Film

Dlaczego seksworkerki nie pójdą na „Dziewczyny z Dubaju”?

Jeśli ktoś chciałby rzetelnie pokazać, dlaczego praca seksualna bywa niebezpieczna i jak chronić ofiary przestępstw, zrobiłby film dokumentalny, a nie moralnie czarno-białą, sensacyjną rozrywkę – mówi nam Sonia Nowak, tancerka, domina i aktywistka działająca na rzecz praw seksworkerek.

Nad filmem Dziewczyny z Dubaju od dłuższego czasu krążą czarne chmury. Najpierw z projektu wycofał się Piotr Krysiak, autor książki pod tym samym tytułem, która była inspiracją dla scenariusza. Teraz możliwości dopracowania ostatecznej wersji pozbawiono reżyserkę Marię Sadowską i współproducentkę kreatywną obrazu Dorotę Dodę Rabczewską. Tak przynajmniej wynika z oświadczeń i nagrań, które artystki opublikowały w sieci i w których odcięły się od przedsięwzięcia, podkreślając, że nie wezmą odpowiedzialności za jego końcowy kształt.

Na razie nic nie wskazuje na to, by zaplanowana na listopad premiera miała zostać odwołana. Emil Stępień, producent, a prywatnie mąż Dody, który miał Rabczewskiej i Sadowskiej zablokować możliwość dokończenia swojego dzieła, stawiane mu zarzuty nazwał „tanimi medialnymi zagrywkami”, a przy okazji podważył kompetencje twórczyń.

Dyskredytująca ponaddwuletnią pracę kobiet narracja pokazuje, że przemysłem filmowo-rozrywkowym wciąż żądzą seksistowskie pryncypia. – Ale pewnie Dodzie współczulibyśmy bardziej, gdyby sama nie była strażniczką patriarchatu i nie próbowała robić sensacji z cudzej krzywdy – mówi nam Sonia Nowak, striptizerka i aktywistka, która walczy o prawa osób pracujących seksualnie.

Nasza rozmówczyni, obok piszącej na naszych łamach o produkcji Mai Staśko, znajduje się w gronie tych, którzy twierdzą, że film rozrywkowy o tzw. aferze dubajskiej, czyli celebrytkach zarabiających w przeszłości jako luksusowe escortki w jednym z największych i najbogatszych miast Zjednoczonych Emiratów Arabskich, nie powinien w ogóle powstać. Dlaczego? Przeczytacie poniżej.

Paulina Januszewska: Doda mówi, że nie ma nic przeciwko seksworkerkom, a nawet z kilkoma się przyjaźni. Dlaczego więc wyprodukowany przez nią i opowiadający o pracy seksualnej film Dziewczyny z Dubaju spotkał się z krytyką w waszym środowisku?

Sonia Nowak: Piętnowanie osób zarabiających w ten sposób zaczyna się od języka. Doda nazywa nas, swoje koleżanki i bohaterki filmu, „prostytutkami”, mimo że koalicje takie jak Sex Work Polska od lat walczą z używaniem tego stygmatyzującego określenia. Gdyby Doda faktycznie miała w gronie swoich bliskich znajomych jakieś escortki i zrobiła porządny research dotyczący branży erotycznej i ruchu działającego w jej obrębie, z pewnością by o tym wiedziała. Skoro jednak publicznie nie wykazuje się podstawowym poziomem wiedzy i wrażliwości, to trudno się spodziewać, by była naszą osobą sojuszniczą i by w takim duchu zrealizowano scenariusz filmowy.

Jak w takim razie Dorota Rabczewska odnosi się do pracownic seksualnych? 

Nazwałabym to protekcjonalizmem pomieszanym z pogardą i poczuciem moralnej wyższości. Doda daje sobie prawo do oceniania cudzych wyborów. Z udzielonych przez nią wywiadów na temat filmu wynika, że nie podchodzi do wykorzystanych i potraktowanych nieuczciwie escortek z empatią czy szacunkiem.

A z czym?

