Felieton

Milionerów nikt już nie kocha

Milionerów nikt już nie kocha

Tekst o tym, jak najbogatsi Polacy troszczą się o klimat, zjednoczył cały polityczny internet do jednej wielkiej szydery. To ważna lekcja.

Dominika Kulczyk ogranicza kąpiele na rzecz prysznica, Michał Sołowow sadzi drzewa, Zygmunt Solorz zakłada ekostowarzyszenie, a Roman Karkosik inspiruje się różami. Rodzimi krezusi walczą ze zmianami klimatycznymi i dbają o środowisko. Tym oto leadem tekstu Magdaleny Graniszewskiej Jak najbogatsi Polacy troszczą się o klimat redakcji „Pulsu Bisnesu” udało się coś prawie niemożliwego. Mimowolnie zjednoczyła cały polityczny internet do jednej wielkiej szydery. Lewica, prawica, liberałowie, libertarianie – wszyscy ciągnęli z tego łacha i nie chcą przestać. To ważna lekcja.

Na czym polega #DefektDomina i dlaczego można zadawać pytania filantropce

Oprócz heheszkowego okrucieństwa pokazuje bowiem bardzo istotną rzecz: milionerów nikt już nie lubi. Wydaje się to dziś trywialne, ale kilka lat temu tak jeszcze nie było. Kilka lat temu, nie mówiąc już o latach wcześniejszych, wciąż wierzono, że każdy nosi milionerską buławę w plecaku. Że jeśli tylko będziesz się naprawdę, naprawdę starać, to możesz być jak Dominika Kulczyk. Że ciągle żyjesz w kapitalizmie ogromnych szans, takim po roku 1989, i że ten stan się nie zmienił. Że ciężka praca, nauka, studia i odrobina szczęścia dadzą ci majątek. Milionerzy byli bohaterami, przekłamane historie o tym, jak Gates w garażu zbudował Microsoft albo jak start-upy mogą tylko robić „up”, „up” i nieść cię do góry, były zbiorową iluzją, której ulegali także dziennikarze zarabiający niewiele więcej niż średnia krajowa.


Dziś się to powoli kończy. Owszem, to proces, zmiana bohaterów zbiorowej wyobraźni nie następuje nagle, ale coś się zmienia. Dziś mitycznego milionera powoli zastępuje mityczny informatyk. Dziś marzenia spadły z piedestału i zamiast klasy najwyższej sięgają tylko i aż bezpiecznej klasy średniej.

Nadchodzi koniec eldorado informatyków?

Wiele się na to złożyło. Od oczywistej blokady awansu klasowego, przez równie oczywiste doświadczenia prekariackie, po nieoczekiwane wpływy social mediów i popkultury. Z jednej strony odwracanie daremnego pędu ku karierze wieńczonej rzekomymi milionami poprzez takie szydercze peje jak Magazyn Porażka czy Zdelegalizować Coaching Osobisty. Z drugiej strony ogrom pokus platform streamingowych, gdzie wizja netfliksowego popołudnia więcej zrobiła dla work-life balance niż setki książek i wykładów.

Miliarderom demokracja nie przeszkadza

Ta zmiana powinna być sprytnie wykorzystana. Skoro najbogatszych nikt już nie lubi, czemu to od niech nie zacząć podwyżki podatków? Czemu nie zacząć od góry, zamiast zaczynać od środka? W ostatnich dyskusjach o zniesieniu limitu 30-krotności i pensji 6,5 tysiąca na rękę przejawiał się żal aspirującej klasy średniej o to, że zaczyna się od niej, a nie od najbogatszych. Znamienne są słowa Tomasza Stachewicza z owej mitycznej branży IT. W artykule Adriany Rozwadowskiej powiedział wprost to, co czuje masa osób dobrze sytuowanych w Polsce:

„A ja zapłaciłbym nawet 50 proc. PIT, jeśli – to jest dla mnie bardzo ważne – prezes Comarchu Janusz Filipiak, autor tekstu, że »każdego specjalistę da się zastąpić skończoną liczbą studentów«, i inni zarabiający dwudziestokrotność mojej pensji też będą tą progresją objęci. […] Bez tego będę czuł się jak frajer, i właśnie to powoduje u wielu niechęć do systemu”.

List do miliarderów

Tak, milionerów nikt nie kocha, dziś są źródłem żartów i szyderstw. Można oczywiście pozostać na poziomie heheszków, ale można też to wykorzystać i od nich zacząć pomysły na wyższe podatki. A im więcej będą krzyczeć, jak ratują planetę, unikając kąpieli, tym łatwiej będzie do pomysłu ich opodatkowania przekonać resztę społeczeństwa, które wreszcie zacznie dyskutować o potrzebie progresji podatkowej.


Ciekawy artykuł? Pomóż nam pisać takie teksty dalej.

Bio

Galopujący Major

| Komentator Krytyki Politycznej
Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej. Autor książki „Pancerna brzoza. Słownik prawicowej polszczyzny”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.