Zdrowie

Nałogowe granie i oglądanie porno przynoszą ulgę w napięciu. Tym trudniej z nich zrezygnować w pandemii

Pandemia jest jak każdy inny kryzys w historii ludzkości: powoduje, że w społeczeństwach jest więcej nałogów. Współcześnie w coraz większym stopniu oznaczają one uzależnienia od czynności: hazardu, seksu czy gier komputerowych. O uzależnieniach behawioralnych w pandemii opowiada Maja Ruszpel, ekspertka i terapeutka uzależnień, prezeska Fundacji Inspiratornia.

Mateusz Kowalik: Wiosną mieliśmy dwumiesięczny lockdown, a od jesieni znowu trwa intensywna izolacja społeczna. Co to oznacza dla osób z uzależnieniami behawioralnymi?

Maja Ruszpel: Nie mamy jeszcze wystarczających badań na ten temat, ale możemy posiłkować się analogiami z poprzednich kryzysów, które przechodziła ludzkość lub poszczególne społeczeństwa. Po wojnach, recesjach czy zamachu na World Trade Center zawsze wzrastała skala spożycia alkoholu. Każda zmiana wywołuje kryzys w życiu człowieka. Szczególnie ta bolesna, która pozbawia poczucia bezpieczeństwa, jak na przykład utrata pracy, śmierć członka rodziny, rozstanie z bliską osobą. Pandemia też może być taką zmianą, która wywołuje kryzys.

Szukając korelacji, warto zadać sobie pytanie: po co ludzie w takich sytuacjach sięgają po alkohol czy marihuanę? Między innymi dlatego, że próbują łagodzić napięcie, z którym sobie nie radzą. Dlatego może wzrastać skłonność do nadużywania czynności takich jak hazard, gra w gry komputerowe czy oglądanie pornografii. W Polsce rzadko kiedy ktoś uczył nas, czy to w szkole, czy w domu rodzinnym, nazywać swoje emocje, przeżywać je i konstruktywnie sobie z nimi radzić. Nawet jeśli są tak trudne jak ból, strach, wstyd, bezradność. Tymczasem w sytuacji pandemicznej to właśnie z nimi możemy się zderzyć. Ludzie piją, żeby się uspokoić i zasnąć. Równie niekonstruktywny sposób uciekania od emocji to wielogodzinne granie w gry komputerowe albo nałogowy hazard.

Zaobserwowała pani takie zmiany?

Nigdy nie widziałam tylu pacjentów co w maju, kiedy po pierwszym lockdownie wróciłam do pracy w ośrodku terapii uzależnień. To były osoby uzależnione od alkoholu, które w pandemii zaczęły więcej pić. Ktoś nie pił przez 20 lat, a tu nagle pandemia zaburza mu ustalony rytm życia, bo nie trzeba jeździć do biura i wszystko wygląda inaczej. I powoduje nawrót choroby.

Ale nie chciałabym skupiać się wyłącznie na mówieniu o tym, jak trudną i destrukcyjną sytuacją może być kryzys i konsekwencje pandemii. Bo kryzys jest zawsze szansą. Jak nigdy wcześniej daje nam możliwość skonfrontowania się ze sobą, spojrzenia na własne życie w inny sposób niż dotychczas. Głęboko wierzę w to, że kryzysy służą ludziom do rozwoju. Dobrą stroną pandemii jest to, że mamy więcej czasu do namysłu, do zajęcia się samymi sobą. Także o tym wspominają pacjenci, kiedy zgłaszają się na terapię.

Kasyna i punkty z grami hazardowymi były w pandemii pozamykane, ale w dobie internetu to pewnie bez znaczenia?

Tutaj ciągle kierujemy się stereotypem: kiedy myślimy o hazardzie, to wyobrażamy sobie człowieka, który idzie do kasyna i tam gra. Tymczasem współcześnie, żeby zagrać, człowiek nie musi się ubierać i wychodzić z domu. Jeszcze cztery lata temu w Polsce legalnie funkcjonowały trzy podmioty, które oferowały gry pieniężne w internecie. W tym czasie Ministerstwo Finansów zezwoliło na działalność kolejnym 17 podmiotom. W historii świata hazard nigdy nie był tak łatwo dostępny jak dzisiaj. Korzystanie w domu, możliwość grania jako anonimowy użytkownik za stawki zaczynające się od 20 groszy, i to w kilku miejscach naraz – to wszystko niezwykle silnie uzależniające bodźce. I to bez względu na to, czy mamy pandemię, czy nie. Pierwsze badania z innych państw wskazują nasilenie się zachowań hazardowych od początku pandemii.

Dostępność gier komputerowych z kolei nie jest już zaskoczeniem.

Nie. Wyzwaniem jest natomiast określenie, kiedy korzystanie z nich przeradza się w uzależnienie. Przed pandemią Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę szczegółowo opisała, ile godzin dziennie przed komputerem może spędzić dziecko w danym wieku. Ale w pandemii trudno podążać za tymi standardami, bo do sieci przeniosły się i edukacja, i kontakty z rówieśnikami. No i sam czas spędzany przed komputerem nie świadczy o uzależnieniu.

To samo odnosi się do osób dorosłych. Problem zaczyna się, kiedy gra staje się priorytetem i takie jej traktowanie zaburza relacje z ludźmi. Nastolatek zaczyna zawalać szkołę, a dorosły pracę. Następuje zburzenie równowagi na linii człowiek – bliscy – szkoła – praca. W naturze zachowań nałogowych leży to, że daje ono człowiekowi coś, czego on nie potrafi sobie inaczej zapewnić: gratyfikację, ulgę, przyjemność, ucieczkę. I tym trudniej jest z nałogu zrezygnować.

Fejkowe porno, prawdziwe problemy

Jeszcze większy problem jest wtedy, gdy człowiek ma świadomość, że problem istnieje, a nic z tym nie robi. W przypadku dzieci to rodzice powinni się zorientować, że granica została przekroczona.

Orientują się?

Często zbyt późno. Z wielu polskich badań płynie wniosek, że połowa dorosłych nie interesuje się tym, co w sieci robią ich dzieci. Osoby te nie mają świadomości zagrożeń. Tym bardziej nie orientują się, że już nawet dziesięcioletnie dzieci oglądają filmy pornograficzne.

Co ma zrobić rodzic?

Na pewno nie czekać na sygnał, tylko z założenia działać. Z rozmów profilaktycznych, jakie prowadzę dla rodziców, wynika, że oni w ogóle nie rozmawiają z dziećmi o seksualności, a tu nagle trzeba jeszcze tłumaczyć zagrożenia związane z oglądaniem pornografii. Ze względu na jej dostępność taka rozmowa to konieczność, chociaż może być trudna zarówno dla rodzica, jak i dla dziecka. Trzeba się do niej dobrze przygotować. Zrobić to z szacunkiem dla dziecka, respektować jego prawo do wstydu i lęku przed taką rozmową. Robić to delikatnie. Warto pamiętać, że dziecka nie wolno zawstydzać ani karać, bo będzie się bało wracać do rozmowy i nic więcej na ten temat nie powie.

Dziecko, wygugluj sobie seks

czytaj także

A co z dorosłymi?

Na początku pandemii liczba użytkowników jednego z popularnych portali pornograficznych wzrosła o 11 proc. Ale nie wiemy, czy stało się tak dlatego, że dostęp do treści premium nagle stał się darmowy, czy to rzeczywiście były osoby przejawiające problematyczne zachowania. W 90 proc. przypadków kompulsywne zachowania seksualne wiążą się z oglądaniem pornografii i masturbacją. Możemy domniemywać, że problem się wzmógł. Światowa Organizacja Zdrowia sklasyfikowała uzależnienie od seksu jako zaburzenie dopiero w 2018 roku, ciągle mówimy więc o nowym zjawisku.

Bardziej niebezpieczne jest to, że w czasach powszechnej dostępności internetu już nastolatki mają dostęp do porno w przeróżnych wariantach, a to jest silnie bodźcujące i uzależniające. Ryzyko jest takie, że z upływem czasu takie dzieci być może będą potrzebowały coraz silniejszych bodźców. A bez porządnej edukacji seksualnej będą traktować filmy porno właśnie jako edukację.

Pornobiznes w internecie ma problem. Nareszcie

Jak jest z profilaktyką?

W szkołach powinny być realizowane tylko takie programy profilaktyczne, których skuteczność została zbadana. Te istniejące odnoszą się albo do narkotyków, albo do alkoholu. Niektóre ich elementy można adaptować do uzależnień behawioralnych, jak np. nazywanie emocji, zachowywanie asertywności czy zarządzanie sobą w stresie. Ale profilaktycznych programów uwrażliwiających na nałogowe czynności jeszcze nie mamy.

A przydałaby się taka kampania, jaką przeprowadzili Nowozelandczycy. W ramach akcji uświadamiającej zagrożenia, jakie niesie oglądanie pornografii przez dzieci, powstał krótki spot filmowy, w którym para nagich aktorów porno odwiedza matkę i wdzięcznie pytają, czy ona wie, że jej syn ich regularnie ogląda. Tłumaczą zaskoczonej kobiecie, że on pewnie nie jest świadomy, że w normalnym życiu sprawy wyglądają inaczej niż na filmach z ich udziałem.

Dlaczego w Nowej Zelandii robi się takie rzeczy, a w Polsce nie?

To nie jest pytanie do mnie, ale do socjologa. Mogę tylko stawiać hipotezy, że w Polsce seksualność jest otoczona tabu. I że nawet jako dorośli rzadko o niej rozmawiamy we własnych związkach.

Osoba uzależniona uświadamia sobie, że ma problem?

Często tak. Bo wie, że robi coś, co jej szkodzi. Jednocześnie wstydzi się tego, bo nie wie, jak można żyć inaczej. Ukrywa to zatem i boi się szukać pomocy. A alkohol, marihuana czy pornografia przynoszą gratyfikację: dają ulgę w napięciu. Z tego może być trudno zrezygnować. Potrzebna jest wtedy specjalistyczna pomoc w formie psychoterapii.

Nauczycielu, nauczycielko, zażyjcie dawkę wiedzy

Jakiej pomocy potrzebuje osoba uzależniona?

Przede wszystkim profesjonalnej! Terapia uzależnień behawioralnych uczy ludzi takiego funkcjonowania, które służy zdrowiu. I jak bez alkoholu czy marihuany można żyć, tak trudno powiedzieć komuś, by nie używał komputera, internetu czy nie uprawiał seksu. Na stronie uzaleznieniabehawioralne.pl znajduje się wyszukiwarka ośrodków i poradni, które specjalizują się w leczeniu uzależnień od czynności. Można też zadzwonić pod telefon zaufania i poprosić o wskazówki.

W pandemii jest łatwiej czy trudniej o pomoc?

Uzyskanie pomocy w razie potrzeby jest łatwiejsze niż kiedykolwiek. W sieci jest nieprzebrana oferta psychologów, terapeutów, akcji edukacyjnych czy webinariów na temat psychologii. Pozytywną stroną pandemii jest przeniesienie wielu usług do internetu. Dla wielu osób to bardzo ważne, bo nie muszą przekraczać bariery wstydu związanej z obawą, że ktoś zobaczy, jak wchodzą do poradni.

**

Maja Ruszpel

Maja Ruszpel – prezeska Fundacji Inspiratornia, terapeutka uzależnień. Doświadczenia zbierała na stażu na Oddziale Dziennym Terapii Uzależnienia od Alkoholu w Szpitalu Bródnowskim w Warszawie oraz współpracując z prywatnymi ośrodkami terapii. Założyła oraz prowadzi Fundację Inspiratornia, która realizuje szereg kampanii społecznych i informacyjnych poświęconych współczesnym uzależnieniom, jak siecioholizm czy seksoholizm, a także poświęconych uzależnieniom chemicznym, czyli uzależnieniu od narkotyków i alkoholu.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Mateusz Kowalik
Mateusz Kowalik
Dziennikarz Krytyki Politycznej
Dziennikarz, stały współpracownik Krytyki Politycznej. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu i europeistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Były dziennikarz „Gazety Wyborczej”, publikował m.in. w „Dużym Formacie” i „Magazynie Świątecznym”.
Zamknij