Film

W kleszczach (nie)sprawiedliwości

25 lat niewinności recenzja

Można powiedzieć, że największą „winą” Tomasza Komendy było urodzenie się w niewłaściwej klasie społecznej. Trudno uwierzyć, by policja biła i zastraszała chłopaka w podobny sposób, gdyby wywodził się z solidnie zakorzenionej w mieszczańskim pejzażu Wrocławia klasy średniej. Jakub Majmurek ogląda „25 lat niewinności”.


Sprawa Tomasza Komendy – mężczyzny, który przesiedział w więzieniu 18 lat za gwałt i morderstwo, których nie popełnił – to idealny materiał dla kina. Z filmu opartego na historii Komendy łatwo przy tym zrobić sentymentalnego gniota. Reżyser Jan Holoubek i scenarzysta Andrzej Gołda, twórcy 25 lat niewinności, unikają na szczęście tej pułapki. Nie tylko pokazują osobistą tragedię Komendy, ale także podnoszą szersze problemy, jakie stawia przed nami jego sprawa. Pytają o to, jak bardzo możemy zaufać państwu jako racjonalnej instytucji, zdolnej za pomocą prawnych i naukowych procedur ustalić materialną prawdę. O wpisaną także w demokratyczne państwo prawa czystą, arbitralną przemoc. O klasowy charakter formalnie gwarantowanych wszystkim fundamentalnych praw człowieka i obywatela.


Te problemy widać już w otwierającej film scenie, gdy do mieszkania Komendów wpada nad ranem oddział policji. Widzimy biedę, w jakiej żyje rodzina stłoczona w komunalnym mieszkaniu w rozpadającej się kamienicy. Twórcy w zimny, konkretny sposób pokazują nadmiarową, demonstracyjną przemoc policji: Komenda, choć nie stawia żadnego oporu, traktowany jest bardzo brutalnie, bity po twarzy i upokarzany przy aresztowaniu. Twardy przymus bezpośredni stosowany jest także wobec jego domowników – policja zachowuje się tak, jakby wchodziła do siedziby groźnego gangu, nie do mieszkania rodziny, która nigdy nie miała kłopotów z prawem.

Ofiara swojej klasy

Film organizują dwa narracyjne wątki: pierwszy skupiony na Komendzie i jego dramacie, drugi na walce funkcjonariusza CBŚ Remigiusza Korejwy i prokuratury o doprowadzenie przed wymiar sprawiedliwości faktycznego sprawcy morderstwa i gwałtu i uniewinnienie Komendy.

Wątek Komendy jest porwany, eliptyczny, narracja omija fakty kluczowe dla zrozumienia tego, co się stało – poznamy je dopiero wraz ze śledztwem Korejwy. Jest to uzasadniony wybór narracyjnej taktyki: na wydarzenia patrzymy z punktu widzenia samego Komendy, młodego człowieka wrzuconego w środek koszmaru, którego nie potrafi zrozumieć.

W tym koszmarze szczególnie intensywnie zostaje pokazane doświadczenie więzienia. 25 lat niewinności jest jednym z najlepszych, najbardziej naturalistycznie przejmujących polskich filmów osadzonych w więziennej przestrzeni. Inaczej niż w Symetrii Konrada Niewolskiego czy Procederze braci Węgrzyn nie ma tu żadnej romantyzacji więziennej wspólnoty, twardego więziennego prawa, subkultury grypsery. Więzienie to świat rządzony przez przemoc (często zseksualizowaną) i tworzoną przez nią bezwzględną hierarchię. Komenda, jako osoba skazana za gwałt na nieletniej, znajduje się na samym jej dnie.

Więzienne mury są w filmie z jednej strony symbolem państwowej władzy i przemocy, tamą, jaką państwo stawia, by odgrodzić „element przestępczy” od społeczeństwa; z drugiej granicą, za którą państwo w zasadzie przestaje działać, całkowicie ignorując prawa osadzonych. Widzimy choćby, jak więzienne władze przyzwalają na przemoc, której ofiarą Komenda pada ze strony współwięźniów, jak pracownicy więzienia sami wydają się przekonani, że jako gwałciciel i morderca na tle seksualnym Komenda zasługuje na wszystko, co najgorsze, a poza przewidzianą prawem karą więzienia powinien doświadczyć jeszcze nadmiarowej kary wymierzanej przez katujących go i traktujących jak śmiecia współwięźniów.

Chada feat. Woś – „PDW (Piketty Do Więzienia)”

Niewiele lepiej traktują Komendę prowadzący pierwsze śledztwo policjanci. Manipulują psychicznie młodym chłopakiem, zastraszają go, biją, wymuszają samoobciążające zeznania, nie informują go o przysługujących mu prawach, naciągają dowody, by potwierdzały z góry przyjętą tezę, że to Komenda jest sprawcą. Sądy kolejnych instancji konsekwentnie ignorują dowody przemawiające na korzyść młodego mężczyzny, w tym alibi, jakie dało mu 12 osób.

Patrząc na zmanipulowane śledztwo i nieuczciwy proces nie sposób nie zapytać o klasowy wymiar tego, co spotkało Komendę. Dla policji był on wymarzonym kozłem ofiarnym. Ukończył kilka klas podstawówki i szkołę specjalną, pracował w myjni, wychowywał się w ubogiej rodzinie bez kapitału kulturowego i cennych znajomości we wpływowych miejscach. Komenda nie bardzo rozumie, co się z nim właściwie dzieje ani o co jest oskarżany. Nie zna przysługujących mu praw. Nie ma nikogo, kto by się o jego prawa upomniał. Wyznaczony z urzędu adwokat traktuje sprawę Komendy po macoszemu, chcę ją mieć z głowy, nie zamierza walczyć o swojego klienta. Zawala apelację do Strasburga.

Eribon: Jesteśmy pariasami, dziedziczymy wykluczenie

Można powiedzieć, że największą „winą” Komendy było urodzenie się w niewłaściwej klasie społecznej. Trudno uwierzyć, by policja biła i zastraszała w podobny sposób chłopaka, gdyby wywodził się z solidnie zakorzenionej w mieszczańskim pejzażu Wrocławia klasy średniej. Gdyby Komenda mówił bardziej inteligencką polszczyzną, gdyby wiedział, co tak naprawdę może policja, gdyby jego rodzinę stać było na dobrego, a przynajmniej poważnie walczącego o swojego klienta prawnika, pewnie nie spędziłby w więzieniu 18 lat za niewinność.

A przy tym uboga rodzina z klasy ludowej stoi przy Komendzie do końca, wierzy w jego niewinność, na wszelkie dostępne sobie sposoby udziela mu w więzieniu wsparcia. Zwłaszcza matka chłopaka, której rolę – jak zawsze znakomicie – odtwarza na ekranie Agata Kulesza. Nawet jeżeli jej postać trochę za bardzo wpada czasem w kliszę umęczonej Matki Polki, walczącej – jak matki powstańców styczniowych – o życie i wolność syna prześladowanego przez do głębi zepsutą, niesprawiedliwą władzę, to jest w niej emocjonalna i moralna prawda.

25 lat niewinności recenzja
Fot. Robert Palka/Kino Świat

Happy end, który nie uspokaja

O ile pierwszy, prowadzony z punktu widzenia Komendy wątek pokazuje kompromitację państwa, o tyle drugi jego rehabilitację. Zdeterminowany funkcjonariusz i grupa prokuratorów są w stanie naprawić niesprawiedliwość sprzed lat. Ten drugi wątek miejscami można by dopracować. Próby ustalenia prawdy na temat tego, co naprawdę stało się z zamordowaną i zgwałconą dziewczyną, walka o naprawienie błędów wymiaru sprawiedliwości, obciążających przecież policję, prokuraturę i sędziów, idą bohaterom filmu zbyt łatwo. W zasadzie nie widać oporu instytucji i kierujących nimi jednostek, walczących o uratowanie kariery i uniknięcie odpowiedzialności.

Choć także w drugim wątku trafiają się rewelacyjne momenty. Śledztwo Korejwy odkrywa, jak cały naukowy aparat, którym posługuje się wymiar sprawiedliwości, został w sprawie Komendy wykorzystany nie do odkrycia, ale do sfabrykowania prawdy. Widzimy, jak pozornie drobne nieścisłości w aktach sprzed lat odkrywają stopniowo obraz wielkiej niesprawiedliwości, która spotkała niewinnego młodego mężczyznę ze strony państwa.

Dwa dożywocia i krótsze wyroki

Dzięki determinacji Korejwy i dwóch prokuratorów Komenda zostaje ostatecznie zwolniony z więzienia i oczyszczony z zarzutów. Ten happy end jednak nie uspokaja. Zło już się dokonało. Więzienie odebrało Komendzie najlepsze lata życia i skazało go na piekło, którego w Europie w XXI wieku nie powinna za kratami doświadczać nawet osoba winna najcięższych zbrodni. Więzienie zmienia i łamie chłopaka – gdy w końcu wraca do domu, gdy zasiada z rodziną przy suto zastawionym stole, ciągle zachowuje się jak więzień z dna hierarchii pod celą. Tę przemianę Komendy na ekranie mistrzowsko pokazuje nieznany z żadnej wcześniejszej większej kreacji Piotr Trojan – powierzenie mu tej roli było obsadowym strzałem w dziesiątkę.

25 lat niewinności recenzja
Fot. Robert Palka/Kino Świat

Happy end nie unieważnia także pytań o racjonalność państwa, o zdolność ustalenia materialnej prawdy przez wymiar sprawiedliwości, o jego klasowy charakter i wpisaną w to wszystko arbitralną przemoc. Państwo naprawdę łatwo może zniszczyć życie niewinnej osoby. Co możemy z tym faktem zrobić? Dyskusje na ten temat przenoszą nas w sferę polityki, której film dość starannie unika. Tylko w jednym momencie prokurator walczący o oczyszczenie Komendy mówi do kolegów, że media maksymalnie podgrzewały atmosferę wokół sprawy, domagały się natychmiastowego wskazania i ukarania winnych. Podobne żądania zgłaszał ówczesny minister sprawiedliwości – dlatego, mimo wszystkich wątpliwości, policja i prokuratura „podkręciły” sprawę Komendy i poszły z nią do sądu.

Więzienie to też życie

czytaj także

Więzienie to też życie

Stasia Budzisz

Tym ministrem był Lech Kaczyński. Można by postawić nawet tezę, że Komenda padł ofiarą paniki moralnej wokół rzekomo panoszącej się w Polsce przestępczości, którą Lech Kaczyński rozpętał na przełomie wieków jako szef resortu sprawiedliwości. Na jej fali Prawo i Sprawiedliwość po raz pierwszy weszło do parlamentu w 2001 roku. Film nie podejmuje tego wątku, co poniekąd jest zrozumiałe – nie chce wikłać się we współczesną partyjną wojnę PiS-u i anty-PiS-u.

Niemniej 25 lat niewinności powinno być wyjściem do politycznej dyskusji. Na temat tego, jak karać winnych w cywilizowany sposób. Jak uczynić sprawiedliwość mniej klasowo uprzedzoną. Jak wyważyć racje między prawem ofiar i ich bliskich do sprawiedliwości a domniemaniem niewinności. Komendę zawiedli wszyscy: szukająca kozła ofiarnego policja, adwokat z urzędu, opinia publiczna, która domagała się natychmiast głowy winnego, nadzorujący prokuraturę demokratyczni politycy, system więziennictwa. Nie wierzę, by to był jedyny podobny przypadek – potrzebujemy debaty, w obecnych warunkach antyprawniczego populizmu strukturalnie niemożliwej, co zrobić, by zminimalizować ryzyko kolejnych.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Jakub Majmurek

| Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".