Sztuki wizualne, Weekend

Tolkien w Dolinie Krzemowej

Sztuczna inteligencja interpretuje odgłosy ptaków, żeby stworzyć język do porozumiewania się z nimi, w DNA roślin umieszcza się dane, a artyści szukają dowodów na push-backi na granicy polsko-białoruskiej, łącząc ślad cyfrowy z telefonu uchodźcy ze zdjęciami satelitarnymi. To nie powieść fantasy, to projekty pokazywane na Biennale Warszawa. O związkach między technologią, władzą i kapitałem rozmawiamy z jej kuratorami, Bartkiem Frąckowiakiem i Pawłem Wodzińskim.

Jakub Majmurek: Widzące kamienie i przestrzenie poza doliną – tytuł waszej poświęconej nowym technologiom wystawy – brzmi jak z powieści fantasy.

Bartek Frąckowiak: Gościliśmy niedawno w podcaście Aleksandry Przegalińskiej i ona stwierdziła, że ten tytuł brzmi, jakby został wygenerowany przez sieć neuronową, która dostała zadanie: „stwórz generyczny tytuł fantasy”. Albo „stwórz generyczny tytuł wystawy, badającej związki Tolkiena i Doliny Krzemowej”.

Tolkien w kontekście Doliny Krzemowej faktycznie często na niej wraca.

B.F.: Tak, tytułowe „widzące kamienie” to oczywiście Palantíry, które w świecie Tolkiena pozwalały na komunikację na odległość, na inwigilowanie fantastycznego świata, ale także na widzenie wydarzeń z przeszłości i przyszłości. To, co w tej metaforze jest ciekawe dla naszej wystawy – która zajmuje się relacjami między technologią, władzą i kapitałem – to że pozwala się ona przyjrzeć interesującym nam obszarom w nieoczywisty sposób.

Ta metafora nie jest też przypadkowa, została wzięta od nazwy firmy Palantir Technologies, założonej przez Petera Thiela po atakach z 11 września 2001 roku. Finansował ją fundusz venture capital CIA, przez lata pracowała dla CIA, NSA i innych amerykańskich agencji zajmujących się bezpieczeństwem, wywiadem i ochroną granic.

Peter Thiel: dyktator z Krzemowej Doliny

czytaj także

Palantir ogólnie zajmuje się dość wyrafinowaną analityką danych. Pracuje też z cywilnymi klientami, np. używając analizy danych do ustalania optymalnych składów leków. Najbardziej widoczna jest jego aktywność na polu bezpieczeństwa. Alex Karp, CEO Palantira, jako jeden z pierwszych zachodnich CEO pojechał 2 czerwca do Kijowa i zapowiedział otwarcie tam biura firmy. Jak można się spodziewać, nie chodzi tu tylko o pieniądze, jakie Ukraina za to zapłaci, ale też o dostęp do danych z wojny, które inaczej trudno pozyskać. O Palantirze było też głośno, gdy firma zbierała dane o osobach uchodźczych, używane przez amerykański urząd emigracyjny do polityki rozdzielającej na granicy dzieci od ich rodziców.

Paweł Wodziński: Palantir nie jest zresztą jedyną firmą o podobnym profilu założoną przez Thiela z nazwą nawiązującą do mitologii Tolkiena.

B.F.: Mamy np. firmę Valar, fundusz venture capital. Valarowie w mitologii Tolkiena byli duchowymi bytami, które posiadały władzę nad żywiołami i brały udział w stworzeniu świata. Mithril, kolejny fundusz inwestycyjny, to u Tolkiena lekki i niezwykle wytrzymały metal przypominający srebro. Fundusz, z którego Thiel inwestował w Facebooka, nazwał z kolei Rivendell – tak samo jak siedziba elfów w Śródziemiu. Thiel finansował też firmę Anduril, która zajmuje się ochroną granic: budową dronów, wież strażniczych, łodzi podwodnych patrolujących oceany, spina je wszystkie w jeden system. Andúril to u Tolkiena miecz Aragorna, zwany też „Płomieniem Zachodu”. Tak więc firma, która zajmuje się m.in. ochroną granicy między Stanami a Meksykiem, nazywa sama siebie „Płomieniem Zachodu”. Tolkienowska mitologia nakładana jest na współczesne realia geopolityczne i używana do ich tłumaczenia.

Otwarcie Biennale Warszawa 2022. Fot. Monika Stolarska

W przypadku Thiela jest to mocno konserwatywna interpretacja Tolkiena.

P.W.: Tak, Thiel od dawna hojnie wspiera kandydatów z prawego skrzydła Partii Republikańskiej. Finansował Teda Cruza, był doradcą Donalda Trumpa. Max Chafkin, biograf Thiela, opisuje m.in. epizod z kampanii wyborczej z 2016 roku. Facebook blokował wtedy materiały sztabu Trumpa. Thiel zorganizował spotkanie Marka Zuckerberga z działaczami Partii Republikańskiej, Tea Party oraz przywódcami tzw. alt-rightu. Najwyraźniej doszło wtedy do jakiegoś porozumienia, bo Facebook przestał blokować trumpowskie treści, w jakimś stopniu pomagając Trumpowi w zwycięstwie.

By nie skupiać się tylko na Thielu i Tolkienie, co jest głównym problemem, jaki badacie na wystawie: relacja big tech i aparatu bezpieczeństwa? Kapitalizm inwigilacji, o którym pisała Shoshana Zuboff? Zagrożenia niesione przez nowe technologie?

P.W.: Najważniejsze jest przedstawienie nowej architektury władzy, jaka się właśnie kształtuje. To, co możemy obserwować, idzie moim zdaniem znacznie dalej niż zjawiska, jakie opisała Soshanna Zuboff. Na naszych oczach tworzy się hybryda składająca się z instytucji rządowych i sektora prywatnego. Granica między tymi obszarami zaciera się, a technologia łączy je oba.

Demokracja przegrywa internetowy wyścig zbrojeń

czytaj także

Jakieś przykłady?

P.W.: Bardzo ciekawym przypadkiem jest działalność izraelskiej firmy NSO Group, która stworzyła służący agresywnej inwigilacji program Pegasus. NSO to firma prywatna, założona przez byłych – tu trzeba postawić znak zapytania – oficerów tzw. Jednostki 8200, zajmującej się cyfrowym wywiadem dla izraelskich służb. Nie wiemy, czy założyciele firmy nie pełnią ciągle jakichś funkcji w systemie bezpieczeństwa Izraela. Mimo że to prywatna firma, zgodę na sprzedaż oprogramowania musi wydać izraelski rząd. Oprogramowanie jest przy tym sprzedawane do państw, z którymi Izrael nie utrzymuje stosunków dyplomatycznych, np. do Zjednoczonych Emiratów Arabskich i innych państw Zatoki według nieznanego szerokiej opinii publicznej klucza.

Te sprzedaże mają pomóc zbudować lepsze relacje Izraela z jego arabskimi sąsiadami, co chyba dość dobrze działa. W przypadku ZEA w końcu, w zeszłym roku, po raz pierwszy doszło do nawiązania pełnych relacji dyplomatycznych.

P.W.: Oprogramowanie używane jest do inwigilacji społeczeństwa obywatelskiego, dziennikarzy, aktywistów, ale też w wypadku izraelskim do inwigilowania polityków, w tym Benjamina Netanjahu.

Wszystko wskazuje na to, że w Polsce Pegasus też jest tak używany.

P.W.: Jedni z największych znawców tematu, grupa badawczo-aktywistyczna Forensic Architecture twierdzi, że dwa najbliższe sobie przypadki stosowania Pegasusa to właśnie Polska i Izrael. Obydwa państwa używają oprogramowania do inwigilacji ludzi władzy lub byłych ludzi władzy.

Patrząc na działanie NSO i jej osadzenie w strukturach Izraela, trudno powiedzieć, kto tu właściwie sprawuje władzę i jakiego rodzaju. Formalnie rząd Izraela, ale może nie ma on wcale decydującego wpływu – skoro Netanjahu jako premier też mógł być inwigilowany tym oprogramowaniem. Zainfekowany był też telefon Pedro Sáncheza, premiera Hiszpanii.

Na naszych oczach powstaje więc nowa architektura władzy o autorytarnym charakterze, a technologia umożliwia tworzenie nowych, hybrydowych tworów. Tworzy się nowe partnerstwo publiczno-prywatne, gdzie państwo, zamiast regulować sektor technologiczny, pompuje w niego wielkie pieniądze. Sektor prywatny następnie prywatyzuje i monetyzuje część rozwiązań, które zostały zaprojektowane dla rządu.

B.F.: Być może nadużyciem byłoby powiedzenie, że to się zaczyna po atakach na WTC, ale w kontekście amerykańskim bardzo dobrze widać, jak ten proces przyspiesza po 11 września. Patriot Act umożliwia służbom podsłuchiwanie zarówno amerykańskich, jak i międzynarodowych rozmów. Powstają takie programy inwigilacji i wywiadu elektronicznego jak Stellar Wind i PRISM.

Ty się boisz terrorystów, a my cię podsłuchujemy

NSA zostaje podłączone do wszystkich krytycznych węzłów sieci internetowej, tzw. Internet Exchange Points – miejsc, gdzie internet providerów jest podłączony do najbardziej rdzeniowej infrastruktury sieci. W siedzibie AT&T, największej korporacji telekomunikacyjnej w Stanach, NSA miało swój własny pokoik. Podobnie jak w siedzibie jednego z jego głównych konkurentów, Verizonu. To daje amerykańskiej agencji bezpośredni dostęp do przesyłanych w paczkach danych. Widzimy, jak działa tu splot między aparatem bezpieczeństwa a gigantami telekomunikacyjnymi.

W pracach obecnych na wystawie często wraca temat materialności cyfrowej gospodarki oraz jej związków ze współczesnymi formami ekstraktywizmu – rabunkowej eksploracji zasobów naturalnych. Możecie powiedzieć coś więcej na ten temat?

B.F.: Ekstraktywizm łączy się z wprowadzonym przez Ulisesa Alego Mejíasa pojęciem „kolonializmu danych” (data colonialism). Mejías mówi, że istotą problemu jest nie tyle kapitalizm, ile długie trwanie pewnego projektu kolonialnego. To, z czym dziś mamy do czynienia w technologii, to powrót bardzo pierwotnych, kolonialnych instytucji, np. akumulacji pierwotnej. On dokonuje szeregu porównań między tym, jak projekt kolonialny traktował ziemię, a jak dziś traktujemy dane.

Kolonializm mógł obejmować w posiadanie w imię europejskich państw ziemię, np. w Nowym Świecie, bazując na jej niejasnym statusie prawnym. Spotykał się bowiem z rdzennymi społecznościami, które w ogóle nie znały pojęcia własności, po prostu żyły na jakimś terytorium. W związku z czym łatwo było tę ziemię zagrabić.

Sztuczna inteligencja wykryła epidemię koronawirusa szybciej niż człowiek

Trochę podobnie jest dziś z danymi. Nie ma własności danych. Nie bardzo wiadomo, co miałoby być jej istotą: pojedynczy punkt danych czy pewna ich konfiguracja? Od którego momentu można by użyć prawa własności intelektualnej i powiedzieć: „te dane wytworzone przez nas są naszą własnością”? Google, Facebook i podobne podmioty, dokonując ekstrakcji naszych danych, bazują na ich niejasnym statusie.

To łączy się z ekstraktywizmem w trzech wymiarach, co pokazują obecne na wystawie prace Vladana Jolera. Pierwszy wymiar to wydobycie surowców naturalnych w rabunkowy dla środowiska sposób, np. w przypadku głębinowego górnictwa na dnach oceanów.

To chyba dopiero scenariusz przyszłości?

B.F.: Tak, ale powoli zaczyna się efektywne wydobycie na niewielką skalę. Ono często zlokalizowane jest w okolicach kominów hydrotermalnych, które wytwarzają formy życia, jakie ciągle bardzo słabo znamy. Na przykład bakterie chemosyntetyzujące, które wytwarzają energię bez dostępu do energii słonecznej. Rozwalenie tych ekosystemów, które są początkami łańcuchów pokarmowych, pewnie przyczyni się do jakichś zupełnie nieprzewidywalnych zmian. Równocześnie jest to uzasadniane tym, że potrzebujemy zlokalizowanych na dnie morza minerałów, by dokonać transformacji energetycznej i przejść na odnawialne źródła energii.

Drugi wymiar to praca. Lubimy myśleć, że współczesny kapitalizm to praca kognitywna, niematerialna. Podczas gdy nowe technologie wygenerowały nowe obszary materialnej, fizycznej pracy. Na przykład w fabrykach półprzewodników, często ulokowanych w krajach Globalnego Południa.

Wreszcie trzeci wymiar to ekstraktywizm danych. To, jak państwa i korporacje wydobywają z nas dane. „Dane to nowa ropa naftowa” – mówi się coraz częściej. Dane stają się nowym surowym materiałem do obróbki, często te najbardziej związane z naszą cielesnością czy procesami życiowymi – np. dane z aplikacji mierzących parametry naszego ciała w ramach tzw. body surveillance.

Mamy opracowania, które wskazują na korelacje między tym, jak dotykamy ekranu dotykowego w telefonie, a naszą skłonnością do uzależnień. Jest taki projekt, Made to Measure, który na podstawie danych z Google’a na temat konkretnej osoby z pięciu lat jest w stanie odtworzyć wnętrze pomieszczenia, gdzie pracuje, jej stanowisko w danej organizacji, relacje, jakie łączą ją z innymi członkami, relacje intymne, stosunek do narkotyków, poglądy polityczne, trasy poruszania się po mieście. Takie dane pakowane są w paczki, np. „osoby, które niedawno urodziły dziecko” albo „osoby, które myślą o śmierci”. Te paczki sprzedaje się potem na giełdach danych. To bardzo cenny towar, mogący służyć manipulacji behawioralnej, prowokowaniu określonych zachowań.

Gdzie w tej nowej architekturze władzy, jaką pokazuje wystawa, mieści się Polska, kraj półperyferyjny? Chyba nie ma na wystawie pracy, która próbowałaby na to odpowiedzieć?

P.W.: Jeśli chodzi o kontekst Polski, to mamy raczej prace grup aktywistycznych, starających się używać technologii do celów badawczych czy śledczych.

Polska jest podwykonawcą różnych inwestycji dla globalnych korporacji, które mają tu swoje biura i oddziały. Jesteśmy odbiorcą nowych technologicznych rozwiązań, co najwyżej adaptujemy je do naszych realiów.

Ze względu na swoje położenie znajdujemy się w ważnym miejscu sieci. Przez Polskę przechodzą światłowody łączące Rosję z Zachodem, linia Moskwa – Frankfurt nad Menem. Te połączenia biegną w Warszawie Alejami Jerozolimskimi.

B.F.: Temat infrastrukturalny podejmuje praca Vanessy Graf, która próbuje zmapować warszawską fizyczną infrastrukturę internetu. Praca ma przypominać, że internet ma swoją materialność, swój ciężar, swój skład chemiczny, ślad węglowy. Dziś emisje związane z centrami danych są większe niż te generowane przez przemysł lotniczy.

W przypadku internetu geografia ma znaczenie. Systemy autonomicznych samochodów wymagają centrów danych, które są stosunkowo fizycznie blisko miejsc, gdzie te samochody działają – przede wszystkim ze względu na szybkość transferu. Stąd Polska, ze swoim położeniem terytorialnym, ma znaczenie, jeśli chodzi o centra przetwarzania danych. Nieprzypadkowo mamy ich całkiem sporo i powstają nowe. W Poznaniu mamy np. centrum Beyond.pl, które jest jednym z najbezpieczniejszych centrów przetwarzania danych w Europie, a przy tym jest zeroemisyjne, przechowuje dane firm nie tylko z Polski, ale też np. z Ukrainy i Niemiec.

Na kogo głosuje sztuczna inteligencja?

P.W.: Na wystawie mamy też dwie prace poświęcone technologiom granicznym. I być może to jest obszar, który będzie wyróżniał naszą część Europy, ze względu na konieczność odgrodzenia Europy od Rosji i Białorusi. Mamy np. na wystawie pracę Strefa ukrytej przemocy Border Emergency Collective, która dotyczy sytuacji na granicy polsko-białoruskiej, push-backów oraz innych działań służb państwowych, które mają tam miejsce. Gdybyśmy pomyśleli o dalszym rozwoju tej pracy, łącząc ją z innymi wątkami obecnymi na wystawie, to powinniśmy wprowadzić temat nowych technologii granicznych. Pytając np. o to, jakie firmy dostarczą technologie cyfrowe, które są albo zostaną zainstalowane na granicy polsko-białoruskiej, nad tym niesławnym murem.

Jest też praca Technologie graniczne – obszar narażony autorstwa grupy Territorial Agency. Ona mapuje technologie graniczne w kontekście regionu Morza Bałtyckiego, granicy wschodniej UE. Ruchy geopolityczne, np. chęć przystąpienia Szwecji i Finlandii do NATO, będą sprzyjały rozwojowi tych technologii w regionie. Bynajmniej nie w pozytywnym kierunku, może to oznaczać kolejną fazę domykania polityk bezpieczeństwa.

Territorial Agency. Fot. Biennale Warszawa 2022

B.F.: Tym, co będzie czynić ten obszar tak atrakcyjnym dla technologii bezpieczeństwa, będzie możliwość testowania ich na ludziach, którzy są trochę w prawnej szarej strefie. Jak np. osoby uchodźcze poddawane push-backom, niechronione przez regulacje dotyczące wykorzystywania danych tak jak obywatele UE.

Mówiliście o pracach aktywistów obecnych na wystawie. Niektóre z nich wyglądają jak zaprezentowane w instytucji sztuki dziennikarstwo śledcze – np. te badające użycie Pegasusa. Skąd pomysł, by do przestrzeni sztuki wprowadzić takie narzędzia?

P.W.: Chcieliśmy pokazać, że nowe technologie mogą być używane nie tylko przez państwa czy korporacje, ale także aktywistów, dziennikarzy, przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego, osoby stosujące je w dobrych intencjach.

Technologia jest obosieczna. W ostatnich latach powstaje wiele kolektywów i organizacji, które posługując się analizą danych, prowadzą śledztwa dziennikarskie czy szukają dowodów, które potem mogłyby zostać zaprezentowane przed sądami. Na przykład w sprawach o naruszenie spraw człowieka, o zbrodnie wymierzone w dziennikarzy, o zbrodnie wojenne. Jest ich naprawdę sporo. My pokazujemy działania Forensic Architecture, ale można też wymienić Bellingcat czy Mnemonic.

B.F.: Oni posługują się tymi samymi metodami co wywiad czy wojsko. Korzystają z ogólnie dostępnych baz danych, zdjęć satelitarnych i tam np. szukają dowodów zbrodni rosyjskich w Ukrainie. W przypadku pracy o granicy polsko-białoruskiej to będzie połączenie śladu cyfrowego, jaki można znaleźć w telefonie osoby uchodźczej, np. ze zdjęciami satelitarnymi, przy pomocy których dokonuje się analizy czasowo-przestrzennej, tzw. time mapy, szuka się dowodów, które mogą być potem wykorzystane np. w postępowaniu sądowym przeciw państwu. Bo z dowodami na push-backi jest kłopot. Ludzie są po prostu łapani w lesie i wywożeni na stronę białoruską. Nie zawsze pozostają ślady w papierach. Często są tylko trudne do zweryfikowania świadectwa ustne osób uchodźczych.

Aktywiści posługujący się technikami forensycznymi przechwytują narzędzia władzy, by użyć ich przeciw niej.

Rozmawiamy cały czas o różnych formach „widzących kamieni”, chciałbym spytać o prace odnoszące się do drugiej części tytułu, „poza doliną”. Rozumiem, że chodzi tu o poszukiwanie alternatyw dla gospodarki cyfrowej poza modelem Doliny Krzemowej. Czy taką alternatywę udało się wam znaleźć i przedstawić? Czy jest z nimi krucho, także na poziomie artystycznej wyobraźni?

P.W.: Nie ma, jak sądzę, możliwości, by znaleźć jeden mocny projekt, który uporządkuje całe to pole. Przygotowując wystawę, zauważyliśmy, że mamy raczej do czynienia z wieloma propozycjami, mikroprojektami, zalążkami, prototypami, konceptami, czasem spekulacjami na temat alternatyw.

W pracach, które wybraliśmy, jest kilka odpowiedzi na krytyczną, pokazującą funkcjonowanie systemu część wystawy. Praca Kyriaki Goni Sieci zaufania i praca o kubańskim internecie Kruche połączenia Steffena Köhna i Nestora Siré podejmują tematy innej sieci. Inaczej pomyślanej, budującej inny typ połączeń.

B.F.: Zdecentralizowanej i posiadającej wielu właścicieli. To jest problem własności środków produkcji. Dzisiejszy internet nie jest zdecentralizowany. Jest grodzonym przez korporacje polem.

P.W.: Szukanie nowych sieci połączeń to jeden z tematów kluczowych dla wystawy. Czy te prace go rozwiązują? Niekoniecznie, ale pokazują punkty, od których można by było zacząć.

Luis August Krawen. Shire II. Fot. Biennale Warszawa 2022

Inny wątek to wykorzystywanie sztucznej inteligencji do zupełnie innych celów niż inwigilacja i manipulacje behawioralne. Mamy na wystawie pracę Język ptaków Heleny Nikonole, gdzie sztuczna inteligencja została wykorzystana do interpretacji odgłosów ptaków i stworzenia sztucznego języka, przy pomocy którego – mamy nadzieję – moglibyśmy się z ptakami porozumieć.

B.F.: Sieć neuronowa wychodzi od analizy danych fonetycznych, szukając w nich wzorców i „sprawdzając”, czy w ogóle jest coś takiego jak język ptaków. Po zebraniu i przeanalizowaniu odpowiedniej ilości danych odkrywa, że coś tam jest. Że są pewne regularności, które można pogrupować w klastry fonemów. Tworzy się następnie przestrzeń wektorową, która być może pozwoli przypisać jakieś znaczenie poszczególnym grupom fonemów.

To jest projekt spekulatywny, on nie ma żadnego konkretnego zastosowania, natomiast jest to coś, co uruchamia wyobraźnię związaną z możliwościami porozumienia międzygatunkowego.

P.W.: Alternatywę infrastrukturalną proponuje z kolei praca Ogród danych grupy Grow Your Own Cloud. Zamiast przechowywania danych w serwerowniach twórcy proponują przechowywać je w DNA roślin.

Špela Petrič. Wegetariat: praca zero. Fot. Biennale Warszawa 2022

Nie przedstawiacie bardziej pragmatycznych alternatyw dla Doliny Krzemowej, które już działają, także w Polsce.

P.W.: Faktycznie nie. Nie poruszamy np. tematu platform i alternatyw platformowych, choćby w postaci kooperatyw technologicznych. To dość silny nurt. W Warszawie powstał np. CoopTech Hub, który zajmuje się pomocą powstającym kooperatywom. Niedawno udało się im uruchomić Fairbnb, alternatywę dla Airbnb. Taka była jednak decyzja, by nie skupiać się na alternatywach organizacyjnych.

B.F.: Ja bym podzielił te alternatywy na trzy nurty. Pierwszy związany jest z ekologią cyfrową. Z projektowaniem centrum danych, stron, z liczeniem śladu węglowego. Zajmuje się tym np. Instytut Ekologii Cyfrowej, który będzie liczył przybliżony ślad cyfrowy Biennale. Można wpisać w ten nurt poszukiwanie ekologicznych nośników danych. Rośliny z pracy, którą przedstawiamy, nie są może bardzo praktycznym rozwiązaniem, ale już stosuje się zapis danych w syntetycznym DNA. Problem w tym, że do jego przechowywania potrzebujemy bardzo niskich temperatur.

Drugi obszar to dane. Tu pojawiają się np. kooperatywy danych, których uczestnicy decydują, co się dzieje z ich danymi, komu i na jakich warunkach są sprzedawane. Kilka takich kooperatyw już działa, np. w wypadku danych medycznych. Moim zdaniem one się mogą doskonale spełnić w mniejszej skali, nie jestem pewny, jak by działały na poziomie państwowym.

Trzeci obszar to blockchain, kwestia bardzo problematyczna. Z jednej strony to przestrzeń libertariańskiej fantazji i spekulacji finansowej. Z drugiej strony sama technologia otwiera możliwość działania nowych form organizacji: bardziej zdecentralizowanych i autonomicznych. To się na razie nie dzieje na szeroką skalę, ale sama technologia umożliwia takie rzeczy.

Kwestie alternatyw będą wracać w programie publicznym?

P.W.: Tak, będziemy mieli np. dzień poświęcony myśli Bernarda Stieglera i jego koncepcji technoróżnorodności. 25 czerwca będzie można zobaczyć prezentację Ulisesa A. Mejíasa poświęconą kolonializmowi danych, ale też inicjatywie, która nazywa się Ruch Technologii Niezaangażowanych, oraz posłuchać wykładu Ramesha Srinivasana na temat nowych technologii globalnego Południa – lokalnych rozwiązań, powstających w Ameryce Południowej, w Afryce, często w odpowiedzi na określone miejscowe potrzeby.

**

II edycja Biennale Warszawa zatytułowana „Seeing Stones and Spaces Beyond the Valley / Widzące kamienie i przestrzenie poza Doliną” odbywa się w warszawskich Domach Towarowych Wars Sawa Junior i trwać będzie do 17 lipca 2022 r.

***

Bartek Frąckowiak jest kuratorem, reżyserem i badaczem kultury, a także wicedyrektorem Biennale Warszawa. W latach 2014–2017 był wicedyrektorem Teatru Polskiego w Bydgoszczy oraz kuratorem Międzynarodowego Festiwalu Prapremier. Reżyser teatralny, współkurator I i II edycji Biennale Warszawa.

Paweł Wodziński jest reżyserem i dyrektorem Biennale Warszawa. W latach 2000–2003 był dyrektorem Teatru Polskiego w Poznaniu. W roku 2010 dyrektor programowy 5. Międzynarodowego Festiwalu Polskich Sztuk Współczesnych [email protected] w Gdyni. W latach 2014–2017 był dyrektorem Teatru Polskiego w Bydgoszczy oraz kuratorem Międzynarodowego Festiwalu Prapremier. Jest autorem kilkudziesięciu spektakli, współkurator I i II edycji Biennale Warszawa.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Jakub Majmurek
Jakub Majmurek
Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) „Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej”.
Zamknij