Świat

Koronawirus zamyka nas w domach, prawica otwiera szampana

Fot. twitter.com/matteosalvinimi

Pandemia to stan wyjątkowy. Skrajna prawica czuje się w nim jak ryba w wodzie. Świat pełen lęku i ograniczeń wolności coraz bardziej zaczyna przypominać wymarzoną wizję prawicowych radykałów.

„Zamknąć granice? Już są zamknięte w każdym europejskim kraju, ale kiedy wcześniej podobny postulat wysunęła [włoska partia] Liga, uznano go za rasistowski” – napisał w tym miesiącu na Twitterze Matteo Salvini (ten sam, który porównał afrykańskich migrantów do niewolników, a Romki nazwał „brudnymi cygankami”).

Choć słowa lidera włoskiej skrajnej prawicy oburzają, nie można mu całkowicie odmówić racji. Przed koronawirusem trudno byłoby znaleźć szczelne zamknięcie granic w programie jakiejkolwiek siły politycznej. Teraz zaczęto barykadować się na całym świecie, pomimo ostrzeżeń WHO, że prawdopodobnie nie przyniesie to zamierzonego efektu. Nie wszystkich martwi to jednak w równym stopniu.

W niepewnym, rozpadającym się świecie ultrakonserwatyści karmią się strachem

W potopie przytłaczających wiadomości na temat pandemii niemal niezauważony przechodzi pewien alarmujący fakt: niektóre następstwa koronawirusa sprawiają, że ultrakonserwatywna skrajna prawica i inne anty-demokratyczne ruchy, od lat będące na celowniku magazynu openDemocracy  zaczynają otwierać szampana.

Z entuzjazmem przyjmują zamykanie granic. Cieszy ich „powrót kobiet do tradycyjnych domowych ról” i bezterminowe odsunięcie w czasie kluczowych demokratycznych debat. Zamiast zwijać żagle, szukają sposobu, jak w krótkim i długim horyzoncie wykorzystać aktualny kryzys do własnych celów.

Z entuzjazmem przyjmują zamykanie granic. Cieszy ich „powrót kobiet do tradycyjnych domowych ról”.

Na co ostrzy sobie zęby skrajna prawica? W lutym jej oportunistyczni liderzy rozpoczęli litanię nieuzasadnionych zarzutów wobec imigrantów. Salvini twierdził, że wirusa sprowadzają do Włoch migranci z Afryki. Aurélia Beigneux, eurodeputowana z francuskiego Frontu Narodowego oznajmiła, że otwarte granice „wyraźnie sprzyjają gwałtownemu rozprzestrzenianiu się tego typu wirusa”.

Jak zauważył Salvini, wiele granic zostało obecnie zamkniętych, choćby tymczasowo. Już w marcu zamknięto  zewnętrzne granice Unii Europejskiej. Podobnie uczyniło wiele państw na innych kontynentach, przez co nacjonalistyczna śpiewka zmieniła się w pieśń triumfu. Donald Trump napisał na Twitterze: „WŁAŚNIE PO TO SĄ NAM POTRZEBNE GRANICE!”

W równej mierze zwolennicy twardej linii są zachwyceni zwiększeniem kompetencji policji i jej roli w życiu publicznym w związku z koronawirusową kwarantanną. „Teraz domagacie się lepszej ochrony porządku publicznego” – tryumfował Salvini  na Twitterze. „Jeszcze wczoraj wypisywaliście HWDP… a teraz błagacie, by policja stała pod waszymi domami.”

Słuchaj policjanta, on prawdę Ci powie

– Koronawirus to dla krajów autorytarnych dar niebios – ostrzegał pragnący zachować anonimowość zachodni dyplomata w Moskwie, gdzie obecnie policja stosuje kontrowersyjne narzędzia do rozpoznawania twarzy, by wyłapywać osoby naruszające obostrzenia.

O aktualnym kryzysie również ciepło myślą neonaziści. „To właśnie teraz, kiedy oni stoją nad przepaścią, musimy zawalczyć” – można było przeczytać niedawno w poście na Telegramie, gdzie otwarcie zastanawiano się, jak wykorzystać sytuację, by zachęcić ludzi do przejścia na stronę agresywnej białej supremacji.

Na kwarantannie każda kobieta jest kurą domową

Ograniczenia związane z koronawirusem wprawiają w zachwyt również religijnych, konserwatywnych zwolenników Donalda Trumpa. Wielu pieje z radości z powodu „powrotu” kobiet do ogniska domowego i „tradycyjnych” ról przypisanych do płci.

„Tego właśnie chciał Bóg” – stwierdza Lori Alexander, autorka konserwatywnego chrześcijańskiego bloga, na którym uczy kobiety, jak „zachować trzeźwość, kochać i być posłuszną mężowi” i która broniła zachowania Trumpa i jego „wrednych tweetów”, twierdząc, że „dzieło Boże dokonuje się za sprawą grzesznego, upadłego człowieka”.

Chcą żyć tak, jak gdyby znów nastał rok 1959. Kim są TradWives?

W temacie kryzysu COVID-19 rozpływała się na Facebooku: „Wirus wyraźnie pokazuje jak ważne jest, by matki były w domu.”

„Na kwarantannie każda z nas jest kurą domową” – przekonuje Amber Athey, waszyngtońska redaktorka prawicowego magazynu „Spectator”, zachęcając kobiety do rozwijania w sobie „umiejętności związanych z dbaniem o ognisko domowe”, takich jak sprzątanie czy szycie. „Miejmy nadzieję, że niektóre z tych tradycyjnych wartości zostaną z nami również po kryzysie” – dodaje.

„Zostańmy w domu i zróbmy sobie dziecko!” – nawoływała ze swej strony włoska ultrakonserwatywna grupa ProVita & Famiglia (która była współgospodarzem ubiegłorocznego kontrowersyjnego Światowego Kongresu Rodzin w Weronie, gdzie zastępy religijnych konserwatystów z całego świata spotkały się z swoimi sojusznikami ze skrajnej prawicy).

Włochy podzielone przez Światowy Kongres Rodzin w Weronie

Ruchy niosące na sztandarach owe „tradycyjne wartości” nie przywidują oczywiście w rodzinie miejsca dla osób LGBTIQ ani dla kogokolwiek, kto nie wpisuje się w jasno wyznaczone role genderowe. W ostatnich latach te same poglądy coraz częściej zaczynają powtarzać autorytarni i skrajnie prawicowi populiści na całym świecie.

W ubiegłym roku w Weronie Salvini kpił z feministek, obiecując „zwalczać teorię gender do skutku”. Otwarcie seksistowski prezydent Brazylii Jair Bolsonaro zwrócił się raz do członkini kongresu: „W życiu bym cię nie zgwałcił, nie zasługujesz na to”. W Rosji Władimir Putin obiecał w tym miesiącu: „Dopóki ja jestem prezydentem, nie będzie żadnych [małżeństw homoseksualnych]. Będzie tylko tata i mama”.

Rosja po epidemii stanie się biedniejsza, ale i bardziej opresyjna

Aktualny kryzys tchnie w żagle owych „tradycjonalistów” nowy optymizm i moc. Spójrzmy na przykład, jak ucieszyło ich opóźnienie debaty na temat kluczowych praw kobiet. „Koronawirus ratuje zastępy nienarodzonych dzieci w stanie Maryland” – trąbił jeden z nagłówków po wycofaniu projektu ustawy aborcyjnej.

„Chcieli zalegalizować śmierć, więc śmierć przyszła do nich z wizytą” – napisał na Twitterze pewien konserwatywny polityk w Argentynie, gdzie kryzys koronawirusa odsunął w czasie realizację historycznej obietnicy legalizacji aborcji złożonej przez prezydenta.

Aktywiści anti-choice byli równie „zachwyceni” przełożeniem referendum w sprawie aborcji na Gibraltarze. W USA i w Wielkiej Brytanii słychać głosy wzywające władze, by wstrzymały wykonywanie aborcji i zwiększyły w ten sposób zasoby w walce z koronawirusem.

Konserwatyści przejęli inicjatywę i oferują usługi, które nagle zaczęły cieszyć się sporym popytem. W USA stowarzyszenie Home School Legal Defense Association, które przez lata lobbowało przeciwko małżeństwom jednopłciowym  oraz wszelkim próbom uregulowania edukacji domowej, niedawno uruchomiło „krótki przewodnik” dla osób rozpoczynających nauczanie w domu w związku z kryzysem wywołanym przez koronawirusa.

W programie prowadzonej przez nie akademii online, gdzie wykładowcami są „wierzący w Biblię chrześcijanie”, próżno szukać jakiejkolwiek formy edukacji na temat seksu i związków międzyludzkich, a biologia jest nauczana z perspektywy negującego ewolucję „kreacjonizmu młodej Ziemi”. Nie dziwi zatem, że krótki przewodnik zawiera linki do darmowych internetowych programów nauczania, które nie zająkną się nawet o osobach LGBT czy prawach człowieka.

Wybuchła pandemia? Zakażmy aborcji!

„To przecież nie jest żaden koniec świata” – można przeczytać w poście na stronie kampanii na rzecz „praw rodziców”, sprzeciwiającej się m.in. zakazom klapsów i Konwencji o prawach dziecka przyjętej przez ONZ. Strona internetowa nie posiada się z radości, bo dzięki aktualnym obostrzeniom związanym z COVID-19 „rodzina znów stała się centrum wszystkiego”.

Globalny korona-przewrót

Na całym świecie swobody demokratyczne są gwałtownie i powszechnie ograniczane. Państwo coraz wnikliwiej kontroluje każdy nasz ruch. Zakazano zgromadzeń publicznych; ogłoszono stany nadzwyczajne; odłożono na później debaty legislacyjne, coraz więcej parlamentów zostaje zawieszonych.

Władze wzmacniają nadzór cyfrowy. Premier Węgier Viktor Orbán wywalczył dla siebie nowe dyktatorskie kompetencje, które pozwolą mu przez nieograniczony okres ignorować prawo, zawieszać wybory i referenda. W Izraelu premier Benjamin Netanjahu wydał nadzwyczajny dekret , który uniemożliwia parlamentowi obradowanie, co gazeta „Haaretz” określiła mianem „korona-przewrotu.”

Czy koronawirus zniszczy Unię Europejską?

W północnych Włoszech, gdzie mieszkam, dotychczasowe koszty ludzkie COVID-19 są wstrząsające. Widać je w codziennych informacjach na temat aktualnej liczby zakażonych, zgonów, w trudnych do wymazania z pamięci obrazach przepełnionych oddziałów szpitalnych. Ciągnące się w szeregach materace na podłodze, ludzie okryci połyskliwymi płachtami koców ratunkowych.

Ileż energii trafia, słusznie, na linię frontu w tej walce o publiczne zdrowie! Tymczasem obok rozpętała się już inna wojna – wojna o naszą przyszłość.

Rozpętała się już inna wojna – wojna o naszą przyszłość.

Nasza coraz bardziej restrykcyjna, zalękniona teraźniejszość zbyt dosłownie zaczyna przypominać wymarzoną wizję świata skrajnych prawicowców. Nie ma wątpliwości, że będą starali się, by część z wprowadzonych zmian miała charakter trwały. Już teraz szukają sposobów, jak wykorzystać dla własnych celów aktualny kryzys i jego efekty uboczne.

Jednak na końcu tego tunelu jest trochę światła. W czasie kryzysu ludzie w lot zmieniają zdanie – postęp może być szybki. Już teraz widzimy, jak w różnorodnych kwestiach sprawy nabierają szybkich obrotów: począwszy od walki z internetową dezinformacją po wprowadzanie bezwarunkowego dochodu podstawowego.

Giganci technologiczni, którzy jeszcze niedawno nie chcieli słyszeć o zwalczaniu dezinformacji, ruszyli do akcji i utrudniają rozpowszechnianie fałszywych newsów oraz zaoferowali darmową reklamę WHO. Oczywiście, droga przed nami daleka. Musimy mieć się na baczności przed korporacjami, które kontrolują to, co można mówić. Jednak na tym przykładzie wyraźnie widać, że chcieć to móc.

Świat po koronawirusie? Taki jak teraz, tylko bardziej

Okazuje się też, że dużo jest możliwe. Być może osłabną, a nawet rozpadną się ruchy anty-naukowe. We Włoszech, Beppe Grillo, założyciel partii Ruch Pięciu Gwiazd (M5S), do której dołączało wielu antyszczepionkowców, publicznie poparł badania nad szczepionką na koronawirusa. Niektórzy aktywiści antyaborcyjni zaczęli ostrzegać przed przekształcaniem demokracji w państwa policyjne, ograniczające swobody obywatelskie.

Wyborcy mogą domagać się zwiększenia funduszy na publiczne systemy ochrony zdrowia. Być może znów zaczną się liczyć fakty. Ten kryzys ma ogromny potencjał do wywołania diametralnych zmian w naszym podejściu do równości i powszechnych praw człowieka. Albo w najgorszym przypadku chociaż przypomni nam, jak ważne jest to, byśmy chronili innych i dbali o siebie nawzajem.

„[COVID-19] pokonamy tylko, jeżeli nikogo nie zostawimy na łaskę losu” – przekonuje dyrektor wykonawczy WHO, Michael Ryan. „Musimy pamiętać o migrantach. Musimy pamiętać o nielegalnych pracownikach. Musimy pamiętać o osadzonych w więzieniach”.

Suchanow: Im bardziej cisną, tym więcej kobiet definiuje się jako feministki

Przyszły kształt naszego świata po kryzysie nie został jeszcze przesądzony. Ten kształt zależy od nas. Nie możemy jednak pozwolić, by przewagę zdobyli ci, którzy chcą nas uciszyć i odebrać nam moc sprawczą. Przyszłość leży w rękach tych, którzy dobrze wykorzystają nadarzającą się okazję.

 

**
Claire Provost jest redaktorką magazynu „openDemocracy”. Zajmuje się tematyką gender, seksualności i sprawiedliwości społecznej. Wcześniej pracowała dla dziennika „The Guardian” i wykładała na wydziale dziennikarstwa śledczego na University of London, Goldsmiths. Na Twitterze: @claireprovost

Artykuł opublikowany w magazynie openDemocracy na licencji Creative Commons. Z angielskiego przełożyła Dorota Blabolil-Obrębska.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij