Kraj

Polityka społeczna wcale nie na piątkę

Poszczególne punkty tzw. piątki Kaczyńskiego potwierdzają niestety, że jako państwo mamy problem nie tyle z rozdawnictwem, ile z rozdawaniem mało przemyślanym i mało sprawiedliwym.

Kilka miesięcy temu w polemice z zarzutami do obecnego rządu o „rozdawnictwo” na łamach „Magazynu Dziennika Gazety Prawnej” sformułowałem tezę, że problemem polityki społecznej rządów Zjednoczonej Prawicy nie jest samo rozdawnictwo, ale to, że rozdaje się mało sprawiedliwie. To, co ostatnio zaproponował Polakom rząd, wydaje się zasługiwać na podobną ocenę i jedynie pogłębia ten problem.

Dotyczy to, choć w różnym stopniu, i „trzynastki” dla emerytów i rencistów, i rozszerzenia Rodziny 500+ na każde dziecko, i wreszcie zmian w podatkach PIT.

„Parszywa trzynastka”, czyli jak nie reformować wsparcia emerytów

Zacznijmy od „trzynastki” dla emerytów i rencistów. To drogi – szacowany na ponad 10 mld złotych – prezent, który może słono kosztować finanse publiczne. Słowo „prezent” jest niestety nieprzypadkowe: dojrzała polityka społeczna powinna być nakierowana na rozwiązywanie bądź łagodzenie problemów społecznych, a nie przyznawanie efektownych podarunków arbitralnie wybranym grupom społecznym.

Bo na jaki problem odpowiada ta propozycja? Hipotetycznie mogłoby chodzić o łagodzenie trudnego losu emerytów i rencistów. Wtedy trudno jednak uznać to rozwiązanie za skuteczne i efektywne. Świadczenia można bowiem podnieść poprzez zwiększenie ich waloryzacji, ewentualnie można wprowadzić proporcjonalnie większe podwyżki dla mniej zasobnych emerytów i rencistów. Warto byłoby zacząć od podniesienia minimalnej emerytury do kwoty przynajmniej minimum socjalnego (co, jak szacował Piotr Wójcik, oznaczałoby wzrost z obecnych 1100 do około 1300 złotych). Tymczasem proponowana „trzynastka” podzielona przez 12 przyniesie zaledwie kilkadziesiąt dodatkowych złotych co miesiąc, co biednym emerytom absolutnie nie wystarczy do socjalnego minimum.

Emerytura jako prawo człowieka

Oprócz tego należałoby zająć się też problemem coraz większej liczby osób, które nie wypracowały wystarczającego stażu pozwalającego na korzystanie choćby z minimalnej ustawowej emerytury. Inna sprawa, że reformowanie systemu zabezpieczenia seniorów powinno – w równym stopniu co przyznawanie kolejnych transferów socjalnych – obejmować także działania obniżające koszty życia, zdrowia i opieki, przy zachowaniu bądź zwiększeniu jakości i dostępności wsparcia. Rząd podejmuje wprawdzie pewne działania na tym odcinku, ale już bez podobnej szczodrości jak w przypadku emerytalnej „trzynastki”.

Przywołajmy tu kilka liczb: program dofinansowania gminnych usług opiekuńczych i specjalistycznych usług opiekuńczych dla najstarszych seniorów w mniejszych gminach Opieka 75+ ma budżet na poziomie około 57 mln złotych rocznie. Program wsparcia inicjatyw na rzecz aktywności osób starszych skierowany do organizacji pozarządowych „ASOS” to około 40 mln złotych. Największy z resortowych programów – „ Senior+” (dawniej Senior-Wigor) służący dofinansowaniu placówek wsparcia dziennego dla seniorów i klubów seniora ma tegoroczny budżet – około 80 mln złotych. Nawet 10-krotne zwiększenie każdego z tych programów wiązałoby się z o wiele mniejszymi (łącznie!) kwotami niż zapowiedziana „trzynastka”, która, dodajmy, w odróżnieniu od powyższych programów nie złagodzi skutecznie żadnego systemowego problemu rodzimej polityki senioralnej.

Dużo pokaźniej na tym tle wygląda koordynowany przez Ministerstwo Zdrowia program „Leki 75+”. Budżet programu na rok 2019 to 733 mln złotych, choć ramy korzystania z niego wymagałyby rewizji i poszerzenia. Wielu seniorów w ogóle bowiem z programu nie skorzysta (obowiązuje bowiem w nim cezura 75 lat, do którego to wieku wiele starszych osób w ogóle nie dożyje, a tym bardziej nie dożyje w zdrowiu). Ponadto również dla tych najstarszych tylko część leków jest objęta pełną refundacją (tzw. specjalna lista „S”). Tymczasem gdyby program ten uczyniono bardziej inkluzywnym i przeznaczono na ten cel jeszcze większe środki, można byłoby, nawet nie zmieniając sytuacji dochodowej osób starszych, zmniejszyć wydatki wielu gospodarstw emeryckich, a tym samym poprawić ich sytuację socjalną (i zdrowotną).

Nie lepiej jest z poziomem wydatków pokrywanych z prywatnych kieszeni seniorów (oraz ich bliskich), jeśli chodzi o finansowanie i organizowanie opieki. Warto dodać, że Polskę na tle krajów rozwiniętych OECD cechuje szczególnie silna nierównowaga między wydatkami społecznymi realizowanymi w formie transferów finansowych a tymi realizowanymi w ramach usług.

I teraz zarówno „trzynastka”, jak i radykalne rozszerzenie Rodziny 500+ jedynie petryfikują tę wyjściową nierównowagę. Za tak duży udział świadczeń finansowych w całości wydatków na cele społeczne w ogromnej mierze odpowiadały dotąd nakłady na emerytury. Nie oznacza to bynajmniej, że emeryci odczuwają to powszechnie w swoich portfelach czy na koncie. Jednym z wyjaśnień tej rozbieżności nakładów publicznych i wysokości świadczeń jest fakt, że po prostu wypłacanych świadczeń jest w Polsce bardzo dużo, a to w związku z dość wczesnym na tle krajów rozwiniętych wiekiem przechodzenia na świadczenia emerytalno-rentowe.

Dyskretny urok uniwersalnego świadczenia

czytaj także

W tle jest też szerszy problem niskiej aktywności zawodowej osób starszych. Ten problem również nie doczekał się w zapowiedzianej „piątce” Morawieckiego priorytetowego potraktowania. A tymczasem to właśnie aktywność zawodowa w całym cyklu życia jest jednym z głównych czynników wpływających na wielkość i strukturę przyszłych emerytur, a także kondycję całego systemu zabezpieczenia społecznego. I właśnie zajęcie się tym zagadnieniem mogłoby uczynić emerytury bardziej godziwymi. Sama trzynastka to jedynie ślizganie się po powierzchni.

Dla zamożniejszych pomoc, dla potrzebujących – nie zawsze

Na podobną – choć dla wielu mniej oczywistą – krytykę zasługują planowane zmiany programu Rodzina 500+. O ile samo wprowadzenie programu przed trzema laty faktycznie – mimo dyskusyjnej konstrukcji –  wzmocniło liczne rodziny biedne i niezamożne, wielu dało poczucie godności, otworzyło nowe możliwości, a także stanowiło impuls konsumpcyjny dla gospodarki, o tyle obecne zmiany przyniosą podobny efekt lub wzmocnią ten poprzedni w ograniczonym stopniu.

Oczywiście jest pewien plus – osoby mało zamożne (np. samotne matki pracujące za nieco ponad minimalną stawkę), ale nie bardzo biedne skorzystają ze zmian, bowiem nie będzie już wykluczającego ich progu (800 złotych netto na osobę). Efekt ten można było jednak uzyskać, znacząco podnosząc i uelastyczniając próg dochodowy. Takie rozwiązanie odpowiedziałoby na problem, a jednocześnie byłoby znacznie tańsze i pozwoliłoby uzyskać rezerwy na inne instrumenty wsparcia rodzin i w ogóle osób w potrzebie.

Rodzina 500+ – Szach mat, czy punkt wyjścia do debaty?

Rząd tymczasem zdecydował się na krok, którego beneficjentem, oprócz wspomnianej grupy niezbyt zamożnych rodzin z dziećmi, będą przede wszystkim grupy zamożniejsze (te biedne otrzymują już 500+ i to na pierwsze dziecko). Czy zwiększy to konsumpcję krajową? Pewnie w ograniczonym stopniu. A czy wpłynie na demografię? Wątpliwe. Nie przełoży się też istotnie na ograniczenie ubóstwa w społeczeństwie czy podnoszenie znacząco poczucia godności jego poszczególnych, najsłabszych członków. Trzeba znów zadać pytanie, czy jesteśmy w stanie dotować zamożne rodziny, szczególnie w sytuacji, gdy nadal jako państwo i społeczeństwo mamy tak wiele wyzwań związanych ze wsparciem osób w potrzebie. Ot, choćby kwestia progów dochodowych do pomocy społecznej czy niektórych świadczeń opiekuńczych, które nadal są znacznie poniżej minimum socjalnego.

Wyższe progi? Szału nie ma, czyli państwo wciąż niesolidarne

Poza tym wszystkim mamy mnóstwo problemów niezwiązanych bezpośrednio z kwestią finansową. Problemy wychowawcze, opiekuńcze i zdrowotne wielu osób i całych rodzin to sfera, która wymaga zdecydowanych działań, a tymczasem wiele instytucji powołanych do radzenia sobie z nimi jest bardzo mocno niedoinwestowane. Wiele z nich od dawna nie może doczekać się reform, mimo że planowane są już od miesięcy. Przykładem jest sfera pieczy zastępczej. Jak można było przeczytać w artykule Michaliny Topolewskiej na łamach „Dziennika Gazety Prawnej” z 6 marca: „Mijają trzy miesiące, od kiedy do podkomisji ds. rodziny trafił projekt zmian w przepisach dotyczących pieczy zastępczej. Jednak do tej pory jej członkowie nie zaczęli go nawet rozpatrywać”.

To przykre, że tak wrażliwa sfera jak piecza zastępcza, w której mieści się wiele ludzkich dramatów, jest w agendzie politycznej spychana na dalszy plan, choć przecież ktoś w resorcie włożył pracę, by przygotować reformę, różni interesariusze zgłosili swoje uwagi, a i tak sprawy nie posuwają się do przodu. Podobnie zresztą jak w kwestii tzw. wykluczonych opiekunów niepełnosprawnych osób dorosłych. Tu jest nawet gorzej, bo nie mamy na razie nawet zarysu projektu zmian, choć należałoby tego – w świetle wyroku Trybunału Konstytucyjnego, jak również poczucia elementarnej sprawiedliwości i solidarności społecznej – oczekiwać. Opieszałości w jednych sferach towarzyszy pojawianie się ni z gruszki ni z pietruszki zapowiedzi innych działań, które nie odpowiadają na najpilniejsze problemy i potrzeby. To wyjątkowo frustrujące.

Życie z niepełnosprawnościami? Da się!

Zafiksowani na punkcie wieku

Kolejna sprawa to zapowiedź likwidacji PIT dla osób przed 26. rokiem życia. Pomysł szerzej skomentował na tych łamach przywoływany już Piotr Wójcik w tekście Pudrowanie złego systemu. Podzielam pogląd autora, że różnicowanie PIT-u powinno się opierać na dochodzie, a nie wieku podatnika, zaś  gorszą sytuację młodych w sferze zatrudnienia można łagodzić skuteczniej za pomocą innych instrumentów. Poza tym wiek 26 lat to dość arbitralna granica: z doświadczenia swojego i rówieśników mogę powiedzieć, że wiele osób, które trudności z wejściem na rynek pracy miały przed 26. rokiem życia, podobne, a nieraz i większe (wraz z rosnącym stażem braku pracy) trudności mają już po upływie tego czasu – w wieku dwudziestu siedmiu, trzydziestu czy trzydziestu kilku lat.

Pudrowanie złego systemu

Nawiasem mówiąc, nasza polityka społeczna często próbuje reglamentować dostęp do rozmaitych form wsparcia wedle sztywnych i arbitralnie ustalonych cezur wiekowych. Tak było w kontekście wspomnianych programów „Leki 75+” czy „Opieka 75+”, tak też jest w przypadku nierozwiązanego problemu nierównego traktowania opiekunów (gdzie wiek powstania niepełnosprawności podopiecznego diametralnie różnicuje dostęp do wsparcia dla opiekuna).

