Świat

AOC: To nie lewica jest problemem demokratów

Alexandria Ocasio-Cortez. Fot Jesse Korman

Alexandria Ocasio-Cortez, najmłodsza i najbardziej progresywna kongresmenka w USA, ostro punktuje wewnątrzpartyjną politykę swojej formacji.

Po pokonaniu Donalda Trumpa w wyścigu o fotel prezydenta demokraci otwierają szampana, ale to zły moment na beztroskie zachłystywanie się zwycięstwem. Partii nie udało się uzyskać satysfakcjonującego wyniku w wyborach do obu izb Kongresu. Choć wciąż trwa zliczanie głosów, wiadomo na pewno, że ambitny plan odbicia Senatu z rąk republikanów spełznie na niczym. Demokraci co najwyżej będą mogli zadowolić się remisem, choć i to stoi pod znakiem zapytania.

W Izbie Reprezentantów z kolei podział mandatów przedstawia się dla tego ugrupowania nieco lepiej i pozwala utrzymać większość.

Biden może być dla Europy większym wyzwaniem niż Trump

Zbyt lewicowo

Sukces świętuje progresywne skrzydło demokratów. Z utrzymania mandatu cieszą się m.in. polityczki wchodzące do tzw. Ekipy (The Squad), czyli słynące z bezkompromisowej krytyki Donalda Trumpa i mocnych lewicowych postulatów przedstawicielki mniejszości etnicznych: Ilhan Omar z Minnesoty, Rashida Tlaib z Michigan, Ayanna Pressley z Massachusetts oraz Alexandria Ocasio-Cortez z Nowego Jorku.

Jakie wnioski wyciągnięto z tych wyników? Zamiast windować w górę osiągnięcia świeżej politycznej krwi, partyjny establishment obarcza ją winą za swoje porażki, wskazując, że część elektoratu demokratów odpłynęła do przeciwników z obawy przed nastaniem rządów radykalnej lewicy. Przy czym ów radykalizm zakłada takie pomysły, jak wprowadzenie w USA powszechnej opieki zdrowotnej, walkę z rasizmem i poparcie dla ruchu Black Lives Matters czy adaptację do zmian klimatycznych w ramach Zielonego Nowego Ładu.

Wybory w USA pokazują, że polaryzacja będzie tam coraz ostrzejsza

O ile nikogo nie dziwi fakt, że wizja upominającej się o równość i sprawiedliwość społeczną Ameryki przez republikanów wykorzystywana jest jako straszak przed „tym groźnym socjalizmem”, o tyle wśród demokratów taka narracja to – zdaniem postępowców – dowód na spory wewnątrzpartyjny kryzys i krótkowzroczność najważniejszych decydentów.

Czy nadszedł w końcu czas na zrewidowanie politycznych strategii? Na pewno tego od władz demokratów chciałaby Alexandria Ocasio-Cortez, która zwróciła uwagę, że wbrew popularnym medialnie opiniom takie programy jak Medicare for All oraz oddolny aktywizm społeczny progresistów wcale nie odpychają Amerykanów i Amerykanek do oddawania głosów na demokratyczną lewicę.

Polityczka, która dwa lata temu szturmem weszła do świata wielkiej polityki jako najmłodsza kongresmenka w historii USA, jest żywym tego przykładem. Podobnie jak pandemia koronawirusa stała się dowodem na to, że w kraju rośnie zapotrzebowanie na usługi publiczne, w tym opiekę medyczną.

AOC, która bardzo aktywnie włączyła się w kampanię prezydencką Joe Bidena, na swoim Twitterze, a także w wywiadzie udzielonym „New York Timesowi” mówi, że wsparcie płynące ze strony progresywnego odłamu demokratów będzie uzależnione od tego, czy partia zdoła dokonać samokrytyki.

„Powiem tylko jedno: przez ostatnie dwa lata razem z progresywnymi kandydatami zmienialiśmy na stanowiskach potężnych urzędników demokratów wspieranych przez Komitet Kampanii Demokratycznego Kongresu. Ani razu nikt z partii nie zapytał mnie, jakie słabości znalazłam w ich działaniu. Jeśli przestaną obwiniać kandydatów progresywnych, możemy pomóc” – napisała polityczka w mediach społecznościowych.

Panie Kasich, nie ma pan racji

„Timesowi” z kolei powiedziała, że demokraci nie potrafią prowadzić kampanii odpowiadającej na wyzwania współczesności (nie umieją w sociale), a także wykazują się hipokryzją, jeśli chodzi o krytykę postępowości, która – gdyby ją uczynić główną linią partyjnej polityki – pozwoliłaby zatrzymać pochód republikanów. Kongresmenka zauważyła jednocześnie, że z tymi problemami bliskie jej ugrupowanie mierzy się nie od wczoraj.

„Istnieje powód, dla którego Barack Obama zbudował cały narodowy aparat kampanii poza Narodowym Komitetem Demokratów. I jest powód, dla którego – kiedy tego nie aktywował lub nie kontynuował – straciliśmy większość Izby Reprezentantów. Stało się tak, ponieważ partii samej w sobie brakuje podstawowych kompetencji i żadne pieniądze tego nie naprawią” – powiedziała Ocasio-Cortez.

Przede wszystkim jednak AOC stanowczo sprzeciwiła się popularnej wśród demokratów opinii Johna Kasicha, byłego republikanina wspierającego obecnie kandydata demokratów, którego zdaniem tzw. skrajna lewica i jej postulaty, jak poparcie dla BLM, „niemal kosztowały Bidena zwycięstwo w wyborach”.

AOC stwierdziła, że gdyby to ona przyjęła analogiczną narrację, twierdząc, iż przegrała wybory z powodu umiarkowanych centrystów, a w dodatku w ramach kampanii „wydała 5 tys. dolarów na reklamy telewizyjne zaledwie na tydzień przed wyborami”, ci po prostu by ją wyśmiali. „I tak właśnie wyglądają teraz, próbując obwinić ruch wokół Black Lives Matters za swoją przegraną” – stwierdziła polityczka, wskazując, że kluczowe dla zwycięstwa Bidena były przecież głosy oddane w takich miejscach, jak Detroit, Filadelfia i Georgia, gdzie za dużą frekwencję i kampanię demokraty odpowiadali czarni Amerykanie i Amerykanki, politycy i polityczki oraz ludzie związani z BLM lub na rzecz tego ruchu działający.

„Naprawdę trudno jest nam zmobilizować niegłosujących, kiedy czują, że nic się dla nich nie zmienia. Kiedy czują, że ludzie ich nie widzą, a nawet nie uznają ich frekwencji” – powiedziała Ocasio-Cortez.

Być jak Ocasio-Cortez

Zmiany, zmiany, zmiany

Dlatego też zdaniem polityczki partii potrzebny jest nowy kierunek działania. Zapowiedziała, że kluczowe w tej kwestii będą pierwsze decyzje Joe Bidena, który ustalając skład swojej administracji, nie powinien zapominać o lewicowych demokratach. AOC uważa, że zapewnienie im stanowisk jest inwestycją w kapitał polityczny, który z pewnością zwróci się w kolejnych wyborach w połowie kadencji Bidena, czyli w tzw. midterms przypadających na 2022 rok.

„Nadchodzący okres przemian prezydenckich i wczesne dni administracji Bidena będą miały kluczowe znaczenie dla ustalenia, czy Partia Demokratyczna włączy na stałe swój oddolny, postępowy silnik – czy też zejdzie na ścieżkę wiodącą ku porażce” – wskazała Ocasio-Cortez.

„Dlatego chcę, aby moi koledzy zrozumieli, że nie jesteśmy wrogiem. […] Że ruch na rzecz Black Lives Matter nie jest ich wrogiem, że program Medicare for All nie jest wrogiem” – zapewnia polityczka. Jej zdaniem w tej grze nie chodzi o wygrywanie sporów czy utarczki o władzę, lecz o wspólne dobro. Jeśli demokraci tego nie zrozumieją, będzie to znaczyło, że w dalszym ciągu chcą urządzać się – zdaniem kongresmenki – we własnym zacofaniu i przestarzałości.

Jednocześnie AOC, której niektórzy polityczni komentatorzy wróżą karierę prezydencką, żali się, że sama otrzymała zdecydowanie zbyt mało wsparcia od demokratów, dlatego też wahała się, czy w ogóle ubiegać się w tym roku o reelekcję. Gorzkich słów nie szczędziła kolegom, którzy „traktowali ją jak wroga” i „anonimowo opowiadali prasie, że jest zła oraz gra wyłącznie na siebie”. „Zdecydowałam się ubiegać o reelekcję, ponieważ czułam, że muszę udowodnić, że to nieprawda. Że ten ruch był prawdziwy. Że nie byłam fartem. Że ludzie naprawdę chcą gwarantowanej opieki zdrowotnej i że ludzie naprawdę chcą, aby Partia Demokratyczna o nich walczyła” – mówiła Ocasio-Cortez.

Swoje stanowisko Ocasio-Cortez potwierdziła również podczas rozmowy z CNN, gdzie wskazała, że progresywni politycy mają partii wiele do zaoferowania. „Każdy, kto współtworzył program Medicare for All, wygrał reelekcję, więc ta rozmowa powinna być nieco głębsza niż stwierdzenie, że postępowego znaczy toksyczne” – podkreśliła AOC.

Źródło: New York Times

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij