UE

Warufakis: Europa nie jest gotowa na recesję

Mamy obowiązek uświadamiać obywateli, że nawet w demokracjach liberalnych decyzje na ogół podejmują w ich imieniu, wbrew ich interesom i bez ich wiedzy funkcjonariusze, którzy demokracji nie znoszą, choć uchodzą za jej obrońców.


Ministrowie finansów państw strefy euro nie potrafią porozumieć się w sprawie makroekonomicznie znaczącej, skoordynowanej reakcji budżetowej na gigantyczne recesyjne skutki pandemii COVID-19. Mam obawy, że skończy się na heroicznych oświadczeniach pełnych imponujących liczb, a przysłaniających nietrafność i zachowawczość ustalonej polityki.

Pierwszą oznakę, że tak będzie, przynosi niedawne oświadczenie rządu niemieckiego o pakiecie pomocy finansowej dla sektora prywatnego. Niemiecki minister finansów twierdził, że jest to „bazooka” w postaci 550 miliardów euro (czyli 600 miliardów dolarów). Gdy przyjrzeć się tej propozycji dokładniej, okaże się jednak, że to co najwyżej pistolet na wodę.

Buras: Z powodu koronawirusa nawet Niemcy mogą dojść do granic swoich możliwości

Niemiecki pakiet, obejmujący odroczenia podatkowe i hojne linie kredytowe, ujawnia poważne niezrozumienie natury tego kryzysu – takie samo, jakie zaogniło kryzys euro dziesięć lat temu. Teraz, tak jak wtedy, przedsiębiorstwom i gospodarstwom domowym zagraża nie brak płynności finansowej, ale bankructwo. Jeśli więc władze chcą powstrzymać kryzys, muszą postawić wszystko na jedną kartę: dokonać wielkiej ekspansji budżetowej. Tymczasem niemiecki pakiet zaprojektowano właśnie z myślą o jej uniknięciu.

Ministrowie finansów państw, które borykają się z większymi problemami gospodarczymi niż Niemcy (na przykład Włoch i Grecji), bez wątpienia będą próbowali nalegać na konieczne zwiększenie budżetu. Napotkają jednak mur sprzeciwu ze strony niemieckiego ministra finansów i jego lojalnych zwolenników w Eurogrupie. Wkrótce „południowcy” po cichu się ze wszystkiego wycofają, a swoją potulnością przypieczętują jeszcze jeden budżetowo nieistotny pakiet Eurogrupy, który nadchodząca recesja rozjedzie jak walec.

Skąd wiem, że tak się stanie? Bo już to widziałem. Reprezentowałem Grecję na spotkaniach Eurogrupy w 2015 roku, gdzie zdecydowano o klęsce desperackich starań naszego rządu, by uniknąć dalszych pożyczek kosztem jeszcze głębszej recesji. Metodyczność, z jaką na tych spotkaniach zamykano wszystkie ścieżki racjonalnej debaty na temat odpowiedniej polityki fiskalnej, jest kluczem do zrozumienia, dlaczego Eurogrupie nie powiedzie się również zbudowanie skutecznej obrony budżetowej przeciwko wstrząsowi wywołanemu pandemią.

Z posiedzeń Eurogrupy, w których pięć lat twemu brałem udział, wynika jedno: każdego ministra finansów osłabionego gospodarczo państwa, który ośmieli się sprzeciwić linii Berlina albo proponować rozwiązania korzystne dla większości Europejczyków, a nie tylko sektora finansowego, czeka trudna przeprawa.


Dla mnie była ona szczególnie trudna. Każdy, kto posłucha wielogodzinnych rozmów z 2015 roku, teraz powszechnie dostępnych, usłyszy, jak przewodniczący Eurogrupy grozi mi zerwaniem negocjacji, gdybym ośmielił się przedstawić pisemne propozycje, o których Niemcy nie chcą rozmawiać (tam sam przewodniczący później informował media, że przyszedłem „z pustymi rękami”).

Szef Europejskiego Mechanizmu Stabilności – funduszu bailoutowego – oskarżał mnie z kolei o to, że za bardzo przejmuję się zadłużeniem gospodarstw domowych, a za mało – kapitalizacją (już zrujnowanych) banków. Nie zapominajmy też o niemieckim ministrze finansów, Wolfgangu Schäuble, który żądał zachowania zysków Europejskiego Banku Centralnego z wymiany greckich obligacji dla budżetu Niemiec – „mojego budżetu”, jak mówił. Unia Europejska zgodziła się wcześniej, że pieniądze te powinny wrócić do Grecji; w końcu jednak Schäuble rzeczywiście zatrzymał te pieniądze dla Niemiec.

Warufakis: Trzy zakony ojców (i sióstr) austerytów

Tymczasem ministrowie krajów północnej Europy posługiwali się zarówno groźbą przymusowego „grexitu”, jak i „planu B” – alternatywnej waluty dla Grecji – by zmusić mnie do przyjęcia dalszych pożyczek. Zamiast proponować realistyczne umorzenie długów i restrukturyzację, zalano nas niepodlegającymi negocjacjom ultimatami i długą listą przykrości, jakie spadną na nasz naród, jeśli nie pożyczymy więcej i nie zaakceptujemy niedorzecznej konieczności zaciskania pasa do utraty tchu, które gwarantowało, że Grecja się nigdy nie wypłaci.

Nagrania ze spotkań Eurogrupy w 2015 roku dają słuchaczom miejsce w pierwszym rzędzie na arenie tego krwawego sportu, jakim jest sprawowanie władzy bez ponoszenia odpowiedzialności. Słychać tam wszystko: ważne decyzje sprzeczne z nauką i prostą matematyką; gnębienie słabszych, aż się poddadzą; ledwie zatuszowaną kradzież; fałszywe newsy użyte jako broń przeciwko tym, którzy ośmielają się sprzeciwiać. Słychać wreszcie pogardę dla transparentności i innych mechanizmów kontroli i równowagi, koniecznych dla każdej demokracji.

To nie przypadek, że te motywy powtarzają się obecnie na całym Zachodzie. Powiem nawet, że posiedzenia Eurogrupy w 2015 roku były polem klęski europejskiej demokracji, która odbiła się echem nie tylko w całej Europie, lecz także w obu Amerykach i poza nimi. Nie minął rok a Brexit i wybór Donalda Trumpa na prezydenta przestały bawić komentatorów jako hipotetyczne scenariusze. Praktyki, na które pomstuje teraz liberalny establishment, było widać w całej okazałości na tamtych spotkaniach Eurogrupy – tej samej instytucji, która dziś podejmuje decyzje o polityce budżetowej w odpowiedzi na recesję spowodowaną koronawirusem.

Eurosceptyków – zarówno zewnętrznych, takich jak Donald Trump i Władimir Putin, jak i wewnątrzunijnych, takich jak Wiktor Orbán na Węgrzech, Matteo Salvini we Włoszech czy też Marine Le Pen we Francji – bez wątpienia ucieszy publikacja zapisu spotkań Eurogrupy z 2015 roku. Jednak upublicznianie tych nagrań leży też w interesie europeizmu. Ujawnienie przed obywatelami, jak przebiega proces decyzyjny w UE, ze wszystkimi jego przywarami, jest nieodzowne, by demokraci mogli ją uratować i odzyskać kontrolę nad europejskimi instytucjami.

Popkiewicz: Pandemia – katastrofa zdrowotna, społeczna i gospodarcza z apokalipsą zombie w tle

Europejczycy nie są głupi. Nawet jeśli nie wiedzą, co dokładnie dzieje się za zamkniętym drzwiami w organach decyzyjnych Europy, czują, że podejmowane decyzje nie wykorzystują dostępnych zasobów w interesie większości Europejczyków i większości krajów członkowskich.

Mamy obowiązek uświadamiać obywateli o tym, że nawet w demokracjach liberalnych decyzje na ogół podejmują w ich imieniu, wbrew ich interesom i bez ich wiedzy funkcjonariusze, którzy demokracji nie znoszą, choć uchodzą za jej obrońców.

Warufakis: Czarne skrzynki Europy

Jeśli nam się nie uda, zwłaszcza teraz, w czasie pandemii, decyzje Unii Europejskiej co do polityki budżetowej, klimatycznej, zdrowia, oświaty i polityki migracyjnej będą tak samo nieskuteczne jak te, które wzmogły kryzys strefy euro dziesięć lat temu. Skorzystają na tym tylko Trump z Putinem, a w Europie także Orbán, Salvini i Le Pen, którzy chcą rozmiękczyć  nasze wspólne instytucje od środka.


**
Copyright: Project Syndicate, 2020. www.project-syndicate.org. Z angielskiego przełożyła Aleksandra Paszkowska.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Janis Warufakis

| Ekonomista, współzałożyciel DiEM25
Ekonomista, od stycznia od lipca 2015 roku minister finansów Grecji, współzałożyciel ruchu DiEM25 (Democracy in Europe Movement 2025). Autor książek „Globalny Minotaur” (2016) i „A słabi muszą ulegać?” (2017), „Porozmawiajmy jak dorośli” (2019).