację przemocy – słupki graniczne ustąpią drutom i siatkom, siatki płotom, płoty murom, aż w końcu staną mury z wieżyczkami, z których będzie się strzelać do ludzi uciekających przed głodem i beznadzieją. Polityka murów, dronów i uzbrojonych po zęby żołnierzy, jeśli będzie jedyną odpowiedzią na wzrastającą migrację, skończy się prędzej czy później ludobójstwem. I to nie tylko na naszych granicach.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij