Kraj

Lewica dogadała się z PiS. Sojusz opozycji będzie teraz trudniejszy niż kiedykolwiek

Fot. Johnathan Macedo/Unsplash, Piotr Drabik/Flickr.com. Edycja KP.

Czy były inne scenariusze? I czy Lewica rzeczywiście zasługuje na krytykę? Komentarz Jakuba Majmurka.

Jak wiecie, Lewica dogadała się z PiS: przedstawiła swoje warunki, pod jakimi poprze ratyfikację Europejskiego Funduszu Odbudowy, a PiS zgodził się na nie niemal natychmiast.

Wydarzenie to wywołało gwałtowne reakcje na scenie politycznej. Marszałek Terlecki i premier Morawiecki zachwalają Lewicę jako tę odpowiedzialną, myślącą o Polsce opozycję, Konfederacja krzyczy o porozumieniu PiS z „komunistami”, politycy PO oskarżają Lewicę o zdradę opozycji.

Jedni liberalni komentatorzy są oburzeni, inni z żalem konstatują, że to PO sama zakiwała się na śmierć i na razie to Lewica wygrała sprawę wizerunkowo.

No nie wiem…Co będzie, jeśli rząd po głosowaniu nie wypełni obietnic złożonych Lewicy i zignoruje dzisiejsze…

Posted by Sławomir Sierakowski on Tuesday, April 27, 2021

Wyborcy Lewicy w tej sytuacji mogą czuć się mocno skonfundowani. Ich ugrupowanie podejmuje bowiem bardzo politycznie ryzykowną grę.

Co na to elektorat?

Oczywiście, Polska potrzebuje środków z Funduszu Odbudowy, a co ważniejsze, potrzebuje ich Europa. Jeśli Europa znów – tak jak po kryzysie 2008 roku – nie odpowie solidarnie na wywołany przez epidemię kryzys, to legitymacja i przyszłość projektu europejskiego staną pod znakiem zapytania.

Fundusz Odbudowy: czy są w Sejmie jacyś odpowiedzialni dorośli?

Rozumiem więc gotowość Lewicy, by w tak kluczowej dla przyszłości kontynentu sprawie paktować nawet z samym PiS. Rozumiem też grę Lewicy na siebie i potrzebę zaznaczenia odrębności od konserwatywnych liberałów. Na krótką metę porozumienie z PiS z pewnością pozwala osiągnąć ten cel. Politycy PO i jej twardy elektorat są wściekli, Lewica może się przedstawić jako pragmatyczna, która w sytuacji impasu jest w stanie wyjść z inicjatywą, ugrać swoje i zabezpieczyć ważne dla Polski pieniądze.

Czy Lewica pomoże PiS ratyfikować Fundusz Odbudowy? Znamy warunki

Z drugiej strony porozumienie w tej formie budzi wiele pytań. Po pierwsze o to, jak zareaguje na nie w swojej masie sam lewicowy elektorat. Ze wszystkich dostępnych nam badań wynika, że jest on tyleż proeuropejski, co antypisowski, często autentycznie – nieraz nie bez racji – przekonany, że rządy PiS stanowią zagrożenie dla standardów państwa prawa, praw mniejszości czy samej demokracji liberalnej w Polsce.

To przecież rząd, który wielu grupom związanym z mniejszością – kobietom, osobom LGBT+ itd. – odmawiał ich podstawowych praw. Pochwały, jakie pod adresem Lewicy wygłasza teraz marszałek Terlecki, będą dla wielu ich wyborców dziwne i zupełnie niezrozumiałe.

Można tylko mieć nadzieję, że Lewica, zanim zaczęła porozumiewać się z PiS-em, zrobiła wśród swojego elektoratu badania, z których wyszło jej, że dla jej wyborców to akceptowalny ruch. Że wie, jak nieprzekonanym to porozumienie „sprzedać”. Bo o ile lewicowy elektorat byłby wściekły za głosowanie przeciw unijnym pieniądzom, o tyle sytuacja, gdy Lewica ratuje PiS, też go nie będzie zachwycać.

Lewica ma argument: wynegocjowaliśmy konkrety. Szczerze jednak mówiąc, w samym porozumieniu żadnych spektakularnych koncesji ze strony rządzących nie ma. Lewica udzieliła poparcia dość tanio. PiS nie ustępuje w niczym dla siebie ważnym, wszystkie wynegocjowane punkty – może poza 30 proc. pieniędzy dla samorządów – mógłby wpisać do Krajowego Planu Odbudowy sam. Środki na tanie mieszkania na wynajem można zapisać, ale bez sprecyzowania tego, kto ma te mieszkania budować i nimi zarządzać, może się skończyć tak jak z Mieszkaniem+.

A 75 tysięcy wynegocjowanych mieszkań to bardzo mało – w 2019 roku, ostatnim przed covidem, oddano do użytku ponad 207 tysięcy nowych mieszkań. 75 tysięcy mieszkań na wynajem w ciągu kilku lat nie rozwiąże problemów rynku mieszkaniowego, zwłaszcza tam, gdzie jest on najciężej odczuwalny – w dużych, zamożnych miastach, które nie głosują na PiS i którym rząd najmniej będzie skłonny pomóc. Co najważniejsze: w porozumieniu nie ma mechanizmu pozwalającego realnie kontrolować, czy rząd ze złożonych obietnic faktycznie się wywiązuje.

Mieszkanie prawem? Niechby i towarem, byle nie spekulacyjnym

Lewica ma teraz gotową narrację: podczas gdy my załatwiamy mieszkania dla ludzi i pieniądze dla szpitali, PO fantazjuje o obalaniu rządu z Gowinem, a kończy, głosując razem z Ziobrą i Konfederacją.

Lewica żyruje PiS?

Porozumienie, zawarte w dodatku tak szybko (nie warto było postarać się chociaż o teatr twardych politycznych negocjacji) bardzo politycznie pomaga PiS-owi.

Kaczyński nie musi dłużej martwić się o Ziobrę i dylemat: ukarać go za głosowanie przeciw Zjednoczonej Prawicy, czy ratować koalicję, wycofując się ze swoich gróźb? Mając zapewnione poparcie Lewicy (oraz Hołowni, który od początku zapowiedział poparcie), PiS nie musi też dogadywać się z PO i PSL. Może skupić się na dokończeniu szczepień, prezentacji Nowego Ładu i propagandowym ogrywaniu obu tych wydarzeń.

PiS już wcześniej bardzo sprytnie rozegrał sprawę Funduszu Odbudowy, przenosząc dyskusję nad jego ratyfikacją na wygodne dla siebie tory. O czym bowiem powinniśmy rozmawiać? O tym, że Kaczyński nie potrafi zapewnić temu projektowi sejmowej większości, przekonać do niego własnego politycznego zaplecza, że jest nieefektywnym liderem, sprzymierzonym ze skrajną, antyeuropejską prawicą Ziobry.

Zamiast tego PiS narzucił dyskusję w tonie „czy opozycja zachowa się odpowiedzialnie?”. Teraz z kolei wszyscy będą przyglądać się wojnie między PO a Lewicą na opozycji. O Ziobrze, antyeuropejskiej Solidarnej Polsce w rządzie i nieefektywnym przywództwie Kaczyńskiego wszyscy zapomną do następnego kryzysu w Zjednoczonej Prawicy.

Tak że na dłuższą metę, popierając jako jedna z pierwszych sił opozycyjnych PiS w kwestii planu odbudowy gospodarczej w Polsce, Lewica bierze poniekąd na siebie polityczną współodpowiedzialność za jego realizację, a przynajmniej te jego zapisy, które wynegocjowała. I to bez żadnych możliwości wyegzekwowania od PiS tego, by faktycznie z umowy się wywiązał.

Jeśli PiS Lewicę okłamie i ogra, to ona zapłaci za to polityczną cenę – nie Kaczyński. Jeśli z kolei rząd wypełni zobowiązania, to ich wyborcze efekty skonsumować może w dużej mierze PiS. Gdyby tanie mieszkania faktycznie udało się zbudować, to rząd sprzeda je w TVP jako sukces swój, nie Lewicy. A Lewica swojego TVP przecież nie ma i nic nie wskazuje, by przed następnymi wyborami miała.

Jeśli dzięki pieniądzom z funduszu, odbiciu gospodarki, uspokojeniu ideologicznych szaleństw PiS zapewni sobie trzecią kadencję, duża część opinii publicznej, potencjalnie do wzięcia dla Lewicy, obarczy ją o to winą. Za gwałtownością reakcji liberałów na to dzisiejsze porozumienie kryje się lęk, że w ten sposób PiS otwiera sobie drzwi do trzeciej kadencji i dalszego demontażu liberalnej demokracji w Polsce.

Czy były inne scenariusze?

Można zapytać, jakie były inne scenariuszem poza dogadaniem się z PiS w tej sprawie. Scenariusz przedstawiony przez marszałka Grodzkiego – wykorzystujemy pęknięcia w koalicji rządzącej, by odsunąć PiS do władzy, powołać rząd techniczny, który ratyfikowałby Fundusz Odbudowy i zorganizował następne wybory – nie był nigdy szczególnie prawdopodobny, a po niedzielnym porozumieniu Kaczyńskiego z Ziobrą i Gowinem jest jeszcze mniej.

PO wydaje się dziś mieć przed sobą same złe scenariusze. Jeśli po krzyczeniu o zdradzie Lewicy samo ostatecznie poprze Fundusz Odbudowy, nie będzie to wizerunkowy sukces. Podobnie zresztą, jeśli wspólnie z Ziobrą i Konfederacją zagłosuje przeciw albo wstrzyma się od głosu.

Co więc można było zrobić? Wykorzystując to, w jakim położeniu Kaczyńskiego postawił Ziobro, cała demokratyczna opozycja mogła się dogadać i wspólnie negocjując, ugrać więcej. Zwłaszcza na polu mechanizmów realnie gwarantujących dotrzymanie zobowiązań w sprawie unijnych środków. Na przykład wymusić przedstawienie Krajowego Planu Odbudowy w formie ustawy. Albo powołanie komisji, z opozycyjną większością, nadzorującą jego realizację.

Opozycja okazała się tu jednak niezdolna do działania. Trudno powiedzieć z czyjej winy. Czy PO za bardzo zapędziła się w anty-PiS, czy Lewica niepotrzebnie wyszła przed szereg? Zwykłego wyborcy może to nie obchodzić – miał bowiem prawo oczekiwać, by opozycja w tej sprawie zadziała wspólnie, pokazując, że w sytuacji sypania się PiS sama jest się w stanie między sobą dogadać i w razie czego skutecznie przejąć odpowiedzialność za kraj.

Teraz z dogadywaniem się będzie trudniej niż kiedykolwiek. Najbliższe tygodnie pełne będą pretensji i oskarżeń między wszystkimi graczami demokratycznej opozycji.

Po szybkiej analizie Twittera i Facebooka widać, że ta wojenka zachwyca jedynie najtwardszy, najbardziej toksyczny elektorat po obu jej stronach. Ortodoksyjnych fanów PO, którzy są przekonani, że mniejsze partie opozycji powinny zniknąć ze sceny. Oraz radykalnych wyborców Lewicy, którzy w szóstym roku destrukcyjnych rządów PiS wciąż liberałów traktują jak największe nieszczęście Polski.

Z dala od obu tych politycznych piwnic niejeden wyborca zniechęcony machnie ręką i powie: „oni się już nigdy nie dogadają, niech już lepiej rządzą tamci”.

 

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Jakub Majmurek
Jakub Majmurek
Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".
Zamknij