Kraj

Senyszyn do Gduli: W 1993 roku ustawa antyaborcyjna była kompromisem

Fot. Jakub Szafrański

27 lat temu Kościół katolicki rozbestwiony okrągłostołowymi ustępstwami domagał się całkowitego zakazu aborcji, karalności za jej dokonanie, a nawet karania kobiet niedostatecznie dbających o „dziecko poczęte”. Ustawa wtedy uchwalona była kompromisem, nawet jeśli dziś powszechnie i słusznie uznajemy na lewicy, że nim nie jest.

Artykuł Macieja Gduli Do przyjaciół i przyjaciółek kompromisowców roztacza przed czytelnikami nieprawdziwy obraz rzeczywistości, gdyż opiera się na błędnych tezach, dowodzonych za pomocą tendencyjnie dobranych faktów.

Do przyjaciół i przyjaciółek kompromisowców

Teza Gduli, że „po roku 2001 mieliśmy z kolei do czynienia ze strategicznym, ale i tak wstydliwym zaniechaniem” [tematu aborcji – J.S.] jest sprzeczna z faktami. Warto je więc przypomnieć. We wspomnianym przez Gdulę okresie lewica złożyła w Sejmie osiem poselskich i trzy obywatelskie projekty ustaw dotyczących liberalizacji przepisów regulujących przerywanie ciąży, pod którymi zebrała ponad pół miliona podpisów. Doprawdy „wstydliwe zaniechanie”.

Krytykowany za „strategiczną” bezczynność SLD po 2001 roku cztery razy składał w Sejmie projekty ustaw liberalizujących prawo do aborcji: w IV kadencji (druk 3215), VI kadencji (druk 4603) i VII kadencji (druk 1122) oraz VIII kadencji, w 2016 roku jako załącznik do petycji. Ruch Palikota składał takie projekty dwa razy – w roku 2012 (druk 562) i w roku 2013 (projektowi nie nadano biegu). W obecnej, IX kadencji Lewica złożyła poselski projekt Ustawy o bezpiecznym przerywaniu ciąży oraz o edukacji, zdrowiu i seksualności oraz poselski projekt ustawy o zmianie ustawy – Kodeks karny (projekt dotyczy zniesienia kar za przerywanie ciąży). Żadnej nie nadano biegu.

Przez ostatnie dwudziestolecie ogromną aktywność na arenie krajowej i międzynarodowej wykazywały progresywne, pozarządowe organizacje kobiece i tysiące Polek, których prawa, nie tylko reprodukcyjne i seksualne, są instytucjonalnie łamane przez patriarchalno-klerykalne państwo. Organizowały masowe protesty, konferencje, debaty, publiczne wysłuchania, zawiązywały obywatelskie komitety i zbierały podpisy pod petycjami i projektami ustaw liberalizujących restrykcyjne, antyaborcyjne przepisy. Zawsze przy aktywnym udziale i wsparciu lewicowych partii.

W 2011 roku Obywatelski Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „TAK dla Kobiet” nie zebrał 100 tys. podpisów pod projektem Ustawy o świadomym rodzicielstwie oraz innych prawach reprodukcyjnych. Znacznie więcej zebrał utworzony w 2016 roku Komitet „Ratujmy kobiety”, ale projekt Ustawy o prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie (druk 830) został odrzucony przez PiS w pierwszym czytaniu. Ponownie złożony był w roku 2017 przez Komitet „Ratujmy kobiety 2017” (druk 2060) i odrzucony, dla odmiany, z powodu braku poparcia części posłów PO i Nowoczesnej. Nie ośmieliłabym się powiedzieć moim siostrom, że ociągają się w walce o nasze słuszne prawa.

Wiśniewska: Na Nowoczesną i PO nie możemy liczyć. Czas zjednoczyć lewicę

Ponieważ lewica nigdy nie miała w Sejmie większości, a po 2005 roku niższa izba parlamentu ideologicznie skręciła w prawo, inicjatywy legislacyjne dotyczące nie tylko liberalizacji restrykcyjnego prawa antyaborcyjnego, ale także finansowania medycznej procedury in vitro, obowiązkowej edukacji seksualnej w szkole, związków partnerskich, nie były w ogóle procedowane albo były odrzucane.

Natomiast proliferska prawica, którą Maciej Gdula ocenia jako tak sprawną i groźną, że za chwilę może zakazać „in vitro, rozwodów, pełnienia funkcji sędziów dla niekatolików, bycia nauczycielem dla osób nieochrzczonych”, złożyła po 2001 roku raptem dwa poselskie i sześć obywatelskich projektów ustaw, z których żaden nie został uchwalony. Wciąż nieznany jest los projektu prezydenckiego, złożonego po antyaborcyjnym wyroku TK.

Duda zaproponował „nowy kompromis”. Chyba chce go zawrzeć z biskupami, bo na pewno nie z Polkami

Dokonana przez Macieja Gdulę negacja prowadzonej w ostatnich dwóch dekadach walki lewicy o liberalizację przepisów antyaborcyjnych, przy równoczesnym eksponowaniu, choć też wybiórczo, proliferskich działań na rzecz całkowitego zakazu, a przynajmniej radykalnego ograniczenia aborcji, jest nie tylko mijaniem się z prawdą, obrazą dla setek tysięcy Polek, społecznych i partyjnych działaczek i działaczy lewicy, ale też bezsensownym laniem wody na prawicowy młyn przez lewicowego posła.

Błędna jest też druga, kluczowa teza artykułu, że „ustawa z 1993 roku nigdy zatem nie była «kompromisem». Uchwalona została na rympał przy wielkim sprzeciwie społecznym”. W pierwszym zdaniu nieprawdziwe są słowa „nigdy nie była”, w drugim „na rympał”.

Od wielu lat powszechnie i słusznie uznajemy na lewicy, że ustawa nie jest kompromisem, narusza słuszne prawa kobiet i dlatego trzeba ją zliberalizować. Jednak w 1993 roku była kompromisem, bo Kościół katolicki rozbestwiony okrągłostołowymi ustępstwami domagał się całkowitego zakazu aborcji, karalności za jej dokonanie, a nawet karania kobiet niedostatecznie dbających o „dziecko poczęte”. Jego polityczni poplecznicy wpisali to w projekt ustawy, który ostatecznie musieli złagodzić pod wpływem ogólnonarodowego nacisku zorganizowanego wspólnie przez lewicę postsolidarnościową i postkomunistyczną.

To nie był kompromis, to była kompromitacja

Ustawa została uchwalona po ponad dwóch latach społecznych konsultacji i dyskusji, w które zaangażowała się większość Polaków. Toczyły się one w Sejmie i w Senacie, w zakładach pracy i w prywatnych domach. Miały nieporównanie szerszy zakres i wyzwoliły większą aktywność społeczną niż patriarchalny Okrągły Stół, chwalony i dawany przez Macieja Gdulę za przykład do naśladowania, choć właśnie przy nim przehandlowano świeckie państwo i prawa kobiet. Jak naprawdę przebiegała o nie walka, opisuję poniżej.

Trudno też uznać, że ustawa została uchwalona „na rympał”, gdyż to oznacza szybko, byle jak, nie licząc się z innymi. Akurat ta ustawa – choć skutek jest katastrofalny – była jedną z najdłużej procedowanych w historii prawodawstwa III RP.

Już w 1990 roku grupa senatorów wywodzących się z Solidarności wystąpiła do Sejmu z senackim projektem ustawy „o ochronie prawnej dziecka poczętego”. 25 stycznia 1991 roku Sejm podjął uchwałę o przeprowadzeniu ogólnokrajowej konsultacji społecznej senackiego projektu. Odbyła się w terminie 15 lutego – 30 marca 1991 roku.

Posłowie byli zasypywani pisanymi masowo w parafiach listami z żądaniami „prawnej ochrony dzieci poczętych”. W odpowiedzi zbierano podpisy pod referendum w sprawie warunków dopuszczalności aborcji i prowadzono badania ankietowe w dużych zakładach pracy. W kwietniu 1991 roku złożono w Sejmie 6 tysięcy ankiet. 56 proc. badanych było za bezwarunkową dostępnością aborcji, 28 proc. za dostępnością, gdy zagrożone jest życie matki, uszkodzony płód, ciąża jest z czynu zabronionego, 13 proc. osób było za zakazem aborcji. Jeszcze radykalniejsze wyniki (80–90 proc. za dopuszczalnością aborcji) wyszły w badaniach Komisji Kobiet Solidarności, za co w odwecie została ona zlikwidowana.

Ponieważ poselskie projekty ustaw podlegają dyskontynuacji, w marcu 1992 roku posłowie ZChN złożyli ten sam projekt ustawy jako poselski. Zawierał zapis o karalności za aborcję: lekarza do siedmiu lat więzienia, kobiety do pięciu lat. W 1992 roku powstały tzw. komitety Bujaka, które zebrały 1,5 mln podpisów na rzecz przeprowadzenia ogólnopolskiego referendum w sprawie karalności kobiet za nielegalne przerwanie ciąży. Projekt uchwały w sprawie referendum został wniesiony do Sejmu przez grupę 119 posłów i posłanek z UD, SLD, KLD, UP i PPG. Po odrzuceniu był jeszcze kilkakrotnie składany i odrzucany.

Także poza Sejmem toczyła się zażarta dyskusja o aborcji. W obronie praw kobiet występowały środowiska intelektualistów, artystów, pisarzy, dziennikarzy. Walka była bezpardonowa. Księża wyklinali z ambon z imienia i nazwiska wiernych, na których doniesiono, że kupują środki antykoncepcyjne. Kobietom zarzucano chęć mordowania swoich dzieci. Bez przesady można powiedzieć, że właśnie wtedy polskie społeczeństwo zostało po raz pierwszy w III RP skutecznie podzielone, w czym najaktywniejszy udział miał Kościół katolicki.

W grudniu 1992 roku prymas Glemp powiedział w kazaniu, że pijacy i narkomani uważają ograniczanie swych przyzwyczajeń za ograniczenie wolności i podobnie jest z „przyzwyczajeniem do zabijania nienarodzonych”. To był ostateczny sygnał dla prawicy, że bez dalszego ociągania ma wreszcie uchwalić ustawę antyaborcyjną. 7 stycznia 1993 roku Sejm pozytywnie odpowiedział na apel Episkopatu Polski.

Droga do pełni praw kobiet wiedzie przez likwidację „klauzuli sumienia”

Ustawa była o tyle kompromisem, że projektodawcy zgodzili się na zmianę tytułu (z „o ochronie prawnej dziecka poczętego” na obowiązującą do dziś „o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży”), wykreślenie karalności za nielegalną aborcję i wpisanie trzech obowiązujących do dzisiaj warunków dopuszczalności przerywania ciąży zamiast bezwzględnego „zakazu zabijania dzieci poczętych”. Kilku posłów, którzy podpisali się pod projektem, głosowało przeciw poprawionej ustawie, bo uważali, że po zmianach jest zbyt liberalna. Ostatecznie, za było 213 posłów, przeciw 171, wstrzymało się 29.

Dość szybko Polki uznały, że to kompromis zawarty ich kosztem i ponad ich głowami przez Kościół i zaprzedanych mu polityków prawicy. Zaczęła się trwająca do dziś wojna. W 1996 roku bitwę wygrały kobiety, w 1997 i 2020 roku – Trybunał Konstytucyjny. Przed nami kolejne starcia. Oby w przyszłości były opisane zgodnie z prawdą.

***

Joanna Senyszyn – profesor nauk ekonomicznych. Posłanka na Sejm IV, V, VI i IX kadencji, deputowana do PE VII kadencji. W latach 1994–1995 rektor Wyższej Szkoły Administracji i Biznesu w Gdyni. W latach 1996–2002 dziekan Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Gdańskiego. W 2005 roku głosami internautów wybrana Feministką Roku (OŚKara 2005). W 2018 otrzymała tytuł Ateisty Roku. Założycielka i prezeska stowarzyszenia Polka Potrafi.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij