Kraj

Zbyt wolna wymiana pieców i tak przynosi efekty

Ocenianie efektów polityki antysmogowej na podstawie bieżącej jakości powietrza jest równie nieuzasadnione co analizowanie zmian klimatycznych na podstawie pogody za oknem. Wbrew pozorom powietrze w Polsce staje się czystsze. W 2019 roku stężenie pyłów zawieszonych spadło o jedną piątą. Pisze Piotr Wójcik.

W poniedziałek 18 stycznia w Polsce miał miejsce prawdopodobnie szczyt obecnego sezonu smogowego. W kilku największych polskich miastach normy dla pyłów zawieszonych zostały przekroczone kilkukrotnie, a w gminach wokół Warszawy nawet dziesięciokrotnie. Tego dnia Wrocław i Warszawa, obok Mediolanu oraz miast leżących w Indiach, Bangladeszu i Pakistanie, trafiły do grona dziesięciu najbardziej zanieczyszczonych miast świata. Mógłby się ktoś pokusić o wniosek, że wiele podejmowanych na terenie całego kraju działań zmierzających do poprawy jakości powietrza spaliło na panewce. Byłby to jednak błędny wniosek. Ocenianie efektów polityki antysmogowej na podstawie bieżącej jakości powietrza jest równie nieuzasadnione co analizowanie zmian klimatycznych na podstawie pogody za oknem. Choć to pierwsze pokazuje przynajmniej „potencjał smogowy” poszczególnych regionów, a to drugie jest już zupełnie bez sensu, bo śnieg od czasu do czasu potrafi sparaliżować nawet ciepłą Hiszpanię. W każdym razie, wbrew pozorom, jakość powietrza w Polsce się poprawia i trudno tego nie wiązać z polityką antysmogową, wdrażaną szczególnie na szczeblu samorządowym.

Tysiące pieców do wymiany

Polityka centralna zmierzająca do ograniczenia smogu w Polsce oparta jest na programie „Czyste powietrze”, który ruszył we wrześniu 2018 roku. Beneficjentami mogą zostać właściciele domów jednorodzinnych, którzy chcą wymienić stare piece grzewcze na paliwa stałe na nowoczesne urządzenie grzewcze. Oprócz tego można się starać o dotację na inwestycję mającą poprawić efektywność energetyczną domu oraz montaż paneli fotowoltaicznych. Zależnie od opcji możliwe dotacje rozciągają się od 10 do 30 tys. złotych. W przyszłości program być może obejmie także budynki wielorodzinne. Do początku listopada ubiegłego roku przyznano nieco ponad 151 tys. dotacji na kwotę niemal 2,8 mld złotych. Do tego momentu wypłacono jednak tylko nieco ponad miliard złotych dla 75 tys. wnioskodawców. Pozostałe pozytywnie rozpatrzone wnioski w listopadzie czekały jeszcze na podpisanie umowy lub realizację. Największe wsparcie popłynie na południe Polski. W Katowicach złożono prawie 6,5 tys. wniosków, a w Krakowie 4,2 tys. Tymczasem we Wrocławiu jedynie niecałe 2 tys., a w Poznaniu 3,1 tys.

Zanieczyszczenie powietrza dotyczy wszystkich, ale niektórych z nas dotyka bardziej

W 2019 roku trudno było jeszcze dostrzec efekty programu „Czyste powietrze”. Tak naprawdę wtedy istotne były przede wszystkim lokalne programy dotujące wymianę pieców. Uruchomiły je praktycznie wszystkie miasta wojewódzkie poza Białymstokiem, w którym kwota dotacji na wymianę pieców w 2019 wyniosła okrągłe zero złotych, a wymianę ledwie 62 pieców sfinansowano z „Czystego powietrza”. Największe i najbardziej zanieczyszczone miasta działały jednak na znacznie poważniejszą skalę. Według danych Polskiego Alarmu Smogowego w 2019 roku Kraków wymienił w ten sposób ok. 4,2 tys. instalacji, Wrocław 1,4 tys., a Katowice ok. 1,2 tys. Zadziwiająco bierne na tym polu były pierwsze i trzecie co do wielkości miasta w Polsce. W Warszawie sfinansowano wymianę jedynie 941 pieców, a w Łodzi 618.

W Warszawie do wymiany jest sporo nieefektywnych i trujących instalacji grzewczych – w 2019 roku pozostało ich jeszcze 18 tys. W Katowicach 20 tys., a w Bydgoszczy aż 23,5 tys. pieców − tam wymienić udało się zaledwie 400 pieców. Tak naprawdę do końca 2019 roku wszystkie miasta w Polsce, poza Krakowem, wymieniły tylko niewielką część starych instalacji. Przykładowo we Wrocławiu wciąż pozostało do wymiany niecałe 19 tys. pieców, a dla porównania w Krakowie niecałe 2 tys. (stan na 2019 rok).

Pierwsze efekty

Można więc powiedzieć, że programy dotacyjne polskich miast wciąż się ślimaczą i droga do czystego powietrza wciąż jest bardzo długa. Choć prawie wszystkie miasta ruszyły z programami, to ich skala w porównaniu ze skalą wyzwania nadal nie powala na kolana. A jednak nawet te szczątkowe działania przyniosły wyraźne efekty. Stężenie PM2,5 w polskich miastach spadło z 24,3 mikrograma na metr sześcienny w 2018 roku do 19,3 mikrograma w 2019. Oczywiście to wciąż koszmarnie dużo, ale dzięki temu nie jesteśmy już najbardziej zanieczyszczonym państwem UE, bo minimalnie wyprzedziliśmy Bułgarię (19,6 µg/m3). Jeszcze w 2010 roku stężenie pyłów PM2,5 wyniosło u nas 30,5 µg/m3 i stopniowo spadało, ale w żadnym roku nie zanotowaliśmy spadku o jedną piątą, tak jak w 2019.

Grażyna Wolszczak wygrała z państwem polskim proces o smog. Co z tego wynika?

Mógłby ktoś powiedzieć, że widocznie to jednorazowa anomalia. Ale w takim razie dlaczego nie wystąpiła ona w pozostałych państwach UE? Jedynie w Czechach i Austrii spadek stężenia pyłów PM2,5 był podobny do Polski (w Czechach z 19,5 do 14,4 µg/m3). Powietrze poprawiło się także wyraźnie na Słowacji i w Rumunii, ale w pozostałych krajach UE właściwie było na podobnym poziomie. W niektórych państwach – na przykład w Grecji, na Litwie, w Wielkiej Brytanii, na Cyprze – nawet nieco się pogorszyło (na Litwie dużo bardziej niż nieco).

Także stężenie PM10 w polskich miastach spadło prawie o jedną piątą. Dzięki temu udało nam się wyprzedzić Grecję, w której jakość powietrza pod tym względem nawet się nieco pogorszyła. Gorzej niż w Polsce jest jeszcze w Bułgarii i Chorwacji. W przypadku tego rodzaju pyłów sytuacja w 2019 roku była bardzo podobna – równie wysoką poprawę zanotowały Czechy, Słowacja i Austria (choć Rumunia już nie), a pozostałe kraje UE także poprawiły jakość powietrza, lecz w znacznie mniejszym zakresie. Oczywiście w Polsce generalnie nadal jest tragedia – mamy dwukrotnie bardziej zanieczyszczone powietrze pyłami PM10 niż państwa nordyckie, Irlandia i Szwajcaria. Absolutnie więc nie zachęcam tu do składania rąk do oklasków, tylko do zaznaczenia bezspornego faktu, że wymiana pieców, nawet tak szczątkowa, przynosi ewidentne efekty. Tak więc ma ona głęboki sens.

Lider z Krakowa

Na to, że wymiana pieców przynosi rezultaty, wskazuje również porównanie sytuacji w poszczególnych miastach. Polski Alarm Smogowy co roku prezentuje ranking miast z najbardziej rakotwórczym powietrzem. W rankingu za 2018 rok pod względem zanieczyszczenia pyłami PM10 wśród „15” najgorszych miast były Kraków i Katowice. W Krakowie liczba dni w roku z przekroczonymi normami PM10 wyniosła 96, a w Katowicach 93. W edycji za 2019 rok z tej grupy miast wypadł Kraków, czyli niekwestionowany lider wymiany pieców. W Katowicach natomiast liczba dni z przekroczonymi normami spadła prawie o jedną trzecią – do 66. W najgorszej pod tym względem Pszczynie liczba dni z przekroczonymi normami także spadła, ale tylko o 15 proc. – ze 125 do 106.

Kraków ograniczył palenie węglem i drewnem. Pora na ruch samochodowy!

Pośrednio o poprawie jakości powietrza w Polsce może także świadczyć spadek liczby zgłoszeń do straży miejskiej o zadymieniu lub prawdopodobnym spalaniu odpadów. Według danych opublikowanych na portalu „Obserwator gospodarczy” wśród kilkunastu przeanalizowanych miast w październiku i listopadzie 2020 roku w prawie wszystkich liczba zgłoszeń do straży miejskiej spadła od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu procent w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. W Katowicach nawet o dwie trzecie, a w Gorzowie Wielkopolskim przeszło o połowę. Jedynie we Wrocławiu i Kielcach zanotowano niewielki wzrost zgłoszeń o zadymieniu. Oczywiście w jakiejś mierze to jest też efekt pandemii, jednak nawet częściowe zamrożenie niektórych branż nie tłumaczy tak dużych spadków.

Śmiertelnie groźny BaP

Żebyśmy wreszcie mogli odetchnąć pełną piersią, potrzeba jednak zdecydowanego przyspieszenia wymiany pieców. Szczególnie w mniejszych miastach, w których notuje się bardzo wysokie stężenie rakotwórczego benzo(a)pirenu. Pod względem zanieczyszczenia BaP jesteśmy niekwestionowanym liderem w UE. W 2018 roku stężenie BaP w Polsce średnio kształtowało się na poziomie 4 nanogramów na metr sześcienny. Przyjęta norma to 1 ng. W Słowacji, która znalazła się na drugim miejscu, stężenie BaP wyniosło niecałe 3 ng. Tyle że działały tam wtedy tylko trzy stacje pomiarowe (w Polsce 139), więc trudno to porównywać – całkiem możliwe, że jest tam gorzej. Jednak w Czechach, gdzie działało 37 stacji, średnie stężenie wyniosło 2 ng/m3, czyli było o połowę niższe niż w Polsce. Tylko w pięciu krajach UE średnioroczne stężenie BaP przekraczało normę – poza trzema wymienionymi państwami jeszcze w Bułgarii i Chorwacji.

O ile za emisję pyłów zawieszonych odpowiada w istotnej części również ruch samochodowy, o tyle źródłem BaP jest w zdecydowanej większości spalanie pozaprzemysłowe. Nic więc dziwnego, że najbardziej zatrute tą substancją są mniejsze i średnie miasta, w których za smog odpowiadają niemal w całości piece. Niestety wymiana pieców w najbardziej zatrutych BaP miastach przebiega zdecydowanie zbyt wolno. Według danych Polskiego Alarmu Smogowego w niewielkiej Pszczynie stężenie BaP wynosi średniorocznie 7 ng/m3, tymczasem w 2019 roku do wymiany pozostawało wciąż 7,2 tys. pieców. W Nowym Sączu stężenie BaP 10-krotnie przekracza normę, tymczasem w 2019 roku wymieniono tam jedynie 34 z 4 tys. pieców.

Wymienione miasta mają przynajmniej policzoną liczbę pieców. W Rybniku, w którym stężenie BaP wynosi 13 ng/m3, nawet tego do 2019 roku nie udało się zrobić (choć wymieniono 365 pieców). Co gorsza, stężenie BaP akurat w 2019 roku wyraźnie nie spadło. Spośród trzech najbardziej zatrutych nim miast − Nowy Targ (18 ng), Rybnik (13 ng) oraz Sucha Beskidzka (11 ng) – tylko w Suchej w 2019 roku zanotowano poprawę o 15 proc., zapewne dlatego, że udało się tam wtedy wymienić prawie co dziesiąty piec.

Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że wymiana pieców w Polsce nabierze rozpędu – duże miasta przyspieszą z dotacjami, dołączą do nich małe i średnie ośrodki, a zarządzający programem „Czyste powietrze” zaczną wreszcie na dużą skalę nie tylko pozytywnie rozpatrywać wnioski, ale też wypłacać pieniądze. Tym bardziej że w kolejce spraw do załatwienia jest ruch samochodowy, który, jak się okazuje, odpowiada za trzy czwarte zanieczyszczenia powietrza dwutlenkiem azotu w największych miastach.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Piotr Wójcik
Publicysta ekonomiczny
Publicysta ekonomiczny. Komentator i współpracownik Krytyki Politycznej. Stale współpracuje z „Nowym Obywatelem”, „Przewodnikiem Katolickim” i REO.pl. Publikuje lub publikował m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, magazynie „Dziennika Gazety Prawnej”, dziale opinii Gazety.pl i „Gazecie Polskiej Codziennie”.
Zamknij