Nasza polityka społeczna często próbuje reglamentować dostęp do rozmaitych form wsparcia wedle sztywnych i arbitralnie ustalonych cezur wiekowych.

Obecny pomysł zniesienia PIT dla osób przed 26. rokiem życia wpisuje się w tę tendencję. Wydaje się więc, że należałoby to krytycznie przemyśleć. Po pierwsze, wprowadzone sztywno cezury generują sytuacje bardzo wątpliwe z punktu widzenia sprawiedliwości społecznej, np. gdy dwie osoby różniące się o rok czy dwa mogą, mając bardzo podobne potrzeby, „łapać się” na zupełnie inny zakres wsparcia i pomocy. Ba, bywa i tak, że osoba ewidentnie bardziej potrzebująca może dostać wsparcie o wiele mniejsze niż osoba zasadniczo nieźle sobie radząca – tylko dlatego, że znajduje się po „gorszej” stronie danej granicy wieku. Po drugie, w odniesieniu do wyzwań starzejącego się społeczeństwa, badacze zalecają często odchodzenie od dzielenia ludzi w różnych fazach życia wedle sztywnych i wyodrębnionych wyłącznie metrykalnie przedziałów wiekowych.

***
Przyjęty pakiet obietnic socjalnych w ograniczonym stopniu odpowiada rzeczywiste problemy społeczne. Nawet tam, gdzie jakoś tych problemów dotyka, robi to mało skutecznie (można wskazać rozwiązania, które przyniosłyby lepsze rezultaty) oraz mało efektywnie (podobne rezultaty można byłoby uzyskać taniej). Wreszcie, podjęte działania czy choćby ich zapowiedzi w zestawieniu z innymi wyzwaniami, które nie doczekały się ani podobnie szybkiego tempa procedowania, ani gotowości rządzących do ponoszenia wydatków, każe wątpić w zgodność prowadzonej polityki z zasadami społecznej sprawiedliwości. Choć bowiem pomysły socjalne składające się na „piątkę Kaczyńskiego” stanowią pewne novum, słabości w polityce społecznej, których są wyrazem, już takie nowe nie są. Nie zawsze jednak słabości te są w sferze publicznej uświadomione i nazwane – warto więc podjąć próby wskazywania tych słabości na konkretnych przykładach.

Ignacy Morawski: Trzy lata rządów PiS w polskiej gospodarce

czytaj także

Wydaje się, że wejście w życie zapowiadanego przez PiS pakietu wcale nie ułatwi krytycznej i merytorycznej debaty na temat dalszego rozwoju polityki społecznej. Wszelkie próby krytyki jeszcze łatwiej będzie zbyć triumfalistycznym stwierdzeniem w rodzaju „czego się czepiacie, przecież i tak daliśmy ludziom o wiele więcej niż wszyscy przed nami”, a także załamaniem rąk: „wyłożyliśmy już fortunę na inne, społecznie ważne cele, więcej już budżet nie udźwignie”. Tego typu strategię było widać już po wprowadzeniu pierwszego pakietu zmian, krótko po wyborach 2015 roku. Wydaje się, że teraz będzie jeszcze łatwiej zastosować podobną retorykę.

Dlatego właśnie środowiska zainteresowane rzeczową refleksją i dyskusją nad kondycją polityki społecznej i jej wyzwaniami, dyskusją nakierowaną na rozwiązywanie problemów, powinny jak najszybciej i konsekwentnie przekierowywać społeczną uwagę i wrażliwość nie na to, „ile rząd wydaje i na ile szczodrze”, ale czy robi to sensownie, skutecznie i zgodnie z diagnozą realnych potrzeb i wyzwań.

Czy stać nas na „piątkę Kaczyńskiego”?

Bio

Rafał Bakalarczyk

| Doktor nauk społecznych
Doktor nauk o polityce publicznej, współredaktor naczelny pisma „Polityka senioralna”, członek komisji ekspertów ds. osób starszych przy RPO, współpracownik m.in. Fundacji Norden Centrum, OMS im. Ferdynanda Lassalle'a. Magazynu Kontakt i portalu Więź.pl. Ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Zajmuje się polityką społeczną, głównie senioralną, rodzinną, wobec osób z niepełnosprawnościami, opieką długoterminową oraz ubóstwem i wykluczeniem.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.