Kraj, Miasto

Tyle słońca w całym mieście i tak mało wody. Nierówna walka samorządów z suszą

Fot. Matt Carlson/Flickr.com

Technicznie i ekonomicznie nie jesteśmy w stanie wybudować nie wiadomo jak gigantycznych i innowacyjnych obiektów, które chroniłyby nas przed suszą i nawalnymi deszczami. Ale inwestycje w zielono-błękitną infrastrukturę, przywracanie retencji i właściwe planowanie przestrzenne w zbytnio zabetonowanych już w tej chwili miastach mogą znacznie złagodzić skutki zjawisk, które obserwujemy – mówi dr hab. Andrzej Wałęga, prezes Stowarzyszenia Hydrologów Polskich. Jak jeszcze gminy miejskie mogą zaoszczędzić wodę?


10 milionów złotych – tyle Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) wraz z Ministerstwem Klimatu zamierzają przeznaczyć na konkurs dla gmin miejskich na projekty tzw. zielono-niebieskiej infrastruktury w ramach programu „Adaptacja do zmian klimatu”. Nabór wniosków rozpatrywanych w dwóch kategoriach – wśród miast do i powyżej 100 tysięcy mieszkańców – ruszy w czerwcu. Autorzy najlepszych pomysłów otrzymają dotacje na pokrycie maksymalnie połowy kosztów kwalifikowanych, jednak – jak czytamy na stronie instytucji – nie więcej niż milion złotych na inwestycję.

Przeciw suszy i powodzi

„Nagradzane będą przedsięwzięcia polegające na realizacji powiązanych funkcjonalnie inwestycji w zakresie zagospodarowania wód opadowych i kształtowania zieleni miejskiej, w tym: »zielono-niebieska« infrastruktura, likwidacja powierzchni nieprzepuszczalnych, systemy zagospodarowania wód opadowych oraz rozwój terenów zieleni w miastach” – piszą inicjatorzy akcji. Kto może liczyć na wsparcie? Biorąc pod uwagę rosnące problemy z suszą i kurczenie się zasobów wodnych, należy się spodziewać, że pieniądze trafią do miast, które zdecydują się m.in. na zwiększanie zasobów roślinnych oraz likwidację tzw. powierzchni uszczelnionych i zastąpienie ich konstrukcjami i materiałami pozwalającymi wchłaniać wodę deszczową w ziemię.

Cisza przed suszą. Być może największą od ponad 50 lat

– Jakiekolwiek pomysły na niebiesko-zieloną infrastrukturę zawsze oceniam jako pozytywne. Uważam, że techniki tzw. zdecentralizowanego rozsączania wód deszczowych poprzez różne obiekty – od zielonych dachów, przez niecki, aż po nawierzchnie przepuszczalne – są jak najbardziej korzystne, ponieważ wszyscy doskonale wiemy, że nasze miasta są zbytnio zabetonowane i nie sprzyjają zatrzymywaniu wód – twierdzi dr hab. Andrzej Wałęga, hydrolog z Wydziału Inżynierii Środowiska i Geodezji Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie i prezes Stowarzyszenia Hydrologów Polskich.

Nie dajmy spłonąć Puszczy!

– Teraz mówimy o gospodarowaniu wodą w kontekście rezerw i suszy, jednak trzeba też pamiętać, że wraz z długotrwałymi upałami czekają nas również intensywne burze i nawalne deszcze. To rodzi ryzyko podtopień, a nawet powodzi, ponieważ woda z trudem wsiąka w uszczelnione podłoże, a na terenach zabudowanych nie ma w ogóle takiej szansy. Kluczem do sukcesu jest projektowanie i przekształcanie przestrzeni w taki sposób, by było w niej jak najmniej betonu, dużo zaś zieleni, drzew, łąk miejskich, dzięki którym przestaniemy odprowadzać wodę na zewnątrz, zaczniemy gromadzić – dodaje nasz rozmówca.

Polska się wysusza

Czy wody brakuje?

Pytanie tylko, czy wspierający program NFOŚiGW resort klimatu faktycznie rozumie wyzwania, jakie postawiło przed nami globalne ocieplenie i związany z nim brak opadów, bo samo sadzenie trawników w walce z suszą może nie wystarczyć, gdy obok działają chociażby wspierane przez ministra Michała Kurtykę kopalnie, marnujące co do kropli zasoby wód gruntowych.

Z drugiej strony mamy jeszcze ministra gospodarki morskiej, Marka Gróbarczyka, na którym ekolodzy nie zostawiają suchej nitki. Powód? Polityk jest zwolennikiem m.in. rozwoju żeglugi śródlądowej, która wiąże się z betonowaniem i regulacją rzek, czyli działaniem, które nie ma zbyt wiele wspólnego z przywracaniem naturalnej retencji wody. A właśnie przyrodniczej regeneracji – nie inżynierii i sztucznych zbiorników – w dobie zmian klimatycznych potrzebujemy najbardziej. Od Gróbarczyka można było też usłyszeć w wywiadach (np. tym, którego minister udzielił RMF FM), że poziom wód gruntowych w Polsce jest na przyzwoitym poziomie. Tymczasem świat polskiej nauki jest zgodny co do tego, że ostatnie bezopadowe lata doprowadziły do skurczenia zasobów. Bieżący rekordowo fatalny pod względem opadów śniegu i deszczu rok hydrologiczny zaczęliśmy z bilansem ujemnym i trudno się spodziewać, by ta sytuacja uległa zmianie. Alarmujące dane na ten temat podawały chociażby rządowe Wody Polskie.

Ta sama instytucja wskazuje zresztą, że sytuacja nad coraz płytszą Wisłą należy do jednych z najgorszych na Starym Kontynencie. „Należymy do krajów o najmniejszych zasobach wodnych w całej Unii Europejskiej. Na jednego mieszkańca Polski przypada 1600 m3 wody na rok. I nie jest to przeliczenie na osobiste potrzeby każdego z nas. To uśredniony podział zasobów wodnych naszego kraju przypadających na jednego mieszkańca, z uwzględnieniem wszystkich potrzeb, w tym zapotrzebowania przemysłu oraz energetyki. Co to w praktyce oznacza? To znaczy, że wody w Polsce mamy naprawdę mało. A w okresie suszy średnia ta maleje do 1000 m3 wody na jednego mieszkańca” – czytamy na stronie Wód Polskich.

Suchą szosą Sasza szedł, aż zdechł

Użyj deszczówki

Tam jednak, gdzie zawodzi władza państwowa, decyzje proklimatyczne podejmują samorządy. Jednym z najważniejszych i najprężniej działających programów jest łapanie deszczówki. Miejskie ratusze, chcąc zachęcić do tego mieszkańców, proponują dopłaty do budowy zbiorników nad- lub podziemnych i urządzeń pozwalających gromadzić wodę opadową. Decyzję o tym, by dołączyć do akcji, podjęła właśnie Bielsko-Biała, która będzie wypłacać nawet 3 tysiące złotych osobom, które zdecydują się zamontować na swojej posesji urządzenie zbiorcze.

„Zatrzymanie deszczówki w miejscu jej opadu i lokalne jej zagospodarowanie ogranicza ryzyko wystąpienia podtopień i powodzi w czasie intensywnych opadów deszczu, a jednocześnie w czasie suszy stanowi rezerwę wody, którą możemy używać do podlewania roślin czy też mycia balkonów i tarasów. Używanie wody pitnej, uzdatnionej do takich celów, jest dzisiaj już marnotrawstwem” – piszą na oficjalnej stronie urzędnicy miejscy i szacują, że na 120 m2 można zebrać nawet 180 litrów wody. Wnioski o dotacje można składać do 31 lipca.

Na podobne kroki – dofinansowywania deszczowych zbieraczy – zdecydowały się już także m.in. Sosnowiec, Lublin, Poznań, Warszawa, Kraków i mniejsze gminy, jak Zielonka czy Choroszcz. We Wrocławiu na ten cel początkowo zaplanowano fundusze w wysokości 80 tysięcy złotych, ale okazało się, że mieszkańcom akcja tak przypadła do gustu, że miejscy urzędnicy dorzucili jeszcze dodatkowe 170 tysięcy, by móc sfinalizować jak najwięcej napływających do ratusza wniosków. Samorządy również dbają o to, by zbieraną w czasie opadów wodę wykorzystywać do celów komunalnych, jak podlewanie publicznych parków i trawników czy mycie ulic.

Innym źródłem wykorzystania wody w ten sposób mogą być baseny, które obecnie są zamknięte z powodu pandemii. Na taki pomysł wpadł wiceprzewodniczący rady warszawskiej dzielnicy Praga-Północ Jacek Wachowicz, który zaproponował, by wykorzystać wodę na potrzeby miasta (w sumie ok. 700 m3) z Dzielnicowego Ośrodka Sportu i Rekreacji przy ul. Jagiellońskiej 7, o ile jej jakość będzie na to pozwalała. „Wszystkie badania, które są robione na basenach u nas na Pradze, zostały przekazane do Zarządu Zieleni Warszawy. Zarząd Zieleni powiedział, że ta woda się nadaje” – powiedział samorządowiec w wywiadzie dla RDC.

W związku z suszą wielu miejskich włodarzy zdecydowało się na ograniczenie częstotliwości koszenia trawników, które może prowadzić do przesuszenia darni i wierzchniej warstwy gleby. Część gmin rezygnuje z tych działań całkowicie, niektóre – tylko na wybranych obszarach, a są też i takie, w których strzyżenie trawników zostało wstrzymane do momentu, gdy poprawią się warunki pogodowe.

Kryzys klimatyczny zmusza nas do hamowania wzrostu. Czy na pewno?

Łąka w mieście

Inny przykład zielono-błękitnych rozwiązań dla miast to inwestycje w ogrody deszczowe – publiczne i prywatne, które obsadza się gatunkami roślinności hydrofitowej, dobrze chłonącej wodę i oczyszczającej powietrze, jak tatarak zwyczajny, strzałka wodna czy knieć błotna. Gminy coraz chętniej budują także studnie i muldy chłonne, tworzą tzw. zielone ściany i dachy na budynkach oraz pokrywają roślinami przystanki. Taki można zobaczyć chociażby w Białymstoku. Popularność zyskują ponadto powierzchnie przepuszczalne, np. ze żwiru, kamienia łamanego, jak również zakładanie łąk kwietnych, tworzących mikroklimat w mieście, zapobiegających nagrzewaniu się powierzchni gleby oraz magazynujących wodę deszczową. Na taki ruch zdecydował się Kraków, który ma w planach wysianie na 29 hektarach 592 kg nasion kwiatów i traw.

Holandia, czyli laboratorium transformacji klimatycznej

– Jeśli chodzi o rozwiązania „na papierze”, to na pewno warto zwrócić uwagę na koncepcje opracowane niedawno przez Miejskie Wodociągi i Kanalizację w Bydgoszczy – Katalog zielono-niebieskiej infrastruktury, a także przez przez naukowców z Politechniki Wrocławskiej – Katalog dobrych praktyk związany z wykorzystaniem deszczówki. Z kolei techniki stosowane już od jakiegoś czasu w praktyce to przede wszystkim te, które można zobaczyć w Gdańsku czy w Krakowie. Miasta mogą pochwalić się szeregiem zbiorników wyłapujących nadmiar deszczówki czy obiektami przystosowanymi do retencji bezopadowej. Sporo w temacie wody i zieleni dzieje się w okolicach Lublina – tam również intensywnie inwestuje się w urządzenia do gromadzenia wody opadowej – wylicza dr hab. Andrzej Wałęga i dodaje, że dobrych przykładów warto szukać też za granicą.

– W USA niemalże każdy stan ma opracowane swoje wytyczne odnośnie do retencjonowania wody. W miastach świetnie zagospodarowane i otoczone roślinnością są małe, naturalne zbiorniki wodne, które pięknie wkomponowują się w krajobraz. Znane są tam też przykłady wykorzystania przepuszczalnych nawierzchni, jak specjalny, zdolny do wchłaniania wody rodzaj betonu czy ażurowa kostka na parkingach, porośnięta roślinnością trawiastą. Poza tym za oceanem są powszechnie wykorzystywane naturalne zagłębienia terenowe, dzięki czemu tworzą się niecki. W Niemczech z kolei są np.  parkingi, z których niemalże cały odpływ z opadów jest zatrzymywany, ponieważ tego typu powierzchnie są obligatoryjnie wyposażone w różnego rodzaju urządzenia zbiorcze – dodaje przedstawiciel Stowarzyszenia Hydrologów Polskich.

Woda pitna? Nie do podlewania

Jednocześnie nasz rozmówca podkreśla, że samorządy powinny mobilizować mieszkańców do tego, by starali się oszczędzać wodę – zwłaszcza w takim okresie, jak obecny. Mowa o racjonalnym wykorzystaniu wody pitnej poprzez ograniczenie podlewania ogródków, działek, mycia okien czy samochodów. W podobnym tonie wypowiadają się przedstawiciele Koalicji Ratujmy Rzeki, którzy w uwagach do rządowego „Planu Przeciwdziałania Suszy” wskazują na konieczność wdrożenia „mechanizmów racjonalizacji zużycia wody, na przykład wprowadzenia dwustopniowej taryfy opłat za wodę wodociągową, co sprzyja jej oszczędzaniu i może zachęcać do stosowania wody szarej lub deszczówki do podlewania”. Hydrolodzy uspokajają, że większe miasta i miejscowości, które pozyskują wodę z głębszych warstw wodonośnych lub posiadają różne źródła wody pitnej, raczej nie powinny spodziewać się wyczerpania zapasów. Nie oznacza to jednak, że nie mogą nastąpić krótkotrwałe przerwy w dostępie do kranówki. Wysoce prawdopodobne jest natomiast, że problem z powodu suszy będą mieć mniejsze miejscowości i mniejsze wodociągi.

Polski rząd jak Monty Python. Zielone światło kopalni daje minister klimatu

– Musimy zatem pamiętać, że jakiekolwiek rozwiązanie, którego podejmie się człowiek, nie zabezpieczy go lub nie zlikwiduje w stu procentach ryzyka wystąpienia niekorzystnych warunków pogodowych. Technicznie i ekonomicznie nie jesteśmy w stanie wybudować nie wiadomo jak gigantycznych i innowacyjnych obiektów, które chroniłyby nas przed suszą i nawalnymi deszczami. Ale inwestycje w zielono-błękitną infrastrukturę, przywracanie retencji i właściwe planowanie przestrzenne w zbytnio zabetonowanych już w tej chwili miastach mogą znacznie złagodzić skutki zjawisk, które obserwujemy – zaznacza dr hab. Andrzej Wałęga.

Świat musi ugrząźć w bagnie. I to dosłownie, bo inaczej zabraknie nam wody

– Nie ulega też wątpliwości, że adaptacja do warunków i zjawisk wywołanych globalnym ociepleniem powinna przebiegać dwutorowo. Moim zdaniem pomoc szczebla centralnego to bezdyskusyjna konieczność, zwłaszcza jeśli mówimy o większych inwestycjach. Natomiast w tych mniejszych mogą partycypować władze lokalne, które realizują wiele innowacyjnych pomysłów – sam uczestniczyłem w kilku projektach, gdzie opracowywano koncepcje ochrony przed powodzią i podtopieniami w miastach, które były finansowane z funduszy spoza pułapu państwowego. Można więc na różne sposoby poszukiwać źródła pieniędzy. To na pewno zależy od samych samorządów, choć oczywiście do podejmowania zielono-błękitnych inicjatyw zobowiązuje poszczególne regiony czy miasta prawo wodne, narzucając im wymogi związane chociażby z retencją wód deszczowych i powiększaniem terenów zielonych – twierdzi hydrolog, podkreślając, że przeciwdziałanie skutkom suszy w obliczu kryzysu, z jakim obecnie się mierzymy, powinno jednak odbywać się w szerszej skali niż tylko lokalna, czyli dotyczyć całej zlewni.

Zagadka: Ile górskich rzek trzeba wysuszyć, żebyś mógł ponadupcać na nartach?

– To tam powinniśmy rozbudowywać systemy zatrzymywania wody w glebie i przyrodzie, za sprawą klasycznych zbiorników, różnych form retencji: krajobrazowej czy glebowej oraz właściwego planowania przestrzennego. Tylko tak uda nam się zachować zasoby i łagodzić skutki tego, co dzieje się wokół nas, a także dostosować się do skutków zmian klimatu, bo na ich powstrzymanie jest już nieco zbyt późno – podsumowuje dr hab. Wałęga.

***

ZEIT-Stiftung Ebelin und Gerd BuceriusMateriał powstał dzięki wsparciu ZEIT-Stiftung Ebelin und Gerd Bucerius.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Paulina Januszewska

| Dziennikarka KP
Dziennikarka KP, absolwentka rusycystyki i dokumentalistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze o kulturze, prawach kobiet i ekologii.