Kraj

Olaboga! Lewica poparła PiS, czyli meltdown, jakiego dawno nie było

Czyżby Lewica ograła PO, wybiła się na polityczną niezależność, a jednocześnie załatwiła dla Polski coś dobrego? Komentuje Galopujący Major.

Nie wiem, czy to, co od wtorku dzieje się w politycznych social mediach, przejdzie do historii polskiej polityki niczym lot Petru na Maderę, ale wiem jedno: dawno nie dostaliśmy tak cennej lekcji.

Oto po zapowiedzi Lewicy, że zagłosuje za przyjęciem 750-miliardowego funduszu pomocy dla Polski i ogromnego, 1,8-bilionowego funduszu pomocowego dla całej Zjednoczonej Europy, w zamian za spełnienie lewicowych postulatów socjalnych, jest Lewica wyzywana od najgorszych.

Nie, nie jest krytykowana, jest właśnie wyzywana. Od kolaborantów (Tomasz Lis), od prostytutek (Zbigniew Hołdys), porównuje się ją do lizania odbytu (twórca kultowego Lejdis) czy stawia się groteskowe ultimatum, jak Strajk Kobiet.

Zostawmy kolejne skriny, nie warto taplać się w tym szambie. Warto jednak zastanowić się, co takiego się stało, że Lewica, robiąc dokładnie to, do czego jeszcze w grudniu namawiała wszystkich PO, jest obecnie porównywania do najgorszych?

Wydaje się, że w pierwszej kolejności chodzi o odarcie liberałów z nadziei. Od wielu miesięcy na skutek kłótni w koalicji rządzącej liberalni wyborcy są karmieni ułudą wcześniejszych wyborów i oczywistego przejęcia władzy. Każdy konflikt w obozie władzy jest śledzony z ogromną uwagą, podobnie jak każda wypowiedź kogoś ze Zjednoczonej Prawicy, bo już zaraz, już za momencik to wszystko się rozpadnie. Koszmar rządów PiS odejdzie w niebyt. Ta władza gnije – ile razy liberalni wyborcy czytali o tym w swoich mediach.

Wystarczy lekko puknąć i się to wszystko rozleci. Po części trudno się dziwić – ta łajdacka władza robi wiele, by wyborców opozycji szykanować, a perspektywa aż trzech lat życia w tym „stanie wyjątkowym”, jak to widzi opozycja, jest nie do zniesienia. Dlatego liberalny wyborca chwyta się jakiejkolwiek nadziei, w której wspierają go apostołowie starych dobrych czasów. A neofita Giertych co kwartał formułuje przepowiednie, że tym razem to już na pewno czeka nas prawdziwy koniec PiS.

Nieprzyjęcie przez polski parlament 770 miliardów pomocy z UE – czy to wprost, czy przez podanie warunków zaporowych – miało być sposobem na odzyskanie władzy przez liberałów. Liberałowie tak bardzo w to uwierzyli, że nawet nie pytali swoich wieszczów, że właściwie to jak ta zmiana miałaby się odbyć? Niby dlaczego i jak Kaczyński miałby oddać władzę? Czemu będący na wylocie Gowin miałby chcieć nowych wyborów? A nawet jakby chciał, to w jaki sposób opozycja uzyskałaby potrzebne dwie trzecie głosów do skrócenia kadencji Sejmu? Czemu posłowie niepewni mandatów w przyszłym Sejmie mieliby głosować za? Jak sobie liberałowie wyobrażają ów rząd techniczny od Bosaka po Zandberga, z prezydentem Dudą wetującym wszystko jak leci i Trybunałem Konstytucyjnym na telefon Kaczyńskiego?

Niektórzy twierdzili, że chodzi tu o dłuższą perspektywę czasową i czernyszewskie „im gorzej, tym lepiej”, które, owszem, zwykle działa na korzyść opozycji. Ale problem w tym, że odrzucając tak gigantyczne pieniądze, to opozycja razem z Ziobrą byłaby winna i podałaby się pisowskiej propagandzie na tacy.

Zgoda Lewicy powoduje histeryczną reakcję, bo oto, jak wierzy lud peowski, została zaprzepaszczona tak ogromna szansa na „koniec PiS-u”. Tyle że środki te mają być wypłacane dopiero w 2023 – to przecież są jeszcze niemal dwa lata, żeby tego Gowina skaptować. A marszałek Grodzki może w tym czasie napisać jeszcze kilkanaście listów do Krzysztofa Bosaka.

Ale kto by się tu przejmował logiką, skoro już za chwilę „nasza miała być TVP”!

Pozbawienie nadziei to jednak nie wszystko. Nie jest bowiem prawdą, że – co było słychać od wtorku – „z terrorystami się nie negocjuje”. To jest bajka dla naiwnych. Jak ujawnia Szymon Hołownia, Platforma miała własny pomysł na warunki postawione PiS, tyle że sama chciała je narzucić całej reszcie. Reszta się jednak nie zgodziła, bo, uwaga, prowadzi własną politykę. I to najbardziej boli.

Lewica dogadała się z PiS. Sojusz opozycji będzie teraz trudniejszy niż kiedykolwiek

Otóż PO i jej akolici ciągle zachowują się, jakby byli hegemonem na opozycyjnej scenie. Mają przecież najwięcej miejsc w parlamencie, a Rafał Trzaskowski uzyskał taaaaki wynik wyborczy. Tyle że to już przeszłość.

Osiem miesięcy po sukcesie prezydenta Warszawy Platforma idzie łeb w łeb z Hołownią, a od Lewicy odstaje na zaledwie 5–6 punktów procentowych. Więc o żadnej hegemonii nie może być mowy. Platforma kurczy się do rozmiarów żelaznego antypisowskiego elektoratu, ale wciąż uważa, że może innym partiom mówić, co mają, a czego nie mają robić.

Gdy PO bez uzgadniania z nikim rozmawia z Gowinem, to reszta ma siedzieć cicho. Gdy Lewica chce ratować miejsca pracy Polaków i ich zdrowie, to staje się zgrają kolaborantów. Dlatego PO i tak nie poparło Ikonowicza, chociaż Lewica poparła kandydata PO na Rzeczniczka Praw Obywatelskich. Przecież jaśniepańska PO może wszystko.

Stąd to ciągłe wpychanie Lewicy w buty zdrajców, nawet jeśli PO ramię w ramię z PiS uwala Ikonowicza i ramię w ramię z ziobrystami chce wywrócić 750 miliardów pomocy dla Polski. I oto ten wieczny szantaż, że jak pójdziecie do PiS, to nazwiemy was zdrajcami, się kończy.

Liberalni publicyści są w szoku, że Lewica tym razem nie zwróciła uwagi na ich pohukiwania. Że potraktowała ich jak ludzi krzyczących ciągle ten sam tekst do telewizora. Ich oburzenie jest bardziej groteskowe niż groźne.

To oderwanie liberałów od rzeczywistości wygląda zresztą najkomiczniej, jeśli się zobaczy, z jaką zapalczywością śledzą oni wszelkie awantury na lewicy. Jak prześcigają się w szerowaniu kolejnych konfliktów i jak zawsze pouczają, że lewica jest oderwana od rzeczywistości, bo dyskutuje o mowie nienawiści albo, ha, ha, o walce o klimat.

Tymczasem nagle okazuje się, że niecałe TRZY PROCENT ludzi w Polsce poparłoby blokadę Funduszu Odbudowy. 66 proc. jest za jego przyjęciem przez parlament.

2,7% Polaków popiera plan PO, żeby wspólnie z Ziobro i Bosakiem wysadzić w powietrze Fundusz Odbudowy dla całej UEŹródło: IBRIS

Posted by Adrian Zandberg on Tuesday, April 27, 2021

Pora zrozumieć, zwłaszcza na lewicy, że pożeranie PO przez Hołownię nie jest przypadkiem. Ludzie mają dość sekciarskiego anty-PiS-u, jak kiedyś mieli dość sekciarskiego Macierewicza, którego Kaczyński musiał chować do szafy. Ci sami ludzie nie uważają za zdradę przegłosowania 750 miliardów dla Polski, byleby tylko wreszcie „oderwać PiS od koryta”.

Owo oderwanie się od rzeczywistości wynika także, a może przede wszystkim, z różnic klasowych. Żelazny elektorat Platformy, chełpiący się tym, jakiego to nie ma wykształcenia i zarobków w stosunku do tego „motłochu klasy ludowej”, ma w pandemii łatwiej. Oni dadzą radę, więc mogą poświęcić te pieniądze i skupić na walce o wolne sądy i wolność poglądów, która notabene również nie powinna wyglądać tak, że wyrzuci się wszystkich chwalących PiS dziennikarzy jak leci.

W całej tej awanturze chodzi także o polityczny teatr. I o narzucenie narracji. Liberałowie, mający poparcie najpotężniejszych opozycyjnych mediów, będą teraz rwali szaty, tarzali się w błocie i wyrywali sobie włosy z głowy, że jak tam można razem z PiS-em! Ubieranie Lewicy w buty zdrajców, którzy nie chcą praworządności, co jest notabene kłamstwem, będzie trwało przez kilka dni, zanim znajdą sobie nowy obiekt do histeryzowania.

Przez jakiś czas wszelkie łajdactwa PiS, a będzie ich niemało, będą szły na konto Lewicy. Lewica musi to przetrwać, cierpliwie tłumaczyć, że nie chciała zablokować pieniędzy dla całej Unii, bo to byłby faktyczny polexit. Trwały sojusz z Kaczyńskim jest oczywiście politycznym samobójstwem i głupotą. Ale popieranie wybranych socjalnych pomysłów rządu Zjednoczonej Prawicy, wpisywanie do ustaw rządowych socjalnych pomysłów Lewicy może być sposobem na odbieranie wyborców zmęczonych ciągłą wojną prowadzoną przez PiS. Tylko tak Lewica wybije się na niepodległość. A przy okazji załatwi coś dla tego umęczonego kraju.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Galopujący Major
Galopujący Major
Komentator Krytyki Politycznej
Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej. Autor książki „Pancerna brzoza. Słownik prawicowej polszczyzny”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.
Zamknij