Świat

Na łeb na szyję: trajektoria polityczna Borisa Johnsona

Od połowy grudnia w brytyjskiej polityce dominuje jedna sprawa – oszustw, nieudolności i łamania prawa w siedzibie rządu na Downing Street. W sensie politycznym rządy Borisa Johnsona już się skończyły.

Na początku lutego rząd Borisa Johnsona zaczął się sypać, a brytyjskie media określiły to mianem meltdownu, co dosłownie oznacza stopienie się rdzenia reaktora. Trafnie.

Kiedy rdzeń reaktora atomowego dosłownie się topi, brak płynnego chłodziwa powoduje nadmierne rozgrzanie prętów z paliwem jądrowym. Pręty upłynniają się, osiadają na dnie szczelnie zamkniętej komory reaktora i wytwarzają parę pod potencjalnie tak dużym ciśnieniem, że może ona rozsadzić ściany komory, w wyniku czego następuje uwolnienie toksycznych wyziewów do atmosfery.

Partygate, czyli inba o imprezy

Topienie się reaktora w przypadku premiera Johnsona również przebiegało wieloetapowo. Pierwszym z etapów było zorganizowanie kilku przyjęć w oficjalnej siedzibie premiera pod numerem 10 przy Downing Street w Londynie, i to w czasie, gdy ogół społeczeństwa obowiązywały już nałożone przez rząd ograniczenia pandemiczne. W sprawie tych imprez toczy się teraz śledztwo. Około 12 z nich spełnia znamiona czynów zabronionych według kryteriów przyjętych przez londyńską policję w celu ustalenia, czy doszło do rażących naruszeń zasad narodowej kwarantanny.

Mason: Brytania spada w pobrexitową otchłań

Drugim etapem, niezwiązanym z powyższym, była próba niedopuszczenia do zawieszenia w prawach posła Partii Konserwatywnej Owena Patersona, który złamał przepisy zakazujące lobbowania za pieniądze, wykorzystując swoje koneksje w jednej z firm z Irlandii Północnej, gdzie niegdyś dzierżył tekę ministra. Pomimo że próba się nie powiodła, siłowa taktyka, którą Johnson posłużył się w celu uzyskania poparcia dla sprawy, przekonała wiele posłanek i posłów, że premierowi bardziej leży na sercu sieć koleżeńskich układów niż interesy wyborców.

Etapem trzecim była próba ukrycia nielegalnych imprez w lockdownie. Kiedy wyszły na jaw, urzędnicy z Downing Street uzgodnili, że Johnson może zaprzeczyć, jakoby w jego biurze odbywały się „imprezy”, bo w rzeczywistości wydarzenia te miały charakter „spotkań roboczych”.

Kluczowy okazał się czwarty etap, kiedy stało się jasne, że Johnson wie, iż spotkania w istocie były imprezami towarzyskimi, że wysocy rangą pracownicy jego biura sami zorganizowali jedną z takich imprez, że jego rzeczniczka podczas próby konferencji prasowej zastanawiała się, jak kłamać w tej sprawie, oraz że premier brał udział w co najmniej dwóch z tych imprez. Partygate rozgorzała w pełni.

Ostatnia faza – w trakcie której metaforyczne ciśnienie rozsadziło siedzibę premiera – nadeszła, kiedy Johnson przypuścił w Izbie Gmin kontratak na przywódcę Partii Pracy, Keira Starmera, powtarzając rozpuszczaną przez faszystów pogłoskę, jakoby w okresie sprawowania funkcji szefa prokuratury Starmer nie dopuścił do wszczęcia postępowania przeciwko seryjnemu gwałcicielowi i pedofilowi, prezenterowi telewizyjnemu Jimmy’emu Savile’owi. W wyniku tego wystąpienia rezygnację złożyła najbliższa doradczyni polityczna premiera, Munira Mirza, która wcześniej wielokrotnie inicjowała inne prawicowe ofensywy w ramach „wojny kulturowej”. Okazało się, że zarówno dla niej, jak i kilku innych osób z najbliższego otoczenia premiera był to o jeden podły krok za daleko.

Do założonej w 1922 roku przez konserwatywnych posłów z „tylnej ławy” specjalnej komisji wpływa coraz więcej pism torysów domagających się rezygnacji Johnsona. Jedyne pytanie to czy policja, władze parlamentu oraz jego posłowie zdecydują się na wymierzenie premierowi ostatecznego ciosu. Wiele osób bezpośrednio zaangażowanych w prace parlamentu uważa, że jest nie do pomyślenia, aby latem Johnson nadal sprawował urząd premiera.

Oczywiste zagrożenie

W przypadku topienia się rdzenia w reaktorze jądrowym istnieje szansa, że na każdym etapie awarii – poza ostatnim – kompetentni technicy będą w stanie ograniczyć szkody. Jest to możliwe pod warunkiem, że technicy zauważą, że rdzeń się topi. Widzowie serialu Czarnobyl zapewne pamiętają, że technicy nie zawsze orientują się w porę.

Johnson nie zauważył oczywistego zagrożenia, mianowicie tego, że przyzwolenie ponad 70 pracownikom jego gabinetu na rażące naruszanie kwarantanny narodowej może pewnego dnia dostarczyć im amunicji, za pomocą której będą próbowali go ustrzelić. Premier brał udział w nielegalnych imprezach zorganizowanych w jego własnym „domu”, rzekomo nie zdając sobie sprawy z ich charakteru, pomimo że jego pracownicy ostrzegali go, że spotkania te naruszają przepisy.

Kronika zapowiedzianej katastrofy

Następnie premier wierutnie kłamał. Twierdził, że nie wiedział, że przyjęcia się odbywały, choć sam brał w nich udział. W końcu doszedł do przekonania, że lżąc Starmera, jakoś wyprowadzi sytuację na prostą.

Dla kogoś, kto na historię patrzy przez pryzmat działania „złych ludzi”, jest to opowieść o pysze. Oto człowiek, który już jako dziecko ogłosił, że pragnie zostać „królem świata”, uwierzył, że jego władza jest w istocie równa monarszej. Oznajmił podwładnym, że to on jest tutaj królem i że może robić, co mu się żywnie podoba. Jego żona Carrie – nazywana przez dworaków Carrie-Antoniną – także zaczęła szafować stanowiskami, przysługami i polityczną przychylnością.

Samozagłada

Kryzys ten można jednak trafniej opisać w kategoriach strukturalnych, postrzegając samozagładę Johnsona nie jako osobistą rozgrywkę, ale jako część szerszej zapaści brytyjskiego konserwatyzmu. Mówiąc wprost, torysi już nie wiedzą, czemu ich partia miałaby służyć, poza kurczowym trzymaniem się władzy.

Partia torysów stała się machiną umożliwiającą działanie kapitalizmu opierającego się na przysługach – gdzie kontrakty związane z zarządzaniem pandemią przyznawane są znajomym i sąsiadom, a na rzecz spółek lobbuje się za pieniądze, tak jak to czynił Paterson. Partia przyciąga z peryferii wszelkiej maści sługusów pragnących dochrapać się stanowisk – taka Mirza, na przykład, niegdyś należała do przedziwnego, skrajnie lewicowego kultu pod nazwą Rewolucyjna Partia Komunistyczna.

Ostatni premier Zjednoczonego Królestwa

czytaj także

Osławiony pragmatyzm brytyjskiego toryzmu zawsze opierał się na założeniach filozoficznych. Jednym z najbardziej fundamentalnych było to, że polityczna elita ma naturalnie legitymizować swoją władzę nad rządzonymi poprzez zaufanie, kompetencje i bezstronność. Władza ta była niemal dziedziczna, jako że społeczeństwo, nad którym władza ta była sprawowana, postrzegano jako „organiczne” – powstałe w wyniku naturalnego stanu rzeczy, spontanicznie się wyłaniające, bez potrzeby majstrowania przy nim przy użyciu abstrakcyjnych reguł takich jak prawa człowieka czy utopijne programy.

Margaret Thatcher rozsadziła tę doktrynę swoim żarliwie ideologicznym oddaniem sprawie ekonomii neoklasycznej – tak specyficznym, że na jej rządy od 1979 roku ukuto termin „thatcheryzm”. Kiedy jednak w 2008 roku runął wraz z Wall Street wypromowany także przez nią model oparty na fundamentalistycznej globalizacji rynku, brytyjscy konserwatyści – właściwie po raz pierwszy w swojej historii – znaleźli się w opałach, próbując utrzymać w ryzach nie jedną, ale dwie sprzeczne ze sobą utopie.

Wojna retoryczna

Pierwszą z nich ogłosił David Cameron, który przewodził torysom od 2005 roku, a od 2010 sprawował urząd premiera. Rządził społecznie liberalnym, skupionym na kwestiach ogólnoświatowych państwem członkowskim Unii Europejskiej, prowadzącym co prawda na własną rękę pewne działania militarne i gospodarcze na subkontynencie indyjskim i w Azji, osadzone w historycznym kontekście imperium. Potem nastąpiła zapaść, także przywództwa Camerona, który w 2016 roku przegrał batalię o referendum w sprawie brexitu.

Twarzą drugiej utopii stał się Johnson, który nieco niepewnie wskoczył wtedy na pokład brexitowego pociągu: cechował ją ksenofobiczny, nacjonalistyczny kapitalizm, odcięcie od Europy, zaangażowanie w retoryczną wojnę przeciwko liberalnej i wykształconej połowie ludności. Cechowała ją także dwubiegunowość w relacjach z Rosją i Chinami, bo od aktywnej zmowy ze zbrodniczymi oligarchami i utrzymywania Londynu jako ośrodka prania brudnych pieniędzy potrafiła nagle przejść do prób konfrontacji.

Wizja Johnsona zatriumfowała w połowie 2019 roku, gdy zastąpił on na stanowisku premiera szefową partii, nieradzącą sobie Theresę May, a liberalno-globalistyczne skrzydło konserwatystów zostało nie tylko pokonane, ale wręcz doszczętnie wyplenione z szeregów partyjnej reprezentacji w parlamencie. Podczas dokonywania czystki zniweczono także wiele nieoficjalnych relacji i sieci zależności, które utrzymywały partię w bliskich stosunkach z brytyjską społecznością przedsiębiorców spoza sektora finansów – reprezentujących rzeczywistą gospodarkę.

Monbiot: Brexit to starcie dwóch kapitalizmów. My byliśmy tylko widzami

Słynne powiedzenie Johnsona „j…. biznes”, którego użył, kiedy poinformowano go o obiekcjach kapitału wobec wyjścia z Unii – nie było zwykłym wybuchem emocji. Brexit opierał się na obietnicy, że zamiast starych, dostosowanych do warunków strefy euro krajowych sektorów, rozkwitną nowe przedsiębiorstwa – oparte na technologii, biotechnologii i eksploracji przestrzeni kosmicznej – które będą ukierunkowane na Stany Zjednoczone i Azję. Wielka Brytania miała stać się inkubatorem firmy technologicznej wartej biliony dolarów, która, jak to kiedyś górnolotnie ujął doradca Johnsona Dominic Cummings, miała być kluczem do „posiadania i przymuszania” innych krajów w XXI wieku.

Technologiczno-nacjonalistyczny utopianizm

Mamy tu do czynienia nie z toryzmem, ale z technologiczno-nacjonalistycznym utopianizmem. Nigdy jeszcze w całej swojej historii Partia Konserwatywna nie była sterowana przez klikę tak zawzięcie prowadzącą wojny kulturowe, nie tylko przeciwko lewicy, ale i liberalizmowi.

W wyniku tego w partii pojawiły się skrajne sprzeczności: opowiada się z zasady za zaciskaniem pasa, lecz praktykuje rozrzutność fiskalną, gardłuje za „gospodarką wysokich zarobków”, a jednocześnie umożliwia znaczną deregulację rynku pracy. Torysi stali się partią gotową na flirt z tymi, którzy przekonani są o wyższości białej rasy – jak okazało się podczas sporu o przyklękanie podczas odbywających się w Wielkiej Brytanii europejskich mistrzostw piłki nożnej, kiedy gracze drużyny angielskiej poparli symboliczny protest zainicjowany w USA – a jednocześnie nominującą na stanowiska ministrów wiele osób pochodzenia azjatyckiego i afrykańskiego.

Buczą i wygwizdują, bo „klękanie kojarzy się z marksizmem i socjalizmem”

Jedyną rzeczą, która trzymała to wszystko w kupie, był Johnson. On mógł być wszystkim dla wszystkich, jako że potrafi bezwstydnie kłamać w żywe oczy – w zaledwie jednym, szeroko oglądanym filmiku udokumentowano aż osiem oszczerstw wygłoszonych przez niego w Parlamencie. Wspomagały go w tym zresztą pomocne media: Johnson był wszak kiedyś dziennikarzem (został zwolniony z pierwszej pracy w londyńskim „Timesieza zmyślenie tego, co ktoś inny rzekomo powiedział, a jako brukselski korespondent „Daily Telegraph” zasłynął jako autor wielu mitów dotyczących UE), polityczni dziennikarze stali się zatem częścią jego groteskowego Camelotu.

Z perspektywy czasu najbardziej wybuchowym momentem było przyłapanie rzeczniczki Johnsona, byłej prezenterki Allegry Stratton, na wygłaszaniu kłamliwych oświadczeń dotyczących Partygate na toczącej się przed kamerami próbie konferencji prasowej. Sytuacja ta nie tylko ujawniła zorganizowane kłamstwa i łamanie prawa przez urzędników w siedzibie premiera, ale stanowiła także ostrzeżenie dla innych dziennikarzy, którzy do tej pory tolerowali Johnsona i którym zagroziła utrata reputacji, jak to miało miejsce w przypadku Stratton. Od tamtej pory najważniejsze przecieki o wybrykach Johnsona ujawniane są przez dziennikarzy utrzymujących bliskie kontakty z obozem partii torysów.

To już koniec

Oczywiste pytanie brzmi – jak to się skończy. Mogłoby się skończyć przegłosowaniem wotum nieufności na wniosek posłów i posłanek, interwencją szarych eminencji torysowskiej hierarchii bądź skazaniem Johnsona (oraz/bądź jego żony) za czyny karalne.

W sensie politycznym rządy Johnsona już się skończyły. Usiłując uszczelnić wyłomy, jakie poczyniły rezygnacje bliskich współpracowników, Johnson może jedynie jeszcze bardziej zacieśnić wokół siebie i Carrie krąg popleczników.

A kto przejmie pałeczkę po odchodzących doradcach i urzędnikach? Zapewne zrobią to ludzie tego samego pokroju, tylko jeszcze gorsi.

Od połowy grudnia w brytyjskiej polityce dominuje jedna sprawa – oszustw, nieudolności i łamania prawa w siedzibie rządu na Downing Street. Skutkiem jest nagłe zachwianie wyników sondaży, w których na dziesięciopunktowe prowadzenie wysunęła się Partia Pracy, wcześniej idąca z torysami łeb w łeb, co jest wydarzeniem w ostatnich czasach bezprecedensowym.

Macie dość polityki? O to chodziło

czytaj także

Trudno przypuszczać, że wyniki sondaży mogłyby się zmienić pod rządami Johnsona. Już niebawem instynkt przetrwania posłanek i posłów partii torysów zapewne weźmie górę nad ich lękiem przed nieznanym.

W tym momencie rozpoczyna się bitwa o duszę Partii Konserwatywnej. Kiedy Johnson stał na jej czele, właściwie nie miała ona duszy. Teraz członkowie partii muszą zdecydować nie tyle, do jakich przywilejów dążą, ale w jakie ideały wierzą – oraz czy istnieje droga, którą mogą podążyć od swojej utopii z powrotem ku pragmatyzmowi.

**
Paul Mason – dziennikarz, pisarz, filmowiec. W 2021 roku ukazała się jego nowa książka How To Stop Fascism: History, Ideology, Resistance (Allen Lane). Jego najnowszy film, R is for Rosa, powstał we współpracy z Fundacją im. Róży Luksemburg. Publikuje cotygodniowe artykuły w „New Statesman”, pisze dla „Der Freitag” i „Le Monde Diplomatique”.

Artykuł jest wspólną publikacją magazynów Social Europe i IPS Journal. Z angielskiego przełożyła Katarzyna Byłów.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij