Gospodarka

Socjalem i pracą ludzie się bogacą

Wbrew rojeniom znacznej części liberałów świadczenia społeczne nie „zabijają inicjatywy” i nie „zniechęcają do pracy”. Jest odwrotnie – podpowiada to zdrowy rozsądek, a potwierdzają badania.

Klasycznym leitmotivem liberałów jest „wspieranie pracy, a nie socjalu”. Powraca on powraca jak bumerang niczym cytaty z Margaret Thatcher wrzucane przez polityków i polityczki Koalicji Obywatelskiej. Według nadwiślańskich liberałów praca i świadczenia socjalne kłócą się ze sobą, nie da się ich pogodzić. Albo praca, albo socjal – proszę wybierać. Świadczenia socjalne mają rzekomo zniechęcać do pracy i uniemożliwiać społeczeństwu bogacenie się, gdyż zabierają środki z rąk ludzi „produktywnych”, przekierowując je do tych „nieporadnych życiowo”, którzy je w jakiś sposób zmarnują, czyli najpewniej zgubią.

Przykładów nie trzeba daleko szukać. Uruchomiony właśnie przez Ryszarda Petru Instytut Myśli Liberalnej głosi, że zamierza promować „pracę, inicjatywę”, wbrew dominującej „narracji socjalnej”. Świadczenia społeczne mają więc zabijać inicjatywę, którą najlepiej promować, przypierając ludzi do muru i grożąc im głodem. W takich warunkach każdy szybciutko zacznie kombinować, jak tu nie umrzeć, dzięki czemu Polskę zaleje fala high-techowych start-upów zakładanych przez dotychczasowych bezrobotnych oraz matki samodzielnie wychowujące dzieci.

Ekonomia zero-jedynkowa

Dokładnie w tym duchu skonstruowano jedno z pytań w sondażu opublikowanym niedawno na portalu Ciekaweliczby.pl. Zapytano tam elektorat czterech głównych partii politycznych w Polsce, czy ludzie powinni bogacić się „dzięki swojej pracy”, czy „dzięki dodatkom socjalnym”, czy może jednak wszyscy powinni zarabiać „na podobnym średnim poziomie”. Jak widać, dobór odpowiedzi jest zupełnie kuriozalny. Trzecia możliwa odpowiedź w ogóle nie koresponduje z poprzednimi dwiema – jest odpowiedzią na pytanie z zupełnie innej beczki.

Co więcej, ja na przykład chciałbym zaznaczyć wszystkie trzy – ponieważ według mnie ludzie powinni bogacić się dzięki swojej pracy oraz dodatkom socjalnym, a wynagrodzenia powinny być względnie równe. Takiej możliwości niestety autorzy/autorki badania nie przewidzieli, więc trzeba wybierać – albo-albo. Niskie nierówności wykluczają się ze wzrostem dochodów z pracy, a te drugie z dodatkami socjalnymi. Właściwie według tego badania niskie nierówności wykluczają się też z dodatkami socjalnymi, ale na to już spuśćmy zasłonę milczenia.

Nosal-Ikonowicz: Walka z ubóstwem jest ważniejsza niż reprodukcja narodu

Głównym celem badania było rzecz jasna dowiedzenie, że elektorat PiS jest rzekomo głupszy i bardziej leniwy od pozostałych, bo aż jedna trzecia wyborców PiS (czyli dwa razy więcej niż w Lewicy, KO i u Hołowni) stwierdziła, że chciałaby równych zarobków. Przy okazji jednak badanie to przemyca do głów ankietowanych błędne przekonanie, że dochody z pracy, niskie nierówności oraz świadczenia społeczne są sobie przeciwstawne, jakby stanowiły elementy jakichś odrębnych modeli rozwoju. A przecież wiemy, że to nieprawda. Praktycznie wszystkie państwa europejskie prowadzą złożoną politykę społeczną, większość z nich stara się także ograniczać nierówności, a mimo to ludzie pracują tam za bardzo przyzwoite pieniądze.

Wbrew liberalnym opowieściom świadczenia socjalne, niskie nierówności i wzrost zamożności nie tylko da się pogodzić, ale te dwie pierwsze wręcz sprzyjają temu trzeciemu. Jeśli chcemy się szybciej bogacić, powinniśmy dbać o niski poziom rozwarstwienia ekonomicznego oraz stworzyć solidną siatkę zabezpieczenia socjalnego.

Dodatek do pensji

Najpierw zajmijmy się tak zwanym socjalem. Przede wszystkim, co chyba jest dosyć oczywiste, świadczenia socjalne w bezpośredni sposób zwiększają dochody ich beneficjentów, a więc siłą rzeczy podnoszą ich zamożność. Można utyskiwać, że dochody z socjalu są zależne od państwa i zawsze można je utracić, tylko że dokładnie to samo można powiedzieć o dochodach z pracy, które są zależne od pracodawcy i również mogą niespodziewanie (i bez winy pracownika) ustać. Wpływ świadczeń społecznych na wzrost zamożności docelowych grup najlepiej zobrazować, analizując wpływ programu 500+ na strukturę dochodową polskich gospodarstw domowych.

Według analizy ośrodka CenEA „wycofanie świadczenia 500+ spowodowałoby istotną zmianę relatywnej pozycji rodzin z dziećmi w rozkładzie dochodów, znacząco zwiększając liczbę dzieci w najniższych grupach dochodowych”. Gdyby nie 500+, w dolnych 20 proc. gospodarstw domowych żyłoby 1,2 mln dzieci zamiast obecnych 795 tys. „Na przykład 72 tys. dzieci, które są obecnie w piątej grupie decylowej, przy wycofaniu świadczenia byłyby w trzeciej, a kolejne 384 tys. dzieci z piątej grupy – w czwartej” – czytamy dalej. Wpływ 500+ na dochody rodzin z dziećmi widać nawet w najwyższych grupach dochodowych. Obecnie w 20 proc. rodzin z najwyższymi dochodami mieszka 1,6 mln dzieci. Gdyby zlikwidować 500+, w górnych 20 proc. gospodarstw domowych mieszkałoby tylko 1,4 mln dzieci.

Czy da się znieść ubóstwo ustawą? (Spojler: tak, to proste)

Jak widać, świadczenia na dziecko zwiększają zamożność wszystkich, także klasy średniej oraz klasy wyższej. Oczywiście, środkowe oraz najwyższe grupy dochodowe utrzymują się przede wszystkim z pracy, jednak świadczenia społeczne istotnie zwiększają ich dochody, skoro następują tak wyraźne przesunięcia. Właśnie w tym celu uruchamia się transfery – żeby zwiększać dochody wybranych grup, w tym przypadku dzieci, których dobrostan jest szczególnie istotny w kontekście przyszłego rozwoju Polski i ogólnego postępu społecznego. Świadczenia socjalne nie mają więc zastępować dochodów z pracy, tylko je uzupełniać. Na przykład w okresie wychowywania dziecka, które się wiąże z drastycznie wyższymi wydatkami. Za pomocą świadczeń socjalnych przekierowuje się część powstałych w gospodarce dochodów w te miejsca, w których są one szczególnie potrzebne. W żaden sposób nie kłóci się to z osiąganiem dochodów z pracy.

Wyższe nierówności, niższy wzrost

Świadczenia socjalne mogą też bezpośrednio i pośrednio wpływać na wzrost gospodarczy, a więc także na poziom zamożności. Bezpośredni impuls prowzrostowy wydatków socjalnych nie jest specjalnie duży, ale istnieje. Davide Furceri i Aleksandra Zdzienicka na podstawie danych z państw OECD z lat 1980–2005 doszli do wniosku, że przeciętne zwiększenie wydatków socjalnych o 1 proc. zwiększa wzrost PKB o 0,1 punktu proc. Uwzględniając udział wydatków społecznych w PKB, przeciętny mnożnik wynosi 0,6. Jednak wpływ wydatków socjalnych na wzrost PKB jest wyższy w okresach recesji, co oznacza, że są one skutecznym sposobem walki z kryzysami.

Holender Emile Cammeraat przeanalizował wpływy konkretnych rodzajów wydatków społecznych na ubóstwo, nierówności i wzrost PKB. Większość wydatków społecznych miała nieistotny wpływ na wzrost – nie licząc wydatków na świadczenia rodzinne, których zwiększenie o 1 punkt proc. w relacji do PKB przyspieszało wzrost o 0,6 punktu proc. Ten efekt dotyczy w szczególności wydatków na politykę mieszkaniową. Zwiększenie świadczeń mieszkaniowych o 1 punkt proc. w stosunku do PKB podbijało wzrost gospodarczy o 1,2 punktu proc. Co oczywiście związane jest z tym, że środki te trafiały bezpośrednio do branży, która potrafi generować znaczną część wartości dodanej.

Wpływ świadczeń socjalnych na zamożność społeczeństwa jest też jednak pośredni. Ich skutkiem jest zmniejszenie nierówności ekonomicznych. Według Cammeraata zdecydowanie najskuteczniej robią to wydatki na świadczenia rodzinne, a na drugim miejscu znalazły się wydatki na renty i emerytury. Tymczasem nierówności hamują wzrost gospodarczy. Według dosyć głośnej publikacji OECD Does income inqeuality hurt economic growth wzrost nierówności liczonych wskaźnikiem Giniego o 3 punkty, jaki miał miejsce w OECD w latach 1990–2010, spowodował ograniczenie rocznego wzrostu gospodarczego o 0,35 punktu proc., co na koniec okresu dało skumulowaną stratę wynoszącą 8,5 proc. Spośród 19 przeanalizowanych państw jedynie w trzech wzrost nierówności nie zahamował wzrostu gospodarczego. Największe straty gospodarcze nierówności wywołały w Nowej Zelandii, Wielkiej Brytanii i Meksyku.

Polityka społeczna Schrödingera, czyli jak podnieść podatki bez podnoszenia podatków

Proaktywne działanie socjalu

Świadczenia społeczne doskonale wspierają więc bogacenie się społeczeństwa. Zmniejszając nierówności, pobudzają wzrost gospodarczy przez skierowanie części krajowego dochodu do tych grup, które mają niezaspokojone potrzeby konsumpcyjne. Grupy te wydają redystrybuowane środki w kraju, zamiast lokować je na zagranicznych lokatach bankowych, co daje gospodarce impuls popytowy. Według przytaczanej wyżej publikacji OECD spadek wzrostu gospodarczego wynika z relatywnej pauperyzacji dolnych 40 proc. społeczeństwa. Świadczenia społeczne skutecznie niwelujące negatywne skutki nierówności muszą więc być znacznie szerzej dystrybuowane niż klasyczna pomoc socjalna. Muszą trafiać także do niższej klasy średniej, która przecież regularnie pracuje. W takiej sytuacji przeciwstawianie socjalu pracy jest archaiczne. Nowoczesny socjal powinien trafiać także przynajmniej do części pracujących, uzupełniając ich dochody.

Poza tym świadczenia społeczne mają działanie proaktywne. Cammeraat przywołuje szereg badań, z których wynika, że zwiększają one skłonność do ryzyka w społeczeństwie, dając pewną poduszkę finansową w razie poniesienia porażki. A to może skłaniać do rozwijania się w nieoczywistych kierunkach, zakładania firm i pogłębiania swojej wiedzy w obszarach, które nie wiążą się z pewną gratyfikacją finansową. Zwiększenie skłonności do ryzyka podwyższa krajową produktywność, podobnie zresztą jak ograniczenie ubóstwa. „Ubóstwo negatywnie wpływa na zdrowie, wydajność pracy, a nawet zdolności poznawcze mózgu. W związku z tym zmniejszenie ubóstwa poprawia potencjał ludzi ubogich, a tym samym zwiększa wydajność i wzrost PKB” – wskazuje Holender. Doskonałym przykładem tego mechanizmu są Finlandia i Dania. Mają one odpowiednio pierwsze i trzecie pod względem wysokości wydatki na bezpieczeństwo socjalne w UE. Równocześnie te niewielkie państwa w najnowszym Global Innovation Index zajęły odpowiednio siódme i szóste miejsce wśród najbardziej innowacyjnych gospodarek świata.

Guy Standing: Dochód podstawowy pozwala mówić „nie”

Doszukiwanie się sprzeczności między pracą i socjalem jest więc przejawem wyjątkowo prostackiego sposobu myślenia. Oczywiście polityka społeczna może być lepsza i gorsza. Warto ją poddawać rzetelnej krytyce. Sama w sobie jednak nie ma ona charakteru dezaktywizacyjnego. Dość powiedzieć, że w ostatnich latach, gdy uruchomiono w Polsce bezprecedensowe transfery społeczne, zanotowaliśmy też bardzo szybki wzrost zatrudnienia osób w wieku 20–64 lata, do najwyższego w historii poziomu niecałych 74 proc.

W państwie rozwiniętym dochody z pracy i świadczenia społeczne świetnie ze sobą współgrają, wspólnie zwiększając dobrobyt w bardziej egalitarny sposób, niż robiłby to sam rynek. Tak więc, zamiast piętnować pisowski socjal, rozsądniej byłoby zaproponować socjal lepszy. Niekoniecznie wyższy kwotowo, ale lepiej dystrybuowany i przynoszący więcej społecznie pożądanych efektów. Miałoby to o wiele więcej sensu niż zupełnie już zużyte memy z cytatami z Margaret Thatcher.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Piotr Wójcik
Piotr Wójcik
Publicysta ekonomiczny
Publicysta ekonomiczny. Komentator i współpracownik Krytyki Politycznej. Stale współpracuje z „Nowym Obywatelem”, „Przewodnikiem Katolickim” i REO.pl. Publikuje lub publikował m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, magazynie „Dziennika Gazety Prawnej”, dziale opinii Gazety.pl i „Gazecie Polskiej Codziennie”.
Zamknij