Idee nie działają.
Same.
Ktoś musi stanąć za ideą.
Człowiek. Jeden lub wielu.

Idee pomagają wymyślić świat na nowo, kiedy trzeba to zrobić.
Ułatwiają zrozumienie, podtrzymują nadzieję, uwalniają od lęku.
Idee nie są odważne. Nie mają wyobraźni. Nie mają kolorów.
To człowiek, który stanął po stronie idei – jest bohaterem.

Zobaczył i pokazuje innym to, co niewidoczne.
Uwierzył, że utopia wypowiedziana dziś,
jutro może stać się barwną rzeczywistością.

Idee rodzą się z krytyki.
Powstają z myślenia.
A kiedy budzi się rozum, kończy się marazm.
Krytyczne myślenie napędza do działania.

Idee to słowa.
Które mają wartość i moc.
Nie chcemy ich tylko tworzyć ani bronić.
Zamierzamy je urzeczywistnić.

Dla Polski otwartej, zielonej i solidarnej.
Tworzonej wspólnie z wami.
Słowem i działaniem.

Przepisujemy idee na rzeczywistość.
Krytyka Polityczna

Czytaj dalej, Kultura

Kolejna odsłona amerykańskiej nędzy

Kryzys 2008 roku – podobnie jak inne wielkie kryzysy finansowe – w najbardziej drastyczny sposób uderzył w najbiedniejszych. Skalę kryzysu powinna wyznaczać nie tyle bezwzględna liczba utraconych pieniędzy czy nieruchomości, ile realna możliwość wyjścia z kryzysu.

W Ameryce najlepiej widać długie trwanie kryzysu z 2008 roku. Powodów tego stanu jest wiele, a jednym z najważniejszych jest wpływ kryzysu na kwestie mieszkaniowe. Niemożność spłacenia szybujących rat kredytu hipotecznego stała się codzienną walką tysięcy rodzin.


Od początku wieku była to tykająca bomba, podkładana pod domy przede wszystkim najuboższych kredytobiorców, nierzadko nieposiadających dostatecznej wiedzy czy też podejrzliwości, która kazałaby im zapytać: jak to możliwe, że bank chce mi pożyczyć tak wielką sumę? Pragnienie stabilizacji było jednak na tyle dojmujące, że szybko oddaliło wątpliwości. We własnym domu zastąpiły je radość i chwilowa ulga.

To właśnie w poczuciu ulgi widzę największą pokusę zaciągania kredytów na całe życie, na niejasnych zasadach i z niepewną perspektywą spłaty. Nie w lekkomyślności czy przesadnej pewności siebie, choć to oczywiście ważne czynniki. Tym bardziej drastyczne są wydarzenia, które następują od 2008 roku. Oto bowiem właściciel wyrzuca nas nie z wynajmowanego, lecz własnego domu.

Twój dom płonie. Czy stać cię na strażaków?

Z domu okupionego wyrzeczeniami i zamieszkanego z poczuciem – znów – ulgi, że nawet jeżeli coś pójdzie nie tak, mamy przecież własny kąt – wyrzuca nas komornik. Nawet jeżeli to przekonanie o „własności” było co najmniej na wyrost, jest nieporównywalnie silniejsze, a doświadczenie eksmisji – druzgocące.

O skutkach kryzysu napisano tomy

Trudno wyobrazić sobie opowieść o eksmisjach w jakiejkolwiek części globu, która nie wiązałaby się z ekstremalnymi emocjami, poczuciem krzywdy i empatią wobec eksmitowanych. Obrazy rzeczy wystawionych przed domem, szarpanina, krzyczące dzieci, starsi ludzie nieporadnie walczący z eksmitującymi.

Chile: krach wolnorynkowej dystopii

Żaden z tych obrazów nie pozostawia obojętnym nawet tych, którzy zgadzają się z argumentami, że eksmisje są ekonomicznie konieczne, a eksmitowani – niedojrzali czy nieodpowiedzialni. Obraz człowieka wyrzuconego na bruk to jeden z najważniejszych symboli tego, jak wiele rzeczy w naszych „społeczeństwach dobrobytu” nie działa.

Zarówno eksmisje, jak i – szerzej – kryzys mieszkaniowy w Stanach nie są wyłącznie efektem bańki inwestycyjnej stworzonej przez Wall Street. Są rezultatem dekad zaniedbań w zakresie ochrony praw lokatorskich, wsparcia dla osób nieposiadających dostatecznych kompetencji, aby w pełni zrozumieć warunki kredytów, czy też osób, które znalazły się w spirali długów.

Po co nam kolonie na Księżycu? A po co nam Jeff Bezos?

Liczba filmów i publikacji na temat kryzysu, nawet nie licząc tych fabularnych, idzie w setki. Od co najmniej dekady tomiszcza takie jak Kryzys wolnego rynku? Ameryki portret wewnętrzny George’a Packera (2013; wyd. polskie 2015) próbują zdiagnozować zarówno przyczyny tego, co się wydarzyło (co zdaje się nadal nastręczać nie-ekonomistom problemów), jak i materialne oraz społeczne koszty największego jak dotąd kryzysu XXI wieku. W Detroit. Sekcji zwłok Ameryki Charlie LeDuff, dyskusyjna postać amerykańskiego reportażu, postanowił połączyć te dwa pytania. O najbardziej złożoną kwestię zapytał więc tych, którzy doświadczyli jej skutków:

„– Tu, w Ameryce. Co się stało z gospodarką? Co się stało z tą fabryką?

– Cóż – odpowiedział z bezzębną złością – widzisz, pewien facet robił plastikowe samochody. Ale znaleźli innego faceta, w innym miejscu, który potrafił zrobić ich dużo więcej. A tamten facet, który kiedyś robił samochody, nadal je lubił. Chciał kupić jeden taki dla syna, na święta. Więc kupił. Zapłacił kartą kredytową. Ale nie miał pieniędzy, by tę kartę spłacić. Po jakimś czasie facet od karty kredytowej upomniał się o zapłatę, ale ten, który kiedyś robił samochody, wciąż nie miał pieniędzy, by zapłacić”.

Wszystko wydaje się proste, o ile nie zadamy pytania o to, jak zmierzyć daleko idące skutki kryzysu. Fascynującą analizę zaproponowali autorzy książki The Body Economic. Why Austerity Kills, David Stuckler i Sanjay Basu. Zadali sobie oni bowiem na przykład pytanie, w jakim stopniu cięcia dokonywane w sektorze zdrowia publicznego wpływają na oczekiwaną długość życia.

Strategia niekończącego się wyliczania skutków kryzysu bywa cenną praktyką (zanim przejdziemy do dalszego etapu myślenia o tym, co właściwie się stało, powinniśmy posiadać możliwie najpełniejsze dane o skali problemu), ale z czasem okazuje się poznawczo jałowa. Dziesiątki, jeżeli nie setki amerykańskich reportaży poświęconych temu tematowi mają ograniczony potencjał analityczny, a do tego niewielką sprawność literacką i właściwie uwodzą tylko jednym: surowością i etycznym oburzeniem.

Trend ten jednak nie słabnie, a wręcz zyskuje na sile, czego dowodem jest książka Matthew Desmonda Eksmitowani, właśnie przetłumaczona – w wyraźnym pośpiechu – na język polski.

Co widać z przyczepy kempingowej

Wiedza autora – w tym przypadku profesora socjologii – nie zawsze idzie w parze ze zdolnościami konstruowania narracji strawnej dla nieakademickiego czytelnika. Zarówno dobór bohaterów, jak i sposób ich charakteryzowania jest nie tylko schematyczny i nierzadko powierzchowny, ale przede wszystkim koszmarnie chaotyczny. Rozumiem pomysł ujęcia możliwie najszerszej panoramy „przypadków”, zaskakuje jednak bezradność autora wobec wyzwania stworzenia reportażu.

Miliarderom demokracja nie przeszkadza

Desmond zamieszkał na placu pełnym przyczep kempingowych. W ten sposób zyskał unikalną szansę poznania rodzin, które zostały eksmitowane. Uznanie budzi czas, który autor poświęcił na obserwację tamtejszego życia i pieczołowite odnotowywanie refleksji rozmówców na różne tematy, w tym – co najciekawsze – na temat ich własnej sytuacji.

Eksmitowani mogą budzić skojarzenia z Głodem Martina Caparrósa – też zwracają uwagę na krótkoterminowe planowanie oraz impulsywność w podejmowaniu decyzji finansowych przez osoby najuboższe. Na przykład wtedy, gdy narrator pisze: „Zdaniem Sammy, pastora Daryla i innych Larraine była biedna, bo szastała pieniędzmi. Jednak prawdziwsze byłoby zdanie odwrotne. Larraine szastała pieniędzmi, bo była biedna”.

Charlie LeDuff: Sorry, ale to nie jest najbardziej szalony czas w historii Ameryki

Z książką George’a Packera Eksmitowanych łączy z kolei ambicja zrozumienia, jak działa system mieszkaniowy. W tym celu autor śledzi losy szczególnie odpychających postaci – tych, którzy ściągają długi i eksmitują biedotę. Posługuje się w tym celu wyrazistymi środkami – kontrastem, hiperbolą czy paradoksem – opowiadając na przykład o wyprawie Sherreny i Quentina do kasyna tuż po ściągnięciu części długów.

„Sherrena założyła dresy marki Rocawear w kolorze purpury ze złotem. Quentin wbił się w skórzaną kurtkę G-Unit, czarną czapeczkę z prostym daszkiem, a na małym palcu miał potężny pierścień. Znalazł miejsce parkingowe dla niepełnosprawnych niedaleko głównego wejścia do kasyna Potawatomi, na lusterku powiesił zezwolenie na parkowanie, prezent od niepełnosprawnego lokatora”.

Darmowe wieżowce banków oraz ich kapitały wytworzone z niczego

czytaj także

Darmowe wieżowce banków oraz ich kapitały wytworzone z niczego

Jacek Chołoniewski, Mateusz Siekierski, Paweł Górnik

Nie chodzi więc o konflikt nieudacznych złodziei i obrońców porządku świata. To raczej dwie role, które zaplanował niesprawiedliwy system. Ci, którzy z dumą obwieszczają, w jak skrajnych sytuacjach udawało im się wyrzucić lokatorów, oraz ci, którzy próbują przetrwać spłatę piętrzących się długów. Ale empatia czytelnika skierowana jest wyłącznie na tę drugą grupę.

Kryzys uderzył w najbiedniejszych

Jednym z ważniejszych czynników determinujących sytuację najbiedniejszych Amerykanów jest rasa, ściśle spleciona z pozycją klasową. Desmond sięga kwestii zasadniczych: „Tak to wygląda już od dawna. Kiedy w połowie XIX wieku zaczęły pojawiać się w Nowym Jorku kamienice pod wynajem dla biedoty, czynsze w najgorszych slumsach były wyższe o trzydzieści procent od stawek w najlepszych dzielnicach. W dwudziestoleciu międzywojennym zapuszczone domostwa w czarnych gettach Milwaukee, Filadelfii i innych miast północnych Stanów były obłożone czynszami przerastającymi te, które płacili biali za mieszkanie w lepszych warunkach. Jeszcze nawet w roku 1960 w wielkich miastach czarni płacili wyższe stawki niż biali za mieszkanie podobnej klasy”.

Kryzys mieszkaniowy w Stanach nie jest wyłącznie efektem bańki inwestycyjnej stworzonej przez Wall Street.

Ważną obserwacją na marginesie Eksmitowanych jest to, że kryzys 2008 roku – podobnie jak inne wielkie kryzysy finansowe – w najbardziej drastyczny sposób uderzył w najbiedniejszych. Nie w bankowców, nie w Wall Street, nie w pracowników Lehman Brothers defilującymi z pudełkami przed swoim byłym pracodawcą. Oraz to, że skalę kryzysu powinna wyznaczać nie tyle bezwzględna liczba utraconych pieniędzy czy nieruchomości, ile realna możliwość wyjścia z kryzysu.

Ciekawym uzupełnieniem tej lektury jest nieporadny wprawdzie dokument Alexandry Pelosi, Motelowe dzieci z hrabstwa Orange (2010). To wgląd w życie dzieci, które tak doskonale opowiedzieli twórcy filmu fabularnego Florida Project (2017). W książce Desmonda wątek ten znajduje się na dalszym planie, ale nie jest nieobecny. Dorośli są bezradni, ale to przede wszystkim los dzieci jest przesądzony.

Książka Desmonda doskonale wpisuje się w linię wydawniczą, którą zapoczątkowała w Marginesach autobiograficzna opowieść J.D. Vance’a Elegia dla bidoków. Mimo zaskakującej pochwały wojska i liberalnej do szpiku kości filozofii pracy była to książka godna uwagi jako głos ze świata rzadko dopuszczanego do dyskusji. Vance diagnozuje bolączki amerykańskiego społeczeństwa i wpływ biedy na dorastanie człowieka, jego ambicje i szanse ich realizacji. Desmond próbuje wykonać podobny gest, umożliwiając wypowiedź najbiedniejszym mieszkańcom Milwaukee. Cierpliwie i z wielką dawką empatii.

Ruin porno w sercu Ameryki

„Mówią, że kryzys bankowy zaczął się na Wall Street, gdzie faceci w szczęśliwych krawatach handlowali toksycznymi aktywami i pakietowali niespłacane kredyty. W getcie jednak wystarczał trener od szybkiej poprawy zdolności kredytowej i lokator o niewielkich dochodach, wciąż jednak żądny szansy na realizację amerykańskiego snu”.

**
Olga Szmidt – krytyczka literacka i telewizyjna, pisarka non-fiction, doktor literaturoznawstwa. Autorka kilku książek, ostatnio wydała tom krytyczny Odkrywanie Ameryki oraz biografię Kownacka. Ta od Plastusia. Redaktorka naczelna portalu Popmoderna, stale współpracuje z „Czasem Kultury”. Pracuje na Wydziale Polonistyki UJ, mieszka na krakowskim Kazimierzu.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.