Gospodarka

Peter Thiel: dyktator z Krzemowej Doliny

peter-thiel

Jego orężem nie są siły zbrojne ani tajna policja. Nie wsadza ludzi do więzień ani nie zamyka w obozach. Zamiast tego decyduje o tym, co i komu wolno powiedzieć.

Na słowo „dyktator” przed oczami staje ci pewnie któryś z Kimów, Kaddafi, a może nawet Putin. Tymczasem na drugim końcu świata, w samym sercu Doliny Krzemowej, rodzi się zupełnie nowy rodzaj dyktatury. Uosabia go Peter Thiel: współzałożyciel PayPala, miliarder, inwestor. Jego orężem nie są siły zbrojne ani tajna policja. Nie wsadza ludzi do więzień ani nie zamyka w obozach. Zamiast tego decyduje o tym, co i komu wolno powiedzieć. Dla mediów niechętnych tańczyć, jak im zagra, nie ma w świecie Thiela miejsca. Przekonało się o tym wydawnictwo Gawker Media – zrównane z ziemią przez serię pozwów potajemnie finansowanych przez Thiela.

Dramatis personae

Jest rok 2007. Bańka spekulacyjna z przełomu wieków, napompowana przez Dolinę Krzemową i Wall Street, wydaje się już tylko przykrym wspomnieniem. Tak jak jej pęknięcie, w którym z rynku wyparowało 5 bilionów dolarów. Na nowej fali wielkich inwestycji wznoszą się kolejne firmy technologiczne. YouTube został sprzedany za 1,65 miliarda dolarów, Skype za 2,9 miliarda. Google z powodzeniem weszło na giełdę. Akcje Amazonu pewnym krokiem zmierzają w stronę odzyskania wartości sprzed pęknięcia bańki. W tym wszystkim mało znaczący wydaje się nagłówek, który pojawia się na Valleywag, plotkarskim blogu o życiu Doliny Krzemowej należącym do Gawker Media: Peter Thiel is totally gay, people.

Pewnie już słyszeliście o tym, jak Peter Thiel zainwestował 500 tysięcy dolarów Facebooka, które teraz są warte 750 milionów. Media rozpisują się o Founders Fund, jego funduszu inwestycyjnym wartym 220 milionów […]. Wiemy o jego rezydencjach, jego lokaju, jego porannych przebieżkach. Ale jest coś, czego nikt nie mówi głośno: Peter Thiel jest gejem.

W kolejnych akapitach Owen Thomas, autor wpisu, wystawia przedsiębiorcy laurkę. Przedstawia go jako inwestora sprzeciwiającego się konwenansom Doliny Krzemowej, gdzie przebijają się głównie biali, heteroseksualni mężczyźni. Thomas sam jest gejem, więc jego entuzjazm nie dziwi. Za to Thiel jest wściekły.

Choć dla śmietanki technologicznego biznesu jego orientacja seksualna jest tajemnicą poliszynela, Thiel ma też inwestorów na Bliskim i Dalekim Wschodzie. Nie wie, jak wyoutowanie wpłynie na jego wizerunek. Wizerunek, o którym stanowi pasmo biznesowych sukcesów i intelektualne aspiracje. W latach 80. Thiel rozpoczął studia na Uniwersytecie Stanforda. Później trafił do branży finansowej, a w 1998 roku założył PayPala. Kolejne osiągnięcia dały mu w Dolinie status proroka: jest pierwszym inwestorem Facebooka, pieniądze postawił też m.in. na LinkedIn i Teslę, a jego nowa firma Palantir współpracuje z CIA. Jednocześnie Thiel, libertarianin skręcający w stronę konserwatyzmu, nie stroni od głoszenia kontrowersyjnych poglądów. Już w 1995 napisał książkę The Diversity Myth. Pod pretekstem walki o wolność słowa broni w niej studenta, który na kampusie uniwersyteckim wykrzykiwał antygejowskie hasła. Ten student to Keith Rabois – zapamiętajcie to nazwisko.

Wróćmy jednak do roku 2007. Thiel stara się zastraszyć Nicka Dentona, założyciela Gawker Media, by powstrzymać publikację wpisu na Valleywag. Bezskutecznie. W kolejnych latach blogi wydawnictwa wielokrotnie będą krytykowały i obśmiewały Thiela, on zaś nazwie ich Al-Kaidą Doliny Krzemowej i rozpocznie swoją wendetę.

Znów przenosimy się w czasie – tym razem do roku 2012, kiedy flagowa publikacja wydawnictwa, blog Gawker, wypuszcza seks taśmę Hulka Hogana, amerykańskiego wrestlera, którego gwiazda dawno już przygasłą. Hogan najpierw chce pozwać Gawker Media z powodu naruszenia praw autorskich, ciężko mu jednak znaleźć przychylnych sędziów. Zmienia więc strategię i zatrudnia Charlesa Hardera, prawnika często reprezentującego celebrytów, by sądzić się o odszkodowanie za naruszenie prywatności. W pozwie Hogan i Harder domagają się 100 milionów dolarów.

W marcu 2016 sąd wreszcie nakazuje Gawker Media i prezesowi wydawnictwa Nickowi Dentonowi zapłacić Hoganowi… 140 milionów dolarów. A.J. Daulerio, redaktor Gawkera, który opublikował wpis z nagraniem, ma zapłacić dodatkowe 100 tysięcy.

Sprawa Hogana to nie jedyna, w której Gawker Media ściera się z Charlesem Harderem. Jego firma uczyniła z tego swój chleb powszedni i reprezentuje jeszcze kilka osób, które domagają się od wydawnictwa zadośćuczynienia. To właśnie koszty sądowe sprawiły, że w czerwcu 2016 roku Gawker Media ogłasza bankructwo, a kilka tygodni później to samo robi Nick Denton. Nic dziwnego: w zeszłym roku przychody Gawker Media wyniosły około 50 milionów dolarów, a same koszty procesu z Hoganem pochłonęły 10 milionów.

Szara eminencja

Skąd Hulk Hogan miał pieniądze by latami sądzić się z Gawker Media? Hogan to celebryta średniego formatu, 20 lat po swoim prime time, za to niedługo po tym, jak rozrzutny tryb życia i kosztowny rozwód doprowadziły go na skraj bankructwa. Co więcej, pozew został skonstruowany w taki sposób, by ewentualnego odszkodowania nie pokrywało ubezpieczenie wydawnictwa. To dziwna decyzja, która stała się zrozumiała, dopiero po zapadnięciu wyroku.

W maju dziennikarze Forbesa odkryli, że pozew finansował Peter Thiel. Choć w Stanach Zjednoczonych finansowanie cudzego pozwu jest legalne, stosuje się to głównie w pozwach zbiorowych.

Sytuacja, gdy miliarder z dyktatorskimi zapędami jest szarą eminencją wykorzystującą czyjś proces jako narzędzie w krucjacie – to nowość i szok dla świata mediów.

Zaraz po tym, jak jego udział w procesie wyszedł na jaw, Thiel udzielił wywiadu dla „New York Timesa”, w którym przyznał, że finansuje więcej pozwów przeciwko Gawkerowi i że wyłożył na to łącznie około 10 milionów dolarów. Czy widzi w tym coś niewłaściwego? Wręcz przeciwnie:

Myślę o tym jako jednym ze swoich największych filantropijnych osiągnięć.

Dyktatura pieniądza

Plotkarski blog publikuje materiały na granicy dobrego smaku, w końcu miarka się przebiera i wydawca tonie pod zalewem procesów. Można powiedzieć: kto mieczem wojuje, od miecza ginie? Niezupełnie. By dostrzec, z czym mamy do czynienia, należy lepiej zrozumieć, czym jest – a właściwie było – Gawker Media i dlaczego bankructwo tego wydawnictwa to de facto zwycięstwo Thiela i jemu podobnych, a nie Hulka Hogana i sprawiedliwości.

Dolina Krzemowa żyje kultem samej siebie. Media i dziennikarze zajmujący się skrzyżowaniem biznesu i technologii napędzają ten kult – prezentacje nowych produktów Apple to breaking news, rekordowo wysokie wyceny przedsiębiorstw celebruje się, jak szczytowe osiągnięcia cywilizacji, najlepsi inwestorzy, tacy jak Peter Thiel, są tam półbogami. Często niewygodną rzeczywistość zasłania fasada merytokracji. Gawker Media zawsze usiłowało zniszczyć tę fasadę.

Valleywag i Gawker, blogi należące do Gawker Media, często balansowały na cienkiej linii między plotką a żenadą. Seks taśma Hogana, wyciągnięcie na widok publiczny orientacji Petera Thiela i wielu innych osób, pisanie z kim randkuje Larry Page – ciężko bronić takich publikacji frazesami o wolności słowa.

To nie Pentagon Papers ani Wikileaks, a Nick Denton to z pewnością nie Carl Bernstein czy Bob Woodward. Może właśnie dlatego Gawker Media tak łatwo zdyskredytować. A to przede wszystkim jeden z bardzo nielicznych wydawców, którzy nie bali się odsłaniać ciemnych stron Doliny Krzemowej, gdy inne media były zajęte pianiem peanów na jej cześć.

I nie chodzi tylko o Dolinę: blogi Gawker Media celowały w hipokryzję zamożnych i uprzywilejowanych z różnych kręgów. Gawker ujawnił narkotykowe wybryki burmistrza Toronto, pokazał światu, jak obóz Hillary Clinton szantażuje dziennikarzy i wyciągnął na światło dzienne informacje o Silk Road, internetowej giełdzie nielegalnych towarów. Deadspin, również należący do wydawnictwa, upublicznił informacje o tym, jak Greg Hardy, zawodnik futbolu amerykańskiego, znęcał się nad swoją dziewczyną. TKTK biło na alarm, gdy BuzzFeed usuwał artykuły krytyczne wobec swoich reklamodawców. Jezebel było na tropie coachingowej sekty, polującej na samotne kobiety w Nowym Jorku.