Współproducentka filmu – tak jak całe społeczeństwo – idzie na skróty i poddaje je patriarchalnie wyćwiczonej opresji, zamykającej się w założeniu, że zarabianie w ten sposób jest z zasady złe, demoralizujące, i kropka. Dlatego zapewnienia Rabczewskiej o jej dobrych intencjach wydają się niewiele warte.

Film jeszcze nie wszedł do kin. Skąd przeświadczenie, że okaże się szkodliwy dla waszej aktywistycznej pracy?

Jak mam uwierzyć, że Dziewczyny z Dubaju nie będą powielać krzywdzących stereotypów, skoro robi to sama producentka filmu? Doda twierdzi, że aktywistki działające na rzecz uznania świadczenia usług seksualnych za pracę nie mają nic wspólnego z feminizmem. Podejrzewam więc, że podziela zdanie naszych krytyków, którzy zarzucają nam, że rzekomo zajmujemy się „promocją prostytucji” i „lobbingiem na rzecz sutenerstwa i handlu ludźmi”. To nieprawda.

Striptiz to praca. I kropka

A co robicie?

Walczymy o zapewnienie systemowego bezpieczeństwa osobom, które z różnych powodów decydują się na taką formę zarobku. Oczywiście ten wybór często jest wynikiem przymusu ekonomicznego, ale kto z nas, kto żyje w kapitalizmie i potrzebuje pracy, go nie odczuwa?

Może o tym właśnie będą opowiadać Dziewczyny z Dubaju?

Nie ma tu refleksji nad kondycją kobiet w dobie późnego kapitalizmu i pracą seksualną. Wystarczy obejrzeć trailer filmu i zajrzeć do książki Piotra Krysiaka, by wiedzieć, że nie dostaniemy wnikliwie analizującego kwestii pracy seksualnej arcydzieła kinematografii. To surowo oceniająca kobiety rozrywka, która nawet nie ukrywa, że bazuje na starych jak świat uprzedzeniach i niezdrowej sensacji. Sensacji na punkcie czegoś, co być nią nie powinno.

To znaczy?

Zapowiedzi głoszą, że obraz demaskuje prawdę o życiu polskich celebrytek, a tym wielkim odkryciem ma być fakt, że seksbiznes istnieje (wow!), że dziewczyny, które chcą być glamour escortkami i zarobić duże pieniądze, jeżdżą do Dubaju i że uprawiają seks za pieniądze. Ma to być wystarczającym powodem do zawstydzania, poniżania i kompromitowania ludzi, głównie kobiet?

Twórcom – jak sami przekonują – chodzi o to, by pokazać, że „ten niedostępny, opływający w luksusy świat ma swoją mroczną stronę”.

Bez dramy ani rusz i ja to rozumiem. Kino rozrywkowe rządzi się swoimi prawami, a w tym wypadku opiera się na prawdopodobnie prawdziwych, ale dość ekstremalnych, wyolbrzymionych i tylko złych doświadczeniach escortek, które zostają wykorzystane, okradzione i skrzywdzone. O dziewczynach, które z własnej woli pojechały, zarobiły zadowalające sumy i przeżyły fajną przygodę, nikt nie nakręci filmu, no bo łatwiej spieniężyć cudze cierpienie niż szczęście. Mój problem z tą produkcją nie polega jednak na tym, że bohaterką filmu nie jest striptizerka taka jak ja, która pracę podjęła konsensualnie.

A na czym?

Denerwuje mnie, że ów maksymalnie hardkorowo zarysowany scenariusz tylko udaje zainteresowanie rzeczywistymi patologiami branży i sex traffickingu [handlu ludźmi w celach seksualnych – przyp. red.]. Jeśli ktoś chciałby rzetelnie pokazać, dlaczego praca seksualna bywa niebezpieczna i jak sobie z tym radzić oraz jak chronić ofiary przestępstw, zrobiłby film dokumentalny, a nie moralnie czarno-białą, sensacyjną bajkę.

Trochę mi to pachnie kulturą gwałtu.

Trochę? Na niej zbudowano cały nasz świat, więc nie inaczej jest z tym filmem i sposobami jego promocji. Jak na razie w związku z „aferą dubajską” pod pręgierzem społecznego potępienia nie stają przecież stręczycielki, oprawcy, sutenerzy czy przekraczający granice osób pracujących seksualnie klienci.

Tylko?

Ofiary faktycznych nadużyć. To okropne. Po pierwsze – dlatego że narracja snuta m.in. przez Dodę i jej film przekonują, że praca seksualna to zawsze to samo co handel ludźmi, co jest nieprawdą.

A po drugie?

Służy wyłącznie piętnowaniu pracownic seksualnych. Warto zwrócić uwagę, że również autor książki, która stała się przyczynkiem scenariusza, ocenia je bardzo surowo, wręcz obraża. Z kolei opinię publiczną, zaintrygowaną filmem, podnieca świadomość, że za chwilę dowiedzą się, która ze znanych celebrytek pozwoliła sobie na to czy tamto. „Patrzcie, gwiazda z pierwszych stron gazet puszczała się za kasę, a potem ją okradli etc.” – taka jest wymowa PR-owej otoczki wokół Dziewczyn z Dubaju i Doda sama podkreśla, że w głównej mierze te marne pobudki przyciągną ludzi do kin.

Seksworkerka: Dlaczego chcę pełnej dekryminalizacji usług seksualnych

Czyli twoim zdaniem produkcja sugeruje, że pokrzywdzone escortki są same sobie winne i zasłużyły na wszystko złe, co je spotyka?

Tak, bo kobiety generalnie za podejmowanie jakiejkolwiek aktywności seksualnej są poniżane i prawie zawsze znajdzie się ktoś, kto postanowi je zbesztać i rozliczyć. Film powiela ten krzywdzący schemat. Z jednej strony odmawia kobietom decydowania o swoim ciele (decyzję o tym, że będę uprawiać seks za pieniądze, muszę zatrzymać dla siebie; agencja o to zadba lub wykorzysta przeciwko mnie), a z drugiej powtarza: „pchały się szejkom do łóżek, więc mają za swoje”. To samo mówimy ubranym w krótkie sukienki czy wracającym po nocy do domu ofiarom gwałtu.

To znaczy?

Gdyby siedziały w domu i nie nosiły koronkowych majtek, to nikt by ich nie skrzywdził. Gdyby nie pojechały do Dubaju, nic by się nie stało. Nie wierzę, że w XXI wieku wciąż mówimy: „nie daj się zgwałcić”, zamiast: „nie gwałć”, i że Doda ma czelność opowiadać, że heroicznie poświęciła się dla młodych pokoleń, tworząc film ku przestrodze.

„Mam poczucie misji i nie chciałabym, żeby moje młode fanki poszły tą drogą. Z tego, co mówisz, rozumiem, że usprawiedliwiasz prostytucję i myślisz, że jest OK, ale ja tak wcale nie uważam. Pracowałam nad tym filmem bardzo długo i dzięki temu wiem, że przez takie promowanie sex workingu młodzież zaczyna bardzo wcześnie w to wchodzić. Zwłaszcza teraz, kiedy Instagram jest świetnym narzędziem do sprzedawania swojego ciała. Ten film jest dla mnie misją i ogromną przestrogą, żeby nie iść tą drogą” – mówi Rabczewska dziennikarce WP i chyba ma dobre intencje.

Albo bardzo chce zmienić nazwisko na „Dulska”, dlatego sieje panikę moralną i zamierza wspaniałomyślnie bronić młodzież przed zepsuciem. Zauważ też, że jej narracja pokazuje sex working jako pracę marzeń, high life, ale też jako łatwy sposób na zdobycie dużych pieniędzy, bo co jest trudnego w uprawianiu seksu. Dostrzegam w tym pewną niekonsekwencję.

Moje ciało, mój wybór? Tak, dlatego pracuję na czacie erotycznym

Co dokładnie masz na myśli?

Z jednej strony film Dody pokazuje escortki jako ofiary losu, a z drugiej – wyrachowane materialistki, umiejące zrobić wszystko za torebkę Louis Vuitton.

A nie jest tak?

No nie. To branża – jak wiele innych – mocno zróżnicowana. Dziewczyny wyjeżdżające za granicę na kontraktach jako escortki na pewno dostają inne pieniądze niż striptizerki w zwykłym warszawskim klubie. I możliwe, że stać je na drogie rzeczy. Ale to, czy nimi szpanują, zależy raczej od charakteru, a nie zawodu. Ale też nie mydlmy sobie oczu, że większość z nich dysponuje nie wiadomo jakim przywilejem i majątkiem. Czy osoby pracujące w innych branżach, np. korporacjach, i na wysokich szczeblach nie stać na te same luksusowe dobra?

Jak było w twoim przypadku? 

Kiedy sama wyjechałam do Londynu i zaczęłam pracę tancerki, byłam osobą migrancką w dobie wczesnego brexitu, nie miałam szerokiego wyboru ścieżek zawodowych. Ale też nie było tak, że w pogoni za szybką kasą poszłam na skróty, a w zasadzie wskoczyłam na rurę i zaczęłam się rozbierać. Nie były to ani łatwe, ani duże pieniądze. Moja praca jest wymagająca, ale taniec i kontakt z ludźmi sprawiają mi na tyle dużą przyjemność, że postanowiłam zarabiać w ten sposób – na godne życie, a nie na luksusowe torebki, których Doda tak się czepia i które sama nosi.

A nie chodzi jej przypadkiem o wszechobecny nacisk na konieczność ich posiadania? Może to krytyka konsumpcjonizmu, przed którym chce uchronić młode dziewczyny?

Pamiętasz film Galerianki o nastolatkach uprawiających seks w zamian za nowe jeansy? Mówiono wtedy o nowym, przerażającym zjawisku, a było ono jednak dość marginalne. Naprawdę jest wiele poważniejszych problemów, z powodu których cierpi młodzież, np. brak opieki psychiatrycznej w tym kraju. Bardzo chciałabym wierzyć w dobre chęci Dody, ale znów dostrzegam tu hipokryzję i pewien paradoks. Jeżeli słyszymy, że „nie ma nic do prostytutek, ale ma problem z tymi, które nie szanują osób z innych branż i świecą torebkami LV, z pogardą patrząc na inne kobiety”, no to ja tu widzę samozaoranie.

Staśko: Bronię „dziewczyn z Dubaju” przed Dodą (i kapitalizmem)

Dlaczego?

Bo krytyka płynie z ust osoby, która na zeberkach, pudelkach i innych podobnych platformach szczyci się tym, u jakiego projektanta i za ile kupiła swoje akcesoria. „Jest to Gucci” – uchodzi już chyba za kultowy cytat z Dody, dość jasno w dodatku pokazujący jej stosunek do pieniędzy i luksusu. Nie boi się, że jej fanki będą myśleć tak samo? Zresztą stosowanie podwójnych standardów i mierzenie siebie łaskawszą niż innych miarą wytknęłam jej wprost na Instagramie.

Zareagowała?

Zablokowała mnie, więc chyba zabolało… Jest coś zastanawiającego w tym, że akurat osoby świadczące tzw. full service znalazły się na jej celowniku.

Dlaczego solidarności z seksworkerkami nie okazuje właśnie ona, która całą swoją karierę oparła na epatowaniu seksualnością? Piosenkę Dody do Dziewczyn z Dubaju okrasza klip, w którym występuje prawie nago, ubrana w harness, a zatem prezentuje czysto fetyszystyczną estetykę, pochodzącą prosto z seksbranży, a nie popkultury. Patrzę na nią i myślę sobie – wygląda jak hot escort albo modelka z OnlyFans, jak jedna z nas. Ona może wkładać ciuchy à la domina, ale prawdziwe dominy mają się tego wstydzić?

„Jesteśmy niezwykle szczęśliwe i wzruszone, że Doda pochyliła się nad naszą sprawą i że nasza sprawa może stać się trampoliną do kariery i narzędziem wypromowania jej samej i tam wielu innych osób. Wspaniale, że możemy się na coś przydać, bo przecież nie jesteśmy przedmiotem i nie jesteśmy na sprzedaż” – tak o filmie nie bez ironii piszą przedstawicielki Sex Work Polska. Jak to jest z tą przedmiotowością? Czy praca seksualna nie jest utowarowieniem kobiecego ciała i podtrzymywaniem kapitalistycznego wyzysku?

Wszyscy – czy tego chcemy, czy nie – żyjemy w tym samym kapitalistycznym systemie i dostajemy pieniądze za eksploatację jakichś swoich zasobów fizycznych. Nieważne, czy pracujesz w Biedronce, myjni samochodowej, czy klubie erotycznym. Moje ciało nadaje się też do innego zawodu, mogę pracować w biurze, byłam zatrudniona w korporacji i wiem, że raczej tam nie wrócę.

Dlaczego?

To nie jest praca dla mnie. My body, my choice. I na tym w zasadzie mogłabym postawić kropkę.

Ale?

Osobom takim jak Doda, która mówi dokładnie to samo co radykalne feministki, trzeba to, niestety, tłumaczyć. Komuś, kto wchodzi w seksbranżę, za każdym razem wmawia się, że robi to z przymusu, chociaż de facto wszyscy, we wszystkich branżach, pracujemy z przymusu. Czemu jednak radfemki chcą zakazać wykonywania pracy, która nikogo nie krzywdzi? To w pewnym sensie jest segregacja i klasizm.

Co masz na myśli?

Uznajemy, że jedna praca jest dobra, a druga zła. Oceniamy ludzi przez pryzmat tego, jak zarabiają. Nie wszyscy będą prawnikami, lekarzami i pracownikami naukowymi. Ktoś musi też tańczyć na rurze albo myć podłogę. I nikt tu nie jest lepszy czy gorszy. W każdym zawodzie istnieją też jakieś patologie. Czy w związku z tym trzeba całkowicie zabronić ich wykonywania? Moim zdaniem lepiej zwalczać nadużycia. Czy mężczyźnie z Ukrainy, który jeździ na Uberze w Warszawie, też powiemy: po co taszczysz swoje ciało do Polski i po co zgadzasz się na beznadziejne warunki pracy? No nie, krytykujmy firmę, która te warunki dyktuje.

Jednym z argumentów, który pada przy okazji dyskusji o Dziewczynach z Dubaju, jest ten, że kobiety „mają zaoferowania więcej niż swoje ciało”. Nie ma w tym racji?

Jeśli chcą, to mają. Ale prawdą jest, że rynek pracy nie docenia ich kompetencji, pracodawcy płacą im mniej niż mężczyznom na tych samych stanowiskach. Poza tym jak wielka jest różnica między przespaniem się z kimś za duże pieniądze a wypuszczeniem swojej sekstaśmy z Majdanem albo rozbieraną sesją w „Playboyu”? W ciele, w seksualności nie ma nic złego, o ile same możemy o nich decydować. Dziwi mnie, że w Polsce, gdzie kobiety mają naprawdę ciężkie życie, osoby takie jak Doda próbują im jeszcze dowalić, kwestionując ich wybory.

Wanat: Prostytucja to praca jak każda inna

Czy masz tu też na myśli outowanie celebrytek pracujących seksualnie w przeszłości?

Tak. Robienie tego bez ich zgody może być wręcz niebezpieczne, jeśli weźmiemy pod uwagę, z jaką stygmą społeczną i hejtem mierzą się seksworkerki. Ale widzisz, znowu mamy do czynienia z paradoksem. Z jednej strony w zwiastunie Dziewczyn z Dubaju słyszymy, że o pracy bohaterek „nikt się nie dowie”, z drugiej natomiast dźwignią reklamy tego filmu jest skandal, który prawdopodobnie wybuchnie, gdy zostaną ujawnione osoby zamieszane w „aferę dubajską”. Twórcy filmu chcą chronić kobiety czy je zniszczyć? Chcą chronić nastolatki, a trzydziestolatek już nie?

Dlaczego ty się wyoutowałaś? 

Zrobiłam to w Londynie, gdzie czułam się bezpiecznie. Wstąpiłam tam do związku zawodowego, nie musiałam się wstydzić swojej pracy, walczyłam o prawa pracownicze, ba, wygrałam w sądzie ze swoim pracodawcą, o sprawie napisało „The Independent”, a potem wróciłam do Polski…

I?

Od razu zderzyłam się z masą hejtu. Do tego doszło odebranie kobietom praw reprodukcyjnych, jakieś wsteczne podejście do edukacji seksualnej. Staram się działać, ale potem wyskakuje mi z telewizora taka Doda, która rozpierdala w drobny mak wszystko, na co pracowałam latami.

Po co seksworkerki opowiadały przez ostatnie lata w wywiadach o tym, czym jest praca seksualna, skoro jakaś piosenkarka powie, że wie lepiej, że wybór pracy seksualnej wynika z zaburzeń psychicznych albo je wywołuje, że pracownice seksualne to tylko narkomanki i alkoholiczki.

Co odpowiadasz na takie zarzuty?

Nie my i nie nasza praca, ale narracja społeczeństwa, to, jak ono o nas mówi, jakim językiem uderza w kobiety zamiast w tych, którzy sprawiają, że praca seksualna może być niebezpieczna, może powodować uszczerbki na naszym zdrowiu psychicznym. Trudno nie mieć zaburzeń lękowych lub/i depresji, kiedy całe otoczenie utrzymuje cię w ciągłym strachu i poczuciu winy. Albo ci mówi, że lepiej, żeby o twojej pracy nikt się nie dowiedział, a jak się dowie, to dopiero będziesz miała przejebane. Do tego martwisz się, czy dostaniesz wypłatę, co zrobisz, gdy zachorujesz albo zajdziesz w ciążę, bo nie przysługują ci żadne prawa.

Grant: Z miłości do perwersji

czytaj także

Grant: Z miłości do perwersji

Melissa Gira Grant

A może Dziewczyny z Dubaju zrobią coś dobrego dla was – wprowadzą pracę seksualną do debaty publicznej, wyjmą ją z szafy z napisem „tabu”?

Może tak, może nie. Zależy, na jaki grunt to trafi. Pole odbiorcze jest tu duże, ale raczej działa na naszą niekorzyść. Jeśli na ten film pójdą osoby nieobeznane z tematem, jak fanki Dody, to raczej pomyślą: „no racja, głupie kurwy same sobie są winne”, a nie: „ojej, praca seksualna to faktycznie praca?”. Praca seksualna niekoniecznie równa się high life łamany przez dramę na maksa. Historie traffickingu a konsensualnie świadczonych usług seksualnych to dwie różne sprawy. Nie potrzebujemy opowieści o tym, jak kupczymy swoimi ciałami ku uciesze patriarchatu, ale dostępu do rzetelnej wiedzy i walki o prawa pracownicze, o prawo do tego, by nie musieć wstydzić się swojej pracy.

**
Sonia Nowak – pracownica seksualna, aktywistka i performerka. Od 2016 roku współpracuje z kolektywami, organizacjami feministycznymi i związkiem zawodowym United Sex Workers w Londynie, walcząc o prawa kobiet i osób pracujących seksualnie. Jako performerka słynie z angażujących publiczność aktów w rytm muzyki techno. W 2019 roku została nominowana przez Sexual Freedom Awards w kategorii Striptizerka Roku.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Paulina Januszewska
Paulina Januszewska
Dziennikarka KP
Dziennikarka KP, absolwentka rusycystyki i dokumentalistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze o kulturze, prawach kobiet i ekologii.
Zamknij