Kraj, Serwis klimatyczny

Sprawiedliwość musi być po klimatycznej stronie

Mam 60 lat, zbliżam się do jesieni mojego życia i zamiast ze spokojem jej wyczekiwać, bezpiecznie w niej się mościć, po prostu się boję. Za dekadę rozpoczną się przepychanki o tak podstawowe kwestie jak dostęp do wody. Jakie szanse w tej batalii może mieć 70-latek, którym się stanę? – pyta Piotr Romanowski, jedna z pięciu osób, które pozywają skarb państwa o klimatyczną bezczynność.

W ferworze walki z koronawirusem łatwo zapomnieć o innym trwającym w Polsce kryzysie. Mowa o suszy, z którą – jak pisaliśmy rok temu – od prawie czterech dekad zmagają się rolnicy, a która jednocześnie również pod wpływem zmian klimatycznych przybiera na sile. Wystarczyło jednak, że ostatniej zimy spadły obfitsze niż zwykle śniegi, by problem z deficytem wody niemal całkowicie zszedł z afisza debaty publicznej i rządowej agendy.

W deszczomierzu więcej piachu niż wody

Sucha Warmia

Teraz Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa alarmuje, że niedobory dotknęły wszystkie województwa z wyjątkiem Małopolski. Nie ominęły więc Warmii i Mazur. A przecież właśnie ten region kojarzymy z obfitością różnego rodzaju zbiorników wodnych.

– Od 40 lat mieszkam na Warmii, która, kiedy tu przyjechałem, była dosłownie upstrzona oczkami wodnymi. Dziś po pięknej, dzikiej przyrodzie i nieprzebranych źródłach życiodajnej wody prawie nie ma śladu. Jedyne pozostałości niekiedy widać wiosną – ale tylko wtedy, gdy poprzedzi ją bardzo śnieżna zima, co w dobie globalnego ocieplenia zdarza się rzadko – opowiada Piotr Romanowski, który na Warmii zajmuje się rolnictwem ekologicznym i prowadzi plantację drzewek i krzewów.

Nasz rozmówca stroni od sztucznego nawożenia i nawadniania. Swoją roślinność podlewa głównie deszczówką, ale tej zaczyna coraz bardziej brakować. To niejedyne zmiany, jakie obserwuje. Coraz bardziej zanika też gatunkowa różnorodność, a kolejne anomalie pogodowe zagrażają bezpieczeństwu mieszkańców i uniemożliwiają prowadzenie jakiejkolwiek działalności rolniczej.

„Czy po nas już tylko czarna dziura zostanie?” Rolnicy patrzą w przyszłość

Nie można jednak przemilczeć faktu, że za dewastację natury, w tym choćby osuszanie podmokłych terenów, odpowiadają też gospodarstwa – te wielkohektarowe i przemysłowe, które zdominowały warmiński krajobraz.

– Przed laty bardzo duży odsetek osób mieszkających na wsi zajmował się z rolnictwem, ale dziś nie dość, że takich ludzi jest coraz mniej, to jeszcze większość z nich stanowią wyspecjalizowani przedsiębiorcy, którzy ze zrównoważoną uprawą roślin czy hodowlą zwierząt nie mają nic wspólnego – mówi nam pan Piotr.

Ale przecież susze docierają także na największe pola. Czy ich właściciele nie zdają sobie zatem sprawy z nadciągającej katastrofy klimatycznej?

– Spora część mieszkającej wokół mnie społeczności w mniejszym lub większym stopniu ma świadomość, że globalne ocieplenie jest faktem. Jednak tzw. duzi rolnicy wciąż zamykają i zapewne jeszcze bardzo długo będą zamykać oczy na tę wiedzę, bo przyjęcie jej do wiadomości oznacza wdrożenie fundamentalnych zmian w sposobie gospodarowania – podkreśla Piotr Romanowski, zwracając jednocześnie uwagę na to, że takie wymogi i dobre przykłady powinny iść z góry.

Tymczasem rząd – jak ubolewa – w kwestii zapobiegania zmianom klimatycznym i adaptacji do nich wykazuje się wyjątkową niefrasobliwością. Odpowiedzialność za szerzenie proklimatycznych informacji i rozwiązań spoczywa więc na osobach takich jak bohater tego tekstu, który nie tylko jako sąsiad i rolnik, lecz i aktywista i członek wielu ekologicznych organizacji stara się coś z postępującym kryzysem zrobić.

– Rolnicy potrzebują od władz zarówno wsparcia finansowego, jak też merytorycznego i edukacyjnego. Inaczej nie wykonają żadnego ruchu, bo on się wiąże bezpośrednio z zagrożeniem ich obecnego bytu. Mają do spłacenia kredyty, masę maszyn i sprzętu, którego nie da się łatwo spieniężyć. Są przy tym trochę jak górnicy, którzy ślepo eksploatują ziemię. Ktoś musi im dobitnie powiedzieć, że to nie ma sensu, jest groźne i nam wszystkim przynosi zagładę. Ale tym kimś muszą być decydenci, a nie ktoś taki jak ja, kogo łagodnie nazywa się dziwakiem, a najczęściej ekoterrorystą i wrogiem – kwituje Piotr Romanowski. Sam ma za sobą setki wysłanych do władz listów, podpisów złożonych pod petycjami i bezpośrednich akcji protestacyjnych.

Nie bez żalu nasz rozmówca stwierdza jednak, że te działania praktycznie nie przynoszą żadnego skutku, bo Polska nadal znajduje się w czołówce państw dotkliwie niszczących środowisko, spalających węgiel i emitujących gazy cieplarniane do atmosfery.

Bendyk: Ani klimatu, ani demokracji bez wyborców PiS nie uratujemy

Czas na proces

– Nasza polityka klimatyczna istnieje tylko wtedy, gdy Unii Europejskiej uda się coś wymusić na polskim rządzie, ale ten stwarza jedynie pozory zmian. Tak naprawdę władze nie są zainteresowane klimatem i nie przejmują się nim. Prawdopodobnie – tak jak wciąż niemała część obywateli i obywatelek – myślą, że globalne ocieplenie to kwestia wiary, a nie faktów naukowych – zauważa pan Piotr, który po latach aktywistycznych wzlotów i upadków, utraty i odbudowy nadziei nie poddał się defetyzmowi, lecz rozpoczął kolejną batalię.

Tym razem z biernością rządu zamierza walczyć w sądzie obok czwórki innych osób, które oskarżyły skarb państwa (reprezentowany przez ministrów odpowiedzialnych za prowadzenie polityki ochrony środowiska, polityki energetycznej państwa, transportu, krajowych inwestycji energetycznych oraz zrównoważonego rozwoju) o naruszenie dóbr osobistych w wyniku klimatycznych zaniedbań.

Pozywający domagają się zapewnienia im oraz całemu społeczeństwu bezpieczeństwa i podjęcia zdecydowanych kroków dotyczących redukcji emisji i osiągnięcia celów wynikających z umów międzynarodowych, jak porozumienie paryskie, do których przystąpiła Polska.

– Konstrukcja prawna pozwu opiera się na ochronie praw konkretnych osób – piątki reprezentowanych przez nas poszkodowanych. Nasze żądania nie są symboliczne, lecz mają na celu realne pociągnięcie państwa do odpowiedzialności za ochronę obywateli przed skutkami zmian klimatycznych oraz zaprzestanie działań, które prowadzą do wzrostu globalnej temperatury. Między innymi dlatego, że oczekujemy podjęcia zdecydowanych, a nie pozorowanych kroków, nie wnosimy o zasądzenie odszkodowań finansowych, które nie są żadnym rozwiązaniem problemu pogłębiającego się ocieplenia klimatu – mówi mec. Maja Frontczak z kancelarii GESSEL, której przedstawiciele wraz z organizacją Client Earth – Prawnicy dla Ziemi reprezentują piątkę skarżących Polskę obywateli i obywatelek.

Jak wskazuje nasza rozmówczyni, w treści pozwów znajdują się przede wszystkim wytyczne dotyczące osiągnięcia neutralności klimatycznej, którą – jeśli wymiar sprawiedliwości podzieli obywatelskie stanowisko – Polska miałaby osiągnąć najpóźniej w 2043 roku. Aby było to możliwe, rząd powinien już wcześniej, bo w 2030 roku, ściąć emisje o co najmniej 61 proc. względem 1990 roku. Władze zgodnie z postulatami skarżących miałyby także zostać zobowiązane do nieprzekroczenia przysługującego państwu w latach 2020–2043 budżetu emisyjnego w wysokości 4,1 Gt ekwiwalentu CO2.

– Wyznaczyliśmy nie tylko konkretny i będący na wagę złota w kontekście nadchodzącej katastrofy horyzont czasowy, ale i dokładne rezultaty, jakich oczekujemy. Wszystkie wskazane przez nas wartości konsultowaliśmy ze środowiskiem naukowym, które precyzyjnie określa, jakich zmian potrzebujemy, by ocieplenie nie zagrażało naszemu przetrwaniu i utrzymało się na poziomie nie większym niż 1,5 stopnia Celsjusza względem epoki przedindustrialnej. Unikając ogólników, zabezpieczamy się przed ewentualnymi próbami interpretowania pożądanego przez nas wyroku na niekorzyść dla środowiska – dodaje mec. Frontczak.

Po szczycie G7: Wciąż nie dorośliśmy do zbudowania globalnej proklimatycznej cywilizacji

Mamy prawo do klimatu

Od niej słyszymy również, że proces dochodzenia praw obywatelskich zostanie powiązany z kwestią naruszenia dóbr osobistych – tradycyjnych, jak zdrowie, prywatność, poszanowanie życia rodzinnego, które raczej nie wzbudzają kontrowersji. – Poza tym uważamy, że za dobro osobiste powinno zostać także uznane prawo do korzystania ze środowiska naturalnego. W naszej sprawie rozwijamy je o zapewnienie prawa do życia w stabilnych i bezpiecznych warunkach klimatycznych – zaznacza mec. Frontczak.

Przekonanie do tego sądu będzie z pewnością jednym z największych wyzwań dla prawników. Niemniej jednak – jak przypomina nasza rozmówczyni – pojęcie dóbr osobistych jest elastyczne i tak też zostało określone przez ustawodawcę, po to, by z biegiem lat dostosowywać się do zmian społecznych i środowiskowych.

– Chcemy przekonać wymiar sprawiedliwości, że nadszedł moment, w którym trzeba rozszerzyć ten katalog i przypisać ochronę prawną obywatelom mierzącym się ze skutkami globalnego ocieplenia – wskazuje przedstawicielka kancelarii GESSEL.

Kwestia dóbr osobistych pojawiła się przy okazji niedawnego wyroku Sądu Najwyższego w sprawie odpowiedzi na pytanie, czy w katalogu tych dóbr mieści się prawo do życia w czystym środowisku i oddychania powietrzem spełniającym zdrowotne standardy.

Wtedy to sędzia Marta Romańska orzekła, że nie, choć wskazała jednocześnie zdrowie, wolność i prywatność jako dobra osobiste, do naruszenia których może prowadzić zanieczyszczone powietrze.

Warto dodać, że ta sprawa wypłynęła w związku z procesami cywilnymi, w których skarżący domagają się uznania naruszenia dóbr osobistych i zadośćuczynień od skarbu państwa w związku z koniecznością wdychania smogu. Zagadnienie czystego powietrza rozpatrywane przez Sąd Najwyższy pozostaje odrębne od problemu skutków zmian klimatycznych, wobec czego uznanie prawa do życia w stabilnych warunkach klimatycznych za dobro osobiste pozostaje kwestią otwartą.

Grażyna Wolszczak wygrała z państwem polskim proces o smog. Co z tego wynika?

Pozwy smogowe i klimatyczne są coraz częściej podejmowanym orężem w walce przeciwko trującemu obywateli państwu. Reprezentantom Client Earth i kancelarii GESSEL właśnie dlatego zależało na znalezieniu takich pozywających, którzy zarówno będą gotowi na z pewnością długotrwałą i wymagającą odwagi walkę sądową, jak też wniosą do spraw wątki osobiste, pokazując, w jaki sposób są bezpośrednio dotknięci problemem zmian klimatycznych, i dostrzegając je w swoim codziennym życiu.

W przypadku Piotra Romanowskiego niezaprzeczalną odczuwalną konsekwencją wzrostu globalnej temperatury jest niemożność dalszego utrzymywania się z rolnictwa. Ale nie tylko to:

– Systemowa bierność wobec katastrofy klimatycznej przekreśla moje prawo do godnej starości i naznacza je niepewnością. Mam 60 lat, zbliżam się do jesieni mojego życia i zamiast ze spokojem jej wyczekiwać, bezpiecznie w niej się mościć, po prostu się boję. Za dekadę rozpoczną się przepychanki o tak podstawowe kwestie jak dostęp do wody. Jakie szanse w tej batalii może mieć 70-latek, którym się stanę? A moje dzieci, które też nie będą już w sile wieku? – zastanawia się mieszkaniec Warmii.

Oprócz niego o ochronę klimatu walczy między innymi Monika Stasiak, mieszkanka wsi pod Pilicą, która swoją decyzję motywuje obawą o przyszłość pięcioletniego dziecka. Zaangażowana w ochronę przyrody od ponad 20 lat i uhonorowana „ekologicznym Noblem” aktywistka Małgorzata Górska skarży skarb państwa nie tylko z troski o planetę, ale także fakt, że jej dom i gospodarstwo agroturystyczne przez występujące pod wpływem globalnego ocieplenia ekstremalne zjawiska pogodowe, w tym nawalne deszcze, są narażone na podtopienia.

Piotr Nowakowski z Wielkopolski wraz z żoną mieszka w środku lasu, w którym dochodzi do niebezpiecznych pożarów. Jeśli temperatura nadal będzie rosła, wkrótce mogą spłonąć wszystkie drzewa wraz z całym jego siedliskiem.

Maya Ozbayoglu to z kolei 17-letnia uczennica liceum, która działa w Młodzieżowym Strajku Klimatycznym. Pozywa skarb państwa wraz z mamą, biorąc przykład z europejskich aktywistów działających na Zachodzie.

Nie dopuszczam myśli, że panika jest jedyną rzeczą, która nam zostaje

Świat tonie w pozwach

Mowa między innymi o osobach zaangażowanych w Piątki dla Przyszłości (ang. Fridays for Future), którym na drodze prawnej udało się zmusić niemiecki rząd do zrewidowania i podwyższenia celów klimatycznych.

– Innym przykładem, który stał się bezpośrednią inspiracją dla nas wszystkich, była Holandia, a dokładniej pozew klimatyczny złożony przeciwko państwu przez organizację pozarządową Urgenda w 2013 roku – przypomina mec. Maja Frontczak.

Raworth: Światowy kryzys to doskonała pora na wielką transformację

Wyrok, w którym przyznano rację domagającym się obniżenia emisji gazów cieplarnianych aktywistom, zapadł w 2015 roku, a po odwołaniu został potwierdzony cztery lata później przez Sąd Najwyższy i okrzyknięty przełomem choćby przez ONZ-owskiego eksperta ds. środowiska Davida Boyda. „Jest to najważniejsza jak dotąd decyzja sądu w sprawie zmian klimatu na świecie, potwierdzająca, że prawa człowieka są zagrożone przez kryzys klimatyczny i że bogate narody są prawnie zobowiązane do osiągnięcia tego celu – szybkiego i znacznego ograniczenia emisji” – mówił.

Mec. Maja Frontczak: – W tym orzeczeniu padły bardzo istotne stwierdzenia, które są dla nas podstawą do działania. Mianowicie holenderskie sądy uznały między innymi, że nadmierne emisje gazów cieplarnianych są aktem naruszającym podstawowe prawa człowieka i sprzecznym z europejską konwencją tychże praw broniącą i podpisaną również przez Polskę.

Zmiana klimatu na wokandzie. Jak prawnicy pomagają w walce z kryzysem klimatycznym

Takich spraw w Europie i na całym świecie jest coraz więcej, a aktywiści i zwykłe obywatelki szukają sprawiedliwości nie tylko w rodzimych sądach, ale także w międzynarodowych instytucjach. Na podobny krok zdecydowała się grupa młodych Portugalczyków, którzy w 2020 roku skierowali pozew przeciwko 33 krajom do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. W niechlubnym gronie państw bagatelizujących zmiany klimatyczne znalazła się też Polska. Proces jest w toku.

– Ta forma oddziaływania na decydentów wydaje mi się szczególnie ważna, bo jeśli nam również uda się wygrać w sądzie – a wierzę, że tak się stanie – to władze będą musiały się do wyroku jakoś odnieść. Nie będą mogły dłużej zamiatać zmian klimatycznych pod dywan. Wielokrotnie traciłem na to nadzieję, ale teraz jestem przekonany, że wreszcie coś się wydarzy – mówi Piotr Romanowski, podkreślając, że pozwy klimatyczne są pierwszymi tego typu nad Wisłą. Do tej pory Polki i Polacy domagali się od państwa odszkodowań za oddychanie brudnym powietrzem.

– Wprawdzie wiem, że procesy mogą toczyć się latami, ale jestem świadom również tego, że w międzyczasie doświadczymy wielu bardzo wyraźnych, skłaniających do działania sygnałów od natury. Liczę, że wyrok w naszej sprawie zbiegnie się z dojrzeniem społeczeństwa do dostrzeżenia problemu i stawienia mu czoła. Oczywiście może się okazać, że będzie za późno. Ale nie możemy się poddać. Dla mnie sprawa jest prosta: jeśli nie spróbujemy, to na pewno wyginiemy – podsumowuje nasz rozmówca.

Piszemy o kryzysie klimatycznym:

**

ZEIT-Stiftung Ebelin und Gerd BuceriusMateriał powstał dzięki wsparciu ZEIT-Stiftung Ebelin und Gerd Bucerius.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Paulina Januszewska
Paulina Januszewska
Dziennikarka KP
Dziennikarka KP, absolwentka rusycystyki i dokumentalistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze o kulturze, prawach kobiet i ekologii.
Zamknij