Świat

Niklas: Igrzyska pod nadzorem

Dziś Olimpiada to zmilitaryzowana przestrzeń publiczna, specjalne uprawnienia dla służb i czyszczenie miast z niepożądanych mieszkańców.

Praca Banksy’ego z czasów Olimipady w Londynie – graffiti przedstawiające oszczepnika z pociskiem w miejsce oszczepu – zmusza nas do postawienia fundamentalnego pytania o to, czym dzisiaj są igrzyska olimpijskie. Czy to wyłącznie sportowa impreza, nad którą unosi się duch zdrowej rywalizacji? Czy przede wszystkim wydarzenie, które wiąże się z wprowadzaniem ustaw ograniczających prawa człowieka, z militaryzacją przestrzeni publicznej, z mobilizacją policji i wojska oraz z powszechnym wykorzystywaniem nowoczesnych technologii kontroli?

Sportowy stan nadzwyczajny

Ostatnie dekady udowodniły, że wielkie wydarzenia sportowe mogą przypominać stan wyjątkowy. Od czasu igrzysk olimpijskich w Monachium w 1972 r., w trakcie których doszło do zamachu na izraelską reprezentację, olimpiadom towarzyszy strach przed terroryzmem. Jednak dopiero na przełomie XX i XXI wieku – szczególnie po zamachach z 11 września – „walka o bezpieczeństwo” stała się jednym z najbardziej widocznych aspektów wydarzeń sportowych. Mobilizowanie w imię bezpieczeństwa – często nieproporcjonalnych do faktycznych zagrożeń – środków, które z ogromną siłą uderzają w wolności obywatelskie, stanowi poważny problem.

W ochronę letnich igrzysk olimpijskich w Londynie w 2012 r. zaangażowano dodatkowych 12 tys. policjantów, którym towarzyszyło 21 tys. prywatnych ochroniarzy. Sama delegacja amerykańska przywiozła ze sobą ponad tysiąc agentów służb ochrony oraz 500 funkcjonariuszy FBI. Brytyjską olimpiadę pomagało ochraniać 17 tys. wojskowych, co stanowi podwójną liczbę obecnych sił Zjednoczonego Królestwa w Afganistanie.

Armię wspomagało dodatkowo sześć baterii obrony powietrznej (niektóre z nich były zamontowane na dachach bloków mieszkalnych), lotniskowiec oraz drony. Same obiekty olimpijskie otoczono 17-kilometrowym płotem oraz 900 kamerami monitoringu.

Nie tylko zdecydowanie zmilitaryzowano przestrzeń miejską – zmianie uległy również uprawienia policji. Na obszarze igrzysk rozszerzyła ona swoje kompetencje w zakresie przeszukiwania oraz zatrzymywania obywateli. W pobliżu obiektów olimpijskich zakazano zgromadzeń publicznych. Aby przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się nielegalnych reklam w pobliżu terenu igrzysk, policja oraz służby ochrony mogły wkraczać do prywatnych domów w ich poszukiwaniu.

Przypadek olimpiady w Londynie nie jest wyjątkiem. W 2002 r. grecki parlament, z okazji letnich igrzysk w 2004 roku, przyjął nową ustawę antyterrorystyczną, która znacząco ograniczyła prawa obywatelskie. Pozwoliła ona służbom na powszechne wykorzystywanie danych telekomunikacyjnych oraz przeprowadzanie testów DNA bez zgody danej osoby. Ateny na okres igrzysk zyskały 1200 nowych kamer monitoringu wizyjnego. Podobne środki podjęły chińskie władze z okazji igrzysk w Pekinie w 2008 r. W stolicy zamontowano tysiące kamer, ulice patrolowało ponad 100 tys. policjantów i około 1,5 mln ochroniarzy. Przed samymi igrzyskami obcokrajowcy byli częściej kontrolowali i legitymowani – komunistyczne władze nie chciały dopuścić do protestów zagranicznych aktywistów w czasie olimpiady. Równie duże kontrowersje wiążą się z nadchodzącymi igrzyskami w Soczi. Kamerom monitoringu będzie towarzyszyć tam 50 tys. policjantów, drony, baterie obrony powietrznej oraz okręty marynarki wojennej.

Bezpieczeństwo i segregacja

W trakcie mistrzostw Europy w piłce nożnej Euro 2012 r. również doszło do skrajnej mobilizacji sił porządkowych i wykorzystania nowoczesnych narzędzi nadzoru. W podsumowaniu „Ile wolności kosztował nas stan wyjątkowy w czasie EURO 2012?” jako Panoptykon wskazywaliśmy, jakie środki zostały podjęte w imię „zapewnienia bezpieczeństwa”. Oprócz zwiększonej liczebności policji, wojska i kamer monitoringu naszą uwagę zwróciły przepisy dotyczące tzw. akredytacji UEFA. Na ich podstawie policja wydawała – na wniosek UEFA – opinię o tym, czy kandydat np. na wolontariusza nie stwarza „zagrożenia dla bezpieczeństwa turnieju finałowego”. Policja przesyłała opinie bez żadnego uzasadnienia, a osoby zainteresowane nie miały prawa do zweryfikowania czy sprostowania tej oceny. Przepisy te podważały chronione w konstytucji prawo do prywatności, sądu czy zakaz dyskryminacji.

W trakcie wielkich imprez sportowych władze nie tylko zwiększają obecność policji na ulicach czy montują nowe kamery. Powszechnym zjawiskiem jest również usuwanie z widoku osób niepożądanych – bezdomnych, narkomanów, prostytutek, mniejszości etnicznych czy ludzi ubogich. Na krótko przed olimpiadą w Atlancie aresztowano około 9 tys. bezdomnych osób, a samo miasto wprowadziło szereg przepisów zabraniających m.in. żebractwa, włóczęgostwa oraz spania na publicznych ławkach.

Z kolei w trakcie mundialu w Seulu władze miejskie stworzyły listę miejsc, w których bezdomni byli niepożądani. Na czas igrzysk w Sydney miasto przeniosło ubogą ludność aborygeńską z dzielnic przedstawiających „wartość turystyczną” na przedmieścia. W przypadku olimpiady w Atenach podobne praktyki stosowano wobec Romów, a w Pekinie – wobec pracowników sezonowych czy ubogich mieszkańców centrum miasta. Wszyscy, którzy psuliby idylliczny obraz miasta-gospodarza, byli eliminowani z widoku publicznego. Podczas wydarzeń sportowych władza – stosując dyscyplinującą politykę bezpieczeństwa oraz segregując ludzi na tych, którzy mogą uczestniczyć w wydarzeniu, oraz tych, którzy są niepożądani – przybiera prawdziwie orwellowskie oblicze.

Rozmowa o kosztach

Powyższe przypadki nie oznaczają oczywiście, że ewentualna olimpiada w Krakowie będzie obarczona takimi samymi kosztami społecznymi.

Jednak jak pokazuje historia, wielkie wydarzenia sportowe zostają podporządkowane logice stanu wyjątkowego, podczas którego władza może więcej. Strach przed terroryzmem staje się pretekstem pozwalającym wdrażać środki, które w normalnych okolicznościach nie zyskałyby aprobaty.

Pytanie, czy wzmożona obecność policji czy kamer monitoringu, zawieszenie niektórych praw oraz użycie wojska w trakcie wydarzeń sportowych są usprawiedliwione. Właściwie nie sposób ocenić, czy środki te są konieczne i proporcjonalne – problemem jest ogromna asymetria informacyjna dotycząca potencjalnych zagrożeń. Wszystkie działania podejmowane w imię bezpieczeństwa czy spokoju publicznego, bez względu na ich koszty związane z prawami człowieka, w tym czasie stają się „normalne” i nie podlegają dyskusji.

Jak trudna jest rozmowa o negatywnych konsekwencjach związanych z organizacją wielkich imprez sportowych, pokazuje obecna debata wokół aplikacji Krakowa. Grupa działaczy skupionych pod hasłem Kraków Przeciw Igrzyskom spotyka się ze strony władz z oskarżeniami o histeryzowanie i podważanie „przecież korzystnej inicjatywy”. Tymczasem aktywiści domagają się przede wszystkim rzetelnej dyskusji na temat prawdziwych kosztów związanych z organizacją igrzysk. Ich zdaniem tak ważna decyzja – która może spowodować gigantyczne zadłużenie publiczne, pogorszenie polityki mieszkaniowej oraz dewastację przyrody – powinna zostać podjęta tylko przez obywateli w trakcie referendum. Skoro więc potencjalna olimpiada może przynieść nie tylko profity, ale również bardzo duże szkody, niezbędna jest poważna debata publiczna, oparta na rzetelnych dowodach, a nie tylko propagandzie. Społeczeństwo powinno mieć możliwość wypowiedzenia się na temat tego, czy chce ponosić koszty organizacji igrzysk. I „sportowego stanu wyjątkowego”.

**
Tekst ukazał się na stronach Fundacji Panoptykon.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Jędrzej Niklas

| London School of Economics
Jędrzej Niklas – jest doktorem nauk prawnych, pracuje obecnie na London School of Economics, gdzie bada wpływ nowych technologii na prawa człowieka i państwo.