Thiel również wielokrotnie był na celowniku Gawker Media, choć w opinii publicznej notowania ekscentrycznego miliardera stale rosły – w 2014 roku magazyn Fortune określił go czołowym intelektualistą Ameryki. Valleywag donosiło o tym, jak założony przez Thiela fundusz inwestycyjny Clarium Capital stracił prawie 7 miliardów dolarów. Niejednokrotnie wyśmiewano tam też jego poglądy społeczno-polityczne, w tym takie perły intelektu jak krytyka przyznania kobietom praw wyborczych czy oferowanie zdolnym studentom pieniędzy, by rzucili studia i rozkręcali własne biznesy. To ostatnie brzmi szczególnie komicznie w ustach absolwenta prawa na jednej z najlepszych uczelni świata, który przez kilka lat pracował w zawodzie, a na kampusie poznał przyszłych wspólników.

Peter Thiel wspiera też ideę seastedingu miast postawionych na morzu, poza jurysdykcją rządów. I pewnie sam najchętniej żyłby we takim mieście, pozbawionym podatków, gdzie kobiety nie mają praw wyborczych, biednym nie przysługuje żadna pomoc, a naukowcy zajmują się latającymi samochodami i badaniami nad nieśmiertelnością. A wolność słowa jest dobra tylko, jeśli to słowo jest zgodne z jego poglądami.

Dyktatorskie zapędy Thiela mogą wydawać się śmieszne, a to że dał im wyraz, prowadząc tajną wojnę ze średniej wielkości wydawnictwem, płytkie. Peter Thiel to jednak bardzo wpływowy człowiek – delegat Donalda Trumpa (z którym w kwestii mediów zdają się mieć podobne poglądy), uczestnik spotkań Grupy Bilderberg, udziałowiec i przede wszystkim członek zarządu Facebooka. Facebook to medialne supermocarstwo, docierające do niemal 2 miliardów ludzi na świecie. Dla wielu ludzi to główne źródło informacji. A jedną z osób mających nadzorować działanie FB jest kapitalistyczny tyran.

Mark Zuckerberg miał w czerwcu możliwość odwołania Thiela z zarządu na walnym zgromadzeniu udziałowców. Nie zrobił tego. To obrazuje większy problem – działania Thiela nie są w Dolinie Krzemowej potępiane. Wręcz przeciwnie. Śmietanka inwestorskiej społeczności Doliny – Keith Rabois (to ten stary znajomy Thiela od wykrzykiwania antygejowskich haseł na kampusie Stanforda), Marc Andreessen (inny guru inwestorów z doliny, również w zarządzie Facebooka), Jessica Livingston, Vinod Khosla – stanęła w obronie kolegi. Niektórzy inwestorzy, jak Jason Calacanis i Chris Sacca, poszli krok dalej i okrzyknęli go bohaterem.

Czołowe postacie technologicznego biznesu w stosunkowo krótkim czasie zbiły gigantyczne fortuny. Poza okresem pęknięcia bańki internetowej na przełomie wieków, media tylko przyklaskiwały ich sukcesom. Nie mieli okazji zaznać krytyki czy dziennikarstwa śledczego choćby zbliżonego do poziomu znanego polityki czy finansów, choć z czasem ich wpływy stały się porównywalne z baronami innych światków. Gdy Gawker Media wyszło im naprzeciw, dali do zrozumienia, że nie biorą jeńców. A arsenał do walki mają znacznie potężniejszy niż nawet czołowe media. Dla perspektywy: po bankructwie Gawker Media, koncern medialny Univision przejmie ich tytuły za 135 milionów dolarów. Coś z wyższej półki? W 2013 roku Jeff Bezos, założyciel Amazona, kupił Washington Post za 250 milionów. Peter Thiel, według Forbesa, ma majątek wart ponad 3 miliardy.

Zamiast patrzeć technologicznym magnatom na ręce, przez lata biliśmy im pokłony – a oni w tym czasie zawłaszczyli przepływ informacji. Jeśli nie zaczniemy się im bacznie przyglądać i oceniać ich według tej samej miary co polityków i innych wpływowych przedsiębiorców, czeka nas informacyjna dyktatura. Jak słusznie zauważa Nicky Woolf z redakcji Guardiana:

dziś to Gawker, ale jutro może paść na New York Times, Guardiana, Breitbart, Daily Mail, kogokolwiek z nas. Jeśli oligarchowie Doliny Krzemowej poczują, że mogą zatapiać publikacje, z którymi się nie zgadzają, roboty zastąpią nas szybciej, niż myślimy .

Wojtek Borowiczpracuje z technologią (w krakowskim Estimote) i pisze o technologii (publikował między innymi w The Next Web i UX Magazine). Absolwent kulturoznawstwa na UJ.

PISMO-koniec-prasy

**Dziennik Opinii nr 232/2016 (1432)

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać