Gospodarka

Ekonomia zmienia płeć

Pamiętacie jak jeszcze dekadę temu szczyty ekonomiczne, na których gościli przedstawiciele Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego, wyprowadzały na ulicę setki tysięcy demonstrantów i kończyły się często srogimi zamieszkami? Tym gigantom zmiana kursu przychodzi jak transoceanicznym kontenerowcom, ale nie jest niemożliwa. Mają nowych kapitanów, a są nimi kobiety. I za chwilę kontenerowce te rozbuja sztorm wywołany pandemią koronawirusa.

Barack Obama, który brał udział w zeszłorocznej konferencji na temat przywództwa, oświadczył: „Jestem absolutnie pewien, że jeśli przez dwa lata każdy kraj byłby rządzony przez kobiety, to widzielibyśmy znaczącą ogólną poprawę właściwie we wszystkim”. Singapurem, gdzie padły te słowa, od sierpnia 2017 rządzi Halimah Yacob. I nie jest jedyną kobietą u sterów władzy w Południowo-Wschodniej Azji. Bangladesz, Mjanma, Nepal, Tajwan – wszystkim tym krajom przewodzą kobiety. Szczególnym zaufaniem obdarzają je społeczeństwa wyspiarskie. Poza Tajwanem kobiety sterują nawą państwową w Nowej Zelandii, Trynidadzie i Tobago, Barbadosie, Islandii.

Potrzebujemy więcej kobiet w polityce zagranicznej

Obama miał okazję zacząć poprawianie świata od własnej administracji. Jednak USA pozostaje nadal w dolnej połowie indeksu równości płci. Kobiety nigdy nie stały tam ani na czele państwa, ani chociażby Departamentu Obrony czy Skarbu. Co do polityki partyjnej to np. liczba kobiet zasiadających w Senacie w styczniu tego roku osiągnęła swoje historyczne maksimum. Ze stu miejsc Izby Wyższej Kongresu 26 było zajmowanych przez kobiety – zaledwie jedna czwarta. Na te 26 kobiet 17 było z Partii Demokratycznej, a 9 z Partii Republikańskiej.

W Europie, oprócz Islandii, kobiety stoją na czele ośmiu państw: Belgii, Danii, Estonii, Finlandii, Niemiec, Norwegii, Serbii, Słowacji. Do tej grupy dołączyła Grecja, w której Katerina Sakellaropoulou objęła stanowisko prezydentki w połowie marca. Jest pierwszą kobietą w historii Grecji sprawującą ten urząd.

Kobiety rządzące Finlandią zrównały obowiązki opiekuńcze. Równy urlop dla matek i ojców

W nowym stuleciu widzimy stopniową zmianę w kierunku feminizacji stanowisk przywódczych. W polityce idzie to dość wolno. Tymczasem na początku 2020 roku najistotniejsze stanowiska z punktu widzenia światowej ekonomii zajmowane są przez kobiety. To sytuacja bezprecedensowa. Kim są, jaką politykę ekonomiczną prowadzą i czy różni się ona od tej prowadzonej przez facetów?

Wegetarianka, która chciała zjeść Grecję

Rok 2015. Trwają negocjacje lewicowego rządu Syrizy z wierzycielami Grecji. Rozpoczyna się briefing prasowy po spotkaniu Eurogrupy. Jest ona nieformalnym ciałem decyzyjnym Unii Europejskiej złożonym z ministrów finansów krajów eurozony, wówczas pod jeszcze bardziej nieformalnym przywództwem ministra finansów Niemiec Wolfganga Schäuble.


Eurokraci są nieprawdopodobnie wkurzeni tym, że Janis Warufakis, minister finansów de facto zbankrutowanego – choć nikt nie chce tego przyznać – kraju ośmielił się, po raz kolejny, im się postawić. Zgodnie z demokratycznym mandatem chronił ludność swojego kraju przed rozjechaniem na miazgę przez finansowy walec triumwiratu Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Banku Światowego i Komisji Europejskiej, tak zwanej Trojki.

Mówcy zasiadają na tle euroniebieskiej ścianki. Technokraci lubią podkreślać „racjonalizm i obiektywizm” decyzji swoim anturażem. Wśród zimnogranatowych i stalowych barw technokracji wyróżniają się pomarańczowy szal i platynowa fryzura. Należą do Christine Lagarde, wówczas dyrektorki zarządzającej Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

To ona w obliczu katastrofy negocjacyjnej i źle maskowanej wściekłości przewodniczącego Eurogrupy, Jeroena Dijsselbloema, wycedzi słynne: „The key emergency is to restore a dialog with adults in the room”. To „porozmawiajmy jak dorośli” stanie się tytułem książki Janisa Warufakisa, a następnie tytułem filmu w reżyserii Costa-Gavrasa. I książka, i film są szczegółową relacją z walki, jaką stoczył grecki minister finansów z, jak to określił, europejskim „głębokim establiszmentem”.

Do jego prominentnych postaci autor książki zalicza właśnie Christine Lagarde. Francuzka jest najbardziej otrzaskaną politycznie osobą z całej plejady kobiet zarządzających obecnie światem gospodarki. W zeszłym roku przeszła ze stanowiska szefowej Międzynarodowego Funduszu Walutowego na pozycję dyrektorki Europejskiego Banku Centralnego. To ona zarządza teraz naszą europejską kasą.

Od 1981 roku zawodowo związana z korporacją prawniczą Baker & McKenzie. Pięła się w niej po szczeblach kariery i doszła do stanowiska prezeski paryskiej filii w 1991 roku, a następnie została szefową całej korporacji. Karierę polityczną rozwija jako doradczyni kongresmana Williama Cohena, republikanina, który pełni funkcję sekretarza obrony w administracji Billa Clintona. W latach 2005-2010 Lagarde obejmuje teki ministerialne w kilku kolejnych centroprawicowych gabinetach rządowych Francji. W 2011 powołana zostaje na stanowisko dyrektorki zarządzającej MFW, którym zawiaduje przez dwie kolejne kadencje do 2019 roku. Prywatnie sportsmenka, jako nastolatka reprezentowała nawet Francję na zawodach pływania synchronicznego, uprawia kolarstwo. Jest zdeklarowaną wegetarianką.

Sporo mówi o inkluzywności. Na jej przykładzie możemy się przekonać, że konserwatywny background, inaczej niż w Polsce, nie przeszkadza silnemu zaangażowaniu w sprawy równouprawnienia kobiet. Zanim buntownik Janis Warufakis nie wjechał na swoim motocyklu na światową scenę ekonomii i nie okrzyknięto go „supergwiazdą”, to miano przynależało właśnie do niej.

Warufakis: Nowa broń dla Europejskiego Banku Centralnego

Mimo że Warufakis był adwersarzem Lagarde, nigdy nie wyrażał się o niej pejoratywnie. Wiadomo, jeśli chcesz coś wynegocjować, nie możesz zrażać do siebie ludzi, od których zależy los twojego kraju. Bardziej swobodny był ekonomiczny komentator brytyjskiego „Guardiana”, który napisał: „Byłoby fascynujące zobaczyć, z jaką reakcją zetknęłaby się Lagarde, gdyby spróbowała mówić o rozwoju sprzyjającym społecznej inkluzywności bezdomnym tłoczącym się na ulicach Aten”. Ale teraz takimi Atenami może stać się cały świat.

W Międzynarodowym Funduszu Walutowym jakiś czas temu doszło do pęknięcia i brakuje jednomyślności między pionami organizacji. Zespoły programowe dalej zanurzone są ideologicznie w latach 90., a ich agendę wciąż można streścić w hasłach: cięcia (austerity), prywatyzacja, liberalizacja finansowa.

Czego nie może Europejski Bank Centralny

Zespoły badawcze zweryfikowały jednak swoje poglądy, odrzucając neoklasyczną dogmatykę. Lagarde nie jest fundamentalistką, podobno trzymała stronę zespołów badawczych, była gotowa przystać na redukcję greckich długów. Warufakis próbuje ją namawiać na urealnienie roli EBC, tak aby stał się bankiem centralnym z prawdziwego zdarzenia z uwspólnionym europejskim długiem.

W obliczu rozszerzającej się epidemii koronawirusa jeszcze na początku marca Lagarde twierdziła, że EBC pozostało niewielkie pole manewru, ponieważ stopy procentowe są już ujemne. W związku z rozwojem sytuacji neoliberalne dogmaty upadają jednak jak domki z kart.


Obecnie Lagarde wzywa państwa do stosowania silnych bodźców fiskalnych. 12 marca EBC podjął decyzję o wydatkowaniu 120 mld euro na przeciwdziałanie załamaniu ekonomicznemu, a już w zeszłą środę Rada banku ogłosiła Pandemiczny Ratunkowy Program Zakupów w wysokości 750 mld euro do wydania do końca roku. Razem stanowi to 7,3 proc. PKB całej strefy euro. Jednocześnie EBC udostępnia 3 biliony euro w ujemnym, najniższym w całej swojej historii, oprocentowaniu wynoszącym –0,75 proc.

Doradczyni komunistów

Szefową zespołu badawczego Międzynarodowego Funduszu Walutowego została w 2018 roku Gita Gopinath. Urodzona w 1971 roku w Kalkucie jest najmłodszą wśród sprawujących władzę nad światową gospodarką kobiet. Wychowała się w Indiach, ale posiada również obywatelstwo amerykańskie.

Nobel z ekonomii dla kobiety? To za mało

czytaj także

Swoją edukację rozpoczęła w delijskiej School of Economics. Zdobyła kilka dyplomów, w tym Uniwersytetu Waszyngtona i Uniwersytetu Princeton, gdzie konsultantami jej pracy doktorskiej byli Ben Bernanke (wtedy szef wydziału ekonomii tej uczelni, później przewodniczący Rezerwy Federalnej) oraz Kenneth Rogoff, wtedy główny ekonomista MFW i wielki fan Lagarde. Wykładała na Harwardzie. Jest redaktorką „American Economic Review”. W Indiach jej nominacja na stanowisko głównej ekonomistki MFW wywołała falę zachwytu i przysporzyła sporo popularności. Tym bardziej, że jest pierwszą kobietą na tym stanowisku w 75-letniej historii instytucji.

Gopinath sama określa siebie technokratką. Jej poglądy gospodarcze wydają się jednak ambiwalentne. Z jednej strony swojemu własnemu krajowi, którego spowolnienie gospodarcze wpłynęło znacząco na hamowanie światowej gospodarki, proponuje lekarstwo znane z neoklasycznego elementarza: cięcie podatków korporacyjnych, reforma prawa pracy, dostosowanie sektora bankowego do rynków międzynarodowych, rozbudowa infrastruktury transportowej wspomagającej handel międzynarodowy. Cel: uczynienie z Indii światowej manufaktury.

#MeToo zmienia Bollywood, ale czy zmieni Indie?

Zadanie miało by być ułatwione przez trwającą wojnę handlową między Chinami a USA. Nic dziwnego, że powołanie jej w 2016 roku na stanowisko doradczyni ekonomicznej premiera indyjskiego stanu Kerala, komunisty Pinarayia Vijayana (Keralą rządzi koalicja Lewicowego Frontu Demokratycznego i Komunistycznej Partii Indii) wywołało falę krytyki ze strony indyjskiej lewicy i oskarżenia o promowanie polityki likwidacji barier ochronnych (deregulacji).

Z drugiej strony w swoich badaniach naukowych Gopinath zajmowała się dominacją dolara w handlu międzynarodowym. Wykazała, że gospodarki słabszych krajów, kiedy rozliczają się za pośrednictwem dolara, stają się bardziej wrażliwe i tracą odporność na wstrząsy. Pamiętać należy, że kraje, które próbowały odchodzić od rozliczeń dolarowych, były w przeszłości obiektem amerykańskich „interwencji humanitarnych”.


Jeszcze przed wybuchem pandemii podczas konferencji mającej nakreślić prognozy i zalecenia MFW na rok 2020 Gopinath wyraziła pogląd, że handel międzynarodowy jest odpowiedzialny za nieustanne odtwarzanie nierówności, a te są przyczyną nie tylko spowolnienia ekonomicznego, ale także pogorszenia stanu zdrowia całych społeczeństw. Jako przykład przytoczyła epidemię opioidową w USA. Tak, to mówi główna ekonomistka MFW – nierówności są niezdrowe, a antidotum mają stanowić polityka mieszkaniowa, kredytowa i edukacyjna.

Wiele wskazuje na to, że w ramach MFW Gopinath kontynuuje rozpoczęte jeszcze przed jej kadencją odejście zespołów badawczych od polityki konsensusu waszyngtońskiego.

Gita Gopinath jest świadoma roli pierwszej w historii kobiety na stanowisku szefowej zespołu badawczego MFW. Bloomberg przytacza jej wypowiedź, w której wyraża nadzieję, że jej kariera ośmieli młode dziewczyny, by dokonać zmiany w świecie ekonomii.


Ocena skutków epidemii opublikowana 9 marca przez Gopinath to lista strat i litania zagrożeń: gospodarka chińska ucierpiała bardziej niż w trakcie kryzysu w 2008, usługi ucierpiały bardziej niż produkcja, spadek transportu nie był głęboki nawet po atakach z 11 września. Ekonomistka dopinguje kraje do większych wydatków na ochronę zdrowia oraz podtrzymania popytu poprzez bezpośrednie transfery gotówkowe, subsydiowanie płac, wsparcie funduszy dla bezrobotnych. Sugeruje, że „tam, gdzie płatne zwolnienia chorobowe i rodzinne nie należą do standardowych świadczeń, rządy powinny rozważyć ich sfinansowanie”, a na koniec oferuje 50 mld szybkiego finansowania awaryjnego dla krajów rozwijających się.

Absolwentka Instytutu Karola Marksa

Gita Gopinath została mianowana jeszcze przez Christine Lagarde, ale już rok później jej szefową została Kristalina Georgiewa, urodzona w Sofii w 1953 Bułgarka. Wykształcenie z zakresu ekonomii politycznej odebrała w sofijskim Instytucie Ekonomii im. Karola Marksa. Swój doktorat poświęciła ochronie środowiska i wzrostowi gospodarczemu USA. Zaliczyła również rok edukacji w London School of Economics.

Lagarde nie jest fundamentalistką, była gotowa przystać na redukcję greckich długów.

W 1993 roku rozpoczęła karierę w Banku Światowym, gdzie po kolejnych szczeblach wspięła się w 2008 roku na stanowisko wiceprezeski. Od 2010 roku uczestniczy w europejskiej polityce na szczeblu unijnym. Najpierw jako komisarka ds. rozwoju i pomocy humanitarnej u José Barroso, następnie jako wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej i komisarka ds. budżetu zasobów ludzkich u Jean-Claude Junckera.

Rezygnuje z członkostwa w Komisji Europejskiej w 2016 roku, gdy zostaje powołana na stanowisko dyrektora generalnego Banku Światowego. Kolejny transfer na szczytach instytucji zalicza w 2019 roku, 1 października rozpoczyna pięcioletnią kadencję jako szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Obejmując urząd deklarowała, że jej głównym celem będzie podjęcie problemów nierówności, kryzysu klimatycznego i szybkich zmian technologicznych.

Odnosząc się do ostatniego spotkania w Davos, podkreśliła mocno, że reprezentacja kobiet na Światowym Forum Ekonomicznym była zdecydowanie zbyt mała. Sama wprowadza w tym zakresie zmiany w instytucji, którą zarządza. Gdy obejmowała posadę, na stanowiskach kierowniczych MFW zasiadało 25 proc. kobiet (co było zasługą jej poprzedniczki Lagarde), obecnie wskaźnik ten został podniesiony do prawie 30 proc. Georgiewa zapowiada, że na tym nie poprzestanie i będzie dążyć do pełnego parytetu.


W lutowym wywiadzie dla tygodnika „Der Spiegel” szefowa MFW chwali podniesienie wydatków rządowych, które jednoznacznie pozytywnie w jej ocenie wpływają na wzrost gospodarczy. Nadmienia, że MFW notuje znów niebezpieczne poziomy zadłużenia, również długu korporacyjnego, osiągającego wyniki, z którymi mieliśmy do czynienia przed rokiem 2008 i zapowiada debatę nad dalszymi regulacjami, by uniknąć kolejnego krachu.

W dokumencie opublikowanym przez MFW 16 marca, zawierającym zalecenia dla państw członkowskich funduszu, znajdziemy m.in.: natychmiastowe zwiększenie wydatków na ochronę zdrowia, wezwanie banków centralnych do natychmiastowego poluzowania polityki pieniężnej i zwiększenia podaży pieniądza („drukowania pieniędzy”). Środki mają trafić do realnej gospodarki oraz osób w najtrudniejszej sytuacji. MFW zmobilizował też swoje programy szybkiego reagowania, które mają w tej chwili pojemność jednego biliona dolarów.

Warufakis: Europa nie jest gotowa na recesję

Bank Światowy nie udaje Greka

Kolejną kobietą zasiadającą u sterów światowej ekonomii jest Pinelopi „Penny” Koujianou Goldberg, mianowana główną ekonomistką Banku Światowego w 2018 roku. Urodziła się w Atenach w 1963, dyplom z ekonomii uzyskała we Freiburgu, a stopień doktora na Uniwersytecie Stanforda w Kalifornii. Pracowała na kilku renomowanych uczelniach: Princeton, Columbia, Yale.

W 2011 roku, jako pierwsza kobieta w historii periodyku, została redaktorką naczelną „American Economic Review”. Badała wpływ liberalizacji handlu na wzrost i podział dochodów oraz skutki egzekwowania praw własności intelektualnej w krajach rozwijających się. Stanowisko w Banku Światowym objęła dwa lata temu, ale na początku roku 2020 ogłosiła swoją rezygnację i powrót na Uniwersytet w Yale.

Bank Światowy skręca w lewo?

Nie podała powodu swojej rezygnacji, co wywołało zaskoczenie współpracowników. W mailu napisała, że jest to „właściwy czas” na powrót do Yale. Czy to delfickie pytie poradziły jej opuścić eksponowane stanowisko tuż przed zderzeniem z gospodarczym tsunami wywołanym przez pandemię? „The Economist” spekuluje, że mogło dojść do konfliktu wewnątrz instytucji na tle raportów mających ujawnić, że część środków pomocowych Banku Światowego z lat 1990–2010 znalazła się na kontach w rajach podatkowych. Innym powodem jest przewidywana reorganizacja Banku Światowego i objęcie stanowiska dyrektora zarządzającego przez inną kobietę – Mari Pangestu.

Urodzona w 1956 roku w Dżakarcie Mari Pangestu studiowała na Australijskim Uniwersytecie Narodowym, a stopień doktora otrzymała na Uniwersytecie Kalifornijskim w Davis. Od lat zawodowo związana jest z organizacjami międzynarodowymi: ONZ-em, WHO, ale także RAND Corporation (think-tankiem z serca amerykańskiego kompleksu militarno-przemysłowego) oraz ze zbliżonym do kół rządowych, indonezyjskim think-tankiem CSIS (Centre for Strategic and International Studies).

Bank Światowy musi walczyć z ubóstwem i głodem, zapewniać opiekę zdrowotną i powszechne szkolnictwo

Współpracowała z Jeffreyem Sachsem nad Millenijnymi Celami Rozwoju ONZ. Była pierwszą kobietą pochodzącą z chińskiej społeczności pełniącą funkcje ministerialne w Indonezji, najpierw jako szefowa Ministerstwa Handlu (2004–2011), następnie Ministerstwa Turystyki i Sektora Kreatywnego (2011–2014). Obecnie jest przewodniczącą Międzynarodowego Instytutu Badań Polityki Żywnościowej oraz doradczynią Międzynarodowej Agencji Energii Odnawialnej (IRENA). Jeśli przyjęta została do Banku Światowego faktycznie w celu jego przebudowy, to zdarzyło się to w najmniej odpowiednim momencie.

Ekonomistka klubu najbogatszych

Główną ekonomistką OECD – skupiającej obecnie 36 najbardziej rozwiniętych gospodarczo państw – jest Francuzka Laurence Boone. Urodziła się w 1969 roku, edukację ekonomiczną rozpoczęła w Paryżu, by kontynuować ją w London School of Economics i Reading University.

MFW zaleca natychmiastowe zwiększenie wydatków na ochronę zdrowia.

Zawodowo związała się z bankiem Merrill-Lynch, gdzie w 2011 roku awansowała na główną ekonomistkę. W 2014 roku została doradczynią ekonomiczną prezydenta Francji Françoisa Hollande’a. Rezygnuje z tej funkcji dwa lata później, by wrócić do sektora prywatnego – do firmy ubezpieczeniowej AXA.

W 2018 roku została awansowana na główną ekonomistkę OECD, gdzie zastąpiła Catherine L. Mann. Mianowanie Boone zbiegło się z wojną taryfową między USA i Chinami oraz największym wyhamowaniem wzrostu światowego od czasu kryzysu z 2008 roku. Główna ekonomistka OECD upatruje ratunku w interwencjonizmie. Powraca keynesizm: „Niezbędne jest zdecydowane i skoordynowane działanie rządów. Aby biznes mógł znów rozkwitnąć, konieczne są publiczne inwestycje w infrastrukturę XXI wieku”.

To wciąż kapitalizm, ale jednak sprawniejszy. Laurence Boone zainteresowana jest odejściem od mierzenia bogactwa wyłącznie za pomocą PKB i uzupełnieniem pomiaru ilościowym indeksem zawierającym wskaźniki czasu wolnego, konsumpcji, przewidywanej długości życia, nierówności. Jeśli udałoby się szefowej OECD zacząć wprowadzać takie indeksy do debaty, byłby to krok milowy w urealnieniu pojęć wzrostu i rozwoju.

Jak sama zapewnia, w jej instytucji doszło w ostatnich latach do znaczących zmian. OECD, podobnie jak Bank Światowy i MFW, jest instytucją powojenną, która miała zapewnić odbudowę krajów zachodnich ze zniszczeń wojennych, stabilizować rozwój gospodarczy i dystrybuować jego owoce sprawiedliwie wśród państw członkowskich – co udawało się dokonywać ze sporym sukcesem.

Jednak w latach 80. na fali neoliberalnych tendencji wszystkie przeistoczyły się w narzędzia dyktatury ekonomicznej spod znaku TINA (There Is No Alternative), która promowała rozwój silniejszych i niszczyła bariery ochronne słabszych gospodarek. Po kryzysie 2008 roku, którego skutki odczuwamy do dziś, nastąpił powolny zwrot i Laurence Boone chce by był kontynuowany. Do tej pory mogła się mierzyć jedynie ze spowolnieniem gospodarczym, a od dwóch tygodni staje twarzą w twarz z krachem.

Pozostaje mieć nadzieję, że koronawirus dobitnie przypomni zarówno OECD jak Bankowi Światowemu i MFW cele, dla których zostały powołane. Działania ratujące gospodarkę światową przed kryzysem wywołanym pandemią będą poligonem, na którym międzynarodowe instytucje będą się weryfikować i trenować przed jeszcze poważniejszym zadaniem – ochroną planety przed kolapsem klimatycznym. W tym sensie epidemia może stać się naszą szczepionką. Najgorsze byłoby bowiem zderzenie się z nieodwracalnymi zmianami klimatycznymi i posiadanie przy tym przestarzałych softwarów neoliberalnej polityki gospodarczej z poprzedniej epoki.

Wiosna zimą

Tak zwane Wiosenne spotkanie zorganizowane z inicjatywy MFW i Banku Światowego w Waszyngtonie to zjazd bankierów, finansistów, ministrów finansów i CEO prywatnego sektora. Zeszłoroczny główny panel dyskusyjny szefowych był prawdziwym feministycznym combo.

Wzięły w nim udział Gopinath, Goldberg i Boone, a wprowadzenia dokonywała Lagarde. Rozpoczęła od zadania zgromadzonym pytania, czy widzą coś wyjątkowego na podium, które zajmowała z koleżankami. Pierwszy raz nie było w tym panelu mężczyzn. Tytuł zaś brzmiał niczym hasło wyborcze Partii Pracy: „Jak zapewnić wzrost wszystkim, a nie wybranym”. Rozmówczynie wzięły na celownik narastający od początku wieku w zastraszającym tempie problem nierówności, które „grożą rewolucjami jak francuska czy październikowa”. Zostało to wyrażone w dyskusji explicite.

Panelistki dyskretnie podważały stare dogmaty w takich obszarach, jak opodatkowanie międzynarodowych kapitałów, edukacjonizm, handel międzynarodowy, płaca minimalna. Dużo owijają w bawełnę, ale język multilateralnych instytucji zwykle wymagał egzegezy nie mniejszej niż komunikaty Politbiura. Coś jednak drgnęło. Tegoroczne Wiosenne spotkanie zostało oczywiście przeniesione do sieci, co w zależności od przyjętych rozwiązań może spowodować zwiększenie lub przeciwnie zmniejszenie transparentności podejmowanych rozmów.

Chantal Mouffe: Lekcja thatcheryzmu

czytaj także

Czy obecność kobiet na najwyższych stanowiskach spowoduje skruszenie ortodoksji neoklasycznej tychże instytucji? Płeć oczywiście nie gwarantuje progresywnych poglądów. Najlepszymi przykładami są Thatcher, May czy z naszego podwórka Beata Szydło, jednak Lagarde, Gopinath czy Boone mają nieco inne podejście, to inna liga, część z nich reprezentuje też inne pokolenie przywódczyń.

Czy obecność kobiet na kierowniczych stanowiskach to efekt trwałej emancypacji, czy może panowie pozwalają kobietom posprzątać bałagan, który sami zrobili? A może jest to związane ze zmianą paradygmatu organizacji międzynarodowych i nie tak pewnego obecnie ich statusu? Z jednej strony wobec wzrostu korporacyjnych potęg nowych technologii, z drugiej – zwrotu nacjonalistycznego obserwowanego w wielu krajach. W obecnej sytuacji niestety trudno będzie oddzielić ich osobisty wpływ na zmianę kursu światowych instytucji od presji, jaką wywiera zagrożenie wielką recesją gospodarczą. Tak czy inaczej nadciąga zupełnie nowa era w historii tych organizacji.

Manify 2020: O przyszłość planety walczą kobiety

Łukasz Dąbrowiecki – absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, projektodawca i twórca spółdzielni, emigrant. Publikował m.in. w Le Monde Diplomatique edycji polskiej, tygodniku „Przegląd”, krakowskim dodatku do „Gazety Wyborczej” i „Autoportrecie”.

Ciekawy artykuł? Pomóż nam pisać takie teksty dalej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.