Kraj

Ekolożki w ukrytej kamerze. Jak służby inwigilują ruchy społeczne

Ujawniona niedawno inwigilacja dziennikarzy i aktywistów za pomocą potężnego oprogramowania szpiegującego zwraca uwagę na nienowy dla ekologów problem ze służbami specjalnymi. Nowe są za to możliwości techniczne oferowane przez technologię. Z tym, że i przed Pegasusem służby mogły zbyt wiele.

Władze wielu państw nie od dziś z podejrzliwością patrzą na działaczy i działaczki prośrodowiskowe. W październiku 2010 roku wśród brytyjskich ekologów zawrzało. Niejaki Mark Stone, od wielu lat zaangażowany w radykalne skrzydło ruchu, organizator demonstracji, okupacji i pikiet (m.in. przeciwko szczytowi grupy G8 w Szkocji w 2005 roku), okazał się policyjną wtyką. Wzbudził podejrzenia, gdy znajoma działaczka w trakcie wspólnych wakacji zobaczyła jego paszport, w którym widniało nazwisko Kennedy zamiast Stone. Później w trakcie kilkugodzinnej konfrontacji zorganizowanej przez grupę aktywistów, przyznał się do wszystkiego.

Mark Kennedy prowadził podwójne życie. Wchodził w romantyczne relacje z działaczkami, podczas gdy w domu czekała na niego żona z dwójką dzieci. Gdy sprawę opisały media, wybuchł skandal. Kolejne śledztwa ujawniły serię wątpliwych etycznie działań brytyjskich służb. Szpiegów było więcej. Za wiedzą przełożonych, w czasie pracy, wykorzystywali seksualnie niczego nieświadome aktywistki. Byli ojcami ich dzieci. Zdarzało się, że kończąc „misję” znikali z ich życia.

Fakt, że policyjni szpiedzy faktycznie współorganizowali, prowokowali część niezgodnych z prawem działań ruchu ekologicznego, doprowadził do wycofania zarzutów wobec osób zaangażowanych w nieudaną akcję zablokowania elektrowni węglowej Ratcliffe-on-Soar w Nottinghamshire.

Jest się czego bać, czyli Pegasus w rękach polskich służb

Dziś tego typu inwigilacja może okazać się zbędna. Dzięki zaawansowanym technologiom informatycznym służby otrzymały niemal nieograniczony dostęp do informacji. Przykładem jest system Pegasus izraelskiej firmy NSO. Na podstawie numeru telefonu daje dostęp do wszystkich informacji z telefonu ofiary, nawet jeśli są szyfrowane popularną aplikacją Signal czy wysyłane przez „bezpieczne” skrzynki e-mail typu Protonmail. Oprogramowanie po prostu czyta wiadomości, zanim zostaną zaszyfrowane. Co więcej, za pomocą Pegasusa można również uzyskać dostęp do mikrofonu i kamery telefonu, a zainstalowanie tej aplikacji odbywa się w sposób niewykrywalny dla użytkownika.

W lipcu tego roku wsparte przez Amnesty International śledztwo dziennikarskie ujawniło, na jak wielką skalę Pegasus jest wykorzystywany przeciwko dziennikarzom, działaczom społecznym, opozycjonistom, a nawet głowom państw, włącznie z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem.

Dorwać ekologa

Jest niemal pewne, że polskie służby też dysponują Pegasusem, a nie od dziś wiemy też, że ekolodzy są na ich celowniku. Co prawda nigdy nie dowiedzieliśmy się o istnieniu polskiego odpowiednika Marka Kennedy’ego, ale są inne dowody na inwigilację środowisk aktywistycznych. W czasie obrony Doliny Rospudy w 2007 roku sam komendant główny policji przyznał, że są zbierane informacje na ich temat. Kilka lat później smutni panowie odwiedzali miejsca pracy osób zaangażowanych w działania przeciw budowie kopalni węgla brunatnego. W trakcie szczytu klimatycznego w Katowicach w 2018 roku do samochodów osób współpracujących z Greenpeace przyczepiono urządzenia śledzące.

Wśród aktywistów i aktywistek krążą też historie, o tym jak w czasie Obozu dla Klimatu w 2019 roku – miejsca pierwszej masowej akcji nieposłuszeństwa obywatelskiego w obronie klimatu w Polsce – w pobliskim lesie zainstalowano urządzenie przechwytujące sygnał telefonii komórkowej. Chodziło o tak zwaną jaskółkę czy też ELKĘ, która nie daje dostępu do zaszyfrowanych wiadomości, ale pozwala na ustalenie tożsamości osób po numerach telefonów oraz siatki powiazań między nimi.

Nie jest to zaskoczeniem. W końcu Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego sama wskazuje bezpieczeństwo energetyczne jako jeden z priorytetów jej działalności. Tak było już za czasów rządów PO. A pojęcie bezpieczeństwa energetycznego może być różnie rozumiane: od przeciwdziałania zakusom obcych służb, które mogłyby zagrozić stabilności zarządzania sieciami energetycznymi, po inwigilację osób protestujących przeciw kolejnym inwestycjom w węgiel, gaz czy atom. Jedno od drugiego dzieli tylko jeden krok, szczególnie, gdy brakuje w Polsce realnej cywilnej kontroli nad działalnością służb.

Kraj służb

Niemal 30 lat po premierze filmu Psy Władysława Pasikowskiego, który pokazał, jak służby robią, co chcą… służby wciąż robią, co chcą. Ot, choćby bez jakiejkolwiek kontroli sądowej czy naszej wiedzy ściągają billingi telefoniczne, czyli informacje o tym, kiedy i z kim rozmawiamy, oraz dane lokalizacyjne z naszych telefonów. W ubiegłym roku policja i inne służby sięgnęły po tego typu dane półtora miliona razy. Dochodzą do tego dziesiątki tysięcy pobrań innych danych internetowych. Z roku na rok skala tego procederu rośnie.

Pegasus to potężne narzędzie, ale też drogie. Za monitorowanie jednego numeru trzeba zapłacić od kilku do kilkudziesięciu tysięcy dolarów. Z tego względu nie jest to narzędzie masowej inwigilacji. Jednak już na podstawie lokalizacji i billingów, do których służby mają dziś nieograniczony dostęp, można z łatwością zrekonstruować naszą sieć powiązań społecznych wraz z tożsamością jej członków, a także dowiedzieć się, gdzie byliśmy.

Nie tak obojętni na koniec świata

czytaj także

Jak komentuje w OKO Press Wojciech Klicki z Fundacji Panoptykon, „żadne służby, nawet rekordowo liczne Stasi (w ciągu 41 lat istnienia służba miała 600 tysięcy współpracowników), nie mogły pozwolić sobie na to, by każdy obywatel i obywatelka mieli »ogon«, a lokalizacja każdego Niemca i Niemki była dostępna na wyciągnięcie ręki. Wraz z rozwojem technologii problem zniknął”.

Co można zrobić?

Jednym rodzajem reakcji aktywistów i aktywistek ekologicznych na to wyzwanie jest coraz głębsze schodzenie do podziemia. Używają ksywek zamiast prawdziwych imion, wynoszą telefony ze spotkań lub w ogóle chodzą po mieście bez nich. Kupują stare nokie, na których nie można instalować aplikacji przeznaczonych na smartfony. Chowają się za VPN-ami, TOR-ami i wymieniają kluczami P2P.

Inni zakładają, że skoro służby i tak już wszystko wiedzą, to nie należy się kryć. Mówią o wszystkim przez telefon, nie szyfrują e-maili i wiadomości. Są gotowi i gotowe, by w duchu obywatelskiego nieposłuszeństwa publicznie ponieść odpowiedzialność za swoje czyny.

Państwo nas podsłuchuje, niech więc się do tego przyzna

Jest jeszcze inna droga, niewykluczająca dwóch poprzednich: działanie na rzecz regulacji służb. Może warto, jak sugeruje Fundacja Panoptykon, zacząć od rozwiązań już istniejących w wielu krajach UE, czyli od powołania niezależnego organu badającego, czy służby nie nadużywały uprawnień, oraz stworzenia mechanizmu informowania osób o tym, że były inwigilowane. Jednak jak dotąd żadna z organizacji czy ruchów ekologicznych nie poparła listu otwartego z tymi postulatami.

To znakomite pole do sojuszu ruchu ekologicznego z ruchem prawnoczłowieczym, pracowniczym i tym na rzecz praw kobiet. W końcu wszyscy jedziemy na tym samym, naszpikowanym kamerami i mikrofonami wózku. Teoretycznie wszystkie partie opozycyjne popierają dziś postulat reformy nadzoru nad służbami, ale to żadna gwarancja. W końcu przed wyborami w 2015 popierał je także PiS. Bez silnej presji nic się nie zmieni.

**
Piotr Trzaskowski – działacz na rzecz ochrony klimatu. Spółdzielca spożywczy. Współtworzy Obóz dla Klimatu. Pomysłodawca i były dyrektor Akcji Demokracji.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij