Kraj

„Wykładam na uczelni, dużo pracuję, jestem samodzielną matką. Jak uderzą mnie wyższe podatki, to koniec” [LIST]

Jako nominalna członkini klasy średniej czuję się urażona jej opisami w lewicowym medium.

Mam tytuł profesorski, jestem po pięćdziesiątce, pracuję na Uniwersytecie Warszawskim. Mam duży dorobek badawczy, ciężko pracuję – bo lubię to, co robię, bo jestem rzetelna, bo jestem samotną matką od 10 lat.

Czy profesor uniwersytecki należy do klasy średniej, którą tak często krytykujecie? Formalnie zapewne tak. Ja też czuję, że tu jest moje miejsce. A zatem – powinnam móc dobrze wykształcić córkę w prywatnych szkołach, mieć wykupione abonamenty zdrowotne (na leczenie siebie i jej), mieć na kupowanie co sezon nowych butów, na latte z sojowym mlekiem… Resztę mogą państwo sobie dopisać z ostatniego artykułu Galopującego Majora.

Klasie średniej trzeba zaglądać do portfela

Nie pamiętam już, ile wynosiła moja pensja (dr hab.), gdy zostałam samotną matką z 14-letnią córką. Ale pamiętam, że po opłaceniu jej szkoły, jakichś dodatkowych zajęć (niewiele ich miała), jej leczenia, mieszkania i innych płatności na życie prawie nic nie zostawało.

Od razu zaczęłam próbować dorabiać – najpierw w nauce (poprzez branie grantów badawczych, z których dostaje się jeden na pięć złożonych wniosków, a których przygotowanie zajmuje sporo czasu), a potem we wszystkim, jak leci (włącznie z byciem dog-sitterką). Nie ukrywam, wszystko to były i są prace (włącznie z grantami), w których „dużo się narobisz, niewiele zarobisz”.

Pracuję siedem dni w tygodniu. Świątek-piątek, nie pamiętam nawet trzech dni bez pracy. Na wakacje (pod namiotem w lesie) biorę laptop i mały panel fotowoltaiczny, by go ładować. Nie mam abonamentu medycznego, nie kupuję praktycznie nic poza tym, co konieczne, nie latam po sklepach, ubieram się w używańcach (wreszcie to nie obciach!), a 30 PLN to dla mnie duża kwota – nie tylko za latte, ale i za obiad. No i nie mogę odliczyć sobie wydatków za home office. Za zostanie full profesorem dostałam 500 zł podwyżki netto. Ale czy wiedzą państwo, ile lat trzeba się narobić, żeby zostać profesorem?

Nowy ład czy nowe wybory?

Takich jak ja w nauce jest więcej. Nic dziwnego, że jest ona w Polsce na takim poziomie. Oczywiście, wielu naukowców radzi sobie lepiej. Na ogół to są jednak mężczyźni. Ich sytuacja jest lepsza. Po pierwsze, łatwiej im o awans zawodowy. Po drugie, jeśli mają żony, to często mają także dwie pensje w domu i większy komfort finansowy w rodzinie. Po trzecie wreszcie, to kobiety na ogół zajmują się tzw. domowymi obowiązkami. Taki profesor płci męskiej może skupić się w znacznie większym stopniu na pracy badawczej i w otoczeniu wianuszka dzieci odbierać kolejne tytuły naukowe na uroczystościach.

Tak, mam własne mieszkanie. Obecnie z kredytem hipotecznym, który – mimo moich wysiłków włożonych w dorabianie – musiałam wziąć, pocieszając się myślami, że od XIX w. wiele rodzin inteligenckich wyprzedawało się, by opłacić studia dzieci (wówczas najczęściej za granicą). Mnie nawet z kredytem na zagraniczne studia nie było stać. Będę go spłacać do zupełnie siwej starości.

Są okresy, kiedy zarabiam więcej – wtedy mogę opłacać studia córki i spłacać kredyt. Bywam wtedy na granicy II progu podatkowego zgodnie z Nowym/Polskim Ładem. Jak to we mnie uderzy – to koniec, bo nie dam rady już więcej pracować. Kahneman w Pułapkach myślenia pisze, że mózg przy dużym wysiłku intelektualnym zużywa tyle glukozy co przy dużym fizycznym. Znam to z autopsji.

Moja córka też pracuje – od 17. roku życia. Bez przerwy (poza okresem pandemii).

A więc, czy jako profesor jestem w klasie średniej? W każdym razie jako nominalna członkini tej klasy czuję się urażona jej opisami w lewicowym medium. Urażona do żywego.

**
Joanna Jurewicz – polska filolog, orientalistka (indolożka), lingwistka kognitywna, profesor nauk humanistycznych, nauczyciel akademicki na Wydziale Orientalistycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Także tłumaczka i poetka.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij

Zapisz się na newsletter Krytyki Politycznej
i bądź na bieżąco