Kraj

Polski rząd jak Monty Python. Zielone światło kopalni daje minister klimatu

W momencie, gdy społeczeństwo zajęte jest walką z koronawirusem i patrzeniem na ręce ministerstwu zdrowia oraz rządowi, resort, który powołano w celu przeciwdziałania zmianom klimatycznym, po cichu przedłuża pozwolenie dla PGE GiEK na wydobycie węgla brunatnego w Turowie. „Jak tak dalej pójdzie, niedługo możemy oczekiwać, że na rynku pojawią się papierosy certyfikowane przez ministerstwo zdrowia” – pisze Paweł Szypulski z Greenpeace.


W kwietniu tego roku należącej do PGE GiEK odkrywce na Dolnym Śląsku miała wygasnąć koncesja. Na wniosek spółki minister klimatu, Michał Kurtyka, wydał zgodę na to, by kopalnia w Turowie mogła kontynuować swoje prace przez sześć kolejnych lat. Kilka dni później szefowi resortu w ramach wydanych 24 marca rozporządzeń przekazano nowe obowiązki, a dokładniej przekazano mu nadzór nad działem administracji rządowej do spraw energii. Oznacza to, że Kurtyka będzie od tej pory odpowiadał za legislacyjne opracowywanie projektów dotyczących polskiej energetyki. Pytanie tylko, czy zerwie z dotychczasową wierną węglowi polityką.

Aktywiści z Greenpeace, obserwując decyzję w sprawie Turowa, mają co do tego wątpliwości. Podczas, gdy nauka wzywa do natychmiastowego wyzerowania emisji gazów cieplarnianych, w tym CO2, do 2030 roku, polski minister godzi się, by jeden z największych trucicieli węglowych w kraju mógł spokojnie kontynuować swoją działalność.

„W polskiej polityce rzeczywistość po raz kolejny okazuje się dziwniejsza niż fikcja. Żeby pokazać absurdy brytyjskiej administracji komicy z Latającego cyrku Monty Pythona musieli wymyślić ministerstwo głupich kroków. W naszym kraju zupełnie realne ministerstwo mające rzekomo zajmować się klimatem wspiera dalsze wydobycie węgla brunatnego – jednego z najbrudniejszych paliw kopalnych. Jak tak dalej pójdzie niedługo możemy oczekiwać, że na rynku pojawią się papierosy certyfikowane przez ministerstwo zdrowia” – stwierdził Paweł Szypulski, dyrektor programowy Greenpeace Polska.

„Na ironię zakrawa fakt, że decyzjom, które mogłyby zapowiadać początek dobrych zmian w polskiej energetyce, towarzyszy zgoda na przedłużenie wydobycia węgla brunatnego w Turowie. Kolejne działania Michała Kurtyki ostatecznie zweryfikują, czy jego resort będzie ministerstwem ochrony czy też niszczenia klimatu” – dodał przedstawiciel Greenpeace.

Odkrywki to żaden biznes, tylko zwyczajna katastrofa

Obrońcy środowiska przypominają również, że w tym samym czasie wszystkie kraje UE debatują nad koniecznością transformacji energetycznej. Mimo to PGE GiEK sztywno trzyma się tradycyjnego sposobu eksploatacji środowiska i produkowania energii, a w dodatku dostaje pełne wsparcie ze strony rządu. Polska jest zresztą jednym z niewielu krajów Wspólnoty, który wciąż nie określił daty swojego odejścia od węgla. Mało tego, Polska bierze pod uwagę wydobywanie go przez następne dekady.

Holandia, czyli laboratorium transformacji klimatycznej

Ambicje PGE GiEK nie kończą się na planie sześcioletnim. Koncern ubiega się o przedłużenie koncesji na wydobycie węgla brunatnego w Turowie o kolejne 25 lat, czyli do momentu wyczerpania złoża i zakończenia eksploatacji tamtejszej elektrowni. To wydłużyłoby jej działania do 2044 roku, jak również pozwoliłoby zwiększyć powierzchnię odkrywki do ponad 3400 ha i ilość wydobytego węgla do kilkunastu milionów ton. Aby tak się stało, plany PGE GiEK muszą zostać zaopiniowane pozytywnie przez Generalną Dyrekcję Ochrony Środowiska, która obecnie prowadzi w tej sprawie postępowanie.

Rozbudowie odkrywki stanowczo sprzeciwiają się okoliczni mieszkańcy – Polacy, Czesi i Niemcy, bo kopalnia znajduje się na trójstyku granic i szkodzi: hałasem prac, zanieczyszczaniem powietrza, marnowaniem i odcinaniem od dostępu do wody, rujnowaniem krajobrazu, a nawet fundamentów domostw. PGE GiEK staje się więc sprawcą i aktorem konfliktu o międzynarodowej skali, bo do protestów włączyli się już konsultujący problem z Komisją ds. ochrony środowiska europosłowie z Czech i Niemiec, a także politycy, aktywiści i samorządowcy z tych krajów.

Na biurko europejskich komisarzy 14 dni przed tym, jak Michał Kurtyka oficjalnie dał zielone światło kopalni Turów, trafiła petycja podpisana przez trzynastotysięczną grupę przeciwników kopalni i wzywająca UE do pilnego zajęcia się przyszłością Turowa. W tej sprawie organy unijne prowadzą też postępowanie sprawdzające, czy Polska, działając wbrew interesom obywateli, nie dopuściła się uchybienia zobowiązań wobec Wspólnoty.

Aktywiści ekologiczni wskazują ponadto, że decyzja Kurtyki i ewentualna rozbudowa kopalni nie pozostają bez wpływu nie tylko na kryzys klimatyczny, ale również ten wywołany pandemią. „Zdrowie i życie Polek i Polaków w najbliższych miesiącach będzie w znacznym stopniu zależne od wsparcia Unii Europejskiej i jej państw członkowskich. Wydawanie w takim czasie koncesji na projekt, który w jawny sposób narusza europejskie prawo środowiskowe, jest sprzeczny z planami Unii dotyczącymi transformacji energetycznej i zagraża dobrostanowi naszych sąsiadów, jest działaniem szczególnie nieodpowiedzialnym” – twierdzi Paweł Pomian ze Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA.

„Powinni zamknąć tę kopalnię i iść w cholerę”

„Tak egoistyczne i krótkowzroczne zachowanie rządu, który w interesie spółki Skarbu Państwa oraz jednej kopalni ryzykuje stosunki międzynarodowe w czasach, w których solidarność jest szczególnie potrzebna, świadczy albo o błędnej i niczym nieuzasadnionej kalkulacji politycznej, albo całkowitym braku świadomości długoterminowych konsekwencji tej decyzji” – podsumowuje z kolei cytowany na stronie EKO-UNII Kuba Gogolewski z Fundacji „Rozwój TAK – Odkrywki NIE”.

Na podstawie Greenpeace.pl

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać