Kraj

Tracz: Na sporze o Fundusz Odbudowy na razie zyskuje PiS. Ale wciąż może wygrać opozycja

PO razem z PSL ogłosiły na konferencji prasowej warunki poparcia Funduszu Odbudowy, jednak bez pomysłu, jak dalej je rozwinąć, nagłośnić i o nie walczyć. Brak planu przełożył się na brak sprawczości. Pod względem taktycznym Lewica rozegrała poparcie dla FO lepiej, ale w ostatecznym rozrachunku wciąż mało ambitnie i kosztem reszty opozycji.

PiS rozegrał opozycję na jej własne życzenie. Podział w sprawie Funduszu Odbudowy, którego emocjonalny przebieg miał swoją kulminację we wtorek, po ustaleniu przez Lewicę i PiS zmian w Krajowym Planie Odbudowy za plecami innych partii opozycyjnych, był wynikiem narastających od dłuższego czasu napięć, braku zaufania i chęci pokazania sprawczości. Napięć związanych z ciągłą i rozgrywaną poprzez media walką o prymat na opozycji. Brakiem zaufania tak wielkim po różnych sejmowych potyczkach, że Lewica wolała zaufać PiS-owi niż kolegom i koleżankom z opozycji. Mityczną chęcią pokazania sprawczości – niełatwej w batalii parlamentarnej, w której większość kart, choć nie wszystkie, posiada Zjednoczona Prawica.

Lewica dogadała się z PiS. Sojusz opozycji będzie teraz trudniejszy niż kiedykolwiek

Co z tego wyszło? PO razem z PSL ogłosiły na konferencji prasowej warunki poparcia Funduszu Odbudowy, jednak bez pomysłu, jak dalej je rozwinąć, nagłośnić i o nie walczyć. Brak planu przełożył się na brak sprawczości. Pod względem taktycznym Lewica rozegrała poparcie dla FO lepiej, ale w ostatecznym rozrachunku wciąż mało ambitnie i kosztem reszty opozycji. Pod względem moralnym układanie się z PiS ocenią wyborcy – zarówno Lewicy, jak i całej opozycji demokratycznej. Po tym, że przekazany w piątek do Brukseli KPO różnił się od tego, o którym rozmawiała Lewica, może się okazać, że zaufanie PiS-owi było tylko pyrrusowym zwycięstwem.

Natomiast wojna na wzajemne oskarżenia, która rozpętała się pomiędzy posłami i posłankami KO i Lewicy oraz najbardziej zagorzałymi zwolennikami obu opcji w social mediach po ogłoszeniu przez PiS poparcia dla postulatów Lewicy, tylko sprzyja Zjednoczonej Prawicy. Niski merytorycznie i populistyczny poziom tej potyczki wywołuje zażenowanie i zniechęcenie wśród wielu wyborców i wyborczyń opozycji.

Olaboga! Lewica poparła PiS, czyli meltdown, jakiego dawno nie było

Gdy emocje opadną, warto zdać sobie sprawę z tego, że opozycja nie tylko może, ale i powinna zrobić reset i ze sobą współpracować. Nie we wszystkich sprawach, ale z pewnością w kwestii dalszej walki o kształt ustawy ratyfikującej Fundusz Odbudowy i kontrolę nad wydawaniem środków z niego. A także w pracach sejmowych, gdzie dotychczas wspólne wnioski o zwołanie komisji sejmowych okazywały się skutecznym narzędziem doprowadzenia do debaty.

Wspieranie wniosków czy poprawek, zgłaszanych przez inne kluby, przy braku mobilizacji albo sporach w obozie Zjednoczonej Prawicy przełożyło się kilkukrotnie na wygrane głosowania. Wystarczy przypomnieć wygrane głosowanie na komisji zdrowia 13 kwietnia, dzięki czemu z prac Sejmu wypadł rządowy projekt ustawy o wprowadzeniu planów siedmioletnich czy dołączenie do porządku obrad Sejmu informacji ministra kultury o wydatkach z Funduszu Wsparcia Kultury. Tych zwycięstw, także w sprawach największej wagi, może być więcej.

Co zrobić przed głosowaniem ustawy ratyfikacyjnej?

Głosowanie nad ratyfikacją decyzji o zasobach własnych UE będzie jednym z najważniejszych głosowań tej kadencji parlamentu. Zadaniem opozycji jest dopilnować, by za dwa–trzy lata ta decyzja nie obróciła się przeciwko Polsce. Kluczem jest zadbanie o konstytucyjność procesu i stworzenie na poziomie europejskim, krajowym i lokalnym sprawnego mechanizmu kontroli wydatkowania największych do tej pory środków unijnych w historii naszego kraju. Myślmy kilka kroków do przodu, a nie tylko w perspektywie najbliższych dni czy tygodni.

Miłość TVN i „Gazety Wyborczej” na pstrym koniu jeździ

Decyzja o głosowaniu za czy przeciw na najbliższym posiedzeniu Sejmu nie będzie łatwa, zważywszy na bardzo krótki czas, uniemożliwiający prawdziwą debatę. Tym bardziej pod uwagę trzeba wziąć poniższe warunki.

Po pierwsze, opozycja jednym głosem musi domagać się jawności finalnego KPO, tak jak domagają się tego przedstawiciele organizacji społeczeństwa obywatelskiego, samorządu terytorialnego oraz przedsiębiorców w ostatnio opublikowanym apelu. Nie można głosować nad ustawą o zasobach własnych UE bez wiedzy o tym, na co mają być wydane środki z unijnego planu Marshalla. Opozycja musi sprawdzić, czy faktycznie będą tam zapisane środki dla samorządów, porządny mechanizm kontrolujący ich wydatkowanie, środki na zgłoszone przez Lewicę mieszkania i szpitale powiatowe. Czy system wskazywania podmiotów, które mają otrzymać dotacje i pożyczki na podstawie KPO, będzie jawny? Jaki wpływ na wydawanie środków będą miały samorządy i czy dostaną środki tylko z pożyczek, czy też z dotacji? Czy gros środków z ponad 58 mld euro nie dostaną Obajtkowe spółki skarbu państwa? Czy pieniądze pójdą na realizację celów klimatycznych, zieloną energię i zieloną mobilność, czy dalsze pompowanie paliw kopalnych i dotacje dla koncernów energetycznych? Czy w KPO znajdzie się budowa zapory w Siarzewie i inne pisowskie misie? Tego jeszcze nie wiemy, ale musimy się dowiedzieć.

Po drugie, w Sejmie i Senacie trzeba porozumieć się co do poprawek do projektu ustawy o zasobach własnych UE i wspólnie za nimi głosować. Kluczowe będą dwie poprawki, choć pakiet ten po wspólnych rozmowach można rozszerzyć. Pierwsza poprawka to utworzenie sprawnej i niezależnej Komisji Monitorującej, która pilnować będzie wydawania środków. To jest zarówno warunek KO i PSL, jak i Lewicy – skoro PiS przystał na taki mechanizm kontrolny w KPO, jej posłowie i posłanki nie powinni mieć nic przeciwko, by wpisać go też do ustawy ratyfikacyjnej. Druga poprawka to przystąpienie Polski do nowo utworzonej Prokuratury Europejskiej, która zwalcza nadużycia przy wydawaniu pieniędzy z UE. Jeśli zgłoszone przez opozycję poprawki upadną w Sejmie, to te same powinniśmy zgłosić w Senacie i – gdy wrócą do Sejmu – solidarnie głosować przeciwko ich odrzuceniu. Inną drogą jest projekt zgłoszonej przez KO „ustawy gwarancyjnej”, która zapewniłaby, że proces przyznawania środków byłby jawny, kontrolę nad wydawaniem środków miałyby samorządy i NGO, a 40 proc. środków było rozdzielane, zgodnie z postulatami samorządowymi, nie przez rząd, ale na szczeblu wojewódzkim.

Po trzecie, dalej nie jest jasne, czy projekt ustawy będzie wymagał głosowania większością zwykłą (tzw. duża ratyfikacja), czy kwalifikowaną 2/3 (w trybie art. 90 konstytucji). Wielu konstytucjonalistów twierdzi, że ratyfikacja decyzji o tworzeniu Funduszu Odbudowy oznacza przekazanie Unii Europejskiej części kompetencji organów władzy państwowej i wymaga większości 2/3 w obu izbach parlamentu. Koalicja Obywatelska złożyła projekt uchwały ratyfikacyjnej w sprawie takiego właśnie trybu wyrażenia zgody. Zakładam, że żaden klub opozycyjny nie będzie miał wątpliwości, by ustalić zgodny z konstytucją tryb ratyfikowania Funduszu Odbudowy.

Znając bezwzględność i skuteczność PiS-u w łamaniu przepisów, musimy też stworzyć dodatkowe zabezpieczenia przeciwko marnotrawieniu środków z FO czy kierowaniu ich do własnego zaplecza. Kluczowa będzie tu niezależna Komisja Monitorująca, ale potrzebujemy więcej bezpieczników: wspólnych opozycyjnych zespołów monitorujących w każdym województwie. Niezależnie od sporów parlamentarnych PO, Lewica, Zieloni, Polska 2050, PSL, Inicjatywa Polska i Nowoczesna powinny działać razem na poziomie lokalnym, aby zapewnić zgodne z Krajowym Planem Odbudowy wydatkowanie środków.

Gdula: Polska to większa sprawa niż interesy partyjne Budki

Co, jeśli te warunki nie zostaną spełnione? Opozycja musi wspólnie podjąć decyzję, jak głosować, uwzględniając to, że głosowanie nad ratyfikacją można powtarzać. Irlandia przecież dwa razy przeprowadzała referendum w sprawie ratyfikacji traktatu lizbońskiego – po pierwszym referendum wynegocjowała ustępstwa i gwarancje, które umożliwiły społeczeństwu zaakceptowanie traktatu w drugim głosowaniu.

Współpraca bez mirażu zjednoczonej opozycji

Jeśli PiS wygra kolejne wybory parlamentarne, to nie tyle dzięki ogłoszeniu Nowego Ładu czy pieniądzom z Krajowego Planu Odbudowy, ile dzięki zwalczającej się wzajemnie opozycji, której kłótnie dadzą Jarosławowi Kaczyńskiemu trzecią kadencję na złotej tacy.

Nie będziemy się we wszystkim zgadzać i nie ma co tworzyć mirażu wielkiej opozycji zjednoczonej w każdej sprawie. Każda partia parlamentarna powinna kreować własną wizję świata, prezentować własny program, walczyć o najważniejsze dla jej wyborców i wyborczyń postulaty. Ta różnorodność opinii jest potrzebna w debacie sejmowej, wzmacnia poszczególne rodziny polityczne, buduje zaufanie wśród wyborców i przełoży się na lepszy wynik opozycji w przyszłych wyborach, niezależnie od tego, w ilu komitetach wyborczych pójdziemy. Różnorodność opozycji będzie jednak jej siłą, jeśli partie zdołają współpracować w sprawach fundamentalnych: przestaną narzucać narrację siłą i spierać się w mediach, tylko zaczną się spotykać i dyskutować przy wspólnym stole. Teraz takim polem do współpracy jest wspólne stanowisko w sprawie poprawek do ustawy o ratyfikacji Funduszu Odbudowy, głosowanie za uchwałą o ratyfikacji na podstawie art. 90 konstytucji, domaganie się ujawnienia ostatecznej wersji Krajowego Planu Odbudowy i zadbanie o bezpieczniki mające zapewnić uczciwe, przejrzyste i sprawiedliwe wydawanie środków z FO.

Nie bądźmy opozycją, która energię poświęca na zwalczanie samej siebie i traci z oczu prawdziwego przeciwnika.

***

Małgorzata Tracz – przewodnicząca Partii Zieloni, posłanka na Sejm, wiceprzewodnicząca klubu Koalicji Obywatelskiej.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij