Świat

Meksykańskie gangi rozdają jedzenie, brazylijskie zamykają fawele, a najlepiej z koronawirusem radzi sobie… Kuba

Promocja młodych lekarzy i lekarek na Kubie. Fot. UCM Villa Clara

„Kuba ma najlepszą służbę zdrowia w Ameryce Łacińskiej, łoży na nią 12 procent PKB. Ale to wynika z tego, że od 60 lat nałożone jest na nią embargo, brakuje więc sprzętu medycznego i leków. Kuba musiała zatem tak przemodelować służbę zdrowia, żeby stawiać na prewencję. I to – mimo ogromnego ryzyka – się sprawdza” – mówi Maciej Okraszewski, autor podcastu Dział Zagraniczny.

Joanna Wiśniowska: „Pandemia koronawirusa może stać się jedną z największych tragedii w dziejach Ameryki Łacińskiej i Karaibów” – ostrzegają byli prezydenci Kolumbii, Chile, Meksyku i Brazylii. Może to być region, który najbardziej ucierpi w związku z pandemią?

Maciej Okraszewski: Ameryka Łacińska żyje z materias primas, czyli z surowców oraz z eksportu jedzenia. Rynki w wielu krajach od pewnego czasu przeżywały problemy, w wielu z nich zanosiło się nawet na recesję – tak było chociażby w Argentynie, która teraz obok Meksyku może stać się największą ofiarą gospodarczą.

Przez kryzys związany z pandemią nawet te, które miały mieć niski lub chociaż umiarkowany wzrost gospodarczy, prawdopodobnie także wpadną w recesję – np. Chile. To ogromny problem dla krajów Ameryki Łacińskiej, a przecież ostatnie lata sprawiły, że wielu ludzi wyszło z biedy, np. w przypadku Brazylii mówi się o 40 mln osób.

Koronawirus zamyka nas w domach, prawica otwiera szampana

Co to oznaczało w praktyce?

Że jak wcześniej ktoś mieszkał w faweli, to nadal w niej mieszka, ale za to jego 12-letnie dziecko zamiast pracować, poszło do szkoły, albo że ktoś kupił sobie komórkę, przez co nie musiał stać w kolejce do telefonu przed kioskiem. Wielu osobom pozwoliło to otworzyć własne drobne biznesy.

W Ameryce Łacińskiej mnóstwo osób żyje z dnia na dzień, zarabiają na ulicy. Gdy pojedziesz do jakiegokolwiek dużego latynoamerykańskiego miasta, będziesz przebijała się przez tłumy sprzedawców, którzy sprzedają wszystko, od jedzenia przez płyty CD na nakładkach na telefon kończąc. Skoro walka z koronawirusem polega na zamknięciu ich w domach, to ogromna część ludzi z dnia na dzień straciła źródło zarobków.

Są oczywiście wprowadzane plany zapomogowe, ale nawet te lepsze na dłuższą metę nie wystarczą, a kontynent długo się z tego nie podniesie. Skutki mogą być jeszcze poważniejsze, bo szacunki wskazują, że skala pandemii jest większa, niż mówią o tym oficjalne dane.


Najwięcej przypadków zakażeń jest w Brazylii?

Tak, po pierwsze dlatego, że to największy kraj. Ale jest jeszcze druga kwestia: gdy ktoś przylatuje z Europy do Ameryki Południowej, to zazwyczaj ląduje w São Paulo, potem ewentualnie przesiada się na kolejne loty. São Paulo czy Rio de Janeiro to ogromne metropolie, większe niż niejedno europejskie państwo, więc koronawirus szybko się tu rozprzestrzenia. Poza tym brakuje testów.

Wspomniałeś o milionach jednoosobowych przedsiębiorstw, osoby te powtarzają, że do wyboru mają albo zostać w domu, albo nie mieć czym nakarmić rodziny. Jak kraje Ameryki Łacińskiej starają się z tym problemem sobie poradzić?

W Brazylii w jednym z miast rozważano np. wprowadzenie dochodu podstawowego. Ale trzeba pamiętać, że większość tych krajów ma system federalny, czyli jak nad czymś zastanawiają się w jednym stanie, to nie oznacza, że pójdą za tym inne. Poza tym istnieje duża dysproporcja między poszczególnymi częściami kraju.

Dochód podstawowy na czas pandemii? Brazylia testuje takie rozwiązanie lokalnie

Jeżeli na coś może sobie pozwolić południowy, dość zamożny stan Santa Catarina, który zluzował pewne obostrzenia, otwierając np. galerie handlowe czy kościoły, to już północ niekoniecznie może tak zareagować. Leżąca na północy Ceará, której stolicą jest Fortaleza, to jeden z najbardziej dotkniętych stanów, w którym nie ma miejsc w szpitalach, w miejskiej kasie brakuje pieniędzy, bo stan ten żyje tylko z turystyki, ale nie docierają tu europejscy turyści, bo nie ma zabytków, są tylko plaże. A wiadomo, że każdy woli Copacabanę.

Proponowane rozwiązania różnią się więc nie tylko w zależności od kraju, ale i od regionu czy miejscowości zamieszkania. Inna pomoc może być niesiona mieszkańcom miast, a inna tym, którzy zamieszkują wsie. Tak jest np. w Kolumbii, gdzie w miastach ludzie wywieszają w oknach czerwone płótna, które oznaczają prośbę o pomoc. Na wsi to tak nie działa.

Najgorzej jest w Ekwadorze, gdzie zwłoki leżą na ulicach, a zmarli pozostają w domach, aż ktoś zawiezie zwłoki do kostnicy.

Tak, Ekwador sobie nie radzi. Brakuje państwowych testów, 90 procent robionych jest prywatnie. Ale pamiętajmy, że to, co tam się dzieje, to jeszcze nie jest apogeum, najgorzej ma być w połowie maja.

Wspomniałeś o czerwonych flagach wywieszonych w Kolumbii.

To informacja, że ktoś, kto tu mieszka, potrzebuje pomocy. Dotyczy to biedniejszych dzielnic, które znajdują się na wzgórzach. Do nich dostarczana jest pomoc, bo to tam mieszkają ludzie, którzy żyją z dnia na dzień, a którzy do tej pory dojeżdżali do centrum Bogoty. Teraz siedzą przymusowo w domach, czekają na wsparcie. A kto je im dostarcza?

Gangi?

Tak, taka sytuacja występuje w wielu krajach. W mediach wiele pisze się o tym, że gangi zamknęły fawele w Rio. Tak jest, ale jedynie w niektórych miejscach, nie tylko zresztą w Brazylii, ale i w Meksyku.

Tam, dokąd nie dociera państwo, dociera mafia?

Obrazek, który obiegł świat, przedstawia meksykańskie kartele rozdające jedzenie, ale to działalność PR-owa. Spójrzmy w statystyki morderstw: marzec był najkrwawszym od 13 lat – czyli odkąd prowadzone są szacunki – miesiącem w historii Meksyku. Jednego dnia popełniano nawet 400 morderstw.

Domosławski z Meksyku: Kartele przejęły państwo. A może to państwo rządzi za pomocą karteli?

Z czego to wynika?

Koronawirus zamknął ruch na granicach. Spożycie narkotyków w Stanach Zjednoczonych siadło, utrudniony jest przemyt. Pamiętajmy, że kartele nie zarabiają tylko na marihuanie czy kokainie, ale i na metamfetaminie i narkotykach syntetycznych, do których odczynniki sprowadzają głównie z Chin, co od miesiąca jest niemożliwe. Do problemów z przemytem dołączył zatem problem z ograniczoną możliwością produkcji narkotyków.

Ale meksykańskim gangom odpadło jeszcze jedno ważne źródło zarobkowania: kradzież ropy na dużą skalę. Cena za baryłkę ropy tak spadła, że nie ma po co jej kraść. W związku z tym ruszyła walka o inne sposoby zarobkowania. Ale tak jak wspominałaś, w niektórych miejscach gangi okazują się bardziej odpowiedzialne od państwa. Zwłaszcza w fawelach, które zamykają i chcą o nie dbać – choć głównie dlatego, że mieszkają tam ich rodziny.

To nie proces El Chapo zakończy wojnę z narkotykami

Na czym polega zamknięcie faweli?

Na przykład w Rio de Janeiro fawele powstały na wzgórzach. Żeby się do nich dostać samochodem czy skuterem, trzeba wybrać jeden z niewielu wjazdów. Wystarczy więc zaparkować samochód w poprzek i nikt nie przejedzie. Ruch ograniczono do minimum, nikt obcy nie może do nich wejść.

Fawelą z reguły zarządza jakiś gang, który działa jak policja, trzyma na swoim terenie porządek. Jeżeli ktoś napada na mieszkańca faweli, to nie jest to w interesie gangu. Kiedy tak się stanie, szef na własną rękę szuka ludzi, których trzeba ukarać. W fawelach ludzie giną nie dlatego, że zabijają ich gangsterzy – choć i tak się zdarza – ale wtedy, gdy gangi próbują przejąć nowe terytoria albo z interwencją wkracza policja. Poza tym jest raczej spokojnie.

Petelczyc: Całe zło w Brazylii zaczyna się od nierówności [rozmowa]

Na czele Meksyku i Brazylii stoi dwóch różniących się światopoglądowo polityków, ale łączy ich podejście do koronawirusa – obaj lekceważą pandemię.

Andrés Manuel López Obrador, prezydent pierwszego z tych państw, przedstawiany jest jako lewicowiec, ale prawda jest taka, że jego pojęcie lewicowości nie jest tożsame z europejską lewicą. Dla Obradora lewicowość niekoniecznie łączy się z prawami mniejszości, dla niego to wyciąganie ubogich Meksykanów z biedy. A najgorszym złem jest duży kapitał i elity biznesowe.

Jak próbuje sobie radzić z obecnym kryzysem?

Wprowadza cięcia na szeroką skalę, np. w budżetówce, gdzie pensje obcięto o 25 procent; do tego skasował „trzynastki”, zapowiedział zwolnienia z pracy. Jednocześnie inwestuje w rafinerię w swoim rodzinnym południowo-wschodnim stanie Tabasco. Wydaje się to bez sensu, ale on w to prze coraz bardziej.

Obrazek, który obiegł świat, przedstawia meksykańskie kartele rozdające jedzenie.

Dlaczego?

Od lat mówi się, że w Meksyku trzeba zainwestować w pomoc najuboższym, w rozruszanie gospodarki, w służbę zdrowia, ale żeby to zrobić, Meksyk musi mieć pieniądze. Ogromne kwoty ulokowane są w różnych funduszach inwestycyjnych, jednak – z przyczyn prawnych – nie można ich stamtąd ruszyć. W związku z tym jedynym sposobem na zdobycie pieniędzy jest zadłużenie się.

Dla Obradora koronawirus jest teraz najmniej ważny. On pamięta lata 80., gdy Meksyk zmagał się z ogromnym kryzysem gospodarczym. Wówczas, pod wpływem Amerykanów, władze przeprowadziły na szeroką skalę prywatyzację. Prywatyzowano wszystko, co się dało. Sprawiło to, że powstała nowa klasa ultrabogaczy, a reszta wpadła w zadłużenie, wiele osób uciekło do Stanów Zjednoczonych. Dla Obradora celem numer jeden jest, żeby nie doszło ponownie do takiego kryzysu. Ale paradoksalnie jego działania w reakcji na pandemię mogą do tego doprowadzić. Jednak motywacje, które rządzą nim i Bolsonaro, są inne.

Za krytykę Bolsonaro – prokurator i grożenie śmiercią

Co kieruje prezydentem Brazylii?

Bolsonaro bardziej niż Donalda Trumpa przypomina Janusza Korwina-Mikkego, jego poglądy kształtują jego działanie. Nie ma w tym nic z ukrytej agendy, to bardzo szczery człowiek, który mówi to, co myśli, a że myśli to, co myśli, to już inna sprawa. Gdyby w pokoju siedziało dziesięć osób i osiem powiedziałoby, że jedzenie szpinaku jest zdrowe, to on od razu powiedziałby, że nie jest.

Jednak to, co opowiada o kryzysie w gospodarce – czyli to, od czego zaczęliśmy rozmowę – jest prawdą. Ma dużo racji, ale nie wynika to z przemyśleń czy analiz, bo on po prostu uważa, że koronawirus to „katarek”. Niedawno Bolsonaro zwolnił ministra zdrowia, ponieważ ten wyrastał na osobę popularniejszą od prezydenta. Dla Bolsonaro to było nie do zniesienia.

Drżyj, Amazonio! Nadchodzi prezydent Bolsonaro

czytaj także

Jego popularność w sondażach spadła do 30 procent. Sporo mówi się o impeachmencie, jest na to szansa?

Jest, ale to nie takie łatwe. Mówi się o tym od jakiegoś czasu, ale – jak powiedział mojemu znajomemu pewien brazylijski dyplomata – Bolsonaro jest prezydentem na przeczekanie. Ma wykonać brudną robotę, a za resztę wezmą się poważniejsi ludzie. Odwołanie go będzie trudne ze względów polityczno-technicznych.

W przypadku Dilmy Rousseff doszło do różnych splotów okoliczności, zdjęto ją z urzędu za kreatywną księgowość. Czyli za coś, co jej przeciwnicy sami robili, ale to był tylko pretekst, żeby jej się pozbyć. Jednak jeśli sytuacja z pandemią nabierze katastrofalnych wymiarów, być może nie będzie już wyjścia i trzeba będzie Bolsonaro odwołać.

Bolsonaro wydziera się na ekologów, a USA i Chiny po cichu rabują Amazonię

Zwłaszcza w kontekście Brazylii wiele mówi się o tym, że jedną z najgorszych konsekwencji pandemii będzie zakażenie się koronawirusem przez rdzenne ludy, których odporność jest bardzo obniżona.

Wiadomo już, że wirus jest w rezerwatach. Według szacunków ludności rdzennej jest ok. 800 tys. osób. Ci, którzy żyją w grupach skontaktowanych, do tej pory byli szczepieni na inne choroby, ale pamiętajmy, że w rezerwatach jest problem z bieżącą wodą, starsi i dzieci są niedożywieni. Najgorsza sytuacja będzie, gdy koronawirus dojdzie do plemion nieskontaktowanych, pozbawionych odporności na cokolwiek. Mają one kontakty z innymi otaczającymi je społecznościami, więc wirus może do nich dotrzeć, choć z opóźnieniem.

Za późno będzie nawet, gdy zostanie wynaleziona szczepionka?

Załóżmy, że będzie to w przyszłym roku, tylko jak wówczas dotrzeć do plemion nieskontaktowanych? Nawet jeżeli inne plemię doniesie, że epidemia dotarła do nich, żeby tam się dostać, trzeba przeczesać gęsto zalesiony teren wielkości Mazowsza, gdzie nie można nawet wylądować samolotem. Można dopłynąć łodzią, ale gdy spojrzysz w gęsty las, możesz nie zauważyć ludzi, którzy tam mieszkają. Jak więc uratować ludzi, do których dotarcie zajmuje tygodnie?

Czy gdzieś w Ameryce Łacińskiej sytuacja jest dobra?

Najlepiej radzą sobie Peru, Urugwaj i Kuba. Pierwsze z tych państw od razu wprowadziło ostre obostrzenia, np. mężczyźni mogą wychodzić z domu w poniedziałki, środy i piątki, kobiety w pozostałe dni, w niedziele nie wolno wychodzić nikomu. Społeczeństwo reaguje na te obostrzenia pozytywnie. No i państwo zainwestuje 12 procent swojego PKB w rozruszanie gospodarki i pomoc najuboższym.

Jeśli chodzi o Urugwaj, to najbardziej przypomina on model europejski. Nie najgorsza służba zdrowia, państwo opiekuńcze. Gdy w Ameryce Łacińskiej pozamykano szkoły, wiele dzieci straciło dostęp do edukacji, tymczasem w Urugwaju każdy uczeń otrzymuje w podstawówce laptopa, więc nie było problemu z wprowadzeniem systemu nauki zdalnej.

A jak to się stało, że wśród tych dobrze radzących sobie państw jest niebogata Kuba?

Kuba ma najlepszą służbę zdrowia w Ameryce Łacińskiej, łoży na nią 12 procent PKB. Ale to wynika z tego, że od 60 lat nałożone jest na nią embargo, brakuje więc sprzętu medycznego i leków. Kuba musiała zatem tak przemodelować służbę zdrowia, żeby stawiać na prewencję. I to – mimo ogromnego ryzyka – się sprawdza.

A że to wyspa i dyktatura, to gdy tylko rozpoznano pierwsze przypadki koronawirusa przywiezione przez włoskich turystów, momentalnie skierowano w to miejsce studentów medycyny i wojskowych, którzy chodzili od domu do domu i sprawdzali, kto z kim miał kontakt i czy może być zakażony. Oprócz tego wiele fabryk przestawiło się na produkcję maseczek i rękawiczek. Dzięki temu powstrzymano rozprzestrzenianie się koronawirusa.

Bendyk: Koronawirus obnażył słabości nowoczesnych państw. Oddajemy więc wolność Lewiatanowi

Peru, Urugwaj i Kuba – każde z tych państw ma inny model, inne problemy i specyfikę, ale ostatecznie to one najlepiej radzą sobie z kryzysem.

**

Maciej Okraszewski – latynoamerykanista, prowadzi podcast Dział Zagraniczny, którego można posłuchać w Spotify oraz innych popularnych aplikacjach. Publikował m.in. w „Polityce”, „Newsweeku”, „Wprost”, „Gazecie Wyborczej”, „National Geographic” czy „Le Monde diplomatique”.

Joanna Wiśniowska – dziennikarka współpracująca z „Gazetą Wyborczą Trójmiasto”, „Wysokimi Obcasami” i „Tygodnikiem Powszechnym”.